Tyle się już na blogu napisałam o rozszerzaniu diety Malucha metodą BLW, że już po raz kolejny tłumaczyć nie będę na czym ona polega. Odeślę Was za to do wpisu dotyczącego naszych pierwszych kroków w BLW oraz spostrzeżeń po dwóch miesiącach stosowania tej metody, a także do niezbędnika BLW i uznam, że więcej tłumaczyć nie trzeba. Na BLW żyjemy z lepszym lub gorszym skutkiem już około 10 miesięcy. Teraz widzę, że opłacało się zaczynać w tym bałaganie, w kałużach na podłodze i w upaćkanych ubrankach. BLW zaczyna przynosić nam korzyści, a w dodatku nie trzeba się przy tym napracować.

5 korzysci z metody BLW

Korzyść 1: „Matka niejadka” to nie jestem ja!

Wszystko można powiedzieć o Maluchu, ale na pewno nie to, że jest niejadkiem. Z resztą nie cierpię tego określenia. Nie zmuszamy Malucha do jedzenia. Jeśli ewidentne nie chce jeść, to nawet jeśli na talerzu jeszcze coś zostało, to nie wpychamy na siłę. Inna sprawa, że Maluch je chętnie i prosi o jedzenie nawet częściej niż byśmy tego chcieli. Nie próbuj nawet jeść czegoś przy nim, jeśli nie zamieszasz się tym podzielić z dzieckiem. On po prostu MUSI spróbować tego, co jesz Ty. I tu jest jeszcze jedna korzyść: Młode z chęcią próbuje nowych rzeczy. Mam nadzieje, że dzięki temu nie wyrośnie na dziecko, które mogłoby jeść same kanapki z serem i ketchupem, lub, co gorsza, które żyje tylko na chipsach i słodyczach. My, rodzice musimy się pilnować co jemy. Trochę obłudnym by było samemu wżerać chipsy popijając colą, a dziecku zabraniać i mówić, że to niezdrowe.

Korzyść druga 2 „Mamo, zostaw, ja sam!”

Punkt, z którego jestem najbardziej dumna. Moje dziecko je samodzielnie. Nie trzeba podawać mu na łyżeczce (chociaż jeśli czytaliście ten wpis, to wiecie, że w ten sposób też dokarmialiśmy Malucha), nie trzeba latać za nim z widelcem. Najczęściej podajemy Maluchowi rzeczy na talerzyku i on sobie przychodzi, bierze i zajada sam. Do napojów nadal świetny jest Doidy. Czasem, nie przeczę, zdarzy mu się coś z niego wylać, ale dużo częściej picie ląduje w brzuszku. Ostatnio duma mnie rozpiera, bo Młode, samodzielnie zjadło łyżeczką zupę z talerza. Zupę! Sam! Łyżeczką z talerza! Dziecko 15,5 miesiąca! Tak, nagrała z tym filmik. Nie, nie wstawię go na bloga, bo jest tam twarz Malucha. Tak, pokażę tylko zdjęcie 🙂 Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie to byłby kluczowy argument za stosowaniem metody BLW. Obecnie jest to dla mnie największy powód do dumy z Młodego, ale i z siebie, że BLW zaczęłam.

Zdjęcie średniej jakości, ale tutaj Maluch zjada sam zupę z talerza.

Korzyść 3 Oszczędności

Wiecie, że pierwsze gotowe słoiczki z posiłkami kupiłam dopiero miesiąc temu? I to w dodatku nie dla Malucha, ale do konkursu z okazji babyshower 🙂 Maluch nie zna smaku słoiczków, ja do tej pory nie znałam ich cen. I…dobrze mi z tym! Bo cena malutkiego słoiczka mnie przeraża! Niby nic, ot 3 – 4 złote. Ale te kilka złotych pomnożonych przez ilość posiłków w ciągu dnia i przez ilość dni daje nam jakąś kosmiczną sumę! A po co? nawet jeśli stosowałabym u Młodego papki, to na pewno gotowałabym warzywa sama i tarła je na tareczce. Naprawdę nie rozumiem kupowania słoiczków. Tak więc nie kupujemy słoiczków, kaszek, specjalnych deserków czy jogurcików, od których uginają się sklepowe półki. Jest jeden wyjątek spacerowy: kupuję gotowe musy owocowe w tubkach (takie Hipp czy innych firm, bez cukru). Przyznać muszę, że nie są tanie, ale przy pozostałych oszczędnościach można od czasu do czasu czegoś takiego spróbować.

Korzyść 4 Mniej czasu przy garach

Tak, gotuję. Gotuję dla wszystkich razem. Tak, babcia też dla Maluch gotuje. Tak, też nie gotuje dla niego osobno. Dzięki temu, że moje dziecko nie boi się próbować nowych rzeczy nie muszę gotować specjalnie dla niego. Moje dziecko je wszystko to co i my. Inna sprawa, że staram się gotować zdrowo. Używam dużo mniej soli, więcej innych przypraw. U dziadków na Malucha czeka zawsze jakaś pyszna zupka, czy owoce. Dzięki stosowaniu BLW taki sam obiad jedzą wszyscy domownicy. Oznacza to dużą oszczędność czasu. Jeśli miałabym gotować tylko dla dziecka, to na pewno górę wziąłby mój wewnętrzny leń i nie gotowałabym już dla dorosłych, tylko jedlibyśmy coś na mieście. Jeśli nie wierzycie, że można jeść to samo co niemowlak, to zapraszam do postów z moimi ulubionymi przepisami śniadaniowymi i obiadowymi. Nie mamy też problemu jeśli pójdziemy do kogoś w odwiedziny czy do restauracji. Nie taszczymy ze sobą obiadów Maluchowych, bo wiemy, że zawsze znajdzie się dla niego coś, co z chęcią zje, czy to z naszego talerza, czy ze swojego. Taki wewnętrzny luz czujemy, że nie musimy przed wyjściem z domu pamiętać o milionie rzeczy związanych z posiłkiem dla dziecka. A jeśli już na prawdę nie ma co jeść, to zostaje nam zawsze dobre, zawsze ciepłe, zawsze pożywne i na miejscu mleko z piersi  😉

Korzyść 5 „Sam określam co i ile zjem”

Odłóżcie na chwilę jedzenie: Kojarzycie dzieci, które pchają do buzi więcej niż mogą pomieści, a potem przeżuwają to z otwartą buzią i połowa z tej buzi wypada… Tak, też nie lubię tego widoku. Moje dziecko nigdy nie było bohaterem takiej sceny. Moje dziecko podchodzi do talerzyka, bierze z niego jedną rzecz, zjada z zamkniętą buzią, przełyka, podchodzi po raz drugi. Zupę je łyżeczka po łyżeczce. Picie też pije małymi łyczkami. Nie wypluwa, nie wylewa się z buzi…wszystko ładnie i estetycznie. Dodatkowo sam decyduje kiedy kończy jeść. Jak już nie jest głodny, to nie pcha w siebie na siłę. Wie również co w danej chwili chce zjeść. Jeśli nie ma ochoty na coś, co mu podajemy, to nie weźmie tego do buzi. Pokazuje paluszkiem na co ma ochotę, dostaje to i szczęśliwy zjada. Przy czym nie są to tylko słodkie rzeczy. Bałam się, że jak spróbuje słodkiego smaku, to już nic innego nie będzie jadł, ale tak nie jest. Owoce, owszem, dobre są przez chwilę, ciasteczko jedno starczy, ale i zupkę zje z chęcią, pomidorem zagryzie, mięskiem nie pogardzi.

Podsumowując: wreszcie mogę napisać, że BLW przynosi cudowne efekty i że cieszę się, że się na nie zdecydowaliśmy.

Jeśli powyższe argumenty, opisane na podstawie organoleptycznych testów Was nie przekonują do zastosowania metody BLW, to znaczy, że już nic Was do tego nie przekona. Ale jeśli po tej lekturze zaczęliście się zastanawiać nad rozszerzaniem diety malucha w ten sposób, to znaczy, że osiągnęłam swój cel. Nie zrażajcie się, bo na początku wydaje się, że nie ma postępów, ale odrobinę cierpliwości i efekty przewyższą Wasze oczekiwania. Powodzenia!

  • ~Jo

    Hehe niejadek! Ostatnio „brałam udział” w rozmowie na temat zjadania owoców i warzyw przez dzieci. No i dowiedziałam się, że „wiadomo, że dzieci nie zjedzą ci warzyw ani owoców”, „No pewnie, że nie, mój nauczył się w przedszkolu i to tylko pomidora”, „no macie rację, warzywa są dla dzieci fuj”, na co tylko sobie pomyślałam, że smutne to jest bo Maluch potrafi zjeść pod rząd: borówki, maliny, czereśnie, agrest (tak agrest), morele, porzeczki, zagryźć bobem (tak bobem), kalafiorem, brokułami, ogórkiem i ukochanym pomidorkiem. Wczoraj gotowałyśmy z babcią bób, ledwo wyłożyłyśmy go do miski- słychać tupot małych stóp i „Baba, boba!”, dostał na talerzyku i sobie bobek po bobku zjadał „mniam, mniam”+ klepanie po brzuszku. BLW do mnie przemawia, ostatnio spędzam z maluchem sporo czasu i świetnie jest obserwować jak świadomie i ze spokojem zjada/próbuje. Bo ogólnie spokojny to on nie jest 😛

    • wyrodna-matka

      No właśnie, kto widzi jak mój Młody zjada, ten wie, że BLW przynosi efekty. A kto nie widzi niech uwierzy na słowo. To jest metoda-cud 😀 A przy tym taka naturalna, bez zbędnej spiny, wpychania łyżeczek, martwienia się czy/ile/co dziecko zjadło… Dla mnie same plusy.

  • Zgadzam się w 100% oszczędność, mniej czasu przy garach, niejadek to nie mój problem 🙂 Ala wcina wszystko co dla dorosłego. Dawno odeszła od kaszek instant itp. A teraz zajada się wszelkimi owocami, sałatką jarzynową, kiełbasą i plackami ziemniaczanymi. Ja za to nie mam bólu głowy, co jej dać na obiad, bo zawsze coś się znajdzie. 🙂

    • wyrodna-matka

      No właśnie! BLW jest nie tylko fajne dla dziecka, ale też megawygodne dla rodzica 😀 A ja leniwym rodzicem jestem.

  • ~Emilia

    Nas BLW kręci od dawna, już niejedną pozytywną opinię słyszałam i nie mogę się doczekać kiedy nasz kociak do niej dorośnie 🙂
    A punkt 2 brzmi super, bo włos mi się lekko jeży jak widzę 3-latkę wychowaną na papkach i w efekcie karmioną przez rodziców…

    • wyrodna-matka

      Tak, polecam BLW. Może efektów nie zobaczysz za tydzień czy za miesiąc, ale długofalowe efekty są super.
      My jesteśmy zbyt leniwi, żeby dziecko ciągle karmić…a 3 lata to już przesada 😀 Ja nie mam na to czasu.

Close