Wpis ten mam w planach już od momentu powstania bloga, czyli…aż dwa miesiące 🙂

Tak sobie człowiek żyje na tym świecie w złudzeniu, że gdy pojawią się dzieci, to nagle w rodzinie zapanuje sielanka, wszyscy będą promieniście się uśmiechać i równie promieniście wyglądać. Nic bardziej mylnego moi drodzy, pojawienie się dziecka to w skrócie „szok, niedowierzanie, panika”, ale również parę lekcji „życia” (że tak górnolotnie się wyrażę). Dzisiaj o tym czego do tej pory nauczyło mnie dziecko i czego ciągle co dzień muszę uczyć się od nowa. Zapraszam.

Bocian_2

Czego uczy nas dziecko?

1. Braku szczegółowych planów

Był kiedyś taki kawał: „Chcesz rozśmieszyć Boga? Opowiedz mu o swoich planach”. Identycznie jest z dzieckiem. Co z tego, że na poniedziałek zaplanowałam sobie sprzątanie toalety, kuchni i ugotowanie wspaniałego obiadu z trzech dań? Dziecko szybko to zweryfikuje i dyskretnym płaczem oznajmi Ci, że w domu jest jeszcze całkiem czysto, a chleb z żółtym serem na obiad też wystarczy. I co zrobisz? Możesz ignorować dziecko, owszem i szorować tą łazienkę z poczuciem winy i z wyciem Malucha w tle… ale po co? Masz wolną godzinkę, bo dziecko śpi? Ono właśnie dało Ci pozwolenie na zajęcie się czymś innym niż ono samo. Ale uwaga! nie na długo…

Owszem, można a nawet trzeba zaplanować sobie, że np. danego dnia jedziemy na zakupy, jednak nie licz na to, że punkt 10:00 wyjedziesz z domu. Na bank o tej właśnie godzinie Maluch będzie chciał jeść i przyssie się do piersi na 20 minut. Albo – ups…musimy zmienić pieluchę i całe ubranko, bo się z deczka ubrudziło…

2. Pokory

To trochę powiązane w powyższym punktem. No nie ma bata, nie przykozaczymy, kiedy Maluch nam na to nie pozwoli. Pokornie musimy znosić jego potrzeby. Bo nie powiem zachcianki – dziecko zachcianek nie ma, ma potrzeby. Nie obejdziesz tego, musisz przewinąć, nakarmić, utulić, ponosić i koniec.

3. Jak spać szybko i intensywnie

Ten punkt  tyczy się głównie matek i to jeszcze główniej matek karmiących. Dziecko uczy nas, że można spać mniej niż dotychczas i się wyspać. Można się wyspać śpiąc na raty. A nawet można się cieszyć z tego, że przespało się całą godzinę bez pobudki. Można się cieszyć z małych rzeczy? Można 🙂 Serio, od prawie pół roku nie miałam ani jednej przespanej ciągiem nocy i rano budzę się wyspana. No..nie codzień, bo zdarzają się dni gdy budzę się zmęczona, ale zdecydowana większość to te dni „lepsze”.

4. Brak tabu

Rozmowa o kupie? Ależ to bardzo ważny temat! Przy jedzeniu? Why not? Czekolady? Spoko, mów. Tak, śmiałam się z tego zanim zostałam matką, ale sama to robię. Na pytanie męża czy mojej mamy „Jak tam Maluch?” odpowiadam bez cienia skrępowania/zażenowania/wstydu „Dobrze, dzisiaj kupicha była”. Kupa, pieluchy, obśliniania, kichanie „z treścią” – nic co dziecięce nie jest mi obce.

5. Nerwy nic nie dają

A nawet pogarszają sprawę…Punkt, nad którym muszę mocno popracować. Bo ja jestem z natury nerwowa. No łatwo mnie zdenerwować i już. I denerwuję się, przyznaję bez bicia, też na Malucha. Wiem jednak i widzę to, że do niczego to nie prowadzi. Bo widzę, że jak się zdenerwuję, to to nic nie da. Maluszek nie uspokoi się, a wręcz przeciwnie, zdenerwuje się jeszcze bardziej… W chwilach słabości powtarzam sobie „nie denerwuj się, nie denerwuj się” i to trochę pomaga. Gorzej, że moje wieczne zmęczenie przekłada się też na nerwy w stosunku do męża… Dobrze,  że mam męża anioła…

6. Zmiany relacji w związku

Niby oczywista oczywistość, dziecko zmienia wszystko. Ale właśnie gdy pojawia się dziecko, to jest taka tendencja, że te relacje mąż-żona schodzą na bok ustępując miejsca maluchowi. Z jednej strony to dobrze, bo wiadomo – dziecko najważniejsze, ale z drugiej…czasami czuję, że coś mi ucieka, albo że coś się skończyło. Kiedy po męczącym dniu zamiast „poszaleć” z mężem mam ochotę tylko zasnąć jak najszybciej, to mam trochę wyrzuty sumienia, że zaniedbuję jego… Ale wiecie – mąż anioł.

7. Dziecko to nie tabelka

Uwierzcie, tak właśnie jest. Nie ma, że z zegarkiem w ręku je co trzy godziny 110 mililitrów i ani mililitra więcej. O nie nie! Mój Maluch je nieraz i co 15 minut po kilka kropelek – bo tak chce. Nie przybiera co dzień książkowych 30 gramów, bo np raz przybierze 50, raz 10, a raz straci na wadze 30 i co zrobisz? Usiądziesz i zapłaczesz? No nie – takie masz dziecko i tyle (o wadze i ważeniu jeszcze napiszę). A już największą wg. mnie głupotą są wszelakie siatki centylowe. Mam koleżankę, której dziecko wspaniale się rozwijało i bardzo się z tego cieszyła, aż poszła do lekarki – fanatyczki siatek centylowych i dowiedziała się, że niedobrze, oj niedobrze, jej syn jest w trzecim centylu. A ja się pytam: i co z tego? Zdrowy? Zdrowy! Zjada i przybiera? Tak. No to chrzanić wszelkie tabelki. Dzieci, tak jak i my – każde jest inne.

Jeszcze w tym temacie przypomniało mi się, co dodatkowo mnie denerwuje. Porównywanie dzieci ze sobą. „A moja Dżesika to usiadła, jak miała 4 miesiące, a jak tylko się urodziła, to powiedziała Mama, a Twój syn nie? Dziwne”. Come’on, nie dajmy się zwariować…nie porównujmy.

8. Wydatki na dziecko najważniejsze

3/4 czasu spędzam w sklepach w działach dziecięcych. Mogę zrezygnować z bluzki dla siebie na rzecz kolejnego słodkiego bodziaka dla malca… Allegro – proszę bardzo, dział Dla dzieci znam na wylot. Znam również kilka adresów sklepów internetowych z produktami dla dzieci. Wiem również które sklepy z artykułami dla maluchów w mojej okolicy są warte uwagi, a które słabo zaopatrzone. A co ciekawe – mam również listę, na której spisuję rzeczy, które chciałabym mieć…wiecie co na niej jest? Zabawki, gryzaki, ubranka..a nie, jest coś dla mnie: bluzka do karmienia 😀

Taaak, świat wywraca się do góry nogami i taki wywrócony już będzie zawsze. A Was czego Wasze Maluchy nauczyły? Piszcie.

  • flowers28

    U mnie już troche mineło od tego szału ale nie powiem był hardkor a jakże sie wściekałam gdy nie mogłam sprzątać wtedy gdy chciałam nie mogłam czytać gdy chciałam tylko wszystko pod dyktando malucha. A że nerwowa jestem jak Ty a może nawet bardziej no to cały dom czasem cierpiał w porywach do depresji mojej i wszystkich w koło. A związek miałam wrażenie że się rozpadnie katorga. Wszystko się zmieniało gdy zaczęłam akceptować całą sytuacje było lżej no i mniej nerwów bo jak mogłam się wściekać przez tak małego człowieczka przecież ona była moja i mnie potrzebowała tak? No to jakoś poszło, teraz odetchnęłam sama chodzi coś tam pogada sama lub z własną siostrą się pobawi i jest ok. Upragniony czas wolny nadchodzi 🙂