Dzisiaj będzie wpis o wyjątkowym, trochę niszowym gatunku człowieka, jakim jest bloger. Post pisany na przykładzie własnym, więc może nie tyczy się całej blogosfery, ale mam nadzieję, że coś tam prawdy w nim zawarłam. A czy Wy wiecie jaki bloger tak naprawdę jest? Przeczytajcie.

Bloger to ekshibicjonista

Wydało się. Bloger, to zdecydowanie jest człowiek, który lubi pokazywać…co się u niego w życiu dzieje. Dzieli się z Wami swoimi spostrzeżeniami lub tym czego się właśnie nauczył. Dzieli się swoimi radościami, smutkami, porażkami, ale również zakupami, zdjęciami z obiadów i „żenującymi żartami”. To się w sobie po prostu ma, albo nie. I jak się ma, to się zostaje blogerem. Wiele osób nie zrozumie tego, że bloger po prostu chce Was odrobinę wpuścić do swojego świata. Ale przyznajcie, że takie „życie od kuchni” (dosłownie i w przenośni) też Was ciekawi.

Bloger to bezwstydnik

Tak jest moi drodzy. Bloger to człowiek, który się nie wstydzi. Albo z upływem czasu pozbywa się wstydu. W skrócie – nie ma oporów, przed pokazaniem swojego wizerunku w sieci. No niby to nic takiego, ale pokazanie własnej facjaty w towarzystwie własnego tekstu już do czegoś zobowiązuje. Jasno widać kto naklepał te wpisiki w internecie, a jak jeszcze wśród czytelników masz osoby, które znasz osobiście, to sprawa ma spore znaczenie. Z jednej strony nabierasz wiarygodności – za blogiem stoli człowiek z krwi i kości. Z drugiej strony… musisz uważać z czym Twoja twarz będzie kojarzona. Z czasem blogerzy wyzbywają się wstydu całkowicie i pokazują na przykład swoją nieumalowaną, czerwoną jak burak twarz po bieganiu (mnie się zdarzyło). To też trochę dla blogera sprawdzian, żeby akceptować siebie dokładnie takim jakim się jest. Tak na co dzień dbamy o to, żeby w internecie pokazywać zdjęcia, na których wyszliśmy korzystnie, a taki bloger czasem pierdyknie swoją spoconą twarz na główną… Trzeba mieć do siebie dystans, żeby to zrobić.

Bloger jest bezczelny

Mam takie przemyślenie dotyczące samej siebie, że bloger powinien być przebojowy, bo będzie mu łatwiej. A nawet powinien być lekko bezczelny, mocno przekonany o swojej wartości i zuchwale sięgać po to co mu się należy. Wtedy ma szansę szybko zawojować internety i rozkręcić bloga, nawet w pół roku. Jeżeli natomiast nie jest przebojowy, tak jak ja,  to musi minąć przynajmniej dwa lata dziubania, żeby poczuć prawdziwy wiatr w żaglach i być bardziej pewnym siebie. Spójrzcie tylko na moje staty na Facebooku. Przez dwa lata 600 followersów? Serio? Inni zdobywają tyle w miesiąc… no cóż, widać nie jestem na tyle przebojowa.

Bloger ma dziwne upodobania gastronomiczne

Bo bloger, to człowiek, który je zimne posiłki i pije zimną kawę. Czemu? Zanim zje czy weźmie pierwszego łyka musi zrobić serię zdjęć, wybrać spośród nich to najkorzystniejsze i opublikować w social mediach. To zajmuje trochę czasu, a posiłek stygnie. Bloger natomiast uwielbia wizyty w restauracjach, knajpkach, czy nawet w Macku. Każda taka wizyta jest podwójną radością: dobrze zjem i będę miał ładne zdjęcia, znów będę miał co na fanpejcza wstawić.

Bloger cierpi na bezsenność

W szczególności taki bloger, który łączy pisanie z pracą „na etacie”. Posty same się nie napiszą, zdjęcia same nie obrobią, social media nie uaktualnią, a komentarze u innych nie napiszą. Bloger najchętniej rozciągnął by dobę, żeby móc najpierw pracować na etacie, a potem na tym drugim, blogowym i jeszcze przespać się na tyle, żeby nie wyglądać jak zombie.

Bloger to Dr Jekyll i Mr Hyde

Chociaż to może nie do końca trafne porównanie. Bo bloger, to człowiek, który jedną nogą stoi twardo w realu, a drugą w wirtualu. Bloger musi mądrze znaleźć balans pomiędzy tymi dwoma światami. Utrata kontaktu z rzeczywistością nie przynosi ze sobą dobrych skutków. Gdzie, jak nie w realu przeżywać to, o czym zamierza się napisać? Oddanie się bez reszty światu realnemu to z kolei pierwszy gwóźdź do trumny blogera. Blog bez jego promocji w dzisiejszych czasach nie istnieje niestety. Osiągnięcie mądrej równowagi pomiędzy dwoma światami to nie lada sztuka.

Bloger, to człowiek – orkiestra

W tym stwierdzeniu nie ma ani krzty przesady. Owszem, jeśli jest się znanym blogerem modowym, to ma się sztab ludzi, którzy robią ci zdjęcia, obrabiają je, sprawdzają teksty (może piszą nawet?), prowadzą fanpage i negocjują współpracę. Natomiast taki szaraczek, zaczynając od pierwszych swych dni blogowych musi nauczyć się obsługi WordPressa czy jakiegoś innego Bloggera, przeszukuje tysiące stron w poszukiwaniu idealnego szablonu, wstawia na początek szitowe foty, żeby po roku stwierdzić, że dziś wstydziłby się coś takiego opublikować, skrobie skrobie, szlifuje warsztat, w międzyczasie ogarnia temat SEO, reklam na fejsie. Jak się po dwóch latach zdarzy współpraca, to uczy się jak negocjować warunki, żeby nie chcieć zbyt dużo, ale nie być stratnym. Człowiek – orkiestra, człowiek, który metodą prób i błędów wypracuje wreszcie własny styl, jakość fot, zadowalający szablon. Poczucie dumy, że doszło się do tego samemu jest fantastyczne. A ile można się dzięki temu niepozornemu blogowaniu nauczyć! Zarządzanie czasem, kreatywne pisanie, obróbka zdjęć, pozycjonowanie. Kto wie kiedy w życiu może się to jeszcze przydać?

Ale na sam koniec pragnę zwrócić uwagę na to, że bloger, to człowiek z krwi i kości, człowiek który ma uczucia, człowiek, który nie jest idealny, jakkolwiek idealne wydawałoby się jego życie pokazane na fanpejczu, nie jest nadczłowiekiem. Bloger, to przecież taki sam człowiek jak Ty!

  • Ja, chociaż przecież bloguję, mam problem z tym ekshibicjonizmem tj. z pokazaniem facjaty. Nie akceptuję siebie, szczególnie z nadmiarowymi kg i z trudne przychodzi mi pokazywanie zdjęć gdzie jestem ja. To dlatego mam i z życia codziennego i z konferencji tak mało selfie. Teraz na See Bloggers była masa celebrytów jak Olivier Janiak, Maja Sablewska, Agnieszka Jastrzębska a nawet hejtowana Renata Kaczoruk. Nie mam z nikim zdjęć.
    Przy punkcie o zimnej kawie przypomniała mi się Ola, Esencja bo ostatnio wspominała, że dzieci jej dogryzają, że ich mama musi najpierw zdjęcie kawy czy nowego dania na insta wrzucić 😀

    • Ale nie masz z nimi zdjęć, czy ich nie publikujesz? Z drugiej strony – nikt nie mówi, że trzeba napieprzać selfiakami na głównej, żeby blogować 😉 Mnie słabo wychodzi bycie bezczelnym, przebojowym i pewnym siebie. Między innymi dlatego nie jeżdżę po konferencjach blogerskich (zawsze sobie jakąś wymówkę znajdę).
      Mnie, podobnie jak Oli, dogryza mąż. A czasami już nawet nie dogryza, tylko patrzy z politowaniem 😀

  • To takie trochę wystawianie życia na pokaz. Tak myślę, bo sama pisze bloga

    • Trochę tak jest. Jeszcze pal licho, jak czytają Cię obcy, ale jak znajomi i rodzina… Mnie na przykład podgląda czasami moje szefostwo 😉

  • W sumie – faktycznie, coś w tym jest. Chociaż gdyby wszyscy posiadali tylko te uwarunkowane cechy, to świat blogosfery byłby po prostu na jedno kopyto. Z zerowym poczuciem indywidualności. A tak, każdy blogger posiada swoje cechy, które w większej bądź mniejszej mierze przyciągają Czytelników. Co racja to racja – Bloggerzy to „szczwane” bestie – w końcu mało kto wie, jak przeżyć w odłamach internetowej awangardy i nie zginąć na pierwszym, możliwym zakręcie.. 🙂

    • Blogosfera nie jest na jedno kopyto, bo każdy ma jeszcze wiele innych cech indywidualnych, ale te co wymieniłam, to są właśnie te, które z wielkim prawdopodobieństwem znajdziesz u prawie każdego blogera. U mnie nie znajdziesz przebojowości, ale resztę raczej posiadam 🙂

  • Izabela

    ja bloguję, bo kiedyś byłam samotna i nie chciałam żyć

    • Nie chcę się z butami wpychać w Twoje prywatne życie, ale obstawiam, że była to depresja? Blog jest świetnym narzędziem terapeutycznym. Tak jak pisanie pamiętnika.

  • Z tym pokazywaniem siebie….czasem mam problem, ale czasem jakis temat przychodzi mi z łatwością. Wiem też, że pisanie o sobie, odkrywanie siebie pozwala czytelnikowi nas poznać, poczuć, że jesteśmy normalnymi ludźmi 🙂

    • Dokładnie, takie pokazanie odrobinę więcej zbliża ludzi do Ciebie i Ciebie do ludzi. Z resztą, mam znajomych na Fb nie-blogerów, którzy pokazują dużo więcej niż ja, blogerka, także nie ma się czym przejmować. Ekshibicjonizm to znak naszych czasów 😉

  • to ja w ogóle jestem z poza bajki obecnych blogerów….bloguje 15 lat i to były początki blogerskie nie wiem czy są jeszcze blogi z tamtych lat czy ktoś tak długo bloguje? Pierwsze założenia blogów to właśnie pamiętnik internetowy piszesz publikujesz co chcesz obecnie piszą ludzie dla korzyści i pod publiczkę nie piszę że wszyscy ale większość Kobieto to masz bardzo dużo fanów na fb ja mam zaledwie 47 i pewnie niewiele z tego mnie czyta… Kiedyś chciałam marzyłąm by blog był mój popularny ale niestety nie dane mi bo pisze jak pisze nie mam super fotek dzieci itd. czyli wogóle nie jestem przebojowa nie promuje się na fb tak sobie dryfuje od 15 lat i jest mi całkiem dobrze…

    • Wiem, ze takie były pierwsze założenia blogów, bo też taki prowadziłam ten x lat temu. Jednak czasy się zmieniają, nic nie stoi w miejscu, i żeby odnaleźć się w nich trzeba iść z duchem czasu. Fakt: „piszą ludzie dla korzyści i pod publiczkę”, ale ja nie widzę w tym nic złego. To nowa forma pracy…zarobkowej i tyle. Jeśli to chwyta, to znaczy, że ma rację bytu.
      Ale wiesz – jeśli Tobie odpowiada blogowanie do szuflady, to też nie widzę w tym nic złego, ani gorszego. Każdy sam sobie określa jaki jest cel jego blogowania. Jeśli, jak piszesz, jest Ci dobrze, to tylko trzeba się z tego cieszyć i już 🙂

  • Maluch w domu

    W sumie prawda. Ja swoją twarz pokazałam chyba pierwszy raz po 1,5-2 lat. Nad blogiem siedzę głównie nocą. I mogłabym tak wymieniać co się u mnie pokrywa.

    • Oj..ja się tez długo ukrywałam za blogiem. Ale trochę też lżej mi kiedy nie muszę się pilnować co do wrzucania zdjęć. Wystarczy, że pilnuję, żeby na blogu nie znalazł się Maluch i Pan Wyrodny 🙂

  • Sylwia Antkowicz

    Bardzo fajny wpis. Ja też często piszę po nocach. No i przebojowa nie jestem, ale wcale nie uważam, że to gwarantuje lepsze zasięgi.

    • Spoko, ja też z tych nieprzebojowych. Ja grzecznie w domu stukam w klawiaturę 🙂

  • No tak to jest… Tyle ze bloger to juz nie jest czlowiek niszowy. Kazdy bloger, ktory wlozyl w to tyle czasu i serca, po prostu chcialby sie przebic. A zeby wybic sie z tlumy, nie mozna isc za tlumem, tylko trzeba sie jakos z tego tlumu wyroznic. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Niszowy z mojego punktu widzenia nadal jest. Ja wiem, że jest wysyp blogów, ale w moim najbliższym otoczeniu nie ma żadnych blogerów. Ja jedyna jestem wśród najbliższych znajomych, rodziny i współpracowników.
      Ale zgodzę się z tym, że skoro wkłada się serce, energię, czasem i pieniądze (chociażby opłacenie domeny i hostingów), to chciałoby się dotrzeć do szerszego grona. Tylko trudno teraz czymś się wyróżnić…trzeba mieć genialny pomysł na siebie 🙂
      Pozdrawiam również,
      Gabrysia 🙂

  • Stylowa Misja

    Całkowicie się zgadzam. Bloger powinien być prowokujący, jeść zimne posiłki i potrafić zrobić post ze wszystkiego. Tylko wtedy ma to sens 😀

    • Hahah! Wyczuwam sarkazm! Mam nadzieję, że we wpisie również jest wyczuwalny.

  • Zgadzam się z tym Człowiekiem Orkiestrą. Trzeba ogarniać masę rzeczy na raz: Insta, FB, komentarze… Ktoś, kto się tym nie zajmuje nie ma nawet pojęcia ile na to potrzeba czasu…

    • Blogowanie traktowane jest nada z przymrużeniem oka 🙂 Tylko blogerzy sami wiedzą ile naprawdę trzeba włożyć czasu w to „skrobanie w sieci” 🙂

  • Women’s World

    Myślę, że kiedyś bloger był niszowym gatunkiem człowieka ale teraz to się zmieniło. W sumie gdzie się człowiek nie obejrzy, wszędzie blogerzy 🙂 Jednak wartościowych i treściwych blogów jest stosunkowo nie wiele… Czy jest człowiekiem orkiestrą? Podpisuję się rękoma i nogami 🙂

    • Wiesz co – ja myślę, że nadal jest niszowy. Inaczej to odczuwamy, bo na co dzień żyjemy w tych realiach blogerskich i mamy kontakt z innymi blogerami i blogami. Natomiast jakbym zapytała np w pracy: ja jedyna prowadzę bloga, wśród znajomych bliższych – też ja jedna.

  • Blogując odkrywamy siebie, poznajemy świetnych ludzi. Dzień, w którym założyłam bloga to był jeden z lepszych dni w moim życiu, ai też bardzo dobra decyzja.

  • Ojej no i oczywiście bloger nie ma takiego ładnego domu, jak się wydaje na zdjęciach. Ja na przykład mam mieszkanie przed remontem, w którym są może dwie ładne ściany: ta z kanapą i zdjęciami i ta w pokoju dziecięcym. Jak robię zdjęcie, to tak aby nie było widać okropnej lampy, szafy, która straszy i oczywiście tego stosu prania, które czeka na wypranie 😉

  • trzyiks

    Co do ekshibicjonizmu i jedzenia zimnych potraw to myślę, że wszystko zależy od tego o czym piszesz. Jak jesteś blogerem lifestylowym to faktycznie trzeba się odsłonić, żeby pokazać swój styl, ale jak piszesz o samochodach to nikogo z czytelników nie interesuje jak wygląda twoja kanapka z pasztetem lub ręcznie tkana makatka. Jako, że Ty masz blog o rodzicielstwie to niestety sama jego tematyka wiąże się z ekshibicjonizmem, ale pamiętaj, że sama się na to zdecydowałaś 😀

  • O tak, wszystkiego po trochu u każdego blogera można zauważyć choć w różnych proporcjach.