To zaskakujące jak inaczej można odebrać ten sam bieg startując w nim w różnych latach. Tak było u mnie w przypadku Biegnij Warszawo – jednej z największych imprez biegowych w stolicy. Mój pogląd na ten bieg i jego organizację uległ diametralnej zmianie. Do dziś jestem w szoku!

W zeszłym roku nie miałam ochoty wspominać startu w Biegnij Warszawo. Drogi pakiet, przerażający punkt nawodnienia na trasie, brak głupiego banana na mecie, izotoniki, których dla ostatniej strefy „zabrakło”, mimo, że stały w zgrzewkach, no i najgorsze… masakryczne słońce i mało cienia na trasie. Byłam pewna, że był to mój pierwszy i ostatni występ na Biegnij Warszawo. Jednak rok czasu zrobił swoje. Znów miałam taką możliwość, że mój pracodawca opłacił mi pakiet startowy, więc postanowiłam dać drugą szansę temu biegowi. I słusznie.

W tym roku trasa Biegnij Warszawo było dokładnie taka sama jak rok temu. Wiedziałam więc czego mogłam się po niej spodziewać. Organizatorzy też fajnie wymyślili sobie taką niby „rywalizację” pomiędzy płciami, a koszulki męskie i damskie nieco się od siebie różniły.

Odebrałam pakiet startowy

Pakiet kosztował, podobnie jak zeszłym roku 89 zł. Według mnie cena mocno wygórowana, w porównaniu do zawartości pakietu i w porównaniu do innych biegów. No ale płacił pracodawca, więc kieszeń nie odczuła tego wydatku. W skład pakietu wchodziły:

  • koszulka techniczna Nike – bardzo fajna, bardzo ładny kolor (jak wyguglujecie „kolor petrol” to ona właśnie w takim kolorze jest), tak samo jak w zeszłym roku
  • numer z chipem do pomiaru czasu
  • Herbata Zielona Jaśminowa (taka bez cukru i innych śmieci i w dodatku parzona w Tajwanie ponoć)
  • Owsianka
  • Próbka pieczywa chrupkiego
  • Zielone sznurówki – symbol świadomości choroby Gauchera, takie same były w zeszłym roku. Ja sobie wplątałam je w warkocze, bo w butach sznurówek zmieniać nie chciałam, a na nadgarstku mi przeszkadzały rok temu.
  • Ulotki
  • Duży przezroczysty worek na depozyt

Całkiem fajny zestawik, jednak, podobnie jak rok temu, uważam, że mógłby być lepszy jak na to 90 złotych.

Przygotowywałam się do startu

Bałam się tego biegu. Pamiętam jak rok temu ledwo dałam radę i jak było mi słabo po przekroczeniu mety. Bałam się, że pogoda znów da nam popalić. Modliłam się o zachmurzenie, ale przy okazji zaopatrzyłam się w czapkę z daszkiem – tak w razie słońca. W dniu startu słońce świeciło na całego. Pogoda była piękna, co normalnie by mnie ucieszyło, ale na szczęście wiał zimny wiatr, co z kolei w normalny dzień by mi przeszkadzało – generalnie było dużo lepiej niż w zeszłym roku.

W tym również jechaliśmy samochodem i również musieliśmy się trochę naszukać miejsc parkingowych. Dobrze, że nasze małe autko wszędzie się zmieści. Około godziny przed startem byliśmy już na miejscu, żeby się zorientować w sytuacji, znaleźć łazienki i ustawić w swojej strefie…

Wystartowałam w biegu

… a właściwie w nieswojej strefie. Może nie powinnam o tym pisać, bo to niezbyt dobra praktyka, ale ostatnio mamy taki zwyczaj, ze ustawiamy się na końcu strefy poprzedzającej naszą. Co nam to daje? Mamy mnóstwo „zajęcy”, którzy prowadzą nas na rekord. Z resztą, w tym roku na Biegnij Warszawo był podział tylko na trzy strefy. Ostatnia z nich to była zbieranina ludzi od takich, którzy 10 km biegną w czasie 55 minut, aż do ostatniego. Innymi słowy: wrzucono do jednego worka tych co biegną na 55 min i tych na 1 h 55 min. Czujemy się więc rozgrzeszone z tego, że stanęło nam się w nie swojej strefie.

W tym roku nie czekaliśmy również na start tak długo, jak było to w zeszłym. Wszystko układało się świetnie. Ja wrzuciłam na głowę czapkę z daszkiem, zrzuciłam kurtkę i tak przekroczyłam linię startu. Bieg się zaczął.

Biegłam!

Pierwsze kroki biegu były dla mnie dość ciężkie, bo nie zrobiłam jakiejś zaawansowanej rozgrzewki. Dodatkowo mój osobisty „zając” powiedział do mnie „Ale mam ciężkie nogi”… Wtedy pomyślałam sobie, że nie mam parcia na jakiś cudowny wynik. Byle by było odrobinę lepiej niż rok temu.

Ale biegłam, biegłam dalej i jakoś te ciężkie z początku nogi niosły mnie do przodu. Co prawda gdzieś na czwartym kilometrze, czyli tym okropnym podbiegu straciłam z oczu mojego „zajączka”, ale nie wpłynęło to na mój bieg.

Nawet na podbiegu czułam się wyjątkowo dobrze, a jak już się wypłaszczyło, to jedno co miałam w głowie, to dumę, że jakoś mi lepiej niż rok temu. Po podbiegu czekał punkt nawodnienia, który w tym roku nie wyglądał jak pobojowisko, ale jak punkt z wodą na każdym innym biegu. Wody, jak zawsze wypiłam łyk – dwa i poleciałam dalej.

Na trasie „spotkaliśmy” się z uczestnikami marszu „Maszeruję kibicuję”, później przebiegliśmy przez samo centrum Warszawy, następnie znów spotkaliśmy maszerujących, a potem był już tylko cudowny zbieg, na którym można było fajnie przyspieszyć i odrobić stracony na podbiegu czas. Tuż za zbiegiem czekała upragniona meta…

Dobiegłam do mety

Dobiegłam, przebiegłam, nawet tuż przed meta przyspieszyłam, więc naprawdę miałam jeszcze dużo sił. Odebrałam medal, wodę i znalazłam swojego Zajączka.

Dopiero chwilę później sprawdziłam swój wynik i okazało się, że była życióweczka na 10 km. Mój czas to 00:57:49 🙂 Prawie o 10 minut lepiej niż rok wcześniej. Jestem z siebie bardzo dumna. Z mojego Zajączka również, bo też pobiła swój rekord życiowy. Był, oczywiście lepszy niż mój – Zajączek jest moim mistrzem!

W tym roku medale były prześliczne. Niby proste, niby okrągłe, ale to jeden z najpięniejszych medali, jakie posiadam. Jeśli już koniecznie musiałabym się do czegoś przyczepić to pomarańczowy kolor tasiemki, ale to już takie czepianie się na siłę.

Po biegu obie nie mogłyśmy się nadziwić jak zupełnie inny był to bieg niż ten, który pamiętamy sprzed roku. Pewnie 75% to sprawka o niebo lepszej pogody, ale i inne rzeczy były jakoś lepiej zorganizowane. W tym roku postanowiłam, że w przyszłym tez pobiegnę w Biegnij Warszawo, a co!

  • W.

    Też zdarzyło mi się mieć podobne odczucia co do ‚tego samego’ biegu, ale w trzech opcjach. Pierwszy raz biegło mi się świetnie, dlatego zapisałam się rok później, kiedy to był to chyba mój najgorszy start w biegach, żeby w tym roku może nie biec na rekord, ale w fajnej atmosferze. Tutaj też spore znaczenie odegrała pogoda i moja kondycja psychiczna.
    Rewelacyjny medal, bardzo, bardzo mi się podoba! 🙂
    Czytając Twoje relacje trochę żałuję, że zawiesiłam już buty na kołku w zakresie startów w biegach masowych w tym roku. Ale jeśli wrócę w przyszłym roku do biegów to wiem, gdzie szukać inspiracji i motywacji. 😉

    • Po pierwsze: psychika w bieganiu jest kluczowa 🙂 Po drugie: pogoda również 🙂
      Ale przecież jeszcze w tym roku są biegi Niepodległościowe – może jednak? Ja mam w planach jeszcze jeden fajny bieg (po płycie lotniska, wśród samolotów) i Niepodległość właśnie – i koniec występów w tym roku. Trochę za dużo ich jest 🙂

      • W.

        Oj wiele jest jeszcze biegów w tym roku, ale pasmo drobnych kontuzji i problem z kolanami wymusza jesień w spokojniejszym rytmie, więc tez nie bardzo mogę się do biegów przygotować, a energię i siły chciałabym wykorzystać na wyjścia w góry. Za to plan jest taki, że jeżeli organizm pozwoli to od lutego wracam do startów (bieg walentynkowy 😉 ). Ta wymuszona rezygnacja też jest przy okazji odzyskaniem weekendów i odpoczynkiem dla portfela, bo jednak opłaty startowe do niskich nie należą. 4 to ładna liczba, tyle biegów na ten rok musi wystarczyć 😛

        • Nie no, jak kontuzje, to rozumiem, że zwolnić trzeba. No i zgadzam się – jak tak się zacznie brać udział w biegach, to portfel cierpi i wolne weekendy też. Ja mam trochę wyrzutów sumienia, że nie każdy weekend spędzam z Maluchem…

  • Holly Lu

    Podziwiam, taki dystans. Ja bym padła😊

    • To się wydaje daleko, ale w gruncie rzeczy, jak już raz się przebiegnie 10, to potem nie robi wrażenia 🙂

  • Sama nie biegam, ale z tego co piszesz, przygotowania i całe techniczne zaplecze są bardzo ważne!

  • Iwona Z.

    Gratulacje za przebiegnięcie, mi brakuje motywacji do biegania 🙂

  • Bebe Talent

    Dla mnie 10 km to zupełnie abstrakcyjna odległość. Jakoś nie zdołałam wkręcić się w bieganie.

    • Ja długo nienawidziłam biegać 🙂 A potem jakoś się to zmieniło. Ale największą motywacją jest drużyna biegowa – jak się biega z kimś, to głupio go wystawić do wiatru 🙂

      • Bebe Talent

        Wiesz co, całe życie jestem aktywna, trenowałam rożne rzeczy, ale w bieganiu jestem tak kiepska, że potrafię się zasapać po 100 m.

        • Super, że robisz inne rzeczy 🙂 ja się jakoś w tym bieganiu odnalazłam i się go trzymam, chociaż chciałabym mieć czas i zaparcie, żeby robić coś jeszcze 🙂

  • Super, gratulacje! Podziwiam takie osoby, bo sama z pewnością bym się nie odważyła pobiec na jakąkolwiek większą odległość, a co dopiero przy takiej ilości ludzi 😉

    • „Przy takiej ilości ludzi” to właśnie jest fajnie, bo biegną przeróżne osoby: i te, co 10 pykną w pół godziny i takie co w dwie 🙂 Można się fajnie ukryć w tłumie, jednak na początek nie polecam 10, tylko stopniowo, 2, 3, 5, 7 i 10 🙂

  • Ja Zwykła Matkaa

    Nie lubię biegać. Wolę rower, basen i itd. Dlatego dla Ciebie wielki szacunek 🙂 trzymaj tak dalej.

    • Ja też nienawidziłam biegać i byłam zawsze słaba z w-fu 🙂 Zaskakujące jak to się może człowiekowi odmienić.

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Gratuluję kolejnego udanego występu 🙂 Wydaje mi się, że większość „pierwszych razów” jest trudna – bo nieznana – i może nas czasami do jakichś rzeczy zniechęcić. Twój przykład pokazuje , że czasami naprawdę warto podjąć wyzwanie po raz kolejny – nie zważając na wcześniejsze rozczarowania 🙂

    • Podsumowując: czasem warto dać drugą szansę 🙂 Porównując biegi z poprzedniego roku i z tego, jeśli mi się powtarzają, to zazwyczaj mam po nich lepsze odczucia, więc coś w tym jest, że znane jest lepsze 🙂

  • Ja brałam udział w Biegnij Warszawo jakieś 3 lata temu i cena pakietu na prawdę waliła po kieszeni. Plusem jest koszulka, która nosi się świetnie. Sam bieg bardzo miło wspominam, ale pamiętam, że był straszny upał i po nim poczułam się bardzo źle. Bardzo fajna relacja.

    • W zeszłym roku, mimo, że październik, też było mega gorąco – straszne słońce. Wielu biegaczy zasłabło lub wymiotowało na mecie. Dobrze, że w tym roku pogoda była dużo łaskawsza.

  • Przyznam, że o biegu dowiedziałem się dzień po tym jak się odbył 🙂 Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś wystartować, zwłaszcza że medal jest kozacki 😀

    • I koszulka też jest kozacka 🙂 Polecam 🙂 Tylko te pakieeety drogie 🙂

  • Klaudia Wnuk-Adamczyk

    Zazdroszczę tej motywacji do biegania, ja lubie spacery po górach. Być może kiedyś się skuszę ….. Gratuluję

    • Ja również uwielbiam góry i spacery po nich, ale na pewno bym po nich nie biegała 🙂 A samo bieganie – przynosi, co prawda inną niż góry, frajdę 🙂 Warto spróbować i na początek warto z kimś znajomym, żeby się pomotywować 🙂