Dzisiaj kolejna recenzja krzesełka do karmienia. A piszę ją, dzięki konkursowi w miesięczniku Dziecko. Tych, którzy nie śledzą mojego profilu na Facebooku informuję, że krzesełko jest niespodziewaną wygraną w konkursie „Piszę o dziecku”. Na konkurs ten wysłałam opis swojego porodu, publikowany wcześniej również na blogu, wystarczyło parę poprawek i poszło w świat. Spodziewałam się jakiejś informacji, chociaż mailowej, o wynikach konkursu, a nie dostając nic pomyślałam, że pewnie nie miałam szans. A potem przed świętami przyszedł do mnie kurier z paczką – krzesełkiem Safety 1st Timba. Było wielkie zaskoczenie i wielka radość. Kupiłam więc wydanie grudniowe Dziecka i ujrzałam swoje nazwisko pośród nagrodzonych. Niestety chyba wygrane teksty nie będą nigdzie opublikowane, przynajmniej nie ma o tym wzmianki. Niemniej jednak, postanowiłam od razu zamienić nasze dotychczasowe krzesełko na to nowe. Przetestowaliśmy i jest recenzja.

 

1. Pierwsze wrażenie

Bardzo pozytywne. Krzesełko jest bardzo ładne, drewniane, estetyczne, białe z zielonym siedziskiem. Dodatkowo na plus zajmuje mało miejsca, dużo mniej niż Klupś (porównaj recenzję tutaj).

2. Cena

Moje krzesełko było wygraną, więc nie ja płaciłam, ale w sklepach internetowych wartość krzesełka to około 250 – 260 zł. Znów całkiem sporo, ale jakoś przychylniejszym okiem patrzę na jego cenę – inaczej ocenia się rzecz wygraną 🙂

3. Jakość wykonania

Moje pierwsze wrażenie, po dotknięciu tacki, to było: „o rany, przecież jest pomalowane czymś, co na bank będzie łapać kolory jedzenia (np. buraków) i ciężko będzie domyć”. Jak na razie na szczęście zawsze udawało się doczyścić, ale testu buraczanego nie przeprowadzaliśmy. Drugą rzeczą, która mi się nie podoba, to połączenie tacy z jej rantem. Tam (zobaczycie na zdjęciach poniżej) jest wyraźna szczelina! A jak szczelina, to wiadomo, że tam właśnie zbierze się jedzenie… Poza tym małym (?) mankamentem reszta jest raczej ok.

4. Opis

Warto zacząć od tego co piszą o krzesełku, bo wg. mnie ta jego właściwość jest dość istotna:

„Krzesełka w początkowej fazie do 1,5 roku życia używamy wraz z czołową tacką oraz szelkami bezpieczeństwa. W okresie od 1,5 do 3 lat demontujemy szelki i tackę (nie od razu) – podnóżek obniżamy, a dziecko może siedzieć przy stole razem z rodzicami. Po 3 roku z krzesełka robimy normalne krzesło i przyzwyczajamy dziecko do korzystania z niego jak osoba dorosła.”

(Tekst oraz obrazek pochodzą z opisu produktu na stronie internetowej sklepu Tosia >KLIK< )

To jest to, czego nie miało ani krzesełko z Ikei, ani Klupś, Timbę można modyfikować i dopasowywać do wieku i „rozmiaru” dziecka. Składa się z ramy, w której wewnętrznej stronie znajdują się rowki, tak, żeby można było zamocować poszczególne elementy na różnych wysokościach.

Oprócz ramy, na krzesełko składają się: taca, barierka, siedzisko (mniejsze) i podnóżek (większy). Gdy dziecko jest już duże siedzisko zamieniamy z podnóżkiem i, jak napisane powyżej, robimy z krzesełka do karmienia zwykłe „dorosłe” krzesło. Malutki minusik: po skręceniu musieliśmy poprawić coś w ustawieniach tych elementów i niestety nie da się ich po prostu wysunąć i wsunąć w nowe miejsce, krzesełko trzeba całe rozkręcić (albo poluzować wszystkie śruby).

  

Kwestia bezpieczeństwa to w Timbie barierka, która znajduje się pod tacką oraz szelki (3 punktowe). Ja bym wolała, żeby zamiast barierki było jakieś stałe zabezpieczenie pośrodku, między nóżkami dziecka, takie od tacy do siedziska. Zapinanie i odpinanie pasów jest w sumie proste, ale kłopotliwe i często o tym zapominamy (o odpięciu, bo zapinamy zawsze). Niemniej jednak dziecko w szelkach jest bezpieczne i ja jestem spokojna, że nic się nie stanie. Bez szelek, mam wrażenie, że może wylecieć dołem (chociaż nigdy nam się to jeszcze nie zdarzyło).

 

Timba ma za to bardzo praktyczną tackę. Łatwo ją zdemontować i umyć. Wydaje mi się mniejsza niż ta z Ikei czy w Klupsiu, ale wystarczająca na nasze potrzeby. Fajnie, że dziecko siedzi blisko tacki. Mniej jedzenia ląduje na kolanach czy na siedzisku.

Wysokie ranty zmniejszają ilość jedzenia na podłodze. Jest tylko ten jeden mały mankament, o którym pisałam powyżej: ta szczelina, myślę, że dobrze widoczna na zdjęciu. Pewnie rodzicom, którzy karmią dziecko łyżeczką nie będzie to bardzo przeszkadzać, ale przy BLW uwierzcie mi, jedzenie jest wszędzie!

 

Do mojego krzesełka dołączone są „poduszki” wyściełające plecy i siedzisko (Timby sprzedawane są również bez nich). Poduszki są materiałowe wypełnione, podejrzewam, gąbką. Pierwsza moja myśl: nie będziemy ich zakładać, bo będą szybko brudne, a wiadomo: jeżeli są na tym świecie plamy niespieralne, to Maluch na pewno taką zrobi. Jednak tak strasznie chciałam zobaczyć jak wygląda krzesełko w całej okazałości i kazałam mężowi zamontować. I tak zostały. Ale jestem już pewna, że przy burakach nastąpi demontaż.

 

A teraz o podnóżku. Jest większy niż siedzisko (bo potem siedziskiem się staje). Widziałam też zdjęcia w Internecie, gdzie ludzie podnóżka nie montują (podobało mi się, bo jeszcze lepiej wyglądało), ale..po kilku posiłkach zamontowane zaczęło bardziej mi się podobać. Dzięki temu, że jest spore, to wyłapuje większość spadającego jedzenia… Można z niego podnieść i położyć znów na tacy. A i sprzątania z podłogi mniej. Kolejny duży plus.

 

Z ciekawych właściwości, to krzesełko posiada regulowane nóżki.

 

A tak prezentuje się z boków i z tyłu, przyznacie, że ładne jest?

   

5. Podsumowanie: plusy i minusy

Plusów ma sporo:

  • rośnie z dzieckiem
  • estetyczny wygląd
  • jest lekkie
  • wygodny kształt tacy i taca blisko dziecka
  • duży podnóżek (łapie jedzenie)

Jest też kilka minusów:

  • żeby zmienić pozycję siedziska i podnóżka trzeba rozkręcić całe krzesełko
  • wysoki brzeg tacy i szczelina(!), tutaj zbiera się jedzenie
  • trzeba koniecznie przypiąć dziecko bo może wypaść dołem
  • poduszki materiałowe, więc trzeba prać (a czasem doprać nie można)
  • cena

Podsumowując: bardzo się cieszę, że Maluch ma możliwość jedzenia przy krzesełku Timba. Jest dużo ładniejsze niż nasze poprzednie krzesełko oraz zajmuje mniej miejsca (a na nadmiar przestrzeni to my nie narzekamy). Jeśli chodzi o wygląd to wygrywa z Ikeowym, jeśli chodzi o kwestie praktyczne (i cenę!)… nadal chyba wybrałabym Antylopę Ikea.

A jakie są Wasze odczucia? Mieliście do czynienia z Timbą?

  • Fajne krzesło – wydaje się lepsze od tych z „markowych firm”. Ja mam z Ikei i całkiem dobrze się sprawdza

    • wyrodna-matka

      O Ikeowym Antilop też pisałam i ciągle jest moim faworytem. Niemniej jednak Timba też jest bardzo fajne, jeśli ktoś może wydać na niego te 250 zł, to polecam.

Close