Kiedy usłyszałam, że Pan Wyrodny musi wybrać w pracy zaległy urlop –  nie czekałam – rzuciłam się wyszukiwać jakieś spotkania blogowe, w których mogłabym wziąć udział. Tym sposobem odbyłam szkolenie Performance Content, a dwa dni później uczestniczyłam w najbardziej pozytywnych zajęciach ever: w Drugim Śniadaniu Blogerów, czyli warsztatach kulinarno – fotograficznych prowadzonych przez Anię z Okiem mamy oraz Bożenę z bloga Mama trójki.

To był dzień idealny na warsztaty

Środa była piękna, słoneczna, czuło się wiosnę. Przyjechaliśmy z Panem Wyrodnym i Maluchem na parking w Złotych Tarasach i moje chłopaki zostali spacerować, jeść spać, jakoś spędzić czas, podczas gdy ja wyruszyłam do Kuchni Spotkań IKEA nie bardzo wiedząc czego mogę się spodziewać. Kuchnia Spotkań znajduje się w samym centrum Warszawy, więc nie miałam problemu z trafieniem, a w bramie (mimo, że nie znałam osobiście) od razu rozpoznałam Anię, organizatorkę, więc byłam spokojna, że dotarłam tam, gdzie powinnam.

Kuchnia marzeń

Wjechaliśmy na górę i naszym oczom ukazała się cudownie wyposażona i nowoczesna kuchnia IKEA. Pani oprowadziła nas krótko po pomieszczeniach i okazało się, że piękna kuchnia to nie wszystko, bo jest jeszcze duża jadalnia z długim stołem oraz bajkowy pokój zabaw dla dzieci. Wielka szkoda, że było wśród nas tylko dwoje dzieci (w tym jeden maluteńki, miesięczny chłopczyk), bo pokój był pięknie wyposażony, istny raj do zabawy. Z resztą spójrzcie na zdjęcia wnętrz – marzenie!

 Kuchnia przed bałaganem.

 To jest fototapeta.

 Część wyposażenia. Od razu czuć klimat IKEI.

 Jadalnia.

 Urzekło mnie oświetlenie.

 Te lampy też. A surowy sufit! <3

 Fragment pokoju zabaw dla dzieci.

 Mówiłam o oświetleniu? Chmurki świecą dla dzieci.

Ale myślę, że słów kilka należy się też samej idei Kuchni Spotkań IKEA. Jest to takie miejsce, w którym możesz, zupełnie za darmo spędzić kilka godzin na wspólnym gotowaniu, jedzeniu i zabawach. Kuchnia jest w pełni wyposażona w niezbędny sprzęt do gotowania, w sztućce, naczynia, a nawet w zmywarkę. To co trzeba ze sobą wziąć, to produkty spożywcze, z których ugotujemy potrawy. Co jest warunkiem uczestnictwa? Trzeba wziąć udział w konkursie na fanpage’u Facebokowym Kuchni Spotkań IKEA, na przykład kreatywnie odpowiadając na zadane pytanie.

Ale najważniejsi są ludzie

Kuchnia kuchnią, ale atmosferę tworzą ludzie! Wszyscy niesamowicie pozytywni, ciepli, sympatyczni! Aż chciało się z nimi spędzić cały ten dzień, a nie tylko kilka przeznaczonych na warsztaty godzin.

Zacznijmy od organizatorek całego zamieszania. Ania prowadzi bloga Okiem mamy, ale jest również fotografem, prowadzi firmę Magiczne chwile. Nie trudno się domyślić, że to jej przypadło poprowadzenie warsztatów fotograficznych. Bożena prowadzi bloga Mama Trójki, jest również promotorką akcji Głodni Zmian, do niej więc należało przygotowanie warsztatów od strony kulinarnej.

Nas, szarych uczestników było sześcioro: Agnieszka (Agumama), Sabina (Warszamamka), Ola (Esencja), Magda (Zapiski mamy), nasz rodzynek Marek (Markowy smak) i ja, Wyrodna.

 Mam nadzieję, że wybaczycie mi wstawienie tego zdjęcia, ale selfie musi być!

Powiecie pewnie, że mało, ale dla mnie, początkującej w środowisku blogerskim to było wystarczająco, żeby odrzucić wreszcie pozę przestraszonej nastolatki (nagminnie o niej piszę) i poczuć się naprawdę swobodnie. Pomogło też to, że niektóre osoby widziałam już po raz drugi (Bożenę i Olę), a nawet po raz trzeci (Agnieszkę).

Smacznie i pięknie!

Po zaznajomieniu się z miejscem chwilę pogadaliśmy, przedstawiliśmy i poznaliśmy się, a potem ruszyliśmy do kuchni. W końcu, żeby móc sfotografować jedzenie trzeba je najpierw zrobić. Zaczęliśmy od kawy, a potem na plan zdjęciowy wjeżdżały kolejno: obłok z jajka sadzonego, zapiekane różyczki z chleba, truskawkowa rozkosz czyli jogurt z mrożonymi truskawkami, budyń jaglany, tortille ze szpinakiem i porem, koktajl zielona ekstaza oraz naleśniki jaglane. Wszystkie przepisy znajdziecie u Mamy Trójki.

 Praca wre.

 Jaglanka nie chce gęstnieć, ale to nic, pomieszam, żeby wyglądało profesjonalnie.

 Agnieszka (Agumama) robi pyszne tortille z porem i szpinakiem.

Nie byli to łatwi modele, niektórzy nieskorzy do współpracy (za nic w świecie nie umiałam uchwycić różyczek i tortilli), ale pod przewodem Ani współpraca zaczynała się układać. Podobało mi się to, że niezależnie od umiejętności (wiecie, całe życie zdjęcia robione trybie Auto) czy sprzętu jaki posiadaliśmy (komórki też dawały radę) Ania umiała tak nami pokierować, że zdjęcia, zwyczajnie zaczęły wychodzić. Dowiedzieliśmy się jak ustawiać aparat, jakie dobrać ISO, jakie wartości przesłony czy długość otwarcia migawki. Dostaliśmy też sporo rad jak zorganizować sobie tła fotograficzne (nie, nie trzeba mieć studia), jak zaaranżować dobrą kompozycję, jak najlepiej uchwycić konkretny rodzaj jedzenia (wiadomo: płaskie talerze inny kadr, wysokie szklanki też inny), jakie oświetlenie jest najlepsze.

 Banda ludzi z aparatami.

 Ania (Okiem mamy) udziela cennych wskazówek.

 Bożena (Mama trójki) też dzieli się dobrymi radami.

 Fotograficzna incepcja: zdjęcie jak ktoś robi zdjęcie.

 W geodezji powiedzieliby, że słabo, bo mrużę oko. A jak jest w fotografii?

Po udanej sesji mogliśmy zabrać się za jedzenie. Jak się okazało wszystko było nie tylko piękne, ale i smaczne! Jedyny minus: wszystko było zimne. W końcu bloger to taki człowiek, który zanim zje, to musi obfotografować jedzenie.

Wszystko co dobre szybko się kończy

Z wielkim żalem patrzyliśmy na zegarek nieuchronnie pędzący w stronę godziny 15:00, o której musieliśmy opuścić kuchnię. Załadowaliśmy zmywarki, zebraliśmy pozostałe produkty, zdaliśmy kuchnię i wyszliśmy w poczuciu, że nie dało się lepiej spożytkować tego czasu.

Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na udział w tych warsztatach. Nie dość, że wiele się nauczyłam, to jeszcze poznałam takie wspaniałe grono blogerów. Oby więcej takich wydarzeń, bo sprawdzają się w stu procentach.

Na koniec zapraszam Was do obejrzenia moich zdjęć. Nie, nie są idealne, wiem, że dużo mi jeszcze brakuje, ale to zawsze pierwszy krok w stronę doskonalenia swoich umiejętności.

Jeśli macie ochotę, to przeczytajcie również relacje innych uczestników warsztatów. Warto.

 

Zdjęcia oznaczone logo „Wyrodna matka” oraz końcowe zdjęcia potraw są mojego autorstwa.
Pozostałe zdjęcia backstage’owe pochodzą od innych uczestników szkolenia.

  • Najlepsza jest fotka jak gotujesz budyń z aparatem w ręku 😉

    • wyrodna-matka

      To taka kwintesencja tego dnia: gotowanie i focenie 😀

    • Dokładnie na tą samą fotkę zwróciłam uwagę 🙂

  • Bardzo fajna relacja, wszystko opisane, te zdjęcia oddają ducha spotkania. Naleśniki jaglane bardzo smaczne:) Pozdrawiam.

  • Ogromne dzięki za relację, za to że byłaś, że chciałaś 🙂

    • wyrodna-matka

      Chcę jeszcze! 🙂

  • To był naprawdę fajny dzień, cudowne miejsce, świetne warsztaty i towarzystwo. Mam nadzieję, że będziemy miały jeszcze okazję spotkać się na niejednym tego typu wydarzeniu. Relacja super. Zdjęcia też.

    • wyrodna-matka

      Też mam taką nadzieję. Nabieram śmiałości w blogospotkaniach 🙂

  • Coraz ładniejsze zdjęcia 😉

    • wyrodna-matka

      Na warsztatach jedzenie było tak pięknie zaaranżowane, że zdjęcia wychodziły fajnie…teraz samemu trzeba się do wskazówek zastosować i działać… Się okaże jakie są efekty 🙂

  • ~margotpress

    Pyszna relacja. Fajna z Was ekipa.

    • wyrodna-matka

      Dziękujemy 🙂 Polecam takie warsztaty całym sercem.

  • Jesteś niesamowita 🙂 a budyń jaglany- wymiatał 🙂

    • wyrodna-matka

      Ojej, bardzo dziękuję!
      Ja uważam, że akurat Ty jesteś niesamowita, bo zorganizować TAKIE warsztaty to nielada sztuka 🙂

  • Bardzo fajne miejsce, niesamowity wystrój i samo spotkanie, a i Twoje zdjęcia prezentują się moim zdaniem coraz bardziej profesjonalnie :)Fajnie, że mogłaś pozwolić sobie na uczestnictwo i wykorzystać trochę Męża oraz jego wolne dni 😉

  • Świetne foty i pyszny budyń. Dobra robota Wyrodna Matko 😉 🙂

    • wyrodna-matka

      :* 😉 (taki obrazkowy komentarz)