Matka DKP – życie i twórczość, marzenia i wątpliwości…

Jeśli spróbujecie wyguglować skrót DKP, to wyniki mogą Was zaskoczyć. Mnie zaskoczyły, bowiem skrót ten oznacza na przykład „Dragon kill points” (what the f….?) lub „Deutsche Kommunistische Partei” (rany julek!). Nie będzie wielkim zaskoczeniem, jeśli powiem, że dzisiaj nie będę pisać o żadnym z nich.

DKP oznacza w moim świecie długie karmienie piersią. Zaczynając pisać ten post byłam pewna, że ja się już do matek dkp zaliczam – karmię prawie 2 lata. Ale, okazuje się, po zasięgnięciu opinii na blogu Hafiji czy u Agnieszki Stein, że podobno do 2 lat, to jeszcze społeczeństwo nie traktuje wcale jako długie. Kłóci się to trochę z tym, co coraz częściej odczuwam wśród znajomych (głównie tych dalszych, tych co mnie za dobrze nie znają). Oni traktują mnie już jak kosmitkę.

Perełki w Biblioteczce Malucha #01

Książki, które zamierzam, dziś pokazać mamy już w biblioteczce ponad pół roku. Dotychczas nie złożyło się, żeby zamieścić je na blogu, ale stwierdziłam, że są one na tyle fajne, że nie można z tym dłużej zwlekać. Niektóre z nich pewnie wpadły już Wam gdzieś w oko, ponieważ nie są to żadne nowości wydawnicze, wszystkie kupiłam na Targach Książki w Warszawie (to był maj, pachniała Saska Kępa…). Niemniej jednak nadal są moimi hitami.

Rok biegowy 2016

Początek roku to taki czas, w którym ludzie dzielą się na dwie grupy: jedni jeszcze dochodzą do siebie po Sylwestrze, inni z nostalgią wspominają i podsumowują miniony rok. Są pewnie i tacy, co robią obie te rzeczy na raz. Ale to nie ja 🙂

Ja chcę podsumować (trochę, a może nawet głównie dla siebie) 2016 rok pod kątem biegania, bo pod tym względem był on dla mnie wyjątkowy. Jeszcze nigdy nie udało mi się wytrwać tak długo w bieganiu. Miałam kilka epizodów po 2 – 3 miesiące. I nie będę się chwalić, ze biegam regularnie, bo miałam kilka lepszych i kilka kiepskich miesięcy, ale nie rzuciłam biegania w kąt. Ciągle mam je na myśli, a to chyba dobrze, co nie?

Strona 1 z 11
Close