Wstałam z kanapy, pobiegłam… i wykręciłam niezły czas!

Biegałam. Pół roku uczciwie biegałam. Raz, dwa razy, zdarzało się i trzy razy w tygodniu. Następnie przyszedł czas na udział w biegach ulicznych. Był Bieg SGH i Bieg Powstania Warszawskiego. Pomyślałam, że super udaje mi się trenować i pozapisywałam się na jeszcze kilka biegów. A potem przyszedł urlop, a urlop wszystko rozpierduje (kocham to słowo). I „rozpierdał” mi treningi.