Odczaruj poród: O dwóch porodach jednego dziecka – pierwsza ciąża Sylwii i Józka

Nadszedł czas na kolejną opowieść z cyklu „Odczaruj poród”. Tym razem, wraz z autorką, zwrócimy Waszą uwagę na świadome przeżywanie porodu, kładziemy nacisk na wiedzę i nie ufanie ślepo jednemu lekarzowi, tylko szukanie odpowiedzi na nurtujące nas problemy. No i przeczytacie też, że warto nie spinać się, tylko przyjmować to co nam poród przyniesie.

Bunt dwulatka to nie bunt (chociaż ciężko w to uwierzyć)

Jeszcze przed ukończeniem dwóch lat pojawił się, a teraz ma chyba swoje apogeum u Malucha, ten słynny bunt dwulatka. Serio, zanim się pojawił ro bagatelizowałam sprawę, wydawało mi się, że mojego synka nie będzie to dotyczyć. Jednak jest, dotyczy, a my odczuwamy go ze zdwojoną siłą. Dzisiaj będzie trochę o samym buncie i o próbie charakteru, w której poległam na całej linii, ale nadal nad sobą pracuję.

Odczaruj poród: To taka piękna, kobieca sprawa

Zadziwiające jest jak opisy tego samego momentu w życiu mogą się od siebie tak bardzo różnić. Dowodzą to opowieści, które publikuję w ramach cyklu „Odczaruj poród”. Osobiście uwielbiam czytać te historie, bo każda z nich opisuje ten przełomowy moment w życiu kobiety w piękny sposób. Jak byłam w ciąży w ten sposób „oswajałam się” z wizją porodu. Niejednokrotnie wzruszyłam się do łez.

Musisz to przeczytać zanim zostaniesz mamą! Cz. 1 Ciąża i poród

Sprawa przedstawia się tak: jesteś w ciąży. Zaczynasz googlować, szukać, czytać, Twój mózg zaczyna zalewać fala informacji. Wielu informacji. Często również sprzecznych informacji. Ciężko Ci to wszystko przefiltrować, wybrać to co najlepsze, w końcu wszystko zlewa się w jeden niezrozumiały bełkot. Na forach jedna wielka fala hejtu i walki „przeciwnych obozów”, na Fejsbuku milion grup „zwolennicy X”, „przeciwnicy X” itd. Byłam tam, znam to.

To w głowie się nie mieści! Rzecz o współspaniu

Odnoszę wrażenie, że przez lata, była to rzecz, którą robiło wiele rodzin, ale się do tego nie przyznawało. To przecież wstyd, to nieakceptowalne, trzymajmy ten fakt w tajemnicy, bo jeszcze się wyda jaka z nas patologia… Nawet moi rodzice twierdzili, że za wszelką cenę nie można do tego przyzwyczajać. Stres, wyrzuty sumienia, kłamstwa wśród znajomych… a drugiej strony poczucie, że może to nie takie złe, że dziecko spokojniejsze jakieś, a i my przez to spokojniejsi i wyspani.

Matka DKP – życie i twórczość, marzenia i wątpliwości…

Jeśli spróbujecie wyguglować skrót DKP, to wyniki mogą Was zaskoczyć. Mnie zaskoczyły, bowiem skrót ten oznacza na przykład „Dragon kill points” (what the f….?) lub „Deutsche Kommunistische Partei” (rany julek!). Nie będzie wielkim zaskoczeniem, jeśli powiem, że dzisiaj nie będę pisać o żadnym z nich.

DKP oznacza w moim świecie długie karmienie piersią. Zaczynając pisać ten post byłam pewna, że ja się już do matek dkp zaliczam – karmię prawie 2 lata. Ale, okazuje się, po zasięgnięciu opinii na blogu Hafiji czy u Agnieszki Stein, że podobno do 2 lat, to jeszcze społeczeństwo nie traktuje wcale jako długie. Kłóci się to trochę z tym, co coraz częściej odczuwam wśród znajomych (głównie tych dalszych, tych co mnie za dobrze nie znają). Oni traktują mnie już jak kosmitkę.

Strona 1 z 41234