Nie powinnam mieć tego nikomu za złe. Sama taka byłam zanim na świecie pojawił się ten malutki wielki człowiek. Doskonale wiedziałam jakie moje dziecko będzie, co będzie robić, a co nie, jak będziemy go wychowywać, a czego na pewno nie będziemy robić. Z chwilą przyjścia na świat dziecka, każdy jeden taki plan można o kant sami wiecie czego potłuc. Nagle okazuje się, że dziecko jest osobną osobą. Ma swój charakter, potrzeby, emocje trudne do opanowania. To czego się przy dziecku nauczyłam, to to, że stałe są tylko zmiany, a plany można mieć jedynie w zarysie, gdyż zaraz mogą się zmienić.

Szok pierwszy

Mocno siedzi we mnie rozmowa, w której ostatnio uczestniczyłam. Rozmawiałam oczywiście z bezdzietną, był to dzień, w którym wieczorem wszyscy wybierali się na wspólne piwo. Ja niestety nie, ale oprócz mnie „wyłamało się” jeszcze kilka osób. Tłumaczenia, że umówieni są do dentysty, czy mają zajęcia z języka przeszły gładko, ale kiedy ja powiedziałam jednej z koleżanek, że wracam, bo dziecko mnie potrzebuje usłyszałam: „Przecież on ma JUŻ dwa lata!”. Na szczęście moją uwagę wtedy zajął ktoś inny z innym wątkiem, bo nie miałam ochoty tłumaczyć się z tego czemu dla mnie „On” ma DOPIERO dwa lata (a nawet tych 2 lat nie ma).

Mogłabym wyskoczyć z tekstem „Będziesz miała swoje, to zobaczysz”, ale nie chciałam, bo wiem jak banalnie to brzmi. Chociaż to jest właśnie największa prawda, że dopiero wtedy, jak już się to swoje dziecko ma, okazuje się co wyszło z planów, a co nie, to słyszane po raz kolejny nie ma w ogóle mocy. Zero. Banał.

Karmienie piersią wiecznie kontrowersyjne

Ten sam dzień, ta sama koleżanka, inna rozmowa. Z rozmowy wyszło, że nie piję alkoholu. Na co ona:

  • Jeszcze karmisz?!
  • Tak.
  • Serio jeszcze karmisz?
  • Serio.
  • Przecież on jest już duży!
  • No jest.

Dalej już nic nie powiedziała, ale ja wyraźnie słyszałam jej myśli mówiące: „Chyba powariowała? Jak można tak się poświęcać? Czy to w ogóle zdrowe? Czy ona jest normalna? Ona jakaś dziwna jest…” Po raz kolejny nie chciało mi się tłumaczyć, z resztą – po co? To była moja świadoma, przemyślana, poparta mnóstwem argumentów i zdobytej wiedzy decyzja o długim karmieniu piersią. Nie będę przecież wygłaszać godzinnej mowy na cześć kp, bo to i tak skończy się tymi samymi myślami: „Czy ona jest normalna? Ona jakaś dziwna jest..”

Czy zostanie z dzieckiem zamiast powrotu do pracy to naprawdę złe rozwiązanie?

Tu już się robi nudne, ale ten sam dzień, ta sama koleżanka. Opowiada coś o swoich znajomych. Potępiającym głosem mówi o jednej z nich, że jak tylko pojawiły się dzieci, to ona kompletnie się poświęciła rodzinie. Że żadnej pracy, że wypadła z rynku, czy ona mądra w ogóle jest, żeby się tak poświęcać. A ja pomyślałam sobie, że podziwiam koleżankę, że nawet trochę jej zazdroszczę. W pracy spędzam całe życie, a kto wychowuje mojego syna? W naszym przypadku, szczęśliwie dziadek (chociaż to tez ma swoje minusy). Inne dzieci wychowywane są przez opiekunki lub panie w żłobkach. A ja się pytam: czy o to chodzi? A gdzie budowanie więzi, gdzie radosny czas spędzony razem? Czasami chciałabym posiedzieć np. przez tydzień z synkiem w domu, żeby z nim pobyć, żeby zobaczyć jak się rozwija, jak uczy nowych rzeczy. To wszystko mnie omija. W naszym przypadku nie udałoby się nam wyżyć z jednej, mężowskiej pensji, głównie dlatego wróciłam do pracy. Fakt, rozwijam się, nie „wypadłam z rynku”, ale po raz kolejny zadaję sobie pytanie „czy o to w życiu chodzi?”.

Tu się przelała czara goryczy

Dochodząc do sedna problemu… każda z powyższych rzeczy to były moje świadome decyzje. Podważanie ich, zadawanie głupich pytań, lub głośnie wyrażanie swojej opinii (tonem, który sugeruje, że wszyscy przecież tak myślą) jest dla mnie zupełnie nie na miejscu, jeżeli robi to osoba, która własnych dzieci nie posiada. Czemu ja muszę się z tego tłumaczyć? I komu? Bardzo działa mi to na nerwy. Tak bardzo, że naprawdę czasami mam ochotę wykrzyczeć to banalne „Będziesz miała swoje, to zobaczysz! Nie będziesz karmiła piersią, będziesz szła na piwo kiedy chcesz, nawet jeśli dziecko będzie tęsknić mocno wieczorami, w końcu wrócisz do pracy najszybciej jak się da, a dziecko dasz do żłobka! Ale ja nie będę wtedy zmuszać Cię do tłumaczenia czemu tak robisz, bo to będzie Twoja decyzja. Twoja. Nic mi do tego.”

bezdzietni_o_dziecach

Tłumaczyć mi się nie chce

Mogłabym przecież zwierzyć się jej, że ja bardzo chciałabym móc od czasu do czasu wrócić do domu później, żeby skoczyć na piwo pogadać, zintegrować się. Brakuje mi tego. Wybieram jednak dobro mojego syna. Nie chcę, żeby przez to, że mnie nie ma, płakał cały wieczór. Nie chcę, żeby zostało mu wspomnienie wiecznie nieobecnej w domu mamy. I tak mam duże wyrzuty sumienia, że całe dnie mnie nie ma, a teraz, kiedy studiuję podyplomowo, nie ma mnie też w weekendy. Mój syn będzie coraz starszy, będzie więcej rozumiał i mniej mnie potrzebował. Ale jeżeli teraz mam wybrać pomiędzy piwkiem z kolegami (o którym za tydzień nikt nie będzie pamiętać), a szczęśliwymi wieczorami mojego syna, które (może) będą wpływać na to jakim człowiekiem będzie mój syn w przyszłości, to ja wybieram moje dziecko. Bo je kocham, a kolegów z pracy tylko lubię.

Mogłabym też powiedzieć jej, że o karmieniu piersią wiem więcej od niej. Że naczytałam się o tym tony artykułów. Wiem jaki wpływ ma na dziecko, wiem też jaki ma na matkę (i jej zdrowie). Wiem, że jest tańsze i dużo, dużo, dużo zdrowsze od mm. Wiem jakie są zalecenia WHO i Ministerstwa Zdrowia odnośnie kp (że minimum 2 lata). Ale mogłabym też jej powiedzieć, że czasami mam tego dość. Że czasami chciałabym przespać całą noc bez pobudki na karmienie. Mogłabym tez powiedzieć, że wczesne wracanie do domu jest z tym karmieniem powiązane. Że gdyby nie moja pierś, to Pany Wyrodny podałby dziecku butlę, dziecko poszłoby spać, a ja mogłabym szaleć. Ale tego nie powiem, bo to dla bezdzietnej jest tak ogromne poświęcenie, na które (w jej głowie w chwili obecnej) jej nie stać. Którego by nie zrozumiała.

I w końcu mogłabym pożalić się, że i ja chciałabym móc poświęcić się rodzinie, dziecku w całości. Nie wpaść w kierat pracy, jeszcze przynajmniej przez rok. Ale tego też nie zrobię. Bo ja nie lubię zajmować głów innych tematami, które ich nie obchodzą. Nie smędzę bezdzietnym koleżankom o tym jaki genialny i cudowny jest mój syn, nie pokazuję im miliona fotek. Nie narzucam tego tematu, jeśli któraś będzie chciała, to sama spyta czy mam jakąś fotkę. Ale prawda jest taka, że nikogo takie foty nie obchodzą.

Apel

Jeżeli jesteś bezdzietna / bezdzietny i jakimś cudem trafiłeś na mój blog, to apeluję do Ciebie! Nie oceniaj, nie komentuj, nie dziw się zachowaniom dzieciatych. Przeciwnie, uszanuj ich decyzje. Jeśli ich nie rozumiesz, to pytaj, poproś o wytłumaczenie. Tu nic nie dzieje się bez powodu, to nie jest widzimisię. Odrzuć wszystkie stereotypy i „wiedzę”, która przekazywana jest od lat przez ciotki, babki i inne doradczynie. Miej otwarty umysł. Czasy się zmieniły, nauka poszła do przodu. Przyjmij wyjaśnienia niezależnie od tego jak karmi dzieci, kiedy wraca do pracy, czy wychodzi na piwo.  A jeśli nadal będziesz myśleć „Czy ona jest normalna? Ona jakaś dziwna jest..”, to zachowaj to dla siebie. Uprzejmie Cię proszę. Nie ma nic gorszego dla rodzica jak tłumaczyć się bezdzietnym znajomym. Amen.

  • Znam to skądś. Siedmiolatka karmiłam piersią do prawie dwóch lat. Słyszałam komentarze typu: Może robisz to dla siebie, bo sprawia Ci to jakąś chorą przyjemność. On już jest za duży!! Przemilczałam. A z piwem nie mam problemów, bo nie lubię 🙂 Nie ma co oglądać się na innych. Niech każdy żyje swoim życiem i robi to, co uważa za słuszne. Wesołych świąt życzę!

    • Też karmię i czasem lampkę wina wypiję, ściągnę pokarm i tyle. Tego typu przytyki są nie na miejscu. Ludzie lubią mędrkować, szczególnie kiedy ich sprawa nie dotyczy. Przy pierwszej córce nasłuchałam się dużo uwag: że spała z nami, że smok zaczęła używać po skończeniu roku, że ciężko będzie od piersi odstawić, że chowam mami córeczkę, że na rękach za wiele noszę – wszystko okazało się totalną bzdurą, wiec wniosek jest taki robić swoje, nikomu nic nie tłumaczyć i nie słuchać czczego gadania 🙂

      • Jasne, że tak. Przytakiwać – robić swoje. To najlepsze rozwiązanie na takie sytuacje 🙂

    • Piwo akurat takie przykładowe. Ja lubię, ale mnie do niego nie ciągnie. Tęsknię tylko za grzanym winem. Uwielbiam jego zapach 🙂
      Wesołych również dla Ciebie! Wszystkiego najlepszego 🙂

      • Oj lampka wina to jest cos co tygryski czasem lubia najbardziej ?!

  • Emilia

    2 lata to i tak całkiem nieźle, ja usłyszałam, że dziecko 4 miesięczne jest już dość duże, żeby na popołudnie i całą noc zostać z dziadkami kiedy my pójdziemy na wesele. A w ogóle to żeby nie przesadzała, kilka lat temu to już bym wracała do pracy! Taaa jasne….

    • Jak już wyżej zostało napisane: przytakiwać, robić swoje 😀

  • Nie mam dzieci. Nie lubię słów: „Nie jesteś matką, to nie wiesz. Pogadamy, jak będziesz”. Sęk w tym, że nie wiem, czy kiedykolwiek będę.

    Szanuję.

    • Zgadzam się, ja też tych słów nie lubię i nie używam. Bo tak naprawdę to powyższe wtrącanie się w życie można odnieść nie tylko do rodzice vs. nie rodzice, ale do każdej innej sytuacji życiowej.
      Już wspomniałam na Fb – pisałam pod wpływem rozmowy, która mi spać nie dawała. Wygadanie przed mężem pomogło częściowo, ale i tak musiałam się tutaj uzewnętrznić 😉
      A tak już w ogóle odchodząc od tematu, to dzięki tej rozmowie przypomniałam sobie czemu nie muszę na siłę przyjaźnić się ze wszystkimi 🙂 Bo nie lubię być oceniana i chyba nikt nie lubi.

  • Ilona Tomaszewska

    Święte słowa:) Co do karmienia piersią wypowiadać się nie mogę, bo już w szpitalu Mały miał podawane mleko modyfikowane, bo ja nie miałam po prostu pokarmu. Ale co do piwka, czy wieczornych wypadów to już owszem. Męczy mnie to, że moje koleżanki wszystkie bezdzietne. Ciężko jest tłumaczyć, że nie pójdziemy z mężem na kolejną parapetówkę, albo że wychodzimy godzinę po przyjściu. I te wyrzuty: Nie możesz podrzucić go do babci?? itp Czy to tak trudno zrozumieć, że nie chcę go zostawiać z innymi, gdy tylko z nami może spokojnie zasnąć.
    Cierpliwie czekam, aż któraś z nich będzie miała dziecko. Może wtedy zrozumieją. Chciałabym też czasami pogadać z kimś, poza rodziną, o tematach mi bliższych. W mojej paczce główne tematy to: kto napisał komuś na Badoo, kto napisał na Sympatii, gdzie bawimy się w weekend? Mimo, że jesteśmy w tym samym wieku, to czasami mam wrażenie jakbym była od nich z 10 lat starsza.
    Pozdrawiam serdecznie

    http://e-zarabianiewdomu.blogspot.com/

  • Jo

    Najlepiej to urodzić dziecko i oddać na przechowanie bo to taki ciężar i przykry obowiązek. Oczywiście był to sarkazm. A na serio to nie wiem jak inni, ale jak moja mama poszła do pracy, mialam chyba ze dwa/ trzy lata. Jak zaczęłam być istotą pamietającą to nigdy nie zapomnę jak bardzo za mamą tęskniłam, mimo, że pracowała chwilę od domu, pracowała do 14:00, ja byłam z babcią, zabawa, jedzonko, specery,wydawałoby się luksus! Jednak przed 14:00 ta wszechogarniająca tęsknota była nie do zniesienia, ciągle pytalam „kiedy mama wróci?” babcia cierpliwie „tylko patrzeć a zaraz będzie”. W dobie obecnych mód, jest też moda na uważność, może warto sobie przypomnieć, zadać pytanie i przemyśleć „jak to było jak ja byłem mały?”. I wybaczcie ale jeżeli dziecko dwu letnie, czy nawet cztero miesięczne jest uważane za duże i przygotowane do rozłąki na tak długi czas z rodzicami to chyba zaszła jakaś pomyłka. W tamtym roku pracowałam z dziećmi 6 letnimi, nie było dnia, żeby podczas ostatniej lekcji nie przyszło do mnie z pięcioro dzieci i nie chciało się przytulić i powiedzieć, że chciałoby się już zobaczyć z mamą. Możnaby się jeszcze rozpisywać na temat historycznych aspektów wychowania dziecka o psychologicznych to już nawet nie będę wspominała. Zdaję sobie sprawę, że nie każdy ma taką wiedzę, nie musi, ale odrobina empatii to by się przydała (chyba to nie jest wymóg z kosmosu), czego z resztą dziecko się uczy od rodzica a jak go nie ma to jest ciężko.

    • No bo trzeba sobie dobrze przemyśleć co dla mnie jest najważniejsze? Czy to przysłowiowe piwo, czy to jak czuć się będzie dziecko i jaki to będzie miało wpływ na jego charakter, pewność siebie, postępowanie, przyszłość…

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Osobiście staram się jak najwięcej czasu poświęcać Juniorowi – ale też mimo wszystko nie zapominać o sobie i własnych rozrywkach, chwili relaksu czy zapomnienia 🙂 Zdarza mi się wyjść na to piwo ze znajomymi lub z własnym mężem – i nie mam poczucia, że moje dziecko jest przez to w jakikolwiek sposób pokrzywdzone czy zaniedbywane (bo przeważnie odbywa się to wieczorami, kiedy już śpi i pozostaje pod opieką dziadków). W ten sposób wszyscy są zadowoleni – ja nie mam poczucia, że „wypadłam z obiegu” i cokolwiek mnie omija, a moje dziecko nie odczuwa mojego braku, bo po prostu nie jest go świadome 🙂

Close