Chciałabym, żeby ten wpis przeczytały nie tylko kobiety będące w ciąży.

Mówię: Poród. Co widzisz? Podpowiem Ci:

Scena pierwsza: Mężczyzna wiezie w aucie rodzącą kobietę. Ignoruje wszelkie znaki, ograniczenia i czerwone światła. Jest w takim stresie, że praktycznie cudem dojeżdża pod szpital. W tym czasie kobieta z rozpaczą trzyma się za brzuch i krzyczy wniebogłosy, że jak się nie pospieszy to na pewno urodzi w samochodzie.

Scena druga: Szpital, porodówka. Kobieta leży rozkraczona na środku pokoju, skierowane jest na nią ostre światło. Wije się z bólu, krzyczy, przeklina na czym świat stoi, prze. Obok facet mówi jej „Przyj, przyj”, w kluczowym momencie mdleje (facet of kors).

Scena trzecia: Nadal szpital, nadal porodówka, kobieta nadal leży i krzyczy, ale poród dobiega końca, bo jest lekarz, który w kilka chwil wyjmuje dziecko z brzucha, przy czym całe ręce ma we krwi. Łzy szczęścia, koniec.

Tak to sobie wyobrażacie? Jeśli jeszcze nie rodziłaś (kobieto) lub nie byłeś przy porodzie (mężczyzno), to z dużym prawdopodobieństwem właśnie taki obraz porodu mieści się w Twojej głowie. W mojej też się mieścił. Dopóki nie dowiedziałam się jak to naprawdę jest. Skąd więc, nie rodząc, nie będąc przy porodzie, czerpiemy wiedzę na jego temat? W szkole o tym nie mówią. Przynajmniej w moich czasach nie mówili. Było tylko o tym jak powstaje dziecko, i że jest poród, a o tym jak on wygląda nawet nie było wspomniane. Skąd więc pochodzi nasza wiedza? Z filmów i internetu.

Jak przedstawiony jest poród w mediach?

Zupełnym przypadkiem obejrzałam transmisję na żywo w Internecie z warsztatów „Media a poród, poród a media” zorganizowanych przez Fundację Rodzić po ludzku. Warsztaty, a właściwie pół wykład, pół rozmowę prowadziły Panie: Daria Omulecka, która w fundacji zajmuje się komunikacją zewnętrzną i działaniami rzeczniczymi oraz Joanna Pietrusiewicz, która pracuje w fundacji jako instruktorka szkoły rodzenia.

Przedstawię Wam skrótowo jakie zagadnienia poruszone zostały na tym spotkaniu. Po pierwsze Panie pokazały co wyszukamy w Internecie wpisując w wyszukiwarkę słowo „poród”. Okazało się, że pierwsze co podaje nam Internet to same sensacyjne i dramatyczne wiadomości: porody zakończone śmiercią czy błędy lekarskie. W następnej kolejności obejrzeliśmy zlepek scen z porodów, które znalazły się w popularnych serialach i filmach, nawet w tych medycznych. Okazuje się, że większość z nich kierowało się schematem 3 scen ze wstępu tego postu.

Prelegentki chciały zwrócić uwagę na to jaki obraz porodu kreują media. To zawsze jest sensacja, dramat, albo nawet horror. Zwyczajnie obraz porodu w filmach i serialach jest przekłamany, zły, nieprawdziwy. Słuchałam tego warsztatu i całym sercem się zgadzałam z każdym wypowiedzianym słowem. Przez media postrzegamy poród jako krwawą rzeźnię, której trzeba się poddać. Nie ma innego wyjścia. Do tego kobieta jest raczej bierna (jej jedyne zadanie, to przeć), leży w upokarzającej i niewygodnej pozycji cały poród, bo tak właśnie trzeba…

Jest jeszcze jedno źródło naszej wiedzy o porodzie: nasze mamy, babcie, inne kobiety z otoczenia. Pamiętam, że moja mama opowiadała, że rodziła na sali, na której było kilka kobiet, oddzielonych od siebie tylko zasłonką. Położne traktowały porodówkę jak fabrykę. Kobiety faktycznie musiały leżeć, nacinano krocze, robiono obowiązkową lewatywę. Było nieprzyjemnie.

I teraz młoda kobieta, mając w głowie ten obraz staje przed wyborem: chcę czy nie chcę mieć dziecka? Większość z nich się boi tego kroku, bo wiedzą, że jak zajdą w ciążę, to tak jakby wsiadły na rollercoaster – nie ma przystanków, nie można wysiąść, nikt ich nie wyręczy, nie zastąpi, same muszą dojechać do stacji poród i go przeżyć.

A co jeśli powiem Ci, że może być inaczej?

Co prawda mam za sobą tylko jeden poród, ale często znajomi czy koleżanki pytają mnie jak było i czy bolało. Kiedy mówię, że ja swój poród wspominam bardzo dobrze, to patrzą na mnie z niedowierzaniem. Dopowiadam wtedy, że faktycznie bolało, ale poród nie ma nic wspólnego z tym, co widzimy na filmach. Pan Wyrodny wtedy zawsze dodaje, że tak samo jest z jazdą na porodówkę, że wcale nie trzeba się tak spieszyć.

No dobrze, a co z opowieściami mam i babć? Przypomnijcie sobie kiedy one rodziły? Mamy pewnie około 30 lat temu. Czy uważacie, że od tego czasu nic się nie zmieniło? W takim razie czy tez myślicie, że wizyta u dentysty 30 lat temu a wizyta teraz wygląda tak samo? Wszystko poszło do przodu, tak samo na porodówkach. Po pierwsze zmieniły się standardy opieki okołoporodowej. Teraz prawem każdej rodzącej jest poszanowanie godności i WIEDZA! Wiedza o wszystkim, o wykonywanych zabiegach, o podanych lekach. Co więcej, kobieta MUSI wyrazić na nie zgodę, nie może być to jej zrobione bezprawnie. Po drugie, jeśli coś poszło nie tak kobiety mają możliwość złożenia skargi, opisania tego co był nie tak, nawet w Internecie. Ku przestrodze ale i ku poprawie warunków dla następnych rodzących.

Wiecie jak wyglądały trzy sceny z początku notki w naszym przypadku?

Scena pierwsza: Kiedy budzą mnie skurcze wcale się nie spieszę, odczekuję jeszcze kilka, żeby upewnić się, że naprawdę się zaczęło i dopiero budzę Pana Wyrodnego. Nadal się nie spieszymy, ja się ubieram, Pan Wyrodny robi nam kanapki (tak jak nam porazili w szkole rodzenia). Autem jedziemy spokojnie, nie łamiemy przepisów, świateł czerwonych mało, bo to środek nocy, ale zatrzymujemy się na nich. Patrzymy na zegarek i liczymy ile trwa skurcz i ile trwa przerwa między skurczami, żeby wiedzieć co powiedzieć na izbie przyjęć.

Scena druga: Pokój Domu Narodzin, przygaszone światła. Położna zostawia nas samych z mężem. Ja idę do najciemniejszego miejsca, czyli do łazienki, siadam sobie na kibelku i w tej pozycji przeczekuję wszystkie skurcze. Jest raczej spokojnie, raczej cicho. Pan Wyrodny na stoperze telefonu mierzy czas między skurczami. Co jakiś czas przychodzi położna i przenośnym KTG mierzy tętno Malucha.

Scena trzecia: Tu jest już trochę dynamiczniej, ale pokój nadal ten sam, światła nadal przygaszone. Klęczę przy drabinkach, są dwie położne, klęczą za mną. Prę wtedy kiedy czuję skurcz, wtedy też krzyczę, bo mi to pomaga, między skurczami odpoczywam. W pewnym momencie czuję, że przeciska się główka, a położna pozwala mi jej dotknąć, pierwszy raz pogłaskać Malucha. Za kilka chwil Maluch jest już na świecie. Od razu dostaję go w ramiona. Nawet nie płakał, bo od początku poczuł ciepło mamy, przechodzimy na łóżko, i tulimy się, przystawiamy do piersi, cieszymy chwilą.

Cały opis mojego porodu znajdziecie tutaj .

Wiem, że nie wszystkie porody przebiegają tak spokojnie i pewnie teraz odezwą się te dziewczyny, których poród nie przebiegł tak jakby chciały. Moim celem jest napisać, że poród to nie jest dramat, poród jest ważnym wydarzeniem, jest trudnym wydarzeniem, ale też pięknym wydarzeniem: w końcu wydajesz na świat nowego człowieka.

Jak przygotować się do porodu?

Jestem świadoma, że takie zapewnienia jak moje i tak nie sprawią, że przyszłe mamy przestaną się bać. Jak więc przygotować się do porodu, żeby nie zostawił on w nas traumy. Poniżej moje sposoby. Sprawdzone –  na mnie skutkują.

1. Pozytywne nastawienie

Osobiście uważam, że pozytywne nastawienie do porodu to już 80% sukcesu. Jeśli jesteś nastawiona negatywnie, to instynktownie się zamykasz, nie chcesz, nie współpracujesz z ciałem – utrudniasz sobie poród. Ja sobie powiedziałam, że mój poród ma być dobry i taki był. Miałam to ciągle w głowie.

2. Nie karmić się złymi opowieściami porodowymi

Zwyczajnie nie słuchać, lub przerywać, kiedy ktoś będzie mówił jaki ten poród to jest straszny. Nie czytać w Internecie opisów złych porodów, nie oglądać porodów na filmach. Po co mamy potęgować w sobie ten strach? Gdy byłam w ciąży dwie osoby spytały mnie „Nie boisz się?” tak jakby to było oczywiste, że powinnam się bać. Ja odpowiadałam krótko „Nie” i nie kontynuowałam rozmowy, zmieniałam temat. A nuż jakbym za długo o tym myślała, to bym się jednak zaczęła bać…?

3. Czytać opowieści o dobrych porodach

Pod koniec ciąży wpadł mi w ręce e-book ze spisanymi opowieściami o dobrych porodach. Czytałam je z wypiekami na twarzy i nieraz uroniłam łezkę (to też po części wina hormonów w ciąży). To były przeróżne porody bo i naturalne, i przez cesarskie cięcie, te szpitalne i te domowe. Łączyło je to, że wszystkie były piękne. Oto kilka stron z fajnymi opowieściami:

Lepszy poród ebook – niestety chyba strona już nie działa, link jest nieaktywny 🙁

Dobrze urodzeni

Piękny poród

4. Pójść do szkoły rodzenia

Wiesz ile faz ma poród i czego w każdej z nich się spodziewać? Wiesz, że pozycja leżąca nie jest najlepsza przy porodzie? Wiesz jakie masz prawa na porodówce? Oczywiście, że przeciętna Kowalska tego nie wie. Ale może się tego dowiedzieć ze szkoły rodzenia. Ja uważam, że uczestnictwo w takich zajęciach powinno być obowiązkowe, niezależnie czy poród odbędzie się przez cc czy siłami natury. Daje ogromną wiedzę, świadomość, rozwiewa wątpliwości. Tam nie ma tematów tabu czy trudnych pytań, a nic co ludzkie nie jest obce. My z Panem Wyrodnym odnieśliśmy trzy korzyści z pójścia do szkoły rodzenia: dowiedzieliśmy się o Domu Narodzin, Pan Wyrodny przekonał się do porodu rodzinnego, poznaliśmy inne pary, z którymi do dzisiaj utrzymujemy kontakt.

5. Wybrać dobry szpital

Najlepiej taki, w którym personel ma odpowiednie przeszkolenie i wiedzę, gdzie przestrzega się praw kobiet na porodówkach. Nawet sprzęt czy wygląd sal nie jest tak ważny jak dobry personel. Jest w tym celu stworzona wspaniała storna: Gdzie rodzić.  Tam kobiety mają możliwość oceny poszczególnych szpitali i opisania swoich historii na porodówce. Po porodzie sama też dodałam ocenę i swoją opowieść, bo chcę, żeby inne kobiety miały łatwiejszy wybór.

6. Obejrzeć spot

Fundacja Rodzić po ludzku przygotowała piękny, krótki, ale idealnie trafiający do kobiet spot o prawach kobiety rodzącej. Koniecznie obejrzyjcie: 

7. Zdecydować z kim rodzić

No niby to powinien być partner, ale nie oszukujmy się – nie każdy facet nadaje się, żeby był na porodówce. Jeśli kobieta martwi się, że bardziej będzie się przejmować facetem niż porodem, to nie ma co w ogóle takiego zabierać na porodówkę. Można za to zabrać siostrę, mamę, koleżankę, czy doulę. Co jest ważne? Ma pomagać, nie przeszkadzać. Ja wiedziałam, że Pan Wyrodny będzie do tego najlepszy, ale on nie był do końca o tym przekonany. Po szkole rodzenia się zdecydował, a po samym porodzie powiedział, że myślał, że będzie gorzej.

Podsumowując: najważniejsze jest dobre nastawienie oraz wiedza i świadomość, reszta sama jakoś pójdzie. Namawiam Was, żebyście dzieliły się swoimi dobrymi opowieściami porodowymi, a te, które źle wspominają swój poród proszę o nie straszenie innych, tylko przeciwdziałanie takim wydarzeniom (wystarczy nawet tylko ocenić szpital na stronie Gdzie rodzić).

UWAGA!!
Jeśli chciałybyście podzielić się ze światem swoim dobrym porodem, a nie prowadzicie bloga i nie macie innych sposobów na publikację, to napiszcie do mnie. Z chęcią opublikuję na blogu Wasze historie porodowe.

Mój mail: kontakt@wyrodna.com

Podziel się dobrym porodem!