Chciałabym, żeby ten wpis przeczytały nie tylko kobiety będące w ciąży.

Mówię: Poród. Co widzisz? Podpowiem Ci:

Scena pierwsza: Mężczyzna wiezie w aucie rodzącą kobietę. Ignoruje wszelkie znaki, ograniczenia i czerwone światła. Jest w takim stresie, że praktycznie cudem dojeżdża pod szpital. W tym czasie kobieta z rozpaczą trzyma się za brzuch i krzyczy wniebogłosy, że jak się nie pospieszy to na pewno urodzi w samochodzie.

Scena druga: Szpital, porodówka. Kobieta leży rozkraczona na środku pokoju, skierowane jest na nią ostre światło. Wije się z bólu, krzyczy, przeklina na czym świat stoi, prze. Obok facet mówi jej „Przyj, przyj”, w kluczowym momencie mdleje (facet of kors).

Scena trzecia: Nadal szpital, nadal porodówka, kobieta nadal leży i krzyczy, ale poród dobiega końca, bo jest lekarz, który w kilka chwil wyjmuje dziecko z brzucha, przy czym całe ręce ma we krwi. Łzy szczęścia, koniec.

Tak to sobie wyobrażacie? Jeśli jeszcze nie rodziłaś (kobieto) lub nie byłeś przy porodzie (mężczyzno), to z dużym prawdopodobieństwem właśnie taki obraz porodu mieści się w Twojej głowie. W mojej też się mieścił. Dopóki nie dowiedziałam się jak to naprawdę jest. Skąd więc, nie rodząc, nie będąc przy porodzie, czerpiemy wiedzę na jego temat? W szkole o tym nie mówią. Przynajmniej w moich czasach nie mówili. Było tylko o tym jak powstaje dziecko, i że jest poród, a o tym jak on wygląda nawet nie było wspomniane. Skąd więc pochodzi nasza wiedza? Z filmów i internetu.

Jak przedstawiony jest poród w mediach?

Zupełnym przypadkiem obejrzałam transmisję na żywo w Internecie z warsztatów „Media a poród, poród a media” zorganizowanych przez Fundację Rodzić po ludzku. Warsztaty, a właściwie pół wykład, pół rozmowę prowadziły Panie: Daria Omulecka, która w fundacji zajmuje się komunikacją zewnętrzną i działaniami rzeczniczymi oraz Joanna Pietrusiewicz, która pracuje w fundacji jako instruktorka szkoły rodzenia.

Przedstawię Wam skrótowo jakie zagadnienia poruszone zostały na tym spotkaniu. Po pierwsze Panie pokazały co wyszukamy w Internecie wpisując w wyszukiwarkę słowo „poród”. Okazało się, że pierwsze co podaje nam Internet to same sensacyjne i dramatyczne wiadomości: porody zakończone śmiercią czy błędy lekarskie. W następnej kolejności obejrzeliśmy zlepek scen z porodów, które znalazły się w popularnych serialach i filmach, nawet w tych medycznych. Okazuje się, że większość z nich kierowało się schematem 3 scen ze wstępu tego postu.

Prelegentki chciały zwrócić uwagę na to jaki obraz porodu kreują media. To zawsze jest sensacja, dramat, albo nawet horror. Zwyczajnie obraz porodu w filmach i serialach jest przekłamany, zły, nieprawdziwy. Słuchałam tego warsztatu i całym sercem się zgadzałam z każdym wypowiedzianym słowem. Przez media postrzegamy poród jako krwawą rzeźnię, której trzeba się poddać. Nie ma innego wyjścia. Do tego kobieta jest raczej bierna (jej jedyne zadanie, to przeć), leży w upokarzającej i niewygodnej pozycji cały poród, bo tak właśnie trzeba…

Jest jeszcze jedno źródło naszej wiedzy o porodzie: nasze mamy, babcie, inne kobiety z otoczenia. Pamiętam, że moja mama opowiadała, że rodziła na sali, na której było kilka kobiet, oddzielonych od siebie tylko zasłonką. Położne traktowały porodówkę jak fabrykę. Kobiety faktycznie musiały leżeć, nacinano krocze, robiono obowiązkową lewatywę. Było nieprzyjemnie.

I teraz młoda kobieta, mając w głowie ten obraz staje przed wyborem: chcę czy nie chcę mieć dziecka? Większość z nich się boi tego kroku, bo wiedzą, że jak zajdą w ciążę, to tak jakby wsiadły na rollercoaster – nie ma przystanków, nie można wysiąść, nikt ich nie wyręczy, nie zastąpi, same muszą dojechać do stacji poród i go przeżyć.

A co jeśli powiem Ci, że może być inaczej?

Co prawda mam za sobą tylko jeden poród, ale często znajomi czy koleżanki pytają mnie jak było i czy bolało. Kiedy mówię, że ja swój poród wspominam bardzo dobrze, to patrzą na mnie z niedowierzaniem. Dopowiadam wtedy, że faktycznie bolało, ale poród nie ma nic wspólnego z tym, co widzimy na filmach. Pan Wyrodny wtedy zawsze dodaje, że tak samo jest z jazdą na porodówkę, że wcale nie trzeba się tak spieszyć.

No dobrze, a co z opowieściami mam i babć? Przypomnijcie sobie kiedy one rodziły? Mamy pewnie około 30 lat temu. Czy uważacie, że od tego czasu nic się nie zmieniło? W takim razie czy tez myślicie, że wizyta u dentysty 30 lat temu a wizyta teraz wygląda tak samo? Wszystko poszło do przodu, tak samo na porodówkach. Po pierwsze zmieniły się standardy opieki okołoporodowej. Teraz prawem każdej rodzącej jest poszanowanie godności i WIEDZA! Wiedza o wszystkim, o wykonywanych zabiegach, o podanych lekach. Co więcej, kobieta MUSI wyrazić na nie zgodę, nie może być to jej zrobione bezprawnie. Po drugie, jeśli coś poszło nie tak kobiety mają możliwość złożenia skargi, opisania tego co był nie tak, nawet w Internecie. Ku przestrodze ale i ku poprawie warunków dla następnych rodzących.

Wiecie jak wyglądały trzy sceny z początku notki w naszym przypadku?

Scena pierwsza: Kiedy budzą mnie skurcze wcale się nie spieszę, odczekuję jeszcze kilka, żeby upewnić się, że naprawdę się zaczęło i dopiero budzę Pana Wyrodnego. Nadal się nie spieszymy, ja się ubieram, Pan Wyrodny robi nam kanapki (tak jak nam porazili w szkole rodzenia). Autem jedziemy spokojnie, nie łamiemy przepisów, świateł czerwonych mało, bo to środek nocy, ale zatrzymujemy się na nich. Patrzymy na zegarek i liczymy ile trwa skurcz i ile trwa przerwa między skurczami, żeby wiedzieć co powiedzieć na izbie przyjęć.

Scena druga: Pokój Domu Narodzin, przygaszone światła. Położna zostawia nas samych z mężem. Ja idę do najciemniejszego miejsca, czyli do łazienki, siadam sobie na kibelku i w tej pozycji przeczekuję wszystkie skurcze. Jest raczej spokojnie, raczej cicho. Pan Wyrodny na stoperze telefonu mierzy czas między skurczami. Co jakiś czas przychodzi położna i przenośnym KTG mierzy tętno Malucha.

Scena trzecia: Tu jest już trochę dynamiczniej, ale pokój nadal ten sam, światła nadal przygaszone. Klęczę przy drabinkach, są dwie położne, klęczą za mną. Prę wtedy kiedy czuję skurcz, wtedy też krzyczę, bo mi to pomaga, między skurczami odpoczywam. W pewnym momencie czuję, że przeciska się główka, a położna pozwala mi jej dotknąć, pierwszy raz pogłaskać Malucha. Za kilka chwil Maluch jest już na świecie. Od razu dostaję go w ramiona. Nawet nie płakał, bo od początku poczuł ciepło mamy, przechodzimy na łóżko, i tulimy się, przystawiamy do piersi, cieszymy chwilą.

Cały opis mojego porodu znajdziecie tutaj .

Wiem, że nie wszystkie porody przebiegają tak spokojnie i pewnie teraz odezwą się te dziewczyny, których poród nie przebiegł tak jakby chciały. Moim celem jest napisać, że poród to nie jest dramat, poród jest ważnym wydarzeniem, jest trudnym wydarzeniem, ale też pięknym wydarzeniem: w końcu wydajesz na świat nowego człowieka.

Jak przygotować się do porodu?

Jestem świadoma, że takie zapewnienia jak moje i tak nie sprawią, że przyszłe mamy przestaną się bać. Jak więc przygotować się do porodu, żeby nie zostawił on w nas traumy. Poniżej moje sposoby. Sprawdzone –  na mnie skutkują.

1. Pozytywne nastawienie

Osobiście uważam, że pozytywne nastawienie do porodu to już 80% sukcesu. Jeśli jesteś nastawiona negatywnie, to instynktownie się zamykasz, nie chcesz, nie współpracujesz z ciałem – utrudniasz sobie poród. Ja sobie powiedziałam, że mój poród ma być dobry i taki był. Miałam to ciągle w głowie.

2. Nie karmić się złymi opowieściami porodowymi

Zwyczajnie nie słuchać, lub przerywać, kiedy ktoś będzie mówił jaki ten poród to jest straszny. Nie czytać w Internecie opisów złych porodów, nie oglądać porodów na filmach. Po co mamy potęgować w sobie ten strach? Gdy byłam w ciąży dwie osoby spytały mnie „Nie boisz się?” tak jakby to było oczywiste, że powinnam się bać. Ja odpowiadałam krótko „Nie” i nie kontynuowałam rozmowy, zmieniałam temat. A nuż jakbym za długo o tym myślała, to bym się jednak zaczęła bać…?

3. Czytać opowieści o dobrych porodach

Pod koniec ciąży wpadł mi w ręce e-book ze spisanymi opowieściami o dobrych porodach. Czytałam je z wypiekami na twarzy i nieraz uroniłam łezkę (to też po części wina hormonów w ciąży). To były przeróżne porody bo i naturalne, i przez cesarskie cięcie, te szpitalne i te domowe. Łączyło je to, że wszystkie były piękne. Oto kilka stron z fajnymi opowieściami:

Lepszy poród ebook – niestety chyba strona już nie działa, link jest nieaktywny 🙁

Dobrze urodzeni

Piękny poród

4. Pójść do szkoły rodzenia

Wiesz ile faz ma poród i czego w każdej z nich się spodziewać? Wiesz, że pozycja leżąca nie jest najlepsza przy porodzie? Wiesz jakie masz prawa na porodówce? Oczywiście, że przeciętna Kowalska tego nie wie. Ale może się tego dowiedzieć ze szkoły rodzenia. Ja uważam, że uczestnictwo w takich zajęciach powinno być obowiązkowe, niezależnie czy poród odbędzie się przez cc czy siłami natury. Daje ogromną wiedzę, świadomość, rozwiewa wątpliwości. Tam nie ma tematów tabu czy trudnych pytań, a nic co ludzkie nie jest obce. My z Panem Wyrodnym odnieśliśmy trzy korzyści z pójścia do szkoły rodzenia: dowiedzieliśmy się o Domu Narodzin, Pan Wyrodny przekonał się do porodu rodzinnego, poznaliśmy inne pary, z którymi do dzisiaj utrzymujemy kontakt.

5. Wybrać dobry szpital

Najlepiej taki, w którym personel ma odpowiednie przeszkolenie i wiedzę, gdzie przestrzega się praw kobiet na porodówkach. Nawet sprzęt czy wygląd sal nie jest tak ważny jak dobry personel. Jest w tym celu stworzona wspaniała storna: Gdzie rodzić.  Tam kobiety mają możliwość oceny poszczególnych szpitali i opisania swoich historii na porodówce. Po porodzie sama też dodałam ocenę i swoją opowieść, bo chcę, żeby inne kobiety miały łatwiejszy wybór.

6. Obejrzeć spot

Fundacja Rodzić po ludzku przygotowała piękny, krótki, ale idealnie trafiający do kobiet spot o prawach kobiety rodzącej. Koniecznie obejrzyjcie: 

7. Zdecydować z kim rodzić

No niby to powinien być partner, ale nie oszukujmy się – nie każdy facet nadaje się, żeby był na porodówce. Jeśli kobieta martwi się, że bardziej będzie się przejmować facetem niż porodem, to nie ma co w ogóle takiego zabierać na porodówkę. Można za to zabrać siostrę, mamę, koleżankę, czy doulę. Co jest ważne? Ma pomagać, nie przeszkadzać. Ja wiedziałam, że Pan Wyrodny będzie do tego najlepszy, ale on nie był do końca o tym przekonany. Po szkole rodzenia się zdecydował, a po samym porodzie powiedział, że myślał, że będzie gorzej.

Podsumowując: najważniejsze jest dobre nastawienie oraz wiedza i świadomość, reszta sama jakoś pójdzie. Namawiam Was, żebyście dzieliły się swoimi dobrymi opowieściami porodowymi, a te, które źle wspominają swój poród proszę o nie straszenie innych, tylko przeciwdziałanie takim wydarzeniom (wystarczy nawet tylko ocenić szpital na stronie Gdzie rodzić).

UWAGA!!
Jeśli chciałybyście podzielić się ze światem swoim dobrym porodem, a nie prowadzicie bloga i nie macie innych sposobów na publikację, to napiszcie do mnie. Z chęcią opublikuję na blogu Wasze historie porodowe.

Mój mail: kontakt@wyrodna.com

Podziel się dobrym porodem!

  • ~Emilia

    Temat jak zwykle trafiony idealnie w czasie – tuż po zajęciach w szkole rodzenia na temat porodu 😉 Póki co jedyny stres jest o to, czy na pewno będzie miejsce w wybranym szpitalu, mimo, że nawet mam już pozbierany wstępny wywiad żeby na IP nie odpowiadać na trudne pytania tylko krzyknąć, że już wszystko jest w systemie 🙂

    • wyrodna-matka

      To też był mój największy stres, żeby mnie przyjęli do tego konkretnego szpitala. Też miałam wcześniej wywiad, ale jak przyjechałam na Izbę Przyjęć to zapomniałam powiedzieć ze ja do Domu Narodzin. Mąż dopiero przytomny mi o tym przypomniał 😉

      • ~Emilia

        U mnie Dom Narodzin już niestety nie wchodzi w grę (i strasznie tego żałuję!) a na zwykły oddział zwykle jednak jest dużo chętnych, ale wg sugestii ze szkoły rodzenia lepiej się po prostu nie spieszyć z przyjazdem. Więc mam nadzieję wpaść tam w ostatniej chwili, żeby już nie mieli czasu mnie gdzieś odsyłać 😉

  • Pewnie, że trzeba mieć nadzieję, że poród nie zamieni się w koszmar, ale świadomość, że MOŻE się zamienić, też trzeba mieć. Myślisz, że koszmar przydarza się tylko nielicznym i tylko tym innym? Błąd! Każdy tak myśli, a potem szok. Nie lekceważ tych, którzy taki szok przeżyli.

    • ~Emilia

      We wpisie jest akapit, w którym jest wprost powiedziane – nie każdy poród przebiega pięknie, nie każdemu się udało. Ale nie chodzi o to, żeby straszyć przyszłe matki i karmić je strasznymi opowieściami. Jeszcze pytanie co rozumiesz przez „koszmar”? To, że z dzieckiem zaczęło dziać się coś złego i skończyło się porodem zmedykalizowanym? To już nie jest niczyja wina, to się po prostu zdarza, nie mamy na to wpływu. Czy to, że położne były chamskie, nie pozwoliły rodzić „po swojemu”? Tu już niestety, o ile jest taka możliwość trzeba interesować się wcześniej co się dzieje w którym szpitalu, wybierać taki, w którym takie praktyki się nie dzieją, a jak nie mamy wyjścia – może zainwestować w swoją położną, która nas przed złą praktyką obroni?

      • Szpital, w którym rodziła moja żona uchodził za najlepszy w mieście i najbardziej popularyzował akcję „rodzic po ludzku”. Co się w nim działo naprawdę? Musiałabyś poczytać tutaj:
        http://pragnieniedziecka.blog.pl/2012/10/01/schizofrenia-szpitalnego-personelu/
        Wiem, dla większości zamierzchłe czasy, ale dla mnie to było chwilę temu. Nie ma reguły, że wszystko będzie na pewno dobrze tylko dlatego, że szpital ma dobrą opinię.
        Pozdrawiam.

        • wyrodna-matka

          Jak wspomniałam w tekście co najmniej dwa razy można po takim przeżyciu działać, złożyć skargę, ocenić szpital na stronie Gdzierodzic.info itd. Po to, żeby zapobiec takim wydarzeniom w przyszłości.
          A chce podkreślić jeszcze raz, że celem mojego wpisu było pokazanie, że to co znajdujemy w mediach mało przystaje do rzeczywistości.
          Drugi cel: że należy się przygotować odpowiednio do porodu, czyli zdobyć WIEDZĘ! To jest ważne. Wiedzę o tym co można, jakie ma się prawa, czego można się spodziewać, co może się wydarzyć.
          W żadnym z akapitów nie negowałam, że są porody trudne, bo są. Ale tylko o takich w mediach słyszymy. Pora odczarować poród!
          Wiele razy słyszałam głosy, że strach przed porodem jest tak obezwładniający, że kobiety świadomie przez to rezygnują z posiadania dzieci. Trzeba to zmienić.

          • Hm… wiedza nigdy nie jest wystarczająca, ani pod względem ilości, ani sama w sobie nie wystarczy, jeśli trafisz na lekarza-idiotę, który ma się za boga i chce wszystkim pokazać, że tylko on ma rację.

            Chamstwo personelu jest jak najbardziej do przełknięcia, jeśli jest tylko chamstwem wymierzonym w nasze ego, a nie celowym szkodliwym działaniem na nasze zdrowie.

            Odczarować poród? Bingo! Nie ma w życiu nic piękniejszego niż widok dziecka, niż radość z jego postępów i możlwość usłyszenia od dziecka „kocham cię”. Szanuję bezdzietnych z wyboru, a tym, co nie mogą współczuję. Mimo przeżytych koszmarów, jestem całym sercem za posiadaniem dzieci i tu się z Tobą zgadzam. Odczarować – tak, ale nie popadać w drugą stronę, że „na pewno wszystko będzie dobrze”, jak często można usłyszeć z ust znajomych próbujących pokrzepić ciężarną. Tego nie wiemy.

          • wyrodna-matka

            Oj, masz rację, czasami personel medyczny pozostawia wiele do życzenia. Nawet wspomniałam, że sprzęt czy wygląda pokoi nie jest tak ważny jak personel. Na szczęście powoli zaczyna się to zmieniać, a pacjentki też poznają swoje prawa, zaczynają temu przeciwdziałać. Ale jeszcze wiele wody w rzece upłynie zanim zmieni się to na dobre i w każdym ze szpitali.
            Przeczytałam wpis z Waszego bloga i poczułam taką straszną złość na ten cały bałagan jaki przeżyliście. Mam nadzieję, że od tamtego czasu coś się w tym szpitalu zmieniło…bo to był koszmar.

          • Właśnie ilość tej wody, która musi upłynąć najbardziej mnie martwi. Z rozmów z położnymi wiem, że w polskich szpitalach jest tak, że jak młody personel przychodzi ze świeżymi ideami i ogromną chęcią pomocy ciężarnym, w ogóle z chęcią do pracy, to zaraz ich zapał jest skutecznie przygaszany przez stary personel, bo „młodzi muszą się nauczyć jak pracować”.
            Też mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni na lepsze i we wszystkich szpitalach, ale coś się musi zmienić najpierw na samej górze, bo od góry się zaczyna.
            Indywidualnie w szpitalach wiem, że też się zmienia, ale zbyt powoli i na małą skalę – to są pojedyncze szpitale, które jakieś zmiany chcą wprowadzać.
            Czy coś się zmieniło w tamtym szpitalu? Nie wiem. Mam do niego taki stosunek, jak więźniowie obozu do obozu. Po prostu mam nadzieję, że nikt więcej nie skrzywdzi żadnej ciężarnej, albo jej dziecka. Każdy, kto stracił dziecko, chciałby żeby żadne inne dziecko nie podzieliło jego losu. Chciałbym, żeby w tym szpitalu kobiety wynosiły już tylko dobre wspomnienia.

  • ~mama3jki

    T vik – świadomości, że poród może zamienić się w koszmar jest pełno wszędzie. W końcu trzeba też zacząć mówić głośno o tym, że b. często koszmarem NIE JEST, choć zdarzyć się moze wszystko. Trzeba po prostu zacząć ta bajkę opowiadać od innej strony. Przygotować na to, że jest to podniosłe, ważne wydarzenie; że masz prawo decyzji, prawo oczekiwać tego i tamtego; że bedzie bolało ALE sa sposoby by przekuć ten ból w coś pozytywnego; że poród fizjologiczny, czyli przebiegajacy prawidłowo to zazwyczaj pozytywne doznanie; przygotować również na to, że tak- w każdej chwili może się zadziać tak, że trzeba będzie zakonczyć poród cesarką, lub inną interwencją medyczną. Trzeba mieć tego świadomość, ale nie można podchodzić do porodu w całości bedac nastawionym na koszmar i ewentualnie moze uda sie miec dobre wspomnienie, tylko odwrotnie: bedzie bolało, ale jesli wszystko jest ok w ciazy to mamy szanse w duzej mierze na dobry poród (oczywiscie jesli zadbamy też o wybor szpitala/poloznej) z ewentulnym ryzykiem, że zawsze oczywiscie dopuszczamy mozliwosc, ze cos moze pojsc nie tak. Idziemy z dobrym nastawieniem, jak do przygody, jak do wyzwania, ale tez na zasadzie bedzie po prostu co bedzie. Tu sie nie da planowac, wiec posiadanie konkretnych oczekiwan czesto jest autokrzywdą matki.

  • ~M.

    Dziś jest planowany dzień porodu mojego Synka 🙂 Przez przypadek (a właściwie na szczęście) trafiłam na ten post na fb. Dzięki Wyrodna Matko za mądre słowa 🙂 Właśnie to powinny robić wszystkie kobiety w otoczeniu ciężarnej – wspierać odczarowując lęki. Ja przestalam odbierać telefony od niektórych osób kilka dni temu. Powód: mialam dosyć odpowiadania: nie, nie boję się, ufam swojej intuicji. Wierzę, że będzie dobrze, więc po co się bac? Pozytywne nastawienie górą. Bardzo dużo i tak nie zależy od nas, ale spokój jest zawsze przydatny.
    Ps. WM-gratuluję fajowego synka 🙂

    • ~t

      Znaczy, Ty będziesz rodziła synka, czy Twój syn będzie ze swoją żoną przy porodzie?

      • wyrodna-matka

        Oj tam, oj tam, kto chciał ten zrozumiał dobrze 🙂

  • ~Emilia

    t.vik, przeczytałam Twój opis, jest wstrząsający, ze strasznym finałem. Wiem, że dla Was to wciąż żywe i straszne wspomnienia, ale sam pisałeś – to 1994 r, porody rodzinne były nowością, dla wielu ówczesnych lekarzy i położnych wręcz fanaberią a traktowanie kobiet na wspólnej sali porodowej – niestety standardem. Sam piszesz – jedna sala z wieloma stanowiskami, jeden pokoik dla tych z „fanaberią”, najwyraźniej będący tylko reklamą. Dziś, ponad 20 lat później, mało kto chce rodzić na wspólnej sali, bez osoby towarzyszącej i większość szpitali ma to na uwadze. Tam, gdzie jeszcze są wspólne sale a podejście do pacjenta kuleje odbywają się najczęściej porody trudne, przyjmuje się ciężkie przypadki, dzieci z wadami, matki z problemami zdrowotnymi, kładzie się nacisk przede wszystkim na zdrowie dziecka i matki, „bajery” takie jak przygaszone światło, muzyka, parcie w wybranej pozycji, aktywność rodzącej czy wanna z ciepłą wodą są na drugim planie.
    Tutaj mówimy cały czas o porodach w terminie, nie wymagających wywoływania, kiedy nie ma podstaw do obawiania się o zdrowie matki i dziecka. Czy w takiej sytuacji nie można liczyć na udany poród, bez zbędnego strachu i stresu? Jeśli wszystko przebiega prawidłowo mamy prawo nastawiać się właśnie na taki poród o jakim pisze autorka bloga – w kameralnej atmosferze, bez zbędnych interwencji, z szacunkiem ze strony personelu i mimo, że boli -może być pięknie.
    A co do porodów w prywatnych klinikach – to jest dobre, kiedy wszystko jest dobrze. Takie szpitale mają najczęściej pierwszy stopień referencyjności i kiedy zaczyna dziać się cokolwiek złego personel jest bezradny.Dlatego tak, wybierajmy szpitale, w których możemy rodzic w dobrych warunkach, ale patrzmy też co taki szpital może nam zaoferować gdyby cokolwiek było nie tak.

    • Wiem, że to się może wydawać odległe w czasie, ale uwierz, że wciąż są szpitale, które działają na podobnych zasadach i z podobną „dbałością” o pacjenta. Wiem o tym z komentarzy, które pisały kobiety rodzące w takich szpitalach dość niedawno, bo kilka lat temu. Takie komentarze (świeższe niż te trzyletnie na moim blogu) możesz niejednokrotnie przeczytać na blogu położnej – polozna.blog.pl
      Czy jest ich dużo? Mniej, więcej 40%, to te negatywne.
      Oby to jak najszybciej się zmieniło w stu procentach i w każdym szpitalu.
      Pozdrawiam.

  • Ja już to mam za sobą. Nie mam jakiś niemiłych wspomnień. Za to czas po porodzie w szpitalu źle wspominam 🙁

    • Nie jest to najprzyjemniejsze, to fakt, ale duży wpływ na to ma sam personel szpitala… Może to w nim tkwił problem?

  • Bardzo dobry wpis 🙂 fundacja Rodzić po ludzku zrobiła dużo dobrego przez te wszystkie lata, tym bardziej przeraża mnie fakt, że aktualny minister ma zamiar unieważnić rozporządzenie zawierające standardy opieki okołoporodowej :/

    • Mnie tez to przeraża. Wtedy cofniemy się w czasie o 30 lat… kobieta nie będzie traktowana z szacunkiem, tylko porodówka stanie się fabryką (w sensie, że będzie na to przyzwolenie). Rzut na taśmę, następny, następny, następny…

  • Barbara Daszuta

    Ostatnio była jakaś burza o tym, że CC to nie poród. Można nie wiem co sobie wmawiać, ale ja przyznaję: jestem po CC i czuję się, jakbym nigdy dziecka nie urodziła… Zamiast porodu, przeżyłam operację. Uważam, że szkoły rodzenia powinny chociaż jedne zajęcia poświęcić na to, żeby opowiedzieć kobiecie o tym, co ją może czekać, o lewatywie, o cewnikowaniu, o znieczuleniu zewnątrzoponowym, o parawanie przed oczami, o tym, że nie dotknie dziecka przez 30 min od porodu tj, od operacji, o tym, że je zobaczy tylko przez chwilę i zostanie jej odebrane na czas szycia jej rany pooperacyjnej, o tym, że cud narodzin może zostać spłycony, przez panią chirurg, która zaszywając ranę będzie gadała do pani anestezjolog o tym, że zrobiła w domu pierogi i bigos…

    • Nie jestem pewna, ale standardy, które obowiązywały (aczkolwiek nie wiem czy już rząd nie opracował nowych) do tej pory mówią też o kontakcie skóra do skóry nie zależnie od tego czy poród był siłami natury czy CC. Widzę więc, że standardów tych nie wszędzie się dotrzymywało…
      A fakt, kobiety powinny być edukowane i o tym jak wygląda poród naturalny i jak wygląda taki przez cesarskie cięcie.
      A mi nigdy w życiu nie przyszłoby do głowy, żeby CC nie nazywać porodem. Ten kto tak twierdzi, pewnie się doedukował się w temacie..a to właśnie ta edukacja jest najważniejsza.
      Twoja pani anestezjolog – miszcz. Szkoda, że jeszcze sobie lepszych tematów nie wybrała.

      • Barbara Daszuta

        tak… jej opowiadania o tym co gotuje były tym bardziej przykre, że był 23 grudnia, a ja musiałam być na kroplówce. nawet śledzika nie mogłam zjeść 😀

  • Bardzo mądry i ważny tekst. Poród to ekstemalne doświadczenie w życiu kobiety. Jego obraz w mediach na pewno nie pomaga, a swoją cegiełkę dokładają niektóre kobiety, które straszą swoim porodem wszystkie koleżanki dookoła. No i pozostaje wciąż kwestia standardów w polskich szpitalach, bo wcale niełatwo znaleźć taki, gdzie można urodzić po prostu po ludzku. Oby wszystkie porody mogły wyglądać tak pięknie jak Twój!

    • Tak, ja każdemu życzę takiego porodu i utrzymywania przez personel standardów opieki okołoporodowej… Nie wiem tylko czy jakieś nowe ustawy rządowe nie zniszczą tego, co zostało wypracowane, a co jeszcze nie wszędzie zaczęło obowiązywać!
      Kobiet, które straszą swoim porodem – nie rozumiem, szczerze nie rozumiem.

  • Z własnego doświadczenia powiem, że można o tym czytać, przygotowywać się, ustalać wszystko z lekarzem i położną, a jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że w szpitalu inna zmiana, że oddziałowa ma gorszy dzień, a ty faktem że właśnie zaczęłaś rodzić na całego najwyraźniej nadepnęłaś jej na odcisk. Z zazdrością słucham opowieści o porodach, które minęły bez przygód. Mój taki nie był 🙁

    • Bardzo mi przykro, ze to właśnie ze strony personelu doznałaś takich niefajnych zachowań. To w końcu oni stwarzają całą atmosferę na porodówce, a nie ładne odremontowane sale i inne dogodności 🙁

  • Duzo daje szkola rodzenia (dobra!) I pozytywne nastawienie. Szczególnie to ostatnie sprawdza się wnie kryzysowych momentach.

    • No właśnie, bo w pozytywnym nastawieniu nie chodzi o to, żeby na siłę zakładać, że będzie tak i tak, ale żeby ogólnie do całego porodu nastawić się pozytywnie, niezależnie jaki ten poród ma się okazać.
      Dobra szkoła rodzenia, wg. mnie powinna być obowiązkowa dla przyszłych rodziców.

Close