Jestem pewna, że w waszym otoczeniu są ludzie, którzy piszą zupełnie inaczej niż wy. Takie dziwolągi trzymają długopis w lewej ręce zamiast, jak robią wszyscy normalni – w prawej. Co o nich myślicie? Wydają się Wam dziwni, czy wręcz przeciwnie – leworęczność jest dla Was zjawiskiem naturalnym?

Z drobnego rozeznania, które starałam się zrobić na fanpage’u wyszło, że macie raczej pozytywne skojarzenia z leworęcznością. Pisaliście, że są to  osoby uzdolnione, inteligentne, artyści. Były również zaskakujące odpowiedzi, że kojarzy się Wam z lewakami, anglikami lub Hitlerem i Stalinem 🙂 Żyjemy w czasach, w których leworęczność przestała być piętnowana, bynajmniej, wręcz odkrywa się wiele fascynujących cech, które przejawiają osoby piszące lewą ręką. Dzisiejszy wpis będzie o leworęczności z mojej perspektywy – bo jest to cecha, którą u siebie bardzo lubię, i która trochę mnie definiuje i wyróżnia.

Dziękuję mamo!

Z tego miejsca chciałabym bardzo, bardzo podziękować mojej mamie, że nie próbowała przestawiać mnie na pisanie prawą ręką, tylko udała się na wizytę u psychologa, który doradził, żeby nic z tym nie robić. Dzięki Ci mamo! Kiedy słyszę historie o drastycznych metodach przestawiania leworęcznych na pisanie prawą ręką (np. przywiązywanie lewej ręki, tak żeby nie można było nią poruszyć) oraz o piętnowaniu tej „inności”, to włos mi się na głowie jeży. Takie praktyki nie przynosiły zazwyczaj nic dobrego: problemy z rozwojem mowy, z pisaniem, problemy w szkole i problemy emocjonalne. Jak to dobrze, że obecnie mamy dużo większą wiedzę o tej „inności”.

Leworęczne życie

Tak naprawdę nigdy nie spotkałam się z negatywnymi komentarzami na temat pisania „nie tą ręką”. Nikt nigdy mnie nie przezywał, nie gnębił, nie uważał za dziwoląga. Jedyną różnicą w czasach szkolnych była konieczność siedzenia po lewej stronie ławki, żeby nie zderzać się łokciami z praworęczną koleżanką oraz ustawienie lampki na biurku z prawej strony, żeby lewą ręką nie zasłaniać sobie światła. A później nie przypominam sobie, żebym miała z tego powodu jakoś mocno utrudnione życie. Leworęczni muszą po prostu trochę bardziej przystosować się do praworęcznego świata. Ja osobiście mam tylko drobny problem z szybkim ustaleniem która to prawa, a która lewa strona. Potrzebuję zawsze chwili, żeby to ustalić. Podobno większość leworęcznych ma z tym problem.

Zdjęcie: Pixabay

Jak przystosowałam się do praworęcznego świata?

Nożyczki

Wymieniając niedogodności dla leworęcznych często wspomina się cięcie nożyczkami. Podobno powstały nawet specjalne nożyczki dla leworęcznych. Nigdy z nich nie korzystałam i obawiam się, że byłoby mi ciężko się przestawić na takie. Osobiście nożyczki trzymam w ręce prawej, jak wszyscy, ale zamiast manipulować nimi, żeby nadać pożądany kształt, ja manipuluję kartką papieru, która trzymam w ręce lewej.

Mysz od komputera

U mnie leży zawsze po lewej stronie i lewą ręką z niej korzystam. Jednak nie przestawiłam klawiszy i lewy przycisk robi u mnie dokładnie to samo co lewy u osoby praworęcznej. Próbowałam kiedyś przestawić klawisze, ale było to dla mnie nie wygodne. Co więcej, kiedy mieliśmy w domu pierwszy komputer, to mysz leżała po lewej stronie, bo to ja z niej najwięcej korzystałam i w ten sposób przyzwyczaiłam swoją rodzinę do tego, że znajduje się ona po tej drugiej stronie. W związku z tym podobają mi się reakcje w pracy, kiedy ktoś siada do mojego kompa i pyta „A gdzie jest myszka?!”.

Zmory leworęcznych

Są dwa produkty biurowe, które sprawiają dużą trudność leworęcznym. Pierwszy z nich: kołonotatnik. Rzecz wygodna jedynie dla praworęcznych, bo ta sprężynka znajduje się po lewej stronie. Mnie używanie kołonotatnika zawsze przyprawiało o frustracje, bo lubię ładnie pisać, jednak z takim niewygodnym grzbietem pod dłonią często nie było to możliwe. Druga rzecz: pióro. Tak strasznie chciałabym pisać piórem, jednak tusz, który schnie wolniej niż długopis rozmazywany był przez rękę lewą. Pisałam swego czasu piórem i musiałam nienaturalnie wykrzywiać rękę w czasie pisania, żeby nie rozmazywać tego, co udało się do tej pory napisać.

Plusy leworęcznych

Mówi się, że leworęczni są bardziej uzdolnieni i mają zadatki na artystów. Jeśli spojrzeć na sławnych leworęcznych – ma to jakieś potwierdzenie. Słynni mańkuci (nienawidzę tego określenia), to na przykład: Ludwig van Beethoven, Jimmy Hendrix, Paul McCartney, Ringo Starr, Bob Dylan, David Bovie, George Michael, Sting, Leonardo da Vinci, Michał Anioł Buonarotti, Peter Paul Rubens, Rafael Santi, Charlie Chaplin, Greta Garbo, Marilyn Monroe, Tom Cruise, Nicole Kidman, Robert de Niro, Whoopi Goldberg, Kim Basinger, Bruce Willis, Julia Roberts. Wow – doborowe towarzystwo. Wśród polityków i postaci historycznych również znajdziemy osoby leworęczne. Są to między innymi: Aleksander Wielki, Juliusz Cezar, Napoleon Bonaparte, Winston Churchill, Benjamin Franklin, książę Karol, książę Wiliam. Ja sama mam „ciągoty” do rzeczy artystycznych, pasjonuję się DIY, lubię rysować i malować, śpiewam w chórze. Nauka nigdy nie sprawiała mi większego problemu, wręcz lubiłam (lubię) się uczyć. Podobno wielu leworęcznych to osoby uzdolnione matematycznie. Na potwierdzenie śmieszny fakt: w mojej grupie na studiach (Politechnika) był wyjątkowo wysoki odsetek ludzi piszących lewą ręką.

Nietypowy przypadek leworęczności

Z innych ciekawostek: moja leworęczność, jakby tego było mało, jest dość nietypowa, ponieważ piszę i rysuję lewą, ale gram w ping ponga i serwuję w siatkówce ręką prawą. W dodatku mam prawą dominującą nogę i prawe dominujące oko. Nazywa się to skrzyżowaną lateralizacją i jak się dowiedziałam z licznych publikacji może być kłopotliwe w życiu. Po raz kolejny jednak – ja w ogóle tego nie odczułam.

Zdjęcie: Pixbay

Podsumowując ten krótki wpis, muszę stwierdzić, że swoją leworęczność bardzo lubię i nie traktuję jej jako wady. Dzięki niej mam bardziej rozwiniętą prawą półkulę mózgu, która odpowiada między innymi za kreatywność, myślenie abstrakcyjne, wyobraźnię, zdolności muzyczne, plastyczne i artystyczne oraz intuicję. A to są cechy, które w sobie (nieskromnie) lubię. Jedyne co mi się w leworęczności nie podoba, to to, że na osoby leworęczne istnieją brzydkie określenia. Na przykład „mańkut” lub „szmaja”. Słowa te mają dla mnie negatywny wydźwięk, i bardzo Was proszę, żebyście nigdy, przenigdy ich nie używali (przynajmniej w mojej obecności). Poza tym drobnym szczegółem – fajnie jest się wyróżniać z tłumu pisząc lewą ręką.

Pomysł na ten wpis wpadł mi do głowy, kiedy zastanawiałam się czy mój syn będzie prawo- czy leworęczny. Jakby miał pisać prawą ręką, to byłoby ok, ale patrząc po sobie, trochę chciałabym, żeby był leworęczny. Okazuje się jednak, że Maluch nie może się do tej pory zdecydować, która ręką będzie u niego dominująca. U niektórych dzieci widać to wcześniej, ale u mojego prawie trzylatka niestety nie mogę tego odkryć. Nie jest za bardzo zainteresowany rysowaniem i malowaniem, ale jak już coś rysujemy, to równie chętnie korzysta z obu dłoni. Może będzie jednym z jeszcze rzadszych przypadków, czyli oburęcznym? Jeśli macie w dorobku, jakieś doświadczenia z dziećmi, które nie mogą się zdecydować, to koniecznie napiszcie mi o nich w komentarzu. Czy poszliście z nimi do psychologa czy zostawiliście bez żadnej interwencji?