Ostatnio na łamach mojego Facebookowego fanpage’u zapraszałam na koncert charytatywny, na którym między innymi występował chór, do którego należę. Miniony tydzień był bardzo intensywnie związany z chórem, próbami przygotowaniami do koncertu, do tego stopnia, że znów w mojej głowie pojawiło się trochę przemyśleń. I w ten oto sposób powstał pomysł na nową notkę.

Co sobie wyobrażasz, gdy słyszysz od kogoś: „Wiesz, śpiewam w chórze”? Kiedyś widziałam poważnego człowieka w garniturze, z nutami w ręku, absolwenta szkoły muzycznej. A dziś? Dziś widzę roześmianą ferajnę młodych ludzi, często nie do okiełznania, ale z pozytywną energią. Taki właśnie jest chór, do którego należę. Dlatego postanowiłam obalić mity, które krążą w opinii publicznej. Oto:

8 mitów o ludziach śpiewających w chórze.

Mit nr 1: W chórze śpiewają tylko dewotki

FAŁSZ, fałsz, fałsz! Kompletny. Wiem, działamy przy parafii. Wiem, śpiewamy na mszach. Fakt, jesteśmy osobami wierzącymi. I tyle. Nie jesteśmy fanatykami religijnymi. Fanatyzm nigdy nie jest dobry, w żadnej dziedzinie.

Mit nr 2: W chórze śpiewają tylko staruszkowie

FAŁSZ, przynajmniej w naszym przypadku. Spotykamy wiele chórów, w których średnia wieku jest, delikatnie mówiąc, wysoka. Ale nie u nas. My jesteśmy grupą młodych ludzi, część jeszcze się uczy, część studiuje, część już pracuje, zakłada rodziny, ale nadal jesteśmy młodzi duchem i ciałem. Uważam to za nasz spory atut. A młodsze głosy brzmią zupełnie inaczej!

Mit nr 3: Śpiewanie w chórze jest niemęskie

Oj, FAŁSZ przeogromny. Nie ma nic bardziej męskiego, niż to jak basy gruchną zza pleców altów, lub tenory zza sopranów! Bajka. Inaczej brzmią chóry żeńskie, a inaczej mieszane. Głosy męskie są megapotrzebne! Nadają głębię, tworzą piękne tło, dają radę w najniższych dźwiękach. Jestem na tak 😉

Mit nr 4: Żeby śpiewać w chórze trzeba mieć wykształcenie muzyczne

FAŁSZ. To znaczy, pewnie i są na świecie takie specjalistyczne chóry, ale my jesteśmy chórem amatorskim. Jest parę osób po szkołach muzycznych, ale większość z profesjonalną nauką śpiewu nie miała nic wspólnego. Wszystkiego uczy nas dyrygent.

Mit nr 5: Żeby śpiewać w chórze trzeba umieć czytać nuty

FAŁSZ. Tutaj znów odnoszę się do naszego amatorskiego chóru. Niewiele osób u nas umie śpiewać z nut. Niby gdzieś się o oczy nuty obiły, bo w podstawówce pani uczyła… ale wiecie, z nut bez uprzedniej nauki, to na pewno nie zaśpiewamy. Z biegiem czasu, nuty jednak stają się podporą przy śpiewaniu. Bez nich jest tak pusto, czujemy się niepewnie, nie wiemy czy dobrze zaśpiewaliśmy. W myśl powiedzenia „trening czyni mistrza”, powolutku zaczynamy uczyć się tych nut.

Mit nr 6: Trzeba lubić śpiewać

PRAWDA! Jedyna cała prawda spośród mitów w tym wpisie. Śpiewanie ma sprawiać przyjemność! Jeśli nie sprawia, to nie ma co się zmuszać. Wszyscy spotkaliśmy się na chórze z tego właśnie powodu, że lubimy śpiewać. To widać z resztą na wyjazdach chórowych, czy organizowanych imprezach: zazwyczaj jest gitara i śpiewanie różnych hitów. Lubisz śpiewać? Chór jest dla Ciebie.

Mit nr 7: W chórze śpiewa się tylko pieśni kościelne

CZĘŚCIOWO PRAWDA. Jesteśmy chórem parafialnym, zajmujemy się oprawą mszy, więc siłą rzeczy śpiewamy pieśni kościelne (po polsku, po łacinie), ale mam na koncie też kilka zupełnie innych pieśni. Znamy parę patriotycznych, znamy jedną z filmu, znamy kilka po angielsku. Powoli rozszerzamy repertuar, mamy fajne plany na przyszłość.

Mit nr 8: Do chóru należą tylko sztywniaki

FAŁSZ. Jeśli ktoś kiedykolwiek był na naszej próbie, to może powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jesteśmy sztywniakami. Żart za żartem, pomysł za pomysłem, wybuch śmiechu goni wybuch śmiechu: tak wyglądają nasze próby. Często jest tak, że trochę przesadzimy z przeszkadzaniem w śpiewaniu, ale tacy już jesteśmy: rozpiera nas energia.

Jak myślicie? Mogłabym być pogromcą mitów? A Wy? Moglibyście śpiewać w chórze? Piszcie w komentarzach.

  • Wow, zaskakujesz mnie coraz bardziej ! 🙂 Wszystkie mity obaliłaś bardzo skutecznie i przekonująco 🙂 Osobiście podśpiewuję Bąblowi do poduchy i sobie pod prysznicem – natomiast do chóru niekoniecznie się nadaję, bo czasami taki fałsz mi się zdarzy, że drżyjcie narody 😉

  • ~Gosia

    Ja śpiewałam w chórze i sztywniaków się tam nie znajdzie. Po próbach tak miałam wyrobione mięśnie brzucha od śmiechu, że nie musiałam już brzuszków robić 😉

    • wyrodna-matka

      O, ale fajnie, że nie tylko ja coś mam z chórem wspólnego 🙂
      A śmiech swoją drogą, to dobre ćwiczenie głosu i czasem mamy taką rozśpiewkę, że mamy się pośmiać 🙂 Przyjemne z pożytecznym.

  • Phi! Śpiewałam w chórze pół życia, oprócz tego rzeczywiście uczyłam się śpiewu w szkole muzycznej, ale.. chór to była rozrywka, coś dla ciała – bo można się było pośmiać i potańczyć 😀 – i dla ducha, bo chór jednak śpiewa inne pieśni niż wokaliści muzyki rozrywkowej. Dla mnie bomba i nigdy nie zrozumiem krytyki 😉

    • wyrodna-matka

      Krytyka idzie w parze ze stereotypami 🙂 Najlepiej się ich pozbyć! 🙂
      Super, że nie tylko ja w chórze śpiewam/śpiewałam.