Przez kilka ostatnich dni miałam jakąś zniżkę i psychicznej i fizycznej formy (nie wiem, pogoda?). Nie byłam w stanie skupić się nad tym, żeby cokolwiek tutaj napisać. A mam w planach dość ważny wpis, który musi być dobrze napisany, dobrze przemyślany, więc nie tak „hop siup”. A wpis dzisiejszy jest sponsorowany przez wczorajszy sądny dzień.

Miś_4

Wstajesz rano i już wiesz, że będzie ciężko. Nawet bez odsłaniania rolet, czujesz, że jest brzydko. Odsłaniasz je i nie ma niespodzianki: niebo zasnute chmurami, ani centymetra błękitu, zero promieni słońca… Nadal więc leżysz chcąc jeszcze chwilę pospać…Nie ma mowy, bo obok leży malutki potworek, który zaczyna się domagać. Domagać jedzenia, domagać uwagi, domagać przewinięcia i Bóg jeden raczy wiedzieć czego jeszcze… Więc karmisz, nosisz, kładziesz, przewijasz… Nawet udaje Ci się pościelić łóżko. Idziesz do kuchni, bo minęła już godzina a Ty głodna jak wilk bez śniadania, nadal w piżamie i z „fryzurą prosto z łóżka”.

W kuchni miła niespodzianka – sterta talerzy do zmycia. No tak, wczoraj byli goście, a wieczorem nie miałaś już siły pozmywać. Twoje lenistwo właśnie się na Tobie mści. Ale nic to – wyjmujesz czysty talerz i robisz sobie śniadanie. Czy zjesz je w spokoju? Oczywiście, że nie, bo mały potworek zaczyna się domagać jedzenia, uwagi, przewinięcia i Bóg jeden raczy wiedzieć czego jeszcze… Więc karmisz, nosisz, kładziesz, przewijasz…

Idziesz do łazienki – kolejna niespodzianka – sterta ubrań do uprania i brak jakiejkolwiek koszulki, która byłaby równocześnie: a) czysta, b) nadawała się do karmienia c) nie była zbyt letnia na tą pogodę. Świetnie. Udaje Ci się wygrzebać jakąś znośną, ubierasz się, myjesz zęby…(w międzyczasie słyszysz, że potworek zaczyna się powoli denerwować, na razie jeszcze nie tak głośno), czeszesz włosy i stwierdzasz, że z ostatnich pięciu zostały Ci już tylko cztery sztuki. Ale udało się, trzy rzeczy wykonane: łóżko pościelone, śniadanie zjedzone, Ty ubrana. Fajnie, szkoda tylko, że jest już 12:00.

Z tyłu głowy ciągle masz na myśli fakt, że mieszkanie wymaga gruntownego sprzątania. Zaczynasz więc od zmywania, ale nie dokańczasz, bo mały potwór zaczyna się domagać (wiecie: karmienie, noszenie, przewijanie, cuda na kiju). W końcu pozmywałaś, jesteś z siebie dumna, ale zmęczona tak, jakbyś przerzuciła tonę węgla. Jakby jeszcze mało było niespodzianek tego dnia, zaczyna boleć Cię głowa. Nie, nie jest to nagły silny i krótki ból. To ból który drąąąży Cię od środka. Lekki, ale uporczywy i stały, nie ma przerw. Jedyny ratunek – sen, więc wiesz, że nie szybko się go pozbędziesz. Potowarzyszycie sobie do wieczora. A Twój mały potworek nie wie czego chce, bo nawet noszenie na rękach już nie pomaga. Potworek wydaje z siebie nieustający jęk na jednej i tej samej nucie i tak do wieczora.

Jest wieczór, Potwór wyje, głowa boli,  Ty ledwo żyjesz, dodatkowo czujesz, że przebimbałaś dzień, bo tylko naczynia pozmywałaś. Czujesz się „szitową Panią domu”, a jeszcze bardziej Wyrodną Matką. Patrzysz na swojego potworka i pytasz się go po raz setny „Czego Ty ode mnie chcesz?” I w tym momencie Twoje dziecko przesyła Ci najśliczniejszy, najsłodszy, najbardziej rozczulający uśmiech na świecie. I co? I wszystko Ci mija, wszyściuteńko. I masz ochotę poprzytulać tego swojego Skarbka chociażby przez godzinę non stop. Bo najpiękniejszy jest, bo jest taki bezbronny i zdany tylko na Ciebie. Karmisz więc go patrząc z miłością, na tą malutką buźkę, maleńkie rączki. Czujesz jak oddycha coraz spokojniej i zasypia. Odkładasz do łóżeczka…a następnego dnia rano budzisz się i widzisz słońce za oknem… Przypływ energii…czujesz, że mieszkanie dzisiaj będzie lśniło, a może nawet obiad uda się ugotować? 😉 Kwintesencja macierzyństwa.

Close