Znacie ten problem? „Zaczęłabym biegać, ale…” i tu zaczyna się litania przeróżnych wymówek. „Nie mam czasu”, „Pada deszcz”, „Tak bardzo jestem zmęczona po pracy”, „Nie chce mi się”. Nie powiem, że jestem mistrzynią samomotywacji i zawsze jestem zwarta i gotowa by wyjść pobiegać. Jakimś jednak cudem, od roku dość regularnie udaje mi się biegać. Chciałabym Wam dzisiaj pokazać kilka sposobów na to, ja ja sama motywuję się do biegania.

Mem z fanpage’a Biegam bo mnie ludzkość wqrwia

Nie jestem ekspertem, przytoczone przeze mnie punkty, to po prostu sposoby, które u mnie się sprawdzają. Mam świadomość, że nie zadziałają na każdego, ale jeśli chociaż jeden punkt zadziała na Was motywująco, to znaczy, że osiągnęłam swój cel.

1. Polub się z Endomondo

Punkt pierwszy na mojej liście może wydawać się Wam trochę głupi. Pewnie skojarzy Wam się z gimbazą, która każdy aspekt życia musi pokazać na fejsie, bo inaczej się nie liczy. Ale tu w ogóle nie o to chodzi. Endomondo to taki automatyczny rejestr twojej aktywności. Dzięki Endomondo zostaje po Twoim treningu jakiś ślad. Masz dowód, ze udało się: przebiegłeś tyle i tyle kilometrów, tyle i tyle czasu Ci to zajęło, spaliłeś tyyyle kilokalorii i jeszcze do tego zobacz jaką ładną trasę narysowałeś!

Początkowo nie doceniałam Endomondo. Wydawał mi się zbędnym gadżetem, głupotą, raczej ciekawostką niż pomocą w treningach. Po kilku pierwszych biegach z tą aplikacją zmieniłam zdanie. Uwielbiałam (i nadal uwielbiam) analizować swoją trasę. Pierwsza rzecz, którą robię po powrocie z biegania, to właśnie odpalenie Endomondo (tego webowego) i sprawdzenie czy i jakie zrobiłam postępy.

Bardzo przydatną rzeczą w Endomondo jest liczenie najlepszych odcinków. Aplikacja pokaże Ci gdzie najszybciej przebiegłeś 1 km, 5 km, 10 km, jaki dystans pokonałeś w godzinę i zaznaczy Ci Twoje życiowe rekordy. Uwielbiam to oglądać!

2. Biegaj wolniej

Mem z fanpage’a Biegam bo mnie ludzkość wqrwia

To podobno jest pierwszy i najważniejszy czynnik, który zniechęca początkujących. Zaczynają biec za szybko i w efekcie po 20 minutach są już tak wyczerpani, że nie pobiegną dalej. Faktycznie, taki stan rzeczy może zniechęcać. Warto więc odpowiednio dobrać tempo, a z czasem delikatnie je podkręcać. W nadaniu odpowiedniego tempa pomagają….rozmowy. Bieganie z innymi osobami (patrz punkt 9) to świetna okazja do wymiany ploteczek czy swoich opinii na różne tematy. Głupio i niekomfortowo jest rozmawiać mając zadyszkę, sami więc zwalniamy tempo, tak żeby można było swobodnie prowadzić rozmowę.

3. Biegaj z ulubioną muzyką

Rzecz, która u mnie się nie sprawdza, bo to każdego indywidualna kwestia. U większości moich znajomych się sprawdza: słuchanie muzyki w czasie biegania. Odpowiednia muzyka (w szczególności taka w odpowiednim tempie) pomaga w bieganiu, bo podświadomie dostosowujemy tempo biegu do jej taktów. Pozwala też nie myśleć o tym jak jest ciężko biegać – wystarczy, że skupimy się na tekście piosenki. Możemy sobie też podśpiewywać pod nosem (lub w myślach, jeśli pod nosem kończy się zadyszką).

Mem z fanpage’a Biegam bo mnie ludzkość wqrwia

Jak pisałam powyżej mnie muzyka w trakcie biegania przeszkadza. Biegam wieczorami po mieście i nie podoba mi się gdy nie słyszę jadących samochodów, czy innych osób. Bardzo często odwracam się i sprawdzam czy nikt za mną nie biegnie (wiem, wiem – świruska, tak już mam). Ja czerpię przyjemność z tej ciszy, łatwiej jest mi się wtedy skupić.

4. Nie rezygnuj z biegania w słabszą pogodę

Mem z fanpage’a Biegam bo mnie ludzkość wqrwia

Podobno nie istnieje coś takiego jak zła pogoda na bieganie. Deszcz, śnieg czy minusowe temperatury – i tak wychodzimy pobiegać. Jeśli jesteś początkujący, to nie każę Ci wychodzić w trakcie urwania chmury. Ale jeśli deszczyk tylko siąpi – spróbuj. Fajnie biega się w deszczu, bo przyjemnie chłodzi twarz. Swoje pierwsze rekordy na 10 km pokonałam właśnie w deszczu, a teraz, w zimę (śnieg, lód i ujemne temeperatury) udało mi się osiągnąć cel – przebiec 10 km poniżej godziny. Dwa razy. To tylko mój przykład. Ale nawet jeśli nie uda Ci się pobić rekordów, to satysfakcja i poczucie, że jest się na tyle mocnym, żeby biegać w trudnych warunkach, w zupełności wystarczą. Dla mnie świadomość, ze w deszczu dałam radę jest motywująca, żeby następnym razem też wyjść pobiegać.

Deszcz chłodzi twarz. Bieganie w ujemnych temperaturach hartuje organizm – sprawia, że nie łapie się tak szybko infekcji. Bieganie w upały jest podwójnie męczące, co oznacza, że spalamy więcej kalorii. Nie ma złej pogody na bieganie – z każdej wynika coś dobrego.

5. Traktuj bieganie jak terapię i odskocznię od codzienności

Mem z fanpage’a Biegam bo mnie ludzkość wqrwia

Szef Cię wkurzył? Koleżanka wyjeżdża po raz dziesiąty z granicę, a ty nadal nad polskie morze? Pokłóciłaś się z mężem? Idź to wybiegać! Nie ma nic lepszego na smutki i złości jak porządne sponiewieranie się w biegu. Gwarantuję Ci, że umysł będziesz miała zajęty tymi nerwami, tak, że nie będziesz czuła zmęczenia i kilometrów. A kiedy już po 5 kilometrze endorfiny strzela Ci do głowy, spojrzysz na problem z innej strony i spokojnie znajdziesz rozwiązanie. Będziesz ponad tym. Czyż to nie jest motywujące?

6. Jeśli zaplanujesz sobie trening to myśl o nim od rana

Mem z fanpage’a Biegam bo mnie ludzkość wqrwia

Jeżeli chcę biegać, dajmy na to, dwa razy w tygodniu, to zazwyczaj już z góry wiem które to będą dni. Najczęściej jest to poniedziałek i środa lub czwartek. W każdy poniedziałek, już od rana myślę o tym, że „dzisiaj będę biegać”. Często też mówię o tym mężowi – uprzedzam go, żeby wiedział, że wieczorem będzie musiał się zająć Maluchem. Wiecie czemu tak robię? A znacie taką sytuację, że w weekend planujecie, że pobiegacie w tygodniu, a jak przychodzi wieczór, to nagle okazuje się, że jesteście tak bardzo zmęczeni po dniu pracy, że za nic nie wyjdziecie z domu? Myślenie od rana o tym, że coś nas jeszcze czeka wieczorem pozwala psychicznie przygotować się do tego. W mój dzień biegania nie pozwalam sobie na myśli o tym jak bardzo mi się nie chce. Zdecydowanie częściej myślę wtedy, jak fajnie będę się czuć po bieganiu. Że do puli przebiegniętego dystansu dołączą kolejne kilometry, że spalę kolejne kalorie i następnego dnia będę czuć się szczuplejsza. To naprawdę działa! Dodatkowym plusem jest fakt, że tego dnia nie pozwalam sobie na zbyt obfity obiad, i nie jem przed samym bieganiem, bo nie lubię kiedy co chwila mi się odbija lub kiedy łapie mnie kolka. Instynktownie jem tego dnia mniej.

7. Śledź swoje postępy

Nic tak nie motywuje jak zauważenie swoich postępów. Ja jestem nienormalna, bo prowadzę prosty rejestr w excelu swoich treningów. Spisuję sobie dystanse, czas i wszystkie najlepsze odcinki, które pokazuje mi Endomondo. Z zeszłego roku wyliczyłam sobie średnie miesięczne i pokusiłam się o zrobienie wykresów. Nie spodziewałam się, że moje postępy będą aż tak widoczne.

10 kilometrów z miesiąca na miesiąc udawało mi się biegać w coraz krótszym czasie. Coraz lepszy był też test Coopera. To niezmiennie daje mi motywacyjnego kopa.

8. Kup sobie kolorowe ubrania i gadżety

Bieganie jest kolorowe. Kiedy możesz bezkarnie wskakiwać w różowe geterki albo żarówiastą bluzę? Założysz je do pracy, lub  tak po prostu pokażesz się na ulicy? No nie. A jak biegasz, to możesz założyć wszystkie najbardziej kolorowe ubrania na świecie. Nie namawiam Cię, żebyś wydała miliony monet na oryginalne ciuchy do biegania znanych firm. Wycieczka do Lidla w czasie promocji czy do Decathlonu w zupełności powinna wystarczyć. Tam też znajdziesz przepiękną, kolorową i dobrej jakości odzież sportową. Ja uwielbiam swoje kolorowe getry, różową odblaskową kurtkę, niebieską bluzę, wzorzysty komin czy nawet (!) neonowe wsuwki do włosów. Dla mnie posiadanie takich pięknych rzeczy jest motywacją do tego, żeby je nosić, a tym samym, żeby wyjść na trening.

W tym roku, na 30 urodziny dostałam najwspanialszy prezent. Mega różową koszulkę z napisem „Biegam, żeby żreć więcej ciastków”. nie mogę doczekać się, aż na dworze będzie cieplej i będę mogła pomykać w koszulkach z krótkim rękawem – niech cały świat ujrzy po co tak naprawdę się biega. Tę genialną koszulkę możecie zakupić na stronie Rebel Runners Clus.

9. Znajdź swoja drużynę biegową

Nie ma lepszej motywacji niż świadomość, że czeka na Ciebie koleżanka i liczy, że z nią pobiegasz. To jest chyba jeden z najbardziej skutecznych punktów na mojej liście. Najgorzej, jak to Ty jesteś czynnikiem, który zawiedzie i nie przyjdzie, więc starasz się tego nie robić. Naturalnym jest, że każdy ma słabszy czas, jeśli chodzi o treningi, więc fajnie jest, gdy w tym czasie inni członkowie Twojej drużyny nadal mają chęci do biegania. W ich słabszych momentach to Ty możesz zrekompensować się porcją motywacji dla nich.

Dodatkowym plusem biegania w drużynie jest to, o czym wspomniałam w punkcie 2 – wymiana ploteczek sprzyja odpowiedniemu, nie za szybkiemu tempu początkowemu. Poza tym: grupowo fajniej jest walczyć o medale – o nich w punkcie 10 🙂

Drugą stroną jest, jeżeli chcesz pobiec szybciej – bieganie z kimś, kto osiąga lepsze wyniki. Jest tym przysłowiowym króliczkiem, którego musisz gonić – tym samym osiągasz lepsze wyniki.

10. Zdobywaj medale

Dla mnie czynnikiem motywującym do biegania jest udział w różnych biegach. Świadomość, że wkrótce będę startować w biegu pozytywnie wpływa na częstotliwość i jakość moich treningów. Fakt, miałam w tym roku gościnne występy prawie bez przygotowania (na przykład na biegu Czterech generałów), ale właśnie dlatego wiem, że nigdy więcej w ten sposób nie chcę biegać w zawodach.

Największą jednak motywacją jest zdobyty po każdym biegu medal. To taka największa nagroda za trud, wysiłek, pot i łzy. Ja na przykład uwielbiam oglądać swoją kolekcję medali z zeszłego roku. Za każdym razem, kiedy na nie patrze, to myślę sobie w ilu biegach uda mi się wystartować w tym roku i ile kolejnych medali dodam do kolekcji, a stamtąd już krótka droga do fajniejszych treningów wieczornych.

11. Znajdź kilka motywujących cytatów

To nie jest punkt obowiązkowy i nie dla każdego jest skuteczny, ale w dobie wszechobecnego coachingu i wiary w moc pozytywnych afirmacji warto spojrzeć na różne motywujące cytaty i memy. Mnie bawią najbardziej te z fanpage’a „Biegam bo mnie ludzkość wqrwia„, którymi okrasiłam Wam (obficie) ten wpis.

Mem z fanpage’a Biegam bo mnie ludzkość wqrwia

Czytam, czytam te memy i uświadamiam sobie, że niemal z każdym z nich zgadzam się w 100%. Co do niektórych nie mam jeszcze zdania, bo dotyczą biegania półmaratonów, maratonów i biegów ultra, w których pewnie nigdy nie wystartuję. Jednym z pierwszych cytatów motywacyjnych, które do tej pory uwielbiam jest ten:

Pot, to łzy Twojego tłuszczu

To moje motto 🙂


To tylko kilka z motywujących do regularnego biegania rzeczy. Jestem pewna, że dotyczą nie tylko biegania, ale i każdego innego sportu. Ja skupiam się na biegani, dlatego, że sama biegam. Sama w przeszłości nienawidziłam biegać, a później pokochała. Sama również mam momenty, w których zwyczajnie mi się nie chce. Nie poddaję się jednak i dalej walczę. Po bieganiu zwyczajnie czuję się lepiej, a ostatnio osiągam taki stan, że tęsknię za bieganiem, a to, uważam, już bardzo dobry znak.