Jeśli spróbujecie wyguglować skrót DKP, to wyniki mogą Was zaskoczyć. Mnie zaskoczyły, bowiem skrót ten oznacza na przykład „Dragon kill points” (what the f….?) lub „Deutsche Kommunistische Partei” (rany julek!). Nie będzie wielkim zaskoczeniem, jeśli powiem, że dzisiaj nie będę pisać o żadnym z nich.

DKP oznacza w moim świecie długie karmienie piersią. Zaczynając pisać ten post byłam pewna, że ja się już do matek dkp zaliczam – karmię prawie 2 lata. Ale, okazuje się, po zasięgnięciu opinii na blogu Hafiji czy u Agnieszki Stein, że podobno do 2 lat, to jeszcze społeczeństwo nie traktuje wcale jako długie. Kłóci się to trochę z tym, co coraz częściej odczuwam wśród znajomych (głównie tych dalszych, tych co mnie za dobrze nie znają). Oni traktują mnie już jak kosmitkę.

Słowniczek, na potrzeby tego postu:

  • dkp – długie karmienie piersią
  • kp – karmienie piersią
  • mm – mleko modyfikowane

Geneza wyrodnej matki DKP

Statystyczna polka – co ona wie o karmieniu niemowląt? Nic. Takim oczywistym równaniem jest, że dziecko + jedzenie = butelka. Obraz powszechny, codzienny, NORMALNY. Byłam taką statystyczną polką długo. Za długo. W pracy trafiłam po raz pierwszy na matkę – kosmitkę, dokładnie taką, jaką ja jestem teraz, karmiącą syna 2 lata. Wtedy, nie mając jeszcze w głowie tych tysięcy przeczytanych słów o karmieniu, byłam niemal pewna, że u niej to leci już sama woda i że jakaś dziwna jest. Bardzo jest mi teraz wstyd, za tamte moje myśli. Powinno mi przez to być łatwiej zrozumieć postrzeganie mojego karmienia przez innych…niestety nie jest mi łatwiej. Ja się wkurzam. Taki mam charakter (nie nawidzę go!).

Ale, wróćmy do tematu. Powtarzam to często i każdego tam odsyłam, ale dziękuję losowi, że wpadłam na bloga Hafija.pl. Wpadłam, zafascynowałam się i zostałam… na zawsze. Owszem, pewnie można zarzucić Agacie „laktaterroryzm” (wiele osób tak mówi, ale jak tak tego nie odbierałam), stygmatyzację mleka modyfikowanego i traktowanie kp jako jedynej słusznej drogi, ale na miłość Boską, ktoś to musi robić! Bo inaczej zaleje nas (nieraz ukryty) marketing firm produkujących mm. Ona, jedna z nielicznych ma odwagę, wiedzę, siły i chęci, żeby walczyć o to, żeby kobiety posiadły WIEDZĘ!

Znów odbiegłam od tematu. Już wracam. Tak więc sama, przez nikogo nie namawiana, nie nakierowana, zaczęłam zdobywać wiedzę dotyczącą karmienia. Odkryłam, że matka-kosmitka z mojej pracy, to kobieta, która wie więcej niż przeciętna polka. Chwała jej za to. Od końca drugiego trymestru ciąży, a już na pewno od trzeciego byłam PEWNA, że będę karmić piersią, byłam też niemal pewna, że będę dkp. W związku z tym w Maluchowej wyprawce butelka miała się nie znaleźć. Tak samo jak sterylizatory i inne cuda na kiju. Zakup butelki wymusiła na mnie trochę moja mama, więc wybrałam  najtańszą plastikową, dla świętego spokoju. Zupełnie nie spodziewałam się, że będę ze swoim karmieniem miała tak duże problemy i będę musiała tej butelki przez kilka dni użyć. Pokonanie tych problemów, mając w głowie wszystko co pisała Hafija, było dla mnie nie lada próbą charakteru. Za osobisty sukces uważam fakt, że nam się udało. Stwierdziłam wtedy, że skoro nie dostaliśmy lekkich początków kp, że trzeba było to sobie wywalczyć, to teraz marnotrawstwem mojego wysiłku byłoby zrezygnowanie z karmienia. I tak, w mojej głowie zamieszkał obraz Matki Wyrodnej Długo Karmiącej.

Życie i twórczość

Więc jak wygląda życie matki dkp? Dla mnie to nieustanna sinusoida i miotanie się pomiędzy „wiem, że robię dobrze”, a „tak bardzo bym chciała, ale nie mogę”… Co w skrócie oznacza: zdecydowałam świadomie, że chcę długo karmić, wiem, że daję Młodemu to, co najlepsze, ale tak bardzo chciałabym beztrosko wyjść gdzieś bez dziecka, ze znajomymi, tak bardzo chciałabym przesypiać całe noce…

Jak wspomniałam wyżej, to była moja świadoma decyzja, poprzedzona sumiennym pozyskaniem wiedzy oraz walką o to, żeby się udało. Powinnam więc znosić ją razem z całym jej „dobrodziejstwem” z uśmiechem na ustach – przecież właśnie tak chciałam. Przez większość czasu tak było, nadal tak jest. Jednak coraz częściej czuję, że mi to przeszkadza. Pół biedy, kiedy byłam na macierzyńskim, wtedy żyłam tematem dziecka. Teraz jest trochę gorzej. Wróciłam do pracy, w której większość znajomych nie ma dzieci, a reszta ma już duże i odchowane. Owszem, okazało się, że 4 kolegów spodziewa się potomka w tym roku. Ale to są faceci! Faceci, którzy nigdy nie będą karmić piersią i nigdy mnie nie zrozumieją, faceci, którzy nadal będą uczestniczyć w wyjściach na piwo. Tak więc, teraz ja wzięłam na siebie rolę kosmitki, która karmi tak duże dziecko, nie pije alkoholu (od… matko, nie wiem ile już czasu) i nie może iść na pracowe integracje po godzinach.

Mój dzień, dzień korpomatki dkp, zaczyna się o 5:20 pierwszym budzikiem, a następnie jeszcze dwoma w dziesięciominutowych odstępach. Wstaję o 5:40, szykuję się do pracy i jem śniadanie. Czasami uda mi się wyjść z domu przed obudzeniem się Malucha. Znacznie częściej Maluch budzi się gdzieś w środku mojego śniadania i pierwsze kroki kieruje oczywiście do mnie, wiadomo po co – po pierś. Czasami w związku z tym nie udaje mi się zdążyć na wcześniejszy pociąg. Staram się nie siedzieć w pracy dłużej niż moje „ustawowe” 8,5 godziny, bo wiem, że im później wrócę tym gorzej będzie dla Malucha. Jestem w moim miasteczku najczęściej około 17. Idę do moich rodziców, gdzie przebywa Maluch. Najczęściej trafiam na koniec jego drzemki, ale potrafi nam też zrobić niespodziankę i spać np. do 18… Później jest długa sesja karmienia (bo i Maluch stęskniony i mleka dużo), sesja rozbawienia, biegania i szaleństwa, a potem narzekania i płaczu, że trzeba się ubrać i iść do domu. W najlepszym przypadku jesteśmy u nas o 18. W ekstremalnych zdarzyło nam się wrócić o 20. Bardzo trudno jest jeszcze coś wieczorem wcisnąć w grafik. Mam poczucie, że każde wyjście na bieganie czy łyżwy jest „wyrwane” i wiąże się z tym, że tego dnia nie ugotuję lub nie posprzątam, a już na samym końcu priorytetów jest napisanie czegoś na bloga. Trzeba mądrze wybierać i znaleźć balans.

Wątpliwości

Coraz częściej nachodzą mnie wątpliwości czy powinnam dalej ciągnąć karmienie piersią. Coraz częściej mam takie myśli, że karmienie mi przeszkadza i mnie denerwuje. Być kosmitką wśród znajomych, to też nie jest najbardziej komfortowa sytuacja, w której człowiek chce się znaleźć. Mam dość tego, że jak jesteśmy gdzieś wieczorem (impreza, wizyta u dziadków itd), to muszę karmić młodego. A nie jest dla mnie komfortowym pokazywanie dekoltu, czy, czasami się zdarzy, piersi. Kryjemy się jak możemy, ale nie zawsze się da, a czasami wiąże się to z siedzeniem w innym pomieszczeniu i ominięciem rozmów…niefajnie.

Mam później wyrzuty sumienia, że tak myślę, przecież sama tego chciałam, sama wybrałam, zdecydowałam. I znów czytam Hafiję, blogi o karmieniu piersią i inne grupy fejsbukowe i znów upewniam się, że robię dobrze… a później znów mam dość… Kolejna sinusoida.

Marzenia

O czym marzy matka dkp? Chyba o tym, żeby trochę poczuć wolności. Żeby było tak, że do usypiania nie zawsze była potrzebna mama, żeby przytulenie taty też wystarczyło. O tym, żeby poszaleć na jakiejś imprezie, potańczyć. O grzanym winie, o tym, żeby wieczorne wyjścia na bieganie czy łyżwy były bez poczucia winy. O tym, żeby odstawienie od piersi było łatwiejsze. Żeby syn nagle przestał być takim „piersioholikiem”. Patrząc na niego dzisiaj mam wrażenie, że samoodstawienie jeszcze długo nie będzie wchodzić w grę. Kiedy pierś staje się jedynym lekiem na całe zło, na upadki, problemy, głód, płacz… to mam poczucie, że nie stanie się to nigdy. Wreszcie, jeśli nie da się tego przeskoczyć, jeśli nie da się tak łatwo dziecka odstawić, matka dkp marzy o tym, żeby szeroko rozumiane otoczenie (znajomi, koledzy z pracy, rodzina) wykazało jedynie zrozumienie. Żeby nie wypytywało i, wreszcie, żeby nie traktowało mnie jak kosmitki, bo i bez tego czuję się czasem jak „wyrzutek”.

 

  • Emilia

    Przede wszystkim – wielkie brawa za długość kp! Może w porównaniu z Hafiją Twoje niespełna 2 lata to krótko, ale w porównaniu do większości polek – długo, naprawdę długo! A jeszcze większe brawa za świadomość, której tak bardzo brakuje!

    Śmichem żartem w kwestii przesypiania nocy – dzieci nie-kp też się w nocy budzą, to mit, że na mm przesypiają noce (no dobra, są takie przypadki, ale to raczej wyjątek niż reguła!), więc gdybyś miała jeszcze w nocy wstawać i na zombiaka szykować butlę to dopiero szlag by Cię trafił 😉

    A tak serio – dkp jest chyba dla kobiet nie pracujących zawodowo, pracujących z domu lub mających nienormowany czas pracy… Przy pracy od godziny do godziny to musi być bardzo, bardzo ciężkie.

    • Tak się zastanawiam czy faktycznie dkp jest tylko dla tych niepracujących zawodowo… Bo w sumie jestem przykładem, że pracuję, i że się da – fizycznie nie jest to nawet tak bardzo ciężki. Trzeba tylko sobie wszystko jakoś ułożyć (np. my śpimy z młodym, żeby nie budzić się w nocy milion razy i nie chodzić jak ten wspomniany prze Ciebie zombiak).
      Mnie bardziej boli ten wpływ grupy, w której przebywam, że niby jestem jej częścią, ale kurczę – nie do końca. Teraz jeszcze pytają czy idę na piwo, a potem już przestaną… 😉
      Przesypianie nocy… taaaa… wszędzie słyszę dookoła, że ich dziecko to przesypiało już w 3 miesiącu życia, że w ogóle bez problemu. Słyszę też co chwila pytania czy już przesypia, a dlaczego nie przesypia i inne takie. To pozwala mi myśleć, że tylko moje dziecko i jest wyjątkiem, które tych nocy jeszcze nie przesypia w całości :/ Albo jestem jedyna, która o tym mówi, bo to przecież TAKI wstyd 🙂

      • Emilia

        Z tym spaniem to pewnie pytanie od bezdzietnych? Wstyd się przyznać, też je kiedyś zadawałam, ale to dlatego, że większość młodych rodziców narzeka głównie na nieprzespane noce. No to niedoświadczony człek bezdzietny nie bardzo wiedząc o co pytać w tematach okołodzieciowych spyta o spanie 😉
        A połączenie pracy z dkp mnie o tyle zastanawia, że może za kilka tygodni będzie zielone światło na próbę kp i pojawia się dylemat – nauczyć dziecko teraz na pewno będzie oznaczało dkp, ale z kolei trzeba wrócić do pracy, więc czy dziecko świeżo nauczone nie będzie chciało mleka prosto z dystrybutora też w ciągu dnia? Szykuje się długa rozmowa z CDL 😉

        • Pytanie o przesypianie nocy właśnie były od dzieciatych! Co mnie jeszcze bardziej dziwiło i denerwowało. A już na porządku dziennym jest to, że przy każdym spotkaniu (czyli co tydzień) pyta o to moja teściowa! Za każdym razem powtarzam, że póki jest na piersi to za bardzo przesypiać nie będzie, ale już trochę mnie to irytuje. Chyba kiedyś odpowiem, że „Jak zacznie przesypiać, to dam znać” 🙂

          Trudna decyzja przed Wami. Kiedy pomyślę, jak bardzo Wy walczycie o to mleko z piersi, to radziłabym wam próbować kp mimo wszystko, może też się to poukłada, jakoś się zawsze układa. Ale z drugiej strony…też pewnie jesteś zmęczona swoim kpi, i biorąc pod uwagę mój kryzys psychiczny związany z dkp…nie będę „ciocią dobra rada”. Powiem tylko, że każda Wasza decyzja będzie dobra. I już 🙂

          • Emilia

            Spytaj teściowej czy jej dzieci tak idealnie spały w nocy a jeśli tak, to jak to robiła, bo chętnie wykorzystasz jej doświadczenie 😉 Może ją zatka i przestanie pytać 😛

          • Podobno najmłodszy syn od 3 miesiąca przesypiał całe noce. Ale już nie pytałam jak karmiła, czym, jak długo itd… szkoda gadać 🙂

      • Podziwiam, że potrafisz połaczyć etat z kp. Ja początkowo, jak myslałam jeszcze że po roku z dzieckiem wrócę do pracy, to byłam pewna, że będzie się to wiązało z odstawieniem kp. A co do przesypiania nocy, to ja od początku raczej nie miałam z tym problemu. Młody już od czasów noworodkowych zasypiał dość późno, i budził się na karmienie około 4 w nocy. Brałam go wtedy z łożeczka (które stało obok naszego łózka), podłączałam kp;) i dalej spaliśmy już do rana. Około 6 odwracaliśmy się na drugi bok, znowu podłączenie i mieliśmy kolejne 2 godziny spokojnego snu.;) Fakt, że jak się śpi z maluszkiem, to trochę się czuwa, żeby bylo bezpiecznie, ale wysypiałam się. 😉

        • To właśnie dlatego, że po pierwszej pobudce w nocy zabieram Młodego już do nas do łóżka, jestem w stanie się wyspać i nie wyglądać jak zombie w pracy.
          Co do łączenia etatu i kp to tutaj nie ma co podziwiać, to po prostu wyszło samo. Nie wiesz nawet ile stresu przeżyłam kiedy wizja powrotu do pracy się urzeczywistniła (patrz tutaj: http://wyrodna.com/wracajacej-do-pracy-matki-paniki-przypadki/)
          Okazało się, że to wszystko się po prostu ułożyło. Samo. Że Młode, do tej pory uzależnione od piersi bardzo dobrze zniosło rozłąkę i z opcji „cyc co godzinę” przestawiło się na opcję „cyc rano, cyc po powrocie mamy z pracy, cyc w nocy min 3 razy”. Początkowo wracałam do domu z niemal eksplodującymi od mleka piersiami, ale i to się szybko ustabilizowało. Tak po miesiącu produkcja mleka była już zdecydowanie mniejsza.
          Ogólnie było więcej strachu niż to było warte. Myślę, że gorzej byśmy przeżyli dwie duże zmiany (powrót do pracy i odstawienie od piersi) niż jedną (sam powrót do pracy, i pierś zostaje).

          • Ja też miałam wrócić do pracy. Już nawet poszłam podpisać nową umowę… i jednak zrezygnowałam. Fakt, że zaczynałam już wtedy rozkręcac własną firmę, ale etatowe wpływy na konto były o wiele bardziej atrakcyjne… no cóż, przepłakałam wieczór rzucając pracę, ale nie żałuję 😉

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Ja teoretycznie jako mama adopcyjna też mogłam spróbować karmienia piersią (są na to sposoby – masaże, mechaniczne pobudzanie laktacji, takie tam…) – ale wydawało mi się to dziwne i (paradoksalnie) nienaturalne. Myślę, że jako mama biologiczna też raczej nie zdecydowałabym się na DKP – choć oczywiście szanuję inne podejście do tematu i uważam, że to indywidualna decyzja każdej kobiety.

    • Tak, to jest oczywiście indywidualna decyzja każdej kobiety. I, jak widać, żadne rozwiązanie nie jest idealne – ja też się trochę męczę.
      Chociaż uważam, że kobiety (i nie tylko, w ogóle nasze społeczeństwo) mają bardzo małą wiedzę dotyczącą laktacji i karmienia piersią, że każda decyzja dotycząca karmienia powinna być poparta zdobytą WIEDZĄ. Ale taką, prawdziwą, nie bzdurami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie.

  • Ewa Wlaźlik

    Na to jak ł=długo decydujemy się karmić piersią to jest nasza indywidualna sprawa i nikomu nic do tego. Czy przygoda mleczna trwa 3 miesiące czy 3 lata!

  • Ja myślę, że każdy decyduje sam za siebie… Pokazują w telewizji matki, którym 5 latki wiszą na piersi i to już uważam za nieco dziwaczne… Ale karmienie niespełna 2 lata, myślę że mieści się w jakichś granicach przyzwoitości chociaż jak mówię – nikt nie ma prawa cię oceniać. Ja karmiłam córkę aż skończyła rok i przestalam, ale była to moja własna decyzja. Pozdrawiam

    matkowaciniezwariowac.blog.pl

    • Dla mnie karmienie i 5-latków nie jest niczym dziwnym. Może nie często spotykanym, ale nie dziwnym. I będę taką mamę tylko i wyłącznie podziwiać za wytrwałość i wspierać w kp, bo nie ma górnej granicy karmienia piersią.
      Ja mam taki test dla ludzi, którzy dziwią się „co tak długo?”. Jeżeli za normalne uważa się picie z butelki mleka przez dziecko np. dwuletnie i ssanie smoczka przez dziecko dwuletnie, to karmienie piersią dziecka dwuletniego nie powinno nikogo dziwić.
      Przecież to smoczek i butelka są na wzór i podobieństwo piersi a nie odwrotnie. To pierś była pierwsza 😉

  • Gabrysiu, ja Ci gratuluję 🙂
    I, niezależnie jaka będzie Twoja decyzja co do dalszego karmienia, macie na koncie sukces 🙂
    Przede wszystkim nie mogę uwierzyć, że ten maluch, którego poznałam rok temu w Grodzisku, jest już taki duży :O
    Chłopców karmiłam przez 2 lata i 7 miesięcy. Zakończyłam, czując, że to już jest ten czas.
    Nie czuj się jak kosmitka – to Ty wiesz, co jest najlepsze dla Twojego dziecka.
    ps. Nie wychodzisz godzinę wcześniej ze względu na kp?

    • 2 lata i 7 miesięcy to piękny wynik! A już podwójnie podziwiam, że to wynik przy bliźniakach 🙂
      Co do naszych prawie 2 lat karmienie, to ja coraz częściej zaczynam myśleć o odstawieniu. Tylko, że bardzo się tego boję. Widzę jak reaguje moje dziecko, kiedy próbuję go zająć czymś innym i nie podawać piersi… Na razie nie widzę opcji powodzenia, w szczególności, że nie ma mnie przez cały dzień i Młode jest potem tak bardzo stęsknione…:(
      A jak Tobie udało się odstawić Żółwika i Wiercisława? Zbieram sposoby 😉

      PS. Wychodziłam przez pierwszych kilka miesięcy po powrocie z macierzyńskiego. Później nie chciało mi się iść do pediatry po zaświadczenie a i w pracy łatwiej współpracować z innymi kiedy mam „normalny” czas pracy, a nie skrócony. Tak to co zaczęłam rozmowę, to już musiałam wychodzić… Wiem, wiem…wiem, że głupio robię, że powinnam korzystać z przywileju…
      Inną jeszcze sprawą jest jeszcze większe patrzenie na mnie jak na kosmitkę, że wychodzę wcześniej… także tego 😉

      • Emilia

        Przede wszystkim – pracodawca nie ma prawa żądać od Ciebie zaświadczenia od pediatry! Twoje oświadczenie o kp jest w pełni wiążące!
        Co do zajmowania dziecka czymś innym…chyba nie ma innej opcji jak próbować, próbować i próbować…

        • A o tym, że nie trzeba zaświadczenia, to nie wiedziałam. AL teraz byłoby trochę głupio iść i oświadczyć, kiedy przez parę miesięcy już z tej godziny wolnej nie korzystam… 😉
          Ale na przyszłość dobrze wiedzieć.

  • Andrzej

    Brawo brawo i jeszcze raz brawo! U nas jest 16 miesiecy KPI, bo nie bylo mozliwosci KP i na tym schodzi jeszcze wiecej czasu, ale żona sie nie poddaje i odciaga dalej. Tak tak. Laktatorem nie da sie pobudzic laktacji.. Haha! Wynik do dzisiaj, to ponad 20 litrow mleka oddanych a to do badan, a to matce, ktora nie mogla karmic swoim mlekiem, plus okolo 10 litrow zamrozonego w razie w! Wszystko sie da;)

    • Emilia

      Panie Andrzeju, oby więcej taki mężczyzn jak Pan!
      Brawa dla obojga za te 16 miesięcy, „towarzyszka niedoli” pozdrawia 😉

    • Wszyscy rodzice KPI są dla mnie bohaterami. Podziwiam i gratuluję! A że oprócz karmienia oddajecie jeszcze mleko do badań i innym dzieciom – wielki szacun. Mogę się tylko domyślać o ile bardziej kłopotliwe jest KPI niż zwykłe karmienie. Ja to mogę w porównaniu z Wami po prostu siedzieć cicho i nie narzekać. Pozdrawiam cieplutko!

      • Emilia

        Wiesz, od kp dziecko się samo odstawi a kpi…uzależnia 😉 Jak człowiek pomyśli, że miałby kończyć to żal mu „zaprzepaścić” tyle miesięcy walki, żeby mleka było więcej i więcej, więc ciągnie dalej 😉

  • Mama K.

    Gratuluję Gabrysiu w ogóle kp, bo też miałam ciężkie początki i wiem co to znaczy. I podobnie jak Tobie m.in. z tego powodu szkoda mi od tak zakończyć tę przygodę. Chyba moi znajomi już się trochę przyzwyczaili, chociaż czasem zdarzy się, że ktoś robi wielkie oczy. Ale nie myślę o sobie jak o kosmitce z tego powodu, zrzucam winę na dziaciaka 😉 To nie jest przecież tak, że my z tymi cyckami biegamy za dziećmi albo odmawiamy im obiadu bo najpierw mleko! Skoro im tak na tym zależy to widocznie mają powody, mój synek po prostu kocha cycy, to jego hobby i największa radość (do niedawna), no nie mogę go tego pozbawić. A jak ktoś mi zarzuca, że rozpieszczam dziecko i że pozwalam mu za dużo – to mówię, że nie daje mu słodyczy i nie włączam bajek.
    A co do Twoich rozterek, że czasem i Ty masz dość – może da się wypracować jakiś kompromis. Kiedy nasz synek skończył dwa latka miałam poważny kryzys, miałam już tego dość serdecznie i stwierdziłam, że odstawiam. Proponowałam mu picie i jedzenie jak się domagał cycy, a jak nie to książeczki i rysowanie… Ku memu wielkiemu zaskoczeniu często szedł na to. Później nawet w nocy jak się budził opowiadałam mu bajki i dawałam wodę do picia, ale to wszystko bez płaczu, jak sie upierał to odpuszczałam. Od kilku tygodni je mleko raz-dwa razy na dobę, a jeszcze 3 mies temu jadł co 3h! Tak to ja mogę karmić 😉 Może akurat przyszedł taki moment na niego, albo smak mleka już nie taki bo kolejne w drodze, a może te moje sposoby podziałały – w każdym razie chcę zasiać w Tobie nadzieję, że i u Was tak może być.
    A co do alkoholu… Poczytaj jeszcze. Natknęłam się na publikacje naukowe dotyczące tematu i… kilka razy pozwoliłam sobie na drinka czy wino. Jak się schlejesz to masz może 0,3 promila alk we krwi czyli tyle samo w mleku. A w kefirze jest chyba do 0,5% alk. Dwulatek może się napić kefiru albo najeść jabłek, więc od takiej ilości alk w mleku też nie powinno mu się nic stać. No i to mleko przecież nie trafia mu od razu do krwioobiegu tylko normalnie sie trawi. Picie kp to jednak zupelnie inna sprawa niż picie w ciąży.

    • Jeju, dziękuję Ci za ten komentarz. Jest bardzo pocieszający. Ja mam dość między innymi dlatego, że właśnie częstotliwość karmień w ogóle nie maleje… Jak jestem w sobotę i niedzielę w domu, to młode wisiałoby na cycu non-stop. A to, że Twój synuś je teraz 2 razy na dobę, jest świetną informacją – to się kiedyś kończy, jak się okazuje.
      I serdecznie gratuluję kolejnego potomka w drodze! Bardzo się cieszę, to zawsze jest wspaniała wiadomość.
      Alkohol…czytałam, że nawet Hafija wychodziła na piwo, czy piła wino. Też zdaje mi się, że w granicach rozsądku można, ale jakoś do tej pory się nie decydowała na to 🙂 Ja trafiałam na artykuły, że wypić alkohol można, ale dużo przed karmieniem, więc stwierdziłam, że musiałabym go pić rano w pracy, żeby wieczorem już się go z organizmu pozbyć – super 🙂 A potem już nie zagłębiałam się w temat, bo tak bardzo mnie do % nie ciągnie (tylko to grzane wino….). Ale chyba poszukam jeszcze, bo skoro młode coraz starsze, to i ja będę mogła sobie na więcej pozwolić… Póki właśnie nie zdecydujemy się na kolejne dziecko, bo wtedy od nowa abstynencja 😀

  • Jo

    „10. Nie miej wyrzutów sumienia
    A przy tym wszystkim – nie miej wyrzutów sumienia, że jesteś egoistką. Zdrowy egoizm jest nawet wskazany! Dużo więcej dobrego zrobisz dla swojej rodziny kiedy sprawisz, że Ty będziesz szczęśliwa.”

    Jest to cytat z postu pt. „10 sposobów jak nie być Matką Polką cierpiętnicą”- punk 10. ostatni 🙂

    • Good point! 🙂 Ktoś to bardzo mądrze w tym poście opisał…hmmm…ciekawe kto to był? 😉
      :*

  • AnetaNieZajac

    Jak sobie o tym myślę, to wydaje mi się, że dwa lata to długo. Ale nie neguję, każda matka jest inna, a ja nie mam dzieci, więc jestem ostatnią osobą, która powinna to oceniać.

  • U mnie (d?)kp trwało 20 miesięcy. Też byłam już postrzegana jako kosmitka. Odstawienie jakoś tak samo przyszło… troszkę było przy tym smutku, ale czułam, że to już czas. Mimo że jestem ogromną zwolenniczką jak najdłuższego karmienia piersią, to po tych 20 miesiącach, gdzieś tam cichutku, z tyłu głowy przewijały mi się mysli do Twoich (spotęgowane przez to, że ja praktycznie spędzałam z dzieckiem 24 godziny na dobę, bo zrezygnowałam z etatu i założyłam własną firmę – więc pracowałam w domu)

    • Ja też, mimo wszystko, pomimo tego wpisu, nadal jestem zwolenniczką jak najdłuższego karmienia piersią. Widzę, że u większości ten kryzys przychodzi w okolicach 20 – 24 miesiąca… u nas właściwie leci 22 miesiąc. Co oznacza, że u Was odstawienie przyszło samo? U mnie myśli o odstawieniu przyszły same, owszem, ale jak widzę jak bardzo uzależniony od piersi jest mój syn, to wiem, że u nas samo nie przyjdzie… A przynajmniej nie teraz i chyba to dołuje mnie podwójnie…

  • Przeczytałam właśnie o sobie, dziękuję

    • Wiesz ile razy tak pomyślałam, gdy czytałam kilka z Twoich wpisów? 😉

  • Wokół karmienia piersią narosło już tyle mitów i tyle problemów się z tym tematem na siłę wiąże, że aż mdłości biorą. Naprawdę. Niby żyjemy w czasach jakiejś tam wolności, a wszyscy naokoło uwielbiają wciskać nosa w sprawy innych. Z jakiej racji ma mnie matce ktoś dyktować i na siłę przekonywać,
    że karmienie piersią jest passe (a niby dlaczego?!),
    że są jakieś limity (jakie?!)
    że nieeleganckie
    że nie wypada
    że że że … itp. itd.
    Za każdym razem, kiedy słyszę takie mądrości, tylko chwytam się za głowę. Krytykować za to, że oddajesz dziecku siebie, że poświęcasz się dla jego zdrowia, że uwielbiasz moment karmienia, kiedy te małe oczka patrzą na Ciebie z miłością, że mimo wielu wyrzeczeń wciąż chcesz to robić. Straszna jest ta nagonka na matki, które zdolne są do wielu wyrzeczeń, bo z wyrzeczeniami wiąże się właśnie „dkp”. Pozdrawiam – „Mama Zaciszna”, karmiąca kolejnego już 2,5-letniego krasnoludka 🙂

    • Przeczytałam Twój komentarz trzy razy, bo za każdym razem sprawił, że się uśmiechnęłam 🙂 Chociażby dlatego, że znalazła się osoba (Ty!), która również jest matką dkp 🙂 i która rozumie, że to jest duże wyrzeczenie, ale rozumie również powód, dla którego to wyrzeczenie się podejmuje.
      Mnie też nie podobają się te mity i problemy związane z karmieniem piersią. Osobiście nie wiem, czemu tak wiele mam nie chce rozszerzać swojej wiedzy w tym temacie (a nie jest to wiedza tajemna, jak się chce to się znajdzie), tylko wierzą w te mity, gusła i zabobony sprzed 30 lat.. Rozumiem – starsze pokolenie już nie musi się dokształcać, ale to młodsze, to w którym większość ma wyższe wykształcenie i dyplomy, to które chce wychować jak najlepiej swoje dziecko? Jak można odrzucać prawdziwą, popartą badaniami wiedzę? Tego nigdy nie zrozumiem 🙂

      • Z wygody po prostu. Bo wygodą jest dać dziecku pełną butlę białego napoju i mieć potem kilka godzin spokoju. Zakładasz wtedy nogę na nogę, względnie robisz to, na co masz ochotę i jest bombowo. Jakoś łatwo się wtedy zapomina, że ów mleko modyfikowane tak naprawdę z mlekiem niewiele ma wspólnego. Cóż… ale na szali stawiasz siebie albo swoje dziecko. Ja akurat wybieram dziecko i w nosie mam (za przeproszeniem) pohukiwania tych wszystkich ignorantów i pieniaczy wokół

  • Sama mamą nie jestem, ale uważam, że kwestia długości karmienia piersią zależy tylko i wyłącznie od mamy i dziecka. To wolny wybór wyżej zainteresowanych.

  • Sylwia Antkowicz

    Świetny wpis! Wiesz, ja kilka lat temu też myśłałam o mamach długo karmiacych piersią (wówczas oznaczało to dla mnie karmienie ponad półrocznego dziecka…) i jak na kosmitkę patrzyłam na matke, która zapisała do naszego żłobka (tam gdzie pracowałam) półtorejroczne dziecko karmione piersią. To był pierwszy przypadek dziecka karmionego które jeszcze chodzi do żłobka. Wówczas wydawało mi się to prawie nierealne… A teraz? Sama jestem kosmitką, Ala za miesiąc będzie miała półtorej roku, chodzi do żłobka i jest nadal karmiona piersią. Podziwiam Cię za to wstawanie rano i cały dzień w pracy. Z opisu wygląda okropnie, bo czasu dla siebie brak. Ale ja sama pracuję z kolei po 12 godzin. Wychodzimy rano, wracam o 22 jak Ala już śpi (pomimo kp tata potrafi ją uśpić). W taki dzień nie jestem w stanie zrobić nic (tyle dobrze, że w pracy daje rade zrobić zakupy, a czasem i coś na bloga napisać). Ale ja pracuję po 3-4dni w tygodniu, wiec w te wolne dni sobie odbijam i nadrabiam. A i Ala wtedy nadrabia z karmieniem.

    • Wiesz, z tym wstawaniem, to się tylko wydaje takie straszne. To też trochę kwestia przyzwyczajenia. Ja ten tekst pisałam już jakiś czas temu (pół roku minęło zdaje się) i wracając do jego lektury zauważam ile się zmieniło na plus w kwestii karmienia. Młode zdecydowanie wisi na mnie mniej. Rano najczęściej śpi, więc wychodzę nie budząc go. W nocy budzi się max jeden raz, possie i zasypia. No i dzięki tym zmianom moje nastawienie też się zmieniło. Nie narzekam już 🙂