Kogo bym nie zapytała: nikt nie lubi jesieni! A ja mam inaczej – ja nie lubię wiosny. Znalazłam tylko jedną osobę, która ma tak jak ja – jesień: tak, wiosna: nie. Dzisiaj podpowiem Wam, jak można odrobinę oswoić się z tą deszczową porą roku. I chociaż trochę szkoda, że wakacje już się skończyły, bo jeszcze w tyle głowy majaczy wspomnienie o nich, to na horyzoncie mamy najbardziej kolorowe krajobrazy, a w jeszcze dalszej perspektywie święta Bożego Narodzenia! A czy jest ktoś kto ich nie lubi? (nie odpowiadajcie…na pewno ktoś taki się znajdzie).

jesień

Nie wiem czemu tak mam, że jesień nie jest dla mnie aż tak straszna. Podejrzewam, że to trochę dlatego, że urodziłam się we wrześniu, a to już dla mnie jesień jest (chociaż wiem, ze kalendarzowo nie do końca). Urodziny zawsze miło się kojarzą, to i jesień razem z nimi miło. Trochę też dlatego, że jestem wzrokowcem i uwielbiam piękne jesienne krajobrazy (Najpiękniejsze są jesienne drzewa, koniec kopka 🙂 ). A poza tymi dwoma powodami: nie wiem, tak już mam.

Jesień w kuchni

Dla mnie jesień odczuwalna jest w kuchni. Wczesną jesienią dostępnych mamy najwięcej warzyw, wśród których króluje oczywiście dynia. Z nią właśnie związana jest moja propozycja dla Was. Jesień to idealna pora roku na to, żeby przypomnieć sobie stare lub poznać nowe przepisy związane z dynią. Najbardziej popularna w moim odczuciu jest zupa-krem z dyni, ale bardzo fajnie wychodzą frytki z dyni czy jakiś gulasz czy sos do makaronu z dynią w roli głównej.

jesien_08

W pierwszej kolejności polecam zaznajomić się z rodzajami dyń, które świetnie opisuje Paulina z kotlet.tv i do tego wpisu Was odsyłam. Notka jest bardzo fajnie napisana, tak, że od razu wiedziałam jaką dynię muszę kupić. Kupiłam hokkaido i piżmową, z których ta pierwsza jeszcze czeka na swoją kolej, a druga wylądowała w zupie-kremie. Zupa wyszła mi pyszna, jak na to, że była kompletną improwizacją i wiązała się pewnie z pogwałceniem sztuki kulinarnej w kilku miejscach 🙂 Jeśli chcecie mój przepis na „dyniową” to proszę bardzo, a jeśli Was nie interesuje, to zapraszam do kolejnego rozdziału 🙂

Zupa-krem z dyni a’la Wyrodna
Składniki:
  • 1 dynia piżmowa (taka nie za duża)
  • 1 marchewka
  • 1 pietruszka
  • 1 cebula biała
  • 1 cebula czerwona
  • kawałek pora
  • kawałek selera
  • 2 -3 łyżki koncentratu pomidorowego
  • duży kubek jogurtu naturalnego
  • pieprz
  • sól
  • papryka slodka
  • papryka ostra
  • curry
  • papryczka chilli (czy to „żywa”, czy suszona, czy w proszku)
  1. Dynię obieram ze skórki, wydłubuje pestki (w piżmowej nie jest ich dużo), a następnie razem z marchewką, pietruszką, cebulami, porem oraz selerem kroję w kostkę. Zalewam wodą do linii warzyw, tak żeby siedziały w wodzie, ale żeby w niej nie pływały. Doprawiam solą, pieprzem, papryka ostrą, słodką, curry, dodaję odrobinkę chilli i wstawiam do gotowania.
  2. Gotuję „na oko” aż warzywa zmiękną. Wtedy wszystko blenduję na krem i jeszcze chwilkę gotuję. Dodaję też 2 – 3 łyżki koncentratu pomidorowego dla „podbicia smaku”. Po zblendowaniu sprawdzam też smak zupy i w razie co doprawiam. Tutaj pełna dowolność, bo każdy lubi inaczej.
  3. Po kilku minutach gotowania wyłączam gaz i czekam chwilę, żeby zupa trochę przestygła, a następnie dodaję cały jogurt naturalny. Zupa musi trochę ostygnąć, żeby jogurt się nie zważył.
  4. Zupa jest już gotowa. Ja podaję ją z groszkiem ptysiowym i nasionami słonecznika. Można też podać z łyżką jogurtu naturalnego lub, w wersji dla głodnego chłopa, z przysmażoną cebulką i kiełbasą (taka wkładka mięsna 🙂 ).
N-joy!

Jesień za oknem

Nikt nie zaprzeczy, że piękne są jesienne krajobrazy. Nawet, gdy siedzę w pracy, z mojego 13 piętra, z budynku w środku Warszawy rozciąga się piękny widok. Nagle okazuje się, że Warszawa wcale nie jest betonowym miastem – jak tylko okiem sięgam między budynkami rosną całe kępy pięknych kolorowych drzew. W takich okolicznościach nie wypada nic innego, jak tylko przywdziać cieplutkie ubrania i wybrać się na długi jesienny spacer. A może do lasu? A może na grzyby?

jesien_07

Ja mam w sobie coś z dziecka i na takim spacerze nie mogę się oprzeć i zbieram kolorowe liście! Powiem też Wam w tajemnicy, że nie mogę się doczekać aż Maluch dorośnie chociaż trochę do tego, żebyśmy robili ludziki z kasztanów i zapałek! Kiedy to wreszcie nastąpi?

Jesień wieczorna

Wieczory jesienią są dłuuuugie. W kulminacyjnym momencie zaczynają się jeszcze przed 16. I jak tu żyć? – zapytacie. Można te długie wieczory przekuć w pozytywne doświadczenie. Można na przykład schować się pod kocykiem, popijać kakao, czytać książki czy nadrobić zaległości filmowe. Innym pomysłem jest zrobienie sobie co jakiś czas wieczoru sentymentalno – nostalgicznego. Takiego z oglądaniem starych fotografii i ze wspominaniem „starych dobrych czasów”.

jesien_05

Można też zrobić zupełnie przeciwnie: można spędzić wieczór aktywnie, na przekór ciemnościom. Polecam wyjść wieczorem pobiegać, poruszać się. Pogoda wcale nie jest przeszkodą! Paradoksalnie to właśnie jak jest chłodniej to najlepiej się biega. I wcale nie trzeba ubierać się grubo, bo bieganie rozgrzewa. Ale jeżeli pogoda jest czymś nie do przeskoczenia, to można się poruszać w inny sposób. Można sobie potańczyć z mężem czy z dzieckiem, można potańczyć samemu albo włączyć swoje ulubione ćwiczenia na Youtube. Jak się chce, to zawsze znajdzie się jakiś sposób.

Jesień kreatywna

Może zdążyliście się już zorientować, że wszędzie, gdzie można zrobić coś artystycznego tam ja 🙂 No co ja poradzę, że uwielbiam rękodzieło i tworzenie ładnych rzeczy. mam tak już od dziecka, i od dziecka wyszukuje tylko okazji, żeby coś ładnego zdziałać.

A jesień potrafi być taka inspirująca! Począwszy od kasztanów i żołędzi, z których można stworzyć fantastyczne ludziki (o których wspomniałam wyżej), a skończywszy na kolorowych liściach, które można wykorzystać na milion sposobów (Pinterest! kopalnia inspiracji!).

jesien_04

No a co można zrobić, kiedy w listopadzie nie będzie już liści i kasztanów? Wtedy moi drodzy zaczynamy przygotowania do adwentu i świąt. W tym roku będę dążyć do tego, żeby spełnić swoje zeszłoroczne plany związane z przygotowaniami do świąt. Chcę wprowadzić kalendarz adwentowy (nadal nie wiem czy maluch nie za mały) oraz wieniec adwentowy (chociaż u nas to będą raczej same ozdobione świece). Obu tych rzeczy zaczyna się używać od początku grudnia, więc listopad to czas, kiedy trzeba je stworzyć.

Jesień oswojona

Spróbujmy też tą jesień oswoić, żeby kojarzyła nam się pozytywnie. Wersja dla dorosłych, to na przykład kupienie sobie jakiegoś fajnego elementu garderoby. Niech będzie to kolorowy szalik, nowe buty czy ciepłe skarpety. Jesienne stroje można bardzo fajnie skompletować. Wyjdźmy poza bezpieczne czernie i szarości! Dodajmy kolorowy akcent.

Pomysł na oswojenie jesieni dla dzieciaków też jest ciekawy. Słyszeliście o tak zwanym „dinovember”? Ja usłyszałam pierwszy raz rok temu z dwóch różnych źródeł, a potem sama doszukałam, doguglałam i wiedziałam, że sama kiedyś ten pomysł zrealizuję. Ogólnie chodzi o to, że przez cały listopad figurki dinozaurów „ożywają” i rano dzieci znajdują je w różnych miejscach, przyłapują na robieniu różnych rzeczy. Jednego dnia mogą robić pranie, innego rysować, jeszcze innego zjadać coś z talerza. Pomysłów na to jest mnóstwo, a frajdy dla dzieci, które rano szukają figurek, żeby sprawdzić do tym razem się stało – bezcenna. Ja wiem, że dinovember wprowadzę u nas najwcześniej za rok. Teraz jeszcze Młode za mało kumate.

jesien_06

Pewnie nie jestem ekspertem doradzania w takich kwestiach. Czuję się trochę nieswojo publikując taki wpis na blogu, ale kto powiedział, że nie można wstawiać lekkich i bzdurnych notek? Tak więc proszę o wyrozumiałość i czekam na Wasze pomysły co można zrobić jesienią, żeby sobie ten czas uprzyjemnić.

 

Close