Znacie książki, których się nie czyta? Nie, nie chodzi o to, że nie wypada, czy nie można. One w ogóle nie mają tekstu. Mają za to wielkie, fantastyczne, szczegółowe ilustracje, od których można dostać zawrotów głowy i nad którymi można spędzić długie godziny. Chcę przedstawić Wam dzisiaj cztery takie książeczki, które na stałe goszczą w naszej domowej biblioteczce.

W „dorastaniu” mojego syna podoba mi się to, że wreszcie możemy porzucić w kącie książeczki kontrastowe, czy takie z jednym obrazkiem na jednej stronie, a możemy sięgnąć, bo bardziej zaawansowane pozycje. I, pomimo, że nie ma w nich w ogóle tekstu, to oglądanie ich to zawsze czysta przyjemność i dla nas, dorosłych i dla Malucha.

1. „Jestem miasto Kraków” XULM, wyd. Wilga

Książkę wyszperałam w supermarkecie w koszu „tanie czytanie”. Nie wierzyłam własnym oczom, że za książkę tego formatu, z takimi ilustracjami i całokartonowe wydanie zapłaciłam 9,99 zł.

Dzięki tej książce uczymy się jak zmieniał się i rozrastał Kraków. Ilustracje są piękne, kolorowe, szczegółowe, ale bardzo przyjemne dla oka.

Odbywamy swoistą podróż w czasie od plemienia Wiślan począwszy, na współczesnych czasach skończywszy. Pośród kolorowych ilustracji na uwagę zasługuje ta dotycząca okupacji, która cała utrzymana jest w czarno-białej kolorystyce z czerwonymi akcentami – bardzo znacząca. Nie ma jej na zdjęciach, ale łatwo wyguglać.

Zobaczcie, jakie śliczne ilustracje 🙂 Urzekła mnie ta para łyżwiarzy.

  Czy książka podoba się Maluchowi? I tak i nie, on ją sobie przegląda, ale jeszcze nie do końca kuma, że to Kraków, że się w czasie zmieniał. On raczej szuka znanych sobie obrazków, więc doskonale wie gdzie kryją się krówki i inne zwierzęta.

Fajne jest również to, że widzimy też obraz Krakowa zimowego, a czasy współczesna przedstawione są w godzinach nocnych.

Tutaj dowód, że wykosztowałam się na książkę niecałe 10 zł 🙂

Wiem, że z tej serii dostać też można książkę o Warszawie, ale nie miałam jej nigdy w rękach. Wiem za to, że była przez kogoś innego ilustrowana.

W Arosie książkę dostaniecie za 27,99 zł (link do książki macie tutaj).

2. „Roboty” Paweł Kłudkiewicz, wyd. Babaryba

Kolejna z książek, to „Roboty” Pawła Kłudkiewicza. Uważam, że to kolejna propozycja dla dzieci odrobinę starszych od Malucha (przypominam: jeszcze nie ma 2 lat). Roboty to jest coś, z czym jeszcze mój synek się nie spotkał i nie bardzo wie co oznaczają te rysunki. Za to fantastycznie potrafi na nich odnaleźć znajome sobie kaczki i inne ptaszki.

Mnie osobiście bardzo podobają się te rysunki. Mają bardzo duży potencjał, jeśli chodzi o zabawy z dzieckiem. Można na przykład na każdej stronie wyszukiwać tego samego bohatera i opowiadać po kolei jego historię. Można bawić się w nadawanie poszczególnym robotom imion (chociaż na końcu mamy ściągawkę, na której autor przedstawił nam kilka postaci z książki).

Roboty przedstawione są w różnych sytuacjach: są jakiejś odległej planecie, pływają w morzu, opalają się na plaży, a nawet tańczą w dyskotece.

 

W Arosie książkę dostaniecie za 22,40 zł (link do książki macie tutaj).

3. „Miasteczko Mamoko” Aleksandra i Daniel Mizielińscy, Dwie siostry

Czy jest na sali ktoś, kto nie kojarzy Mamoko? Jest to pierwsza część z serii o Mamoko. Pozostałe dwie to „Mamoko 3000” (o miasteczku z przyszłości) oraz „Dawno temu w Mamoko” (o miasteczku z przeszłości). W porównaniu do pozostałych książek z niniejszego zestawienia, książkę Mizielińskich wyróżnia niesamowita szczegółowość ilustracji. Popatrzcie tylko, że na murze narysowana jest każda cegiełka, na chodniku każda kosteczka, a na trawniku każde źdźbło trawy.

Książkę kupiłam, ponieważ wiele osób mi ją polecało i stała się dla mnie takim klasykiem, czymś co trzeba mieć. Niestety, widzę, że Maluchowi nie bardzo odpowiada ten styl ilustracji. Dużo chętniej sięga po Roboty, niż po Mamoko, w którym bohaterowie, to przecież dobrze mu znane zwierzątka. Mam nadzieję, że jeszcze zrobimy pożytek z tej książki, że musi do niej dorosnąć, bo ja nie mam żadnych zastrzeżeń.

Na uwagę zasługuje fakt, że każda rozkładówka z książce utrzymana jest w jednej kolorystyce. Mam strony z dominującym kolorem niebieskim, zielonym, żółtym, różowym itd.

Na tylnej okładce, jak w większości tego typu książek znajdziemy kilku bohaterów wraz z ich imionami.

W Arosie książkę dostaniecie za 23,80 zł (link do książki macie tutaj).

4. „Auta” Stephan Lomp, Babaryba

Chyba najbardziej kolorowa spośród moich propozycji. Chyba wiadomo dlaczego wybrałam tę książkę? Są w niej auta, a moje dziecko jest autami zafascynowane. Z tej samej serii i tego samego autora znajdziemy jeszcze książeczki „Samoloty” i „Na budowie” – czyli takie mocno męskie tematy.

„Auta” są chyba najbardziej ulubioną książką Malucha z tego zestawiania. Znów na każdej ze stron możemy śledzić przygody poszczególnych postaci. Możemy też na obrazek patrzeć całościowo.

Bohaterami są zwierzątka, ale najważniejsze są, wiadomo, tytułowe auta i inne pojazdy. Maluch ma frajdę, kiedy wyszukuje na stronach wszystkie zwierzęta, które zna, ale same samochody też cieszą się u niego dużym zainteresowaniem.

Na tylnej okładce, podobnie jak w dwóch poprzednich książkach również mamy przedstawionych bohaterów, których można śledzić na każdej z kart książki.

W Arosie książkę dostaniecie za 17,43 zł (link do książki macie tutaj).


To już wszystkie książeczki obrazkowe w naszej biblioteczce. Bardzo polecam ten typ książek, bo dają one dużą swobodę interpretacji. Gwarantuje nam to, że książka tak szybko się nie znudzi, bo za każdym razem możemy skupić się na innym bohaterze, lub na innej stronie książki w całości.

Z tego typu książek w najbliższej przyszłości chcę zakupić jeszcze którąś z serii Ulicy czereśniowej oraz Rok w.. (w lesie, w przedszkolu lub w mieście).

A może Wy macie mi coś do polecenia? Czekam na komentarze.