Tak! To już dziś pierwsze Urodziny Wyrodnej Matki! Dokładnie rok temu postanowiłam, że zamiast siedzieć i obmyślać co bym napisała na blogu, po prostu usiądę, założę bloga i to napiszę. Z jednej strony ta rocznica, to dla mnie powód do dumy, z drugiej strony mam poczucie niedosytu, zmarnowanych okazji, nawet poczucie winy.

blog_rok_00

Dlaczego wstyd, niedosyt, poczucie winy?

Nie mam milionów wyświetleń, ani setek tysięcy unikalnych użytkowników. Mój fanpage na Fb to około 370 osób. Instagram jak to Instagram fajna zabawka na chwilę. Nie ruszyłam ani Snapa, ani Vine’a, ani Twittera… Słabo rozkręcam ten „biznes”, bo czytuję blogi, które w rok pozyskały tysiące czytelników. Jeszcze pół roku temu płynęłam na fali rosnących statystyk, kilku spotkań oraz nowych blogowych znajomości. Oczami wyobraźni widziałam siebie pośród tych znanych, sławnych, rozpoznawalnych blogerów. Dziś spokorniałam, i siedzę sobie cichutko, skrobię wpisiki. A mogłabym się kształcić, spotykać, poznawać ludzi, nawiązywać współprace. Mogłabym i trochę chciałabym. Tylko nigdy nie traktowałam bloga jako źródło potencjalnego zarobku. Blog jest dla mnie rzeczą dodatkową. Takim hobby, przyjemnością, którą się robi w wolnym czasie. Na pierwszym miejscu u mnie rodzina i praca.  Ale dość tych smętów i pseudomelancholijnych rozmyślań, mamy świętować!

Ale dlaczego z drugiej strony duma, radość, nadzieje na przyszłość?

No hej! W końcu minął rok i nie porzuciłam bloga w zakurzonym kącie internetu. Mam swoje wzloty i upadki, ale ciągnę jakoś ten „wyrodnomatczyny” blogowy wózek. Tematów nie brakuje. Brakuje za to czasu, ale i to udaje się pokonać. Kurczę, udało się! Piszę, zdarzy się, ze ktoś to przeczyta, od czasu do czasu zalajkuje, a jak już skomentuje to jestem w siódmym niebie. Bardzo to miłe z Waszej strony! Za każdą odsłonę bloga, za każdy lajk, każdy komentarz BARDZO DZIĘKUJĘ!

Popełniłam 109 wpisów (ten jest 110), a Wy nagrodziliście mnie 507 komentarzami.

Mam 368 followersów na Facebooku oraz 128 na Instagramie.

Co się zmieniło przez rok?

Na pewno piszę inaczej. Trochę lepiej, ale jestem świadoma, że jeszcze nie do końca „to jest to” i MUSZĘ podszkolić swój warsztat. Często zdarza mi się pisać tak jakbym mówiła i czyta się trochę niezręcznie. Na pewno dużo uważniej sprawdzam tekst przed publikacją, chociaż nadal zdarza mi się dużo literówek i pomyłek. O interpunkcji nie wspomnę, bo większość zasad przecinkowych to dla mnie czarna magia. Wiem, że nadużywam. Posiadłam również bardzo fajną wiedzę z zakresu SEO i pozycjonowania bloga. Na pewno jeszcze dużo, dużo muszę zmienić, ale to co zapamiętałam staram się wdrażać w życie na bieżąco. Nauczyłam się też obsługi Google Analytics, poznałam kilka fajnych blogerek i  byłam na kilku fantastycznych blogowych spotkaniach.

Co mnie zaskoczyło?

Na pewno zaskoczyło mnie to które z postów są najczęściej czytane. I chociaż człowiek ma ochotę od czasu do czasu filozoficznie zaszaleć, to najpoczytniejsze u mnie są posty konkretne, pomocne, takie „eksperckie”. Na przykład: pomysły na stroje karnawałowe czy poradnik jak zorganizować wieczór panieński. Hitem okazała się wpis dotyczący kupowania w secondhandach. Sporo jest też wejść w post z recenzją krzesełek do karmienia, czy ubrań dla mam karmiących. Innymi słowy sprawdzam się w tego typu tekstach, a moje własne przemyślenia za bardzo poczytne nie są (wnioski mogę wyciągnąć z tego sama). Chociaż ja osobiście najbardziej lubię właśnie swoje przemyślenia. A moim ulubionym wpisem jest wpis o tym co wiemy o porodzie.

Innym zaskoczeniem była blogosfera parentingowa prężnie działająca w realu. Spotkania, akcje, szkolenia, warsztaty. Istny zawrót głowy. Nie powiem jak bardzo boli mnie serce, kiedy widzę tyle możliwości, a nie korzystam z żadnej z nich…

Czego sobie życzę?

  • Dalszej wytrwałości
  • Więcej WAS! (w postaci wizyt, lajków, komentarzy itd.)
  • Popracowania nad językiem pisania 🙂
  • Niekończącej się weny
  • Czasu na pisanie
  • Może udziału w kilku blogospotkaniach? (Blogowigilii na przykład?)
  • Ale przede wszystkim życzę sobie szczęścia rodzinnego i zdrowego Malucha

 

Jakie są moje blogowe plany na przyszłość?

A wiecie, że chciałabym przejść na własną domenę? Pewnie wiecie, bo się zaczęłam fejsbukowo wypytywać co i jak. Takie prezent dla mnie na urodziny bloga. Aktualnie nie przerażają mnie ceny (bo te jakieś przystępne), tylko techniczna strona tego przedsięwzięcia… Wiecie, te wszystkie szablony i inne hostingi… Ale jestem przecież „techniczna”, więc wiem, że szybko to ogarnę.

Wraz z własną domeną bardzo poważnie rozważam zmianę nazwy… Początkowo Wyrodna Matka wydawała się fajna, a potem okazało się, że „wyrodności” na blogu jest mało. Zaczęła mi trochę przeszkadzać, na przykład gdy musiałam się przedstawić na jakimś blogospotkaniu. Kiedyś usłyszałam, że zmiana nazwy bywa pomocna. Sama czytuję parę blogów, którym nazwy zmieniały się z różnych powodów i to wcale nie w początkach blogowania, tylko po latach.. Nazwa wadzi mi już od dawna, ale nie miałam pomysłu na nową. Ostatnio trochę mnie oświeciło i mam, wymyśliłam trzy alternatywy. Przegooglałam również internet, żeby sprawdzić czy już ktoś nie ma – okazuje się, że nie! No i siedzę i dumam…zmieniać nazwę…nie zmieniać? Wypowiedzcie się na ten temat, proszę!

Jak uczcimy nasz roczek?

Mimo, że bardzo chciałabym Wam go wręczyć osobiście to mam tylko wirtualny tort.

Pozwólcie, że zapalę świeczkę.

A teraz ją zdmuchnę.

Co ten rok blogowania zrobił z człowiekiem – tak!, pokazuję Wam swoją facjatę.

Zrobiłam też kawki.

(Na tę okazję specjalnie wyjęłam jedną z filiżanek, które dostaliśmy z okazji ślubu. Tylko potem dopatrzyłam się, że jest ona nieco wyszczerbiona…ups… No cóż – jaki blog taka filiżanka.)

A teraz, bardzo proszę, częstujcie się.

 

Bo ja już zjadam!

I ogólnie: cieszcie się razem ze mną! (mogłam się do zdjęć umalować….)

Zdjęcia z moją gębą wykonał Pan Wyrodny, który (o dziwo!) nawet niespecjalnie się zdziwił, że ma mi zrobić fotki jak zdmuchuję świeczki i jak jem tort. Ja bym się zdziwiła na jego miejscu.

Prezenty!!!

O prezencie dla mnie już wiecie: własna domena. Ale mam też coś dla Was! Prawdziwy, najprawdziwszy konkurs zorganizowany wspólnie z Canpol Babies. Ale o nim w kolejnym poście. Stay tuned!

I mała prośba

Na koniec proszę Was o feedback: czy uważacie, że zmiana nazwy bloga to dobry pomysł? Piszcie!

  • ~Bietka

    Wszystkiego dobrego z okazji 1 urodzin bloga ☺ co do nazwy to nie taki zly pomysł,choć ja do wyrodnej się przyzwyczailam. Jednak to Ty masz się z ta nazwą czuć dobrze i się utożsamiać ☺

  • ~Emilia

    Przede wszystkim – 100 lat, 100 lat!

    A nazwa – mi się podoba, ale jeśli Ci trochę ciąży i masz poczucie, że zmiana może być korzystna to zmieniaj, zainteresowani i tak za Tobą pójdą 🙂

  • ~Gosia Heidi

    Mi się też nazwa podoba i gdybyś nie dała znać, ze ci ciąży, to bym odradzała zmianę. Ale jeśli masz pomysł, który ci się podoba, to chyba najlepszy moment 😉
    No i gratulacje roku na blogu,a przede wszystkim gratulacje, ze mimo powrotu do pracy – udało się, wciąż są wpisy i znajdujesz na nie czas 🙂 I mi się podobają wpisy filozoficzne, bardzo z resztą przyjaźnie i spójnie napisane. Bardzo lubię Twój styl, więc udoskonalaj – ale nie zmieniaj 🙂

  • Jeszcze raz gratuluję rocznicy. Super, że pomimo powrótu do pracy trzymasz poziom blogowania. Jak już Ci wspominałam – masz więcej postów niż ja-matka na urlopie 🙂
    Własna domena to fajny krok do wciągnięcia się ponownie do blogowania. Mi to poprawiło samoocenę. Chociaż statystyki przez pierwsze miesiące wyglądały fatalnie. Stary blog dalej jest łatwiej znaleźć w wyszukiwarce niż nowy 🙁 ale to kwestia pewnie mojego nieudolnego SEO. Zatem zmiana domeny pomaga poczuć się profesjonalniej, ale ma też minusy. Trzeba się dużo przy tym początkowo napracować.
    Powodzenia w dalszym blogowaniu!

  • Przede wszystkim – najlepszego i kolejnych 100 lat blogowania ! 🙂 Na mój gust świetnie Ci idzie i na pewno będę zaglądać do Ciebie nadal – czy zostanie ta sama nazwa, czy też faktycznie zechcesz ją zmienić 🙂 A jakie są alternatywy dla niej? Może zdradzisz – wtedy łatwiej się nam będzie wypowiedzieć 😉