Co roku obiecujemy sobie, że nie będziemy sobie nic kupować na gwiazdkę („Tak, tak, prezent będzie tylko dla Malucha!”) a i tak pod choinką potem piętrzą się stosy prezentów. W tym roku było ich wyjątkowo dużo, a ich rozdawanie nie miało końca.

Chciałabym pokazać Wam kilka z naszych prezentów, bo niektóre na pewno będą bohaterami przyszłych wpisów blogowych.

Prezenty Pani i Pana Wyrodnych

 Przegląd prezentów zacznę od tych, które dostałam ja. Jestem z nich bardzo zadowolona, bo to było dokładnie to, o czym marzyłam. Od razu przyznam się Wam, że od pewnego czasu mówimy sobie z mężem otwarcie co byśmy chcieli dostać. W ten sposób nie ma mowy o nietrafionym prezencie. A wszystkie prezenty, które dostałam pokazują, że rola matki jest dla mnie najważniejsza.

Po pierwsze: dostałam torbę na zakupy z napisem „Matka Polka na zakupach” z firmy, której nie muszę przedstawiać – Koszulove. Do kompletu z moją ulubioną bluzką do karmienia „Matka Polka”. Jeszcze nie nosiłam, a już ją kocham. Jest piękna i, co ważniejsze, bardzo pojemna.

Kolejny prezent jest w ramach poszukiwań ubrań idealnych do karmienia. To bluzka do karmienia z firmy Pentelka. Nietypowo ma rozwiązaną kwestię dostępu do piersi. Chciałam rozmiar L, bo bałam się, że zaniżona numeracja, ale spokojnie mogłabym w M chodzić. Jeszcze nie noszona, potestujemy, opiszemy na blogu.

Trzecią rzeczą, którą sobie wymarzyłam to wisiorek z firmy Ananas Mama i jednocześnie drewniany gryzak dla Malucha. Jest piękny, ale też jeszcze nie przetestowany. Powinien pasować do bluzki.

A ciepłe kapciochy-misie widzieliście już na Fb i Insta, to niespodzianka od moich najlepszych kumpeli. Szkoda tylko, że zima nie jest zimna 🙂

Jako małżeństwo, z Panem Wyrodnym otrzymaliśmy łamigłówkę logiczną. Te dwa metalowe elementy należy ze sobą rozłączyć. Zabawa na długie godziny, ale jak już raz się uda, to potem człowiek załapuje o co chodzi. Ale i tak każdemu się podoba i w święta wszyscy próbowali ją rozpracować.

Pan Wyrodny dostał ode mnie bluzę Pumy i dwa numery Muratora, bo lubi czytać ten magazyn. Pozwolicie, że nie będę wstawiać zdjęcia.

W tym roku jednak, jak z resztą każdy się domyśla najważniejszy był Maluch i pod choinką pełno było prezentów dla niego. Malusiakowe prezenty dzielą się na trzy grupy: ubraniowe, książeczkowe i zabawkowe.

Grupa Ubraniowa

Święty Mikołaj chyba podczytuje mojego bloga, bo wiedział, że lubię kiedy Maluch wygląda jak mały elegancik. Dostaliśmy zapas koszul, kamizelek i jeansów na wszystkie najbliższe okazje. Niektóre są jeszcze na Malucha za duże, ale to tylko kwestia czasu.

Grupa Książeczkowa

Jako miłośniczka książek i czytania oraz córka bibliotekarki, z tych prezentów cieszę się najbardziej. „Obrazki dla Maluchów” o tematyce świątecznej swego czasu chciałam sama kupić, ale dobrze, że się powstrzymałam, bo zrobił to za mnie Św. Mikołaj. Książeczka „Poznaję dźwięki. Muzyka klasyczna” to książka, która gra, ale nie jakieś głupawe dźwięki, tylko fragmenty utworów znanych kompozytorów (np. Wiosna Vivaldiego). Najfajniejsza jednak jest „Księga dźwięków”. Ma około 40 sztywnych stron. Na każdej stronie znajduje się obrazek, a obok napisane jest jaki dźwięk wydaje. Bardzo podoba mi się gniazdko elektryczne, które robi „NIE!” 🙂

Grupa zabawkowa

Z tej grupy mamy najwięcej prezentów.

Zabawki ciche i wydające przyjemne dźwięki

Pierwszy to Chusteczkowy Wieloryb firmy Lamaze (tak, oprócz Ośmiornicy Ośmionutki na niego też polowałam na Allegro, ale nie upolowałam). Wpisu o nim możecie spodziewać się w niedalekiej przyszłości. Z firmy Lamaze jest jeszcze pszczółka na kwiatku. Jak pociągnie się za kółeczko na dole, to sznureczek łączący go z pszczółką się rozwija, a potem kwiatek do pszczółki wraca drżąc. Jak wszystkie zabawki Lamaze, tak i te są bajecznie kolorowe, zrobione z różnych materiałów, niektóre elementy szeleszczą. Za to właśnie uwielbiam zabawki tej firmy. W tej grupie umieściłabym jeszcze przyjemnie dzwoniącą piłeczkę oraz poduszkę – baranka – prezent, którego się nie spodziewaliśmy, bo od teściów mojej siostry.

O mały włos zapomniałabym o drewnianej lokomotywie składającej się z klocków. Uwielbiam drewniane zabawki, a już połączenie drewna, klocków i ciuchci jest idealną kumulacją.

Prezenty głośne

Kierownica Fisher Price. Nie jestem fanką Fisher Price’a, niestety, chociaż kierownica jest fajna, bo można nią kręcić, są biegi, jest klakson. Kierownica ma kilka trybów, w tym taki co to niby angielskiego uczy. Maluch jeszcze nie do końca ogarnia co można z nią zrobić, na razie bawiliśmy się my z mężem. To samo jeśli chodzi o wieloryba grającego melodyjki. Co mogę od siebie powiedzieć to to, że lepiej zawsze kupić książeczkę niż grającą głupotkę.

Prezenty realistyczne

A właściwie jeden prezent: piesek. Nie mogłam się oprzeć i wstawiłam jego zdjęcie na Fb i Insta. W wersji oryginalnej piesek szczeka i świeci oczami kiedy się go po głowie poklepie. Wspólnie z mężem postanowiliśmy baterie wyjąć i ta wersja bardziej nam się podoba. Maluch jeszcze do psa jest za mały i nie czai co to jest. Mogę się jednak założyć, że jak tylko trochę podrośnie, to będzie jego ulubiona zabawka. Oczywiście nadal bez baterii.

Wspaniałe to były święta, radosne. O wiele bardziej radosne niż w poprzednich latach. I to za sprawą jednego, małego człowieczka, który jeszcze nawet nie potrafi mówić. I fajne prezenty dostaliśmy, co nie? A Wy co znaleźliście pod choinką?

  • Genialne Papućki 🙂

    • wyrodna-matka

      Co nie? 🙂 Dobrze, że nadeszły mrozy 🙂 jest okazja, żeby użyć.

  • Ho ho ho, chyba byliście bardzo grzeczni w tym roku 😉
    Niestety zawsze znajdzie się ktoś, kto z dumą wręczy Fisher Price (nieważne, że wcześniej delikatnie sugerujesz, że niekoniecznie jest to coś czego chcesz dla swojego dziecka…) – ja tego plastiku nawet nie wyciągam z pudełek tylko od razu puszczam dalej 😉 A nuż obdarowujący nie zauważy braku.

    • wyrodna-matka

      O, no to widzę, że nie tylko ja nie lubię Fisher Price’a. A najbardziej wkurza mnie to, że tak jest reklamowany, jakby bez niego to w ogóle dziecko niczego się miało nie nauczyć w życiu (jakiś Szczeniaczek uczniaczek, garnuszek na klocuszek (!) ). A dla mnie ani to edukacyjne, ani ładne 🙂 za to drogie.
      Twój sposób na te zabawki jest bardzo dobry. Sama mam jednego grajka, którego z pudełka nie wyjęłam i czeka na jakąś okazję. Ale akurat te prezenty zostały rozpakowane przy obdarowujących i tak już zostały…

Close