Przeczytałam gdzieś, że podobno nic tak nie szkodzi dziecku jak matka z dostępem do internetu. Zgadzacie się z tym? Patrząc na siebie – jasne, że tak! Kto by chciał, żeby jego mama uzewnętrzniała się w Internecie? I to w dodatku w miarę regularnie? I jeszcze ślad po tym zostaje na zawsze? A ja to robię pisząc bloga.

Fakt, od pewnego czasu pokazuję swoją twarz w kontekście bloga, jednak staram się w tym całym szaleństwie zachować zdrowy rozsądek. Bardzo starałam się, żeby nie dopadło mnie to powszechne Odpieluszkowe Zapalenie Mózgu. Od początku istnienia bloga przemyślałam sobie i zadecydowałam, że nie będę pokazywać na nim twarzy mojego synka, ani męża. Pan Wyrodny i Maluch na zawsze pozostaną anonimowi. Ale dosyć o mnie, bo tekst miał być o najbardziej wkurzających zachowaniach mam w internecie. Moje spostrzeżenia oparte będą jedynie na obserwacjach mam na Facebookiu i Instagramie. Z góry dorzuciłam wszystkie fora internetowe, bo mam świadomość co się tam dzieje, chociaż w kontekście tego wpisu – udział w dyskusjach mógłby być bardzo ciekawą sprawą.

Uwaga! Strzelam serią zdjęć!

To zachowanie, którego nie przeoczysz, choćbyś bardzo chciała. „Patrz, patrz, patrz, PATRZ, to moje dziecko jest. Tu taj się uśmiecha, tu nie, tu stroi miny. Tutaj je, tutaj sra, tutaj się bawi. Takie ma oczy, taką buzię, taka pieluszkę, taką bluzeczkę, taką czapeczkę. Z mamusią, z tatusiem, z dziadkiem, babcią, ciocią, psem, sąsiadem, listonoszem”.  Miliony zdjęć. Jedno za drugim, codziennie  kilka razy dziennie.

Naprawdę nie mam nic przeciwko wrzuceniu raz na jakiś czas fajnej fotki z dzieckiem, ale – do jasnej ciasnej – czy niektóre matki muszą tymi zdjęciami napieprzać na okrągło? Kogo to obchodzi? Kogo to naprawdę interesuje? Kto to lajkuje? Komu się podoba? Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że te zdjęcia i tak zazwyczaj są takiej jakości, jakby były robione kalkulatorem lub czajnikiem. Ciemne, ziarno, słaby kadr, ucięte… Na serio trzeba je wszystkim pokazywać w nadmiarze? Tak, internet przyjmie wszystko, ale jeśli nie ma w tym żadnych walorów estetycznych, to nie ma sensu SPAM-ować wszystkim tablic. Dobrze, że jest opcja „przestań śledzić”.

Drobniutko, drobniuteńko…

Ach…jak ja tego nie znoszę. Niektóre mamy faktycznie zostawiają mózg w pieluchach i zapominają jak prawidłowo mówić po polsku. „Nie płakuniuniaj” „A kto tutaj ma taką śliczną bluzeczkę, sukienunię, buciczki i torebunię?”. Pal licho, kiedy wyrwie się nam to raz i to w rozmowie z dzieckiem, ale do mnie kiedyś znajoma napisała, że widziała mnie na „zakupkach”. „Zakupkach”, serio? I pewnie kupowałam mięsko, pomidorka, mleczko i chlebek? Nie lubię, kiedy mówi się do mnie jak do półmózga, a tak właśnie się czuję, kiedy ktoś do mnie nieustannie zdrabnia. Mam też wrażenie, że mój nadmiernie zdrabniający rozmówca zakończył edukację na szkole podstawowej.

Cukierkowe mamusie

Mamusie, które wiecznie mają przyklejony uśmiech do twarzy i które twierdzą w co drugim poście na Facebooku, że ich życie nie było pełne póki nie pojawiło się dziecko. W co drugim, bo pomiędzy nimi udostępniają podwójnie słitaśne memy na temat macierzyństwa. Takie – wiecie – słońce świeci, moje dziecko to mój cały świat, w tych oczach mogłabym się przeglądać non stop itd. itp.

Również uważam, że posiadanie dziecka jest czymś pięknym, że fajne są te małe łapki, które Cię obejmują, ale do jasnej ciasnej, jeśli ktoś twierdzi, że codziennie biega boso po łące pełnej kwiatów to musi jechać na jakichś rozweselaczach. Bardziej cenię sobie takie pół ironiczne spojrzenie na macierzyństwo niż bezkrytyczne słodzenie. Bleeeeh!

Totalny brak tabu

To nawet nie jest śmieszne, to jest tragiczne i powinno podlegać pod paragraf. Mamusie, które wrzucają zdjęcia swoich nagich pociech, lub pociech w żenujących pozach mają zamiast mózgu kawałek waty. Myślę, że nie muszę podkreślać, że takie zdjęcia może obejrzeć każdy… a nie każdy ma dobre zamiary. Tak więc – nie, nie nie i już. I nie chcę więcej o tym pisać.

Przechwalanie i porównywanie

Zastanawialiście się skąd  biorą się ludzie niepewni siebie i nieśmiali? Przyszło kiedyś Wam do głowy, że może to przez wieczne porównywanie do innych? Dlatego nie pojmuję jak to jest możliwe, że mamy na każdym kroku porównują swoje dzieci. „Moje to siedziało jak miało miesiąc, a ‚mama’ powiedziało miesiąc później”. Nie rozumiem, co w matkach jest takiego, że są przekonane, że to ich dziecko jest najlepsze koniec i kropka. A niech tam, niech sobie nawet tak myślą, ale czemu mają potrzebę wiecznie o tym mówić, pisać, pokazywać zdjęcia? W oczach innych nie wygląda to korzystnie, takie mamy bardziej tylko siebie ośmieszają. Tak więc, jeśli nie chcesz wypaść głupio i jeszcze dodatkowo zrobić krzywdę dziecku – nie porównuj i nie przechwalaj się osiągnięciami swojego dziecka.

Zakochany niemowlak

Robienie z malutkich, niczego nie świadomych i bezbronnych dzieci dorosłych to nie jest fajna rzecz. Bardzo irytuje mnie to, kiedy przytulające się dzieci to od razu big love, a całus oznacza, że niedługo będzie ślub. Tak, koniecznie pokażmy to też na fejsiku, że tak super niemowlaki się zakochały. Nie czujecie tu jakiegoś drobnego zgrzytu? Osobiście nie podoba mi się takie zachowanie dorosłych i nigdy nie zrobię tego swojemu dziecku. Niech ma to swoje dzieciństwo beztroskie i niewinne. Na wielkie miłości przyjdzie jeszcze czas.

To moja subiektywna lista najgorszych zachowań mam w sieci. Jestem pewna, że też macie przykłady takich mamuś w swoim otoczeniu. Wymieńmy się spostrzeżeniami. A może dopiszecie kolejny punkt do mojej listy? Zostawcie po sobie ślad w komentarzu.