O braku treningów donosiłam Wam już przy okazji opisywania Biegu Czterech Generałów. Przed moim kolejnym startem w zorganizowanym biegu ulicznym sytuacja nie uległa poprawie. Znów brałam udział w biegu bez odpowiedniej liczby wybiegań wieczornych i znów postanowiłam go opisać. Nie mam pojęcia czy te tematy jakoś bardzo Was interesują, ale dla mnie niesamowicie przyjemne jest opisywanie swych wrażeń po biegu, dlatego dziś zapraszam na subiektywną relację z Biegnij Warszawo.

 Przed biegiem

Na fali pozytywnych wrażeń po Biegu Powstania Warszawskiego postanowiłam zapisać się na Biegnij Warszawo. Okolicznością sprzyjającą znów było wykupienie pakietu startowego przez mojego pracodawcę. Możliwe, że bez tego nie zdecydowałabym się na udział, bo pakiet był drogi (ale o tym w kolejnym punkcie). Prawie do samego końca myślałam, że będę biegła sama, ale na szczęście kilka dni przed biegiem koleżanka, z którą trenujemy czasem wieczorami przyznała się, że też się zapisała. Później jeszcze okazało się, że dwie kumpele wyraziły chęć kibicowania nam na mecie.Od razu zrobiło mi się lepiej, bo pamiętałam jakie miałam odczucia przed Czterema Generałami, gdzie biegłam sama (chociaż miałam własną kibickę!).

 Pakiet startowy

Biegnij Warszawo
Numer startowy i zielone sznurówki „Steps ahead of Gaucher”

Pakiet startowy kosztował aż 89 zł. Spodziewałam się więc jakiejś super zawartości woreczka lub czegoś fajnego po przybiegnięciu na metę. W skład pakietu wchodziło:

  • koszulka funkcyjna Nike – bardzo, bardzo ładna. Uczestnicy narzekali na rozmiarówkę, która rzeczywiście była dość zawyżona, ale moja koszulka M była spoko. Nie za bardzo mnie opinała, więc czułam się komfortowo.
  • numer startowy z chipem (8180 – podobał mi się)
  • jakiś super zdrowy napój – zielona herbata w butelce, że niby parzona w Tajwanie…
  • owsianka
  • trochę ulotek
  • zielone sznurówki (do zawiązania w buty lub na nadgarstku jako symbol świadomości choroby Gauchera – polecam sobie wyguglać, bo ja nie znałam tej choroby).

Jak na taką kwotę to spodziewałam się, że będzie to zapakowane w fajny worek, ale niestety dostaliśmy plastikowe, przezroczyste worki, których raczej nie da się ponownie użyć.

Zanim ruszyliśmy

Organizator nie zadbał o zarezerwowanie żadnych miejsc parkingowych, namawiał wręcz do skorzystania z komunikacji miejskiej (nadmienię tylko, że dla uczestników przejazd komunikacją NIE był darmowy, jak było to na przykład w Biegu Powstania Warszawskiego). O ile jest to ok dla ludzi mieszkających w Warszawie o tyle dla nas, którzy jechaliśmy z małym dzieckiem, byłoby to bardziej kłopotliwe niż zabranie wszystkich rzeczy potrzebnych przy dziecku samochodem. Wyruszyliśmy więc do stolicy dużo wcześniej i na godzinę przed rozpoczęciem biegu udało nam się znaleźć jedno z ostatnich miejsc parkingowych w okolicy. Jakbyśmy przyjechali 10 minut później to mielibyśmy z tym spory problem.

Biegnij Warszawo
Tłumy ludzi tuż przed biegiem… Faaajne wrażenie

Udaliśmy się na miejsce startu. Pan Wyrodny zajął się Maluchem, a my, biegające wzięłyśmy udział w bardzo krótkiej, ale przyjemnej Zubmowej rozgrzewce, a następnie poszłyśmy poszukać swojej strefy startowej. Biegłyśmy oczywiście w ostatniej, tej w której uczestnicy pokonują 10 km w czasie dłuższym niż 1 h 5 min. Ustawienie się w tej strefie miało sporo plusów, bo biegło się wśród ludzi, biegających podobnym tempem jak my, nie przeszkadzało się innym, szybszym biegaczom, więcej – czasami miałam tę przyjemność wyprzedzać innych uczestników. Jest to dla mnie bardziej motywujące niż gonienie uciekających. Był za to jeden ogromny minus startu z ostatniej strefy: czas oczekiwania na start. Myślę, że dobre pół godziny spędziłyśmy czekając aż nas wystartują, a słonce nie dawało za wygraną – świeciło jak w najlepszy letni dzień… Zanim ruszyłam już czułam zmęczenie słońcem, gorąco na twarzy i brak sił – chyba nie jestem przyzwyczajona do takich warunków.

biegnij_warsz_02
Tuż przed humory jeszcze dopisywały… ale słonce już działało.

 Bieg

Jak już udało się ruszyć w trasę, to było tylko jeszcze gorzej. Na trasie było bardzo mało cienia. Czasem udało się uciec ze słońca, ale były to nieliczne miejsca. Biegłyśmy z koleżanką, ale prawie ze sobą nie gadałyśmy, bo tak było nam ciężko. Na czwartym kilometrze był ten osławiony, straszny podbieg. Fakt – nie był on tak stromy (w biegu 4 generałów był gorszy), ale rozciągał się niemal na 800 metrach. Dla większości biegaczy był wycieńczający. Nam udało się pokonać cały podbieg biegnąc, ale musiałyśmy zwolnić. Około kilometra dalej był punkt z wodą, który odrobinę mnie zaskoczył.

biegnij_warsz_07
Do fotografów warto się uśmiechać 😀

Z oddali widziałam, że ludzie do tej pory biegnący ulicą wbiegli nagle na chodnik. Wbiegłyśmy i my i widzimy, że biegacze wyciągają ze zgrzewek butelki wody. Rozumiecie? Zatrzymali się, żeby zdobyć wodę. Na szczęście miałam jeszcze trochę zdrowego rozsądku, żeby zapytać organizatorów „a są kubeczki?”. Pokazali paluchem, że są, ale dalej. No to z powrotem wbiegłyśmy na jezdnię. I mijamy kolejno: drzewa, przewrócone do góry nogami stoły i wokół mnóstwo pustych kubeczków, stoły stojące normalnie z butelkami z wodą i obsługę nerwowo odkręcająca te butelki… „No co jest z nimi nie tak?” zapytałam siebie. A głośno spytałam po raz kolejny czy są kubeczki i znów pokazali mi paluchem, że dalej. I w końcu były! Normalne kubeczki z wodą. Wzięłyśmy po jednym, upiłyśmy po dwa łyki, tak żeby zwilżyć gardło (jak za dużo się pije, to łatwiej może złapać kolka) i rzuciłyśmy kubeczki na bok.

biegnij_warsz_10
Gdzieś na trasie…

Bieg wspominam jako jeden z najcięższych, w jakich brałam udział, widać to było również po innych uczestnikach. Pod koniec trasy był bardzo przyjemny zbieg (dość stromy), ale tam właśnie widziałam na poboczu pana leżącego, a wokół niego kilku ratowników medycznych. Jeden z ratowników próbował z nim złapać jakiś kontakt, ale zero, zupełny brak odzewu. Zmroziło mnie wtedy. Wiem, że było kilka takich przypadków.

Meta

biegnij_warsz_03
Mina mówi sama za siebie: było ciężko.

Tuż przed metą teren się wypłaszczył i z przyjemnego zbiegu zrobiło się nieprzyjemnie. Wtedy też zauważyłam nasze kibicki tuz przed metą. Dodały trochę skrzydeł, ale i tak ciężko było dobiec tych kilkadziesiąt metrów. Jak się tylko zatrzymałam za metą poczułam się przez sekundę słabo, ale to było chwilowe. Złapałam oddech i wszystko wróciło do normy. Z dumą odebrałyśmy swoje medale i zgodnie stwierdziłyśmy, że „było ciężko i nigdy więcej”. Czas w jakim przebiegłam tych trudnych 10 kilometrów to 01:06:11. Gorzej niż ostatnio, więc średnio jestem zadowolona.

biegnij_warsz_08
Tuż po przekroczeniu linii mety

Organizatorzy rozdawali butelki z wodą, do których było mi bardziej tęskno niż do medalu. Dowiedziałam się potem, że były też izotoniki w puszkach, ale gdy podeszłam do stanowiska, gdzie je rozdawali powiedziano mi, że już skończyli (a stały ich całe zgrzewki jeszcze!). Trochę wydało mi się niesprawiedliwe, że CI wolniej biegnący nie mieli szansy dostać swojej puszeczki. Przeczytałam gdzieś potem, że nie były smaczne, więc żal trochę mniejszy 🙂

biegnij_warsz_05
Medale: dość nietypowe, ale przez to fajne.

Anyway: spodziewałam się na mecie jeszcze czegoś, skro pakiet był taki drogi. Na biegu Powstania były głupie banany, a już tak dużo dały. Tutaj nie było niczego. Marudzę? Może trochę.

Wrażenia po biegu

biegnij_warsz_11
Selfiaki po biegu z osobistymi kibickami 🙂

Tak duże biegi uliczne mają swój niepowtarzalny urok. Bardzo fajnie jest być częścią tłumu w takich samych koszulkach.  Bieg odbywał się w niedzielę w samo południe, więc na trasie było mnóstwo kibiców, którzy krzykami i przybijaniem piątki dodawali skrzydeł i sprawiali, że człowiekowi chciało się wykrzesać z siebie dodatkowe pokłady sił. Medal na mecie i satysfakcja, że dało się radę to też bardzo fajne „bonusy” biegu. Pomimo tego miałam wrażenie, że sam bieg nie był aż tak dobrze zorganizowany jak Bieg Powstania, sporo było niedociągnięć i słabe dodatki dla biegaczy jak na tak wysoką cenę pakietu.

Czy teraz, po tym jak pierwsze emocje opadły planuję wziąć udział w tym biegu za rok? Nie wiem. Trochę się zniechęciłam tym co opisałam powyżej. Jeżeli będę musiała sama płacić za pakiet, to pewnie nie, bo znam jednak lepsze sposoby na wydanie 90 złotych.

W tym roku planuję jeszcze tylko jeden, niewielki start na 5 km i kończę gościnne występy w biegach na ten rok. Niebezpiecznie zachwiały mi się proporcje miedzy treningami, a biegami zorganizowanymi. Teraz chcę się skupić na treningach i tym co dla mnie najważniejsze, czyli na swojej kondycji i dobrym samopoczuciu. A kolejne starty zaplanuję sobie w przyszłym roku dużo mądrzej niż w tym.

  • W.

    Po przeczytaniu relacji trochę mniej żałuję, że nie złożyło mi się wzięcie udziału, przeciwko czemu stały tez właśnie koszty tej imprezy. Fajnie, że pracodawca Wam sponsoruje udział. 😉 Gratuluję ukończenia, to podwójna duma w tak trudnych warunkach!
    Dorzucając swoje trzy grosze dodam, że sama nie przykładam zbyt wielkiej wagi do pakietów startowych, bo większość rozczarowuje, więc lepiej się nie nastawiać. Ciekawostka: z rodzimych biegów, u nas jest jeden, którego pakiety są najtańsze z jakimi się spotkałam (roku temu 25, w tym roku 35 zł) – a otrzymuje się oprócz koszulki (moje ulubione z wszystkich technicznych) cały worek różnych produktów spożywczych i higienicznych przewyższających cenowo koszt pakietu. Oczywiście nie bierzemy udziału w biegach dla pakietów, bo racjonalnie patrząc za te pieniądze można lepsze jakościowo rzeczy samemu ogarnąć, ale w tym wypadku jest to miły dodatek. Zwłaszcza, że w ramach tej imprezy (Bieg Fundacji Tesco Dzieciom) jest bieg rodzinny na 3,5 km, gdzie nie ma ograniczeń wiekowych i każdy z zarejestrowanych dzieciaków (a one nie płacą nic za start) otrzymuje dokładnie taki sam pakiet i medal jak dorosły. Finał wygląda tak, że na mecie z pierwszymi biegaczami na 10 km równo wbiegają osoby kończące 3,5 km np. całe rodziny z dzieciakami trzymające się za ręce, osoby spacerujące z wózkami, dzieci na hulajnogach i rowerkach i ogólnie bardzo sympatyczna rodzinna impreza. 🙂

    • Co do pakietów startowych, to też nie dla nich biegnę, ale powaliła mnie kwota, bo była najwyższa spośród tych, z którymi się dotychczas spotkałam.
      Co do udziału w biegu (a raczej braku udziału): Nie ma czego żałować. Jeśli miałam polecić któryś z biegów, to byłby to zdecydowanie Bieg Powstania Warszawskiego – mój osobisty number one jeśli chodzi o organizację i atmosferę.
      Ten bieg, który opisujesz brzmi super, bo to i pomaganie (fundacja) i bieg „na poważnie” i bieg rodzinny. Chętnie bym w takim wzięła udział. Zapisana jestem jeszcze na Bieg po dynię, lajtowe (mam nadzieję) 5 km we właśnie takiej rodzinnej atmosferze – opiszę czy rzeczywistość zgadzała się z moimi wyobrażeniami.

      • W.

        Zwykle jest w drugi lub trzeci weekend września, data podawana jest w okolicach czerwca, więc może przy okazji urlopu w okolicach Krakowa się uda wziąć udział. 😉
        A koszt faktycznie wysoki, podobnie Krakowski Bieg Sylwestrowy – fajna akcja, atmosfera i zabawa, ale właśnie koszt pakietu – 79 zł i zeszłoroczne zamieszanie (dla ostatnich kilkudziesięciu osób na 10 km zabrakło medali) mnie zniechęcił do udziału. Ogólnie – pewno gdyby nie zniechęcające mnie wysokie opłaty – częściej brałabym udział w biegach zorganizowanych.
        A ten bieg po dynię – rzeczywiście fajnie brzmi. 🙂

        • To jest jakaś myśl, żeby połączyć bieg z urlopem 🙂 Będę miała na uwadze.
          Bo takim biegu Sylwestrowym, który opisujesz, byłabym bardzo wkurzona, że zabrakło medali… Generalnie chyba organizatorzy wiedzą ile osób się zapisało, więc nie powinno to być niespodzianką… Jakbym tak dowiedziała się, że cały mój wysiłek na nic (tak, biegnę też dla medalu!) to chyba bym się popłakała z tych emocji.
          A nie kusi Cię przypadkiem Bieg Niepodległości w Warszawie…? Mnie zaczyna kusić…

          • W.

            Mnie to bardzo zirytowało i medal, którzy przyszedł pocztą po kilku tygodniach wcale nie ucieszył. Oficjalna wersja sprowadzała się do tego, że zgodnie z regulaminem dzieci nie mogły brać udziału, ale wielu dorosłych zabrało je ze sobą, również były poprzebierane i przekraczając metę dostawały medale, dlatego właśnie zabrakło ich dla osób, które zapłaciły i przebiegły. A że to były równocześnie dwa biegi na 5 i 10 km, to logiczne, że dzieciaki i rodziny biegnące na 5 były sporo wcześniej na mecie niż końcówka biegaczy z 10. Niesmak i niechęć do kolejnego startu pozostała.
            Bieg Niepodległości kusi, ale to raczej ten krakowski – nie podjęłam jeszcze decyzji, bo ma charaker crossowy i nie wiem czy czuję się na siłach. Warszawa w planach, inaczej niż służbowo, dopiero w lutym…

  • Yyyyyy, to ja nie chcę biegać więcej w Warszawie 😀
    Cena pakietu kosmiczna (właśnie się zapisuję na półmaraton za 55zł), jego zawartość… dobra, pominąłem milczeniem , jakość wodopojów po prostu przykra 🙁
    Z reguły ma to szczęście, że o słabych punktach nawodnienia to tylko czytam a sam z nich korzystam, gdy jeszcze coś jest wydawane, ale poziom obsługi dość … okej, też pominąłem, po co się denerwować 🙂
    Oby kolejne biegi były takie, w których wszystko zagra – dzięki czemu przyjemność startu będzie jeszcze większa.

    • Oj tam, czemu nie chcesz w Warszawie? Są niektóre fajne biegi. Te z triady Warszawskiej (Bieg Konstytucji 3-go maja, Bieg Powstania Warszawskiego, Bieg Niepodległości) są bardzo fajnie zorganizowane i te polecam. Natomiast Biegnij Warszawo (taki sławny, taki popularny, takie tłumy na starcie) bardzo mnie zawiódł i tego jednego nie polecam 🙂

Close