Z wielką radością odczytałam maila Kasi, w którym przesłała mi swoją opowieść o dobrym porodzie. Bo to oznacza tylko tyle, że ludzie chcą się dzielić z szerszą publicznością swoimi historiami porodowymi. Mam nadzieję, że ta seria wpisów pomoże przyszłym rodzicom chociaż trochę oswoić się z tematem porodu.

Kasia pewnie już nie może się doczekać, aż jej tekst zostanie opublikowany na Wyrodnej, gdyż przesłała mi go dobry miesiąc temu. Niestety, różne wrześniowe zobowiązania na teksty i inne wpisy z terminem na wrzesień, zdecydowały, że kolejny wpis z cyklu Odczaruj poród opublikowany zostanie w październiku. A dokładnie dzisiaj. Zapraszam Was serdecznie do lektury.

Moja historia jest ciekawa o tyle, że wszyscy spodziewaliśmy się chłopca, ale tuż przed porodem i w trakcie niego, wiedziałam, że rodzę dziewczynkę. 🙂

Zdecydowaliśmy z moim lekarzem o indukcji, ponieważ termin porodu minął pięć dni wcześniej, ja czułam się coraz gorzej i oprócz tego panowały tragiczne upały, które wyjątkowo źle znosiłam. Opuchlizna całego ciała dawała o sobie znać dość mocno, często robiło mi się słabo. Decyzja była trudna.

Zaczęłam rodzić 29 czerwca o 22:40. Doskonale pamiętam pierwszy skurcz, który przerwał noc, która miała być tą ostatnią, na zebranie sił. Po kilku godzinach męczących skurczy, chodzenia pod prysznic i spacerów po korytarzu, które miały uśmierzyć ból, o 4 rano zaczęło się na dobre.

Miałam przemiłą opiekunkę – panią Blankę, która zapisywała częstotliwość skurczy, powtarzała, że dam sobie radę i że jest tu dla mnie. Pomagała mi w oddychaniu, proponowała różne udogodnienia. Potem pojawił się mój mąż, który został ze mną do końca. Zniósł wszystko bardzo dzielnie 🙂

Mit o wrzeszczącej matce* został obalony – krzyknęłam raz. Poza tym byłam zbyt skupiona i zmęczona na wydawanie głośnych dźwięków 🙂 Słyszałam muzykę, czułam ładny zapach olejku z kominka. Ogólnie nie było źle 🙂

Po 13 godzinach porodu, zapadła decyzja o cesarce, bo zaczęłam tracić przytomność, a moja mała królewna obróciła się dość niekorzystnie. Poszłam na salę operacyjną pod rękę z mężem i położną.

Wykonano całkowite znieczulenie ze względu na mój stan i skurcze parte, nad którymi nie sposób zapanować. O 11:45 przyszła na świat moja perełka, robiąc tacie i lekarzom niemałą niespodziankę 🙂 Tata tulił i ogrzewał maleństwo, kiedy byłam nieprzytomna, mógł również obserwować badanie malutkiej.

Wszyscy nas doskonale zapamiętali- choćby przez to, że moja panna nosiła niebieskie opaski identyfikacyjne, bo jakoś nikt nie miał głowy do tego, żeby wymienić je na różowe 😉 Spędziłyśmy w szpitalu cztery fajne dni, które zaowocowały miłymi znajomościami.

Teraz maleństwo ma ponad rok, a ja już powoli przygotowuję się do kolejnego zajścia w ciążę. Poród boli i jest ciężki i męczący. Ale to, co widać w filmach, nie ma nic wspólnego z prawdą.

Generalnie polecam macierzyństwo 🙂

Kasia

* Przypis od Wyrodnej: Muszę od siebie dodać, że krzyk rodzącej to nie mit. Każda kobieta jest inna i niektórym ten krzyk pomaga ukierunkować energię. Ja krzyczałam przy skurczach partych, ale nie z bólu, tylko to mi pomagało w porodzie. Same położne do tego zachęcały. Jeśli dla kogoś to jest naturalne, to nie należy się hamować 🙂


Jak zwykle po opowieści porodowej przybliżamy Wam postać autorki. Dzisiejsza opowieść należy do Kasi, która jest blogerką i prowadzi blog Made by Goch, na którego zdarza mi się w internetach wpadać. Wpadnijcie i Wy. Tak samo z resztą wpadajcie na jej profil facebookowy (który znajduje się tutaj). A teraz Kasia przedstawi Wam się sama:

Kasia Goch

Pedagog i andragog, Blogerka, a przede wszystkim mama rocznej Zuzi. Na swoim blogu wyżywa się literacko, serwując swoje przemyślenia z dużą dawką humoru. Redaktor i copywriter z zamiłowania. Lubi pisać- odpoczywa w ten sposób oraz ma poczucie, że w pełni się realizuje. Niepoprawna optymistka. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Prowadzi bloga: Madebygoch.pl

 


UWAGA!!
Jeśli chcielibyście podzielić się ze światem swoim dobrym porodem w ramach akcji Odczaruj poród, to koniecznie napiszcie do mnie. Z chęcią opublikuję na blogu Wasze historie porodowe.

Mój mail: kontakt@wyrodna.com

Podziel się dobrym porodem!

  • Kasia Goch

    Małe sprostowanie co do mitu wrzeszczącej mamy- usłyszałam kiedyś, że te, które nie krzyczą w trakcie porodu, tak naprawdę nie bolało. Albo mają podane znieczulenie. Poza tym kobiety myślą, że na pewno w trakcie porodu będą przeklinac i krzyczeć na męża i wszystkich wokół. A to nie do końca prawda. Nie każdy tak ma. I dzięki temu każdy poród jest inny i niepowtarzalny ☺

    • No nie, to przeklinanie to raczej takie filmowe i serialowe przedstawienie porodu 🙂

      • Piotr Szostak

        Ja gdy moja żona rodziła słyszałem jak kobieta w sali obok krzyczała, że nigdy więcej mu nie da, a poza tym strasznie przeklinał. Położne nie mogły sobie z nią poradzić. Niestety to się zdarza nie tylko w serialach i komediach 😉

        • Wow! 🙂 Czyli to się zdarza naprawdę 🙂 Nieźle 🙂

  • Iza D- www.nietylkorozowo.pl

    Uwielbiam porodowe historie.
    Ja miałam super położną przy drugim porodzie, aż do partych, jak przyszła zmiana. Ale wspominam i tak bardzo dobrze 🙂

    • To super, że dobrze wspominasz swój poród. Może również masz ochotę zamieścić tutaj swoją historię?

  • Piękna historia. Super że w szpitalu pozwolili tacie kangurować maluszka

  • Monika (mama na całego)

    Nie wyobrażam sobie, jak można urodzić dziecko i nie krzyknąć…nie z bólu, czy niesprawiedliwości tego świata ale dlatego, że to się dzieje samoczynnie, kiedy się wypiera dziecko. Urodziłam czworo dzieci. Każdy poród był inny, inaczej bolesny, różnej długości. I każdy z nich doskonale pamiętam, pomimo tego, że od pierwszego minęło już ponad 16 lat….Ach…co to za wspaniałe uczucie, kiedy już jest po porodzie i trzymasz w ramionach tę słodką dziecinę 🙂 Fajnie, że pozwalają tatom na kangurowanie maluchów 🙂

    • Tak, zdecydowanie to uczucie wynagradza wszystko. Ja na przykład najgorzej wspominam te pierwsze skurcze, które trzeba przeczekać, natomiast kiedy już zaczęła się druga faza i skurcze parte, to dostałam niesamowitej motywacji. No i cały poród też wspominam dobrze 🙂

  • Fantastycznie, że nie tylko złe historie pojawiają się na pierwszym planie, ale i te dobre – chylę czoła, to naprawdę świetny pomysł na wpis.

    Gratulacje dla Kasi!

    Ja zawsze mówię, że wolałam poród od samej ciąży i tego się będę trzymać 🙂

    • Czyli tez masz dobre wspomnienia? Masz chęć na zamieszczenie opisu na Wyrodnej?

      A ja z kolei mówię, że sam poród to nic w porównaniu to nowej rzeczywistości z którą się zderzysz. I u mnie w porównaniu z problemami z karmieniem piersią.

  • Magdalena Bar

    Ja krzyczalam w nieboglosy do tego stopnia że pod koniec straciłam glos i do mojego męża ledwo mówiłam szeptem. Mój poród to była szybka akcja. Nie powiem bolalo ale mam mile wspomnienia. I nawet miejsce na smiech było:-)

    • Bo poród można dobrze wspominać! Ja też krzyczałam 🙂 Ale przy skurczach partych, to mi pomogło nakierować siłę w odpowiednie miejsce 🙂

  • Już chyba drugi raz Ci to mówię, ale warto powtarzać: piękna inicjatywa z akcją odczarowania porodu! To jest niesamowicie potrzebne. Robisz coś bardzo dobrego 🙂

    • Bardzo się cieszę! 🙂 Dziękuję za te słowa.

  • Poród rzutuje na całe nasze życie. To jak przyszliśmy na świat determinuje późniejsze wzorce naszych działań, zachowań, itp. Jak zaczynamy, jak kontynuujemy, jak kończymy, wszystko to bierze się z porodu. Dlatego warto go odczarowywać.
    Co do krzyku, to ja nie umiałam jednocześnie przeć i krzyczeć 🙂 Moja energia wolała być ukierunkowana na parcie bez krzyku 🙂
    Ale, tak, Wyrodna, masz rację, każda kobieta jest inna <3