Wracam do tematu kupowania w lumpeksach. W lutym zamieściłam wpis będący poradnikiem jak się odnaleźć w lumpeksie. Przekazałam Wam moje podejście do kupowania w takich sklepach. Post cieszył się ogromnym zainteresowaniem, głównie dlatego, że znalazł się na stronie głównej Onet.pl (to chyba jedyna zaleta darmowej platformy do blogowania), ale dzięki temu dostałam pod nim mnóstwo komentarzy. Komentarzy, które zainspirowały do kolejnego tematu secondhandowego.

Post chodził mi po głowie praktycznie od czasu publikacji tego pierwszego, ale dałam sobie i Wam czas, nie chciałam męczyć zbyt dużo tym tematem. A obecnie minęło już wystarczająco dużo czasu, żeby odkurzyć lumpeksy. Dzisiaj opowiem Wam jakie korzyści niesie ze sobą kupowanie w second handach. Praktycznie połowę pracy nad tym wpisem wykonali za mnie czytelnicy poprzedniego wpisu, bo każdy argument poprę komentarzami, które tam znalazłam.

secondhandy

1. Niższa cena

Myśląc o kupowaniu w lumpeksach oczami wyobraźni widzimy w pierwszej kolejności tanie ciuchy. I słusznie, takie powinno być pierwsze skojarzenie. Ubrania w second handach są tanie. Znacznie tańsze niż te, w normalnych sklepach.

Też jestem fanką lumpeksu! A jakie perełki tam można znaleźć! To świetna alternatywa dla ludzi mniej mających…ale nie koniecznie. Znam osoby bardzo dobrze sytuowane, a ubierają się tylko w lumpeksach, większe pieniądze wydają na coroczne wakacje w odległych ciepłych krajach! I zakupów w lumpeksie się nie wstydzą, wręcz przeciwnie, są z tego dumni, ja zresztą też! Ale to wymaga czasu…a może czasem zmiany sposobu myślenia i podejścia do tego rzeczowo.

No właśnie, warto zwrócić uwagę, że lumpeksy nie są sklepami tylko dla ludzi biedniejszych. Kupują w ludzie o różnych statusach społecznych. W Polsce, może nie jest to jeszcze tak oczywiste, ale za granicą ludzie nie wstydzą się tego, że kupują z drugiej ręki.

Osobiście uważam, że ubrania w zwykłych sklepach są o wiele za drogie, a w parze z ceną nie idzie jakość. Z którego sklepu wyjdziesz z: sukienką, jeansami, 3 bluzkami, sweterkiem dla dziecka, spodenkami dla dziecka i bluzeczką dla dziecka, płacąc tylko 160zł? No właśnie. A ja ostatnio właśnie tak wyszłam z lumpeksu. Przyznaję, że zapłaciłam dużo. Warszawskie lumpeksy nie należą do najtańszych, ale w nich znajdę najlepsze, najładniejsze i najmodniejsze ubrania.

Zaraz pewnie usłyszę, że są second handy, w których taki sam zestaw można kupić za 50 zł. Pewnie są, ale ja takiego nie spotkałam w swojej okolicy. Te mniejsze sklepy, w których jest taniej są słabo zaopatrzone… a te większe są w Warszawie, więc cena wyższa.

2. Ubrania niepowtarzalne

Przejdź się po centrum handlowym i popatrz na wystawy. Też masz wrażenie, że wszędzie jest to samo? No właśnie – i jak tu być oryginalnym w tym jednolitym tłumie? Wybrać się do second handu. Gwarantuję Ci, że nie prędko znajdziesz kogoś z identycznym ubraniem.

Co mnie przekonuje do lumpeksów, to to co dla każdej z nas chyba ważne. Jak wynajdę super ciuszek to jest to oryginalna rzecz, a te kupione w centrach handlowych to mam wrażenie, że całe ulice chodzą w tym samym.

Second handy to raj dla „kolorowych ptaków”, ludzi, którzy uwielbiają wyróżniać się w tłumie. Często po ubrania z drugiej ręki sięgają tzn. „faszionelki”, blogerki modowe, celebrytki. Nie ma lepszego sposobu, żeby wyróżnić się z tłumu, jak przejść się po kilku lumpeksach. Tu nie podchodzisz do wieszaka z 10 egzemplarzami tej samej koszuli w różnych rozmiarach – tutaj łowisz perełki.

3. Rzeczy nowe i bardzo mało noszone

To nie legendy, ani bajki, ani pobożne życzenia. To są fakty. W Second handach możesz upolować ubrania nowe, nigdy nie noszone. Fakt, że takie rozchodzą się jak świeże bułeczki i już godzinę po nowej dostawie możesz takich nie spotkać wcale. Niemniej jednak tak, zdarzyło mi się, że kupiłam w second handzie rzecz z oryginalną metką papierową.

A kto powiedział, że w lumpeksie są same rzeczy używane. Nauczyłam się odróżniać, które są nieużywane i tylko takie kupuję 🙂

Jeszcze jedna rada-zawsze patrzę na metkę, niekoniecznie w sensie marki, tylko czy wygląda na nową, mam na myśli tę na szyi. Bo to znaczy, ze ciuch był nie noszony albo bardzo mało.

Jak się dojdzie do pewnej wprawy, to bardzo łatwo rozpoznać, że ubranie było bardzo mało noszone. Sprawdzamy stan metki przy szyi, sprawdzamy czy się nie rozchodzi na szwach i czy nie ma plam, sweterki sprawdzamy czy nie są zmechacone (pod pachą najlepiej to widać). Uwierz mi, że po przejrzeniu dużej ilości ubrań będziesz w stanie wyłapać te najmniej noszone – to po prostu widać.

4. Lepsza jakość

Szukałam jakiegoś rzetelnego artykułu w sieci, ale żaden nie wpadł mi w oko, ale coś w tym jest, że ubrania na rynek polski, w porównaniu z tymi na rynek np. brytyjski są słabszej jakości. Niby bawełna to bawełna, ale te „zagraniczne” jakieś grubsze, porządniejsze.

Kiedyś kupowałam w lumpeksie z powodów finansowych i znalazłam bardzo dobrej jakości koszule damskie, w sieciówkach tak dobrej bawełny nie widzę sama ‚sztucznizna’

Pamiętam jak kiedyś dostałam od mamy cudowną bluzeczkę na ramiączka w wisienki. Była z Terranovy i byłam tak bardzo zadowolona, że mam coś z markowego sklepu, że ładne i w ogóle. I wiecie co? Po jednym noszeniu i pierwszym praniu była tak okropnie brzydko zmechacona, że niemal płakałam jak na nią patrzyłam.

Ceny o niebo niższe, jakość o niebo lepsza, bo z produkcji na rynek niemiecki czy angielski. Na polski rynek jakość jest dużo gorsza.

Jeśli ktoś to nosił, uprał, i się nie rozlazło – to znaczy ze warto też nosić. Bo co się dzieje z chińszczyzną z naszych galerii? Rozpada się po trzech praniach, mechaci, defasonuje.

Rzeczy kupione w lumpeksie bardzo rzadko aż tak szybko ulegają zniszczeniu. A jeśli nawet to się zdarzy, to nie ma tak dużego żalu, bo ubranie było tanie. Najczęściej jednak to się nie dzieje. Mam wiele ubrań z „ciuchów”, które noszę latami i nadal wyglądają świetnie.

5. Wielkie marki

W second handach znajdziesz nie tylko ubrania „no name”, nie tylko ubrania z podrzędnych firm, ale właśnie też te wielkie, sławne, dobre marki.

Metki, popieram, trzeba czytać, ale uwielbiam ten moment jak znajduję spodnie czy sweterek z Marks & Spencer, Mexx czy innej znanej marki, który pasuje świetnie a kosztuje 4 czy 5 zł, a czasem nawet nie.

Z takich najbardziej znanych marek, które na co dzień są poza moim zasięgiem finansowym, to kupiłam kiedyś cudne spodenki Benettona. Nigdy nie byłam w sklepie Benettona, bo wystarczyło mi krótkie spojrzenie na ceny na wystawie. „Nie, dziękuję, nie wydam połowy pensji na zwykły biały podkoszulek”.

sweatshirts-428607_1280

Dzięki second handom ubrania drogich marek są w zasięgu ręki wszystkich bez wyjątku. Podobno niektórym zdarza się również wyszperać jakieś dzieła projektantów mody, ale nawet jeśli miałabym coś takiego w rękach, to nie umiałabym rozpoznać. Dużo jest też ubrań z marek, które do Polski jeszcze nie weszły, więc to tez swoiste perełki.

6. Aktualnie modne

To argument, który chyba mnie samej nie przyszedłby do głowy. To co jest aktualnie modne w Polsce, często było modne na świecie w poprzednim sezonie. Dzięki temu w lumpeksach znajdziemy właśnie te modne aktualnie w kraju rzeczy.

Mam tyle rzeczy, które za granicą były już modne, a tu jeszcze ich niema w galerii. Dopiero po jakimś czasie docierają, a ja mam je pierwsza. […] Moja córka ma takie fajne rzeczy, że koleżanki zawsze się jej pytają gdzie kupiła, ma pierwsza oryginalne rzeczy…

7. Ekologia

Kolejny argument, na który nie zwróciłam wcześniej uwagi, ale po gruntownym przemyśleniu stwierdzam, że to dość silny argument. Kupowanie rzeczy z drugiej ręki jest ekologiczne. Poniższy komentarz mówi wszystko:

Według mnie takie zakupy to nie tylko żaden wstyd, ale fajna metoda, żeby być np. „eko” – zamiast kupować tonę nowych rzeczy, zadowalamy się używanymi, które mogłyby przecież równie dobrze wylądować na śmietniku…

A co Wy robicie z ubraniami, w których już nie chodzicie? Część na pewno trafia do śmietnika. Ja staram się oddawać ubrania do PCK, lub do tych specjalnych pojemników, które często porozstawiane są w miastach. To nic, że ja już w nich nie chodzę, one mogą w ten sposób dostać „nowe życie”.

8. Ubrania „funkcyjne”, specjalistyczne

Nie do końca wiedziałam jak nazwać ten podpunkt. Idea jest taka, że w lumpeksie można znaleźć takie rzeczy, które w normalnych sklepach zwykle są dużo droższe niż inne ubrania. Należą do nich na przykłada ubrania ciążowe i ubrania do uprawiania różnych sportów.

Ja nigdy nie miałam cierpliwości, ale jak upolowałam porządne spodnie ciążowe z grubego jeansu za 35 zł (w sieciówkach cieniutka bawełna udająca jeans jest za 120 zł!) to uznałam, że muszę polować dalej!

Wszystkie swoje ubrania ciążowe, oprócz jednych spodni, kupiłam w lumpeksie. Jeansy ciążowe, bluzki, spódnice – te rzeczy zazwyczaj przez samą nazwę „ciążowe” są dużo droższe od innych, a przecież mają nam służyć tylko przez kilka miesięcy. W lumpeksach kupisz je dużo taniej. Warto zapytać obsługi gdzie można je znaleźć. W moim ulubionym lumpeksie są specjalne miejsca, w których obsłucha wiesza spodnie i spódnice ciążowe.

Jestem facetem. Do lumpexu przekonałem się jakieś 2 lata temu. Nie kupuję bielizny i butów, mam natomiast sporo spodni, koszul i kurtek. Zaczęło się od ubrań na motor, nie chciałem wydawać dużej kwoty na nowe rzeczy. Trochę trudno znaleźć odpowiedni rozmiar, ale po pierwszych zakupach kurtka 20zł, spodnie 20zł, zawsze można bez żalu szukać dalej.

Ubrania na motor to świetny przykład. Inny, równie fajny znam z autopsji. Potrzebowałam spodni narciarskich, dosłownie na króciutki wyjazd, a te w sklepach były dla mnie za drogie. Nie wiedziałam czy w ogóle mi się spodoba i czy będę kontynuować naukę. Jedna wizyta w second handzie i wróciłam do domu z parą spodni narciarskich za… 40 zł…

9. Można przymierzyć wszystko

O tym też nie pomyślałam wcześniej, dlatego dziękuję za ten komentarz. W eleganckim sklepie z koszulami nie można ich przymierzyć. Koszule zwykle są elegancko zapakowane, a każde otwarcie zburzy tą misterną kompozycję.

Mój mąż pracuje na wyższej uczelni – kokosów nie zarabia, ale musi jakoś wyglądać i codziennie świeża koszula potrzebna. 90% kupionych w lumpku. O ile normalnie jakiś ciuch w sklepie można przymierzyć, o tyle wyciąganie koszul zapakowanych w sklepie jest nie mile widziane, i nigdy nie wiadomo na jaki gatunek się trafi.

Chyba nie potrzebujecie większych wyjaśnień w tej kwestii.

10. Można kupić coś „na próbę”

Ostatni argument jest mój własny, nie poparty żadnym komentarzem, ale myślę, że wiele „second hand addicts” by mnie poparło.

Wyobraźcie sobie taką hipotetyczną sytuację: W tym sezonie mega modne były kombinezony. Na modelkach wyglądają świetnie, ale Ty masz wątpliwości nie tylko czy będą na Tobie wyglądały dobrze, ale też czy będziesz się w nich dobrze czuła i czy okażą się praktyczne, czy niewygodne (np. kwestia szybkiego sikania w łazience 🙂 ). Nie kupisz sobie kombinezonu w normalnym sklepie, bo nie chcesz wydawać dużej sumy pieniędzy na coś, co może potem leżeć w szafie. Co robisz więc? Biegniesz do lumpeksu w poszukiwaniu kombinezonu. Nawet jeśli potem będzie leżeć w szafie, to nie będzie Ci szkoda wydanych pieniędzy.

dresses-53319_1280

Tak wygląda moja dziesiątka argumentów „za ” kupowaniem w second handach. Ciekawi mnie jaki jest Wasz stosunek do kupowania w takich sklepach i czy macie jakieś fajne argumenty do dodania do mojej listy.

Czasy powoli się zmieniają i lumpeksy z dawnych czasów, w których ubrania były brzydkie, zniszczone i nie modne, zostały wyparte przez nowoczesne second handy, w których znajdziemy modne i dobre jakościowo ubrania. Tak samo podejście ludzi do tego typu sklepów powoli się zmienia. Warto dać lumpeksom drugą szansę – warto.