Sabinę, autorkę kolejnego wpisu z serii „Odczaruj poród” poznałam na warsztatach kulinarno -fotograficznych. Bardzo ucieszyło mnie to, że sama zaproponowała, że opisze dla mnie swój poród. Po przeczytaniu opowieści mam podejrzenia, że rodziłyśmy w tym samym szpitalu 🙂

Sabina jest autorką bloga Warszamamka, jak sama o sobie pisze z Warszawy nie pochodzi, ale w niej mieszka i aktywnie spędza czas poznając nowe miejsca i polecając je na swoim blogu (chociaż znajdziecie tam również wpisy o innej tematyce). Sabina działa też na rzecz kobiet, angażując się w projekt Przedsiębiorcza Kobieta.

Teraz zapraszam Was do lektury kolejnej opowieści porodowej, a potem pędźcie do Warszamamki poczytać jej wpisy.

————————————————————————————-

Happiness

Chciałam, aby moja córeczka urodziła się jak najszybciej!

Termin porodu mojej córki był na 21 stycznia. Ale chciałam urodzić jak najszybciej. Niestety źle znosiłam ciążę. Nie był to dla mnie stan błogosławiony. Lubiłam momenty, kiedy dziecko kopało mnie, ale poza tym czułam się mocno ograniczona. Więc od 37 tygodnia ciąży próbowałam dobrymi myślami przyspieszyć proces 😉 Słuchałam też porad w stylu – wyczyść łazienkę, chodź po schodach itd. Od początku stycznia byłam, więc aktywna fizycznie i oczekiwałam na objawy rozpoczęcia akcji porodowej. Nic się jednak nietypowego nie działo.

 

Czy jestem szczęściarą, która urodziła bez bólu?

Kilka dni po Sylwestrze miałam kontrolną wizytę u lekarza prowadzącego. Miała to być ostatnia wizyta w ciąży u mojego ginekologa. W czasie spotkania tradycyjnie usiadłam na fotel ginekologiczny i nie spodziewałam się żadnych rewelacji, gdyż cały czas czułam się normalnie.

Usłyszałam jednak, że mam rozwarcie na 1 cm. Lekarka powiedziała, że teraz jeszcze nie można stwierdzić, czy rozpoczął się poród. Podobno istnieje jakiś nikły procent kobiet, które rodzą nie odczuwając bólu. Wygląda to właśnie w ten sposób, że rozwarcie robi się coraz większe, a one tego w ogóle nie odczuwają. To była cudowna wiadomość – miałam małą nadzieję, że może jestem taką szczęściarą. Nie dość, że urodzę 2 tygodnie przed terminem to jeszcze uda się bez dziwnych sytuacji, których się boi każda kobieta, czyli odejście wód płodowych w miejscu publicznym, czy mocne skurcze lub długi dwudniowy poród. Zatem z wizyty wyszłam z poleceniem od lekarki, aby zjeść obiad, spakować torbę do szpitala, wziąć męża i wieczorem stawić się w szpitalu na sprawdzenie stanu rozwarcia. Miałam także obserwować, czy pojawią się skurcze i jak często.

Wejście na izbę przyjęć

Wróciłam do domu i zjadłam obiad za dwie osoby 😉 Potem ustawiłam dawno spakowaną torbę obok drzwi wyjściowych i podniecona wieściami od lekarki poinformowałam pół świata, o tym, że może jutro będę już z dzidziusiem na rękach. Podniecenie spowodowało, że zaczęłam odczuwać skurcze i po kilku godzinach były całkiem częste – kilka na godzinę. Wieczorem z mężem pojechaliśmy do szpitala, w którym chciałam rodzić, czyli pokonaliśmy 15 km z obrzeży Warszawy do centrum. Byliśmy szczęśliwi i podnieceni. Piękny stan. Ja totalnie świadoma, wypoczęta, w stanie euforii. W szpitalu zarejestrowaliśmy się w okienku i czekaliśmy w korytarzu w izbie przyjęć. Obok mnie siedziała podobna para do nas, czyli dwójka spokojnych i w miarę szczęśliwych przyszłych rodziców. Zaś na przeciwko zjawiła się nietypowa para. Ona wyglądała i zachowywała się jak gnom. Była wielka, opuchnięta. Wyglądała na cierpiącą i przez to socjalnie nieprzystępną. W tamtym momencie byłyśmy swoimi przeciwieństwami. Ja z makijażem dziennym, dobrą fryzurą, w ładnym opinającym sweterku, uśmiechnięta i miła. Ona w piżamo-dresie, rozczochrana, ciągle fukała na swojego męża. On potulnie wykonywał jej polecenia i znosił nieprzyjemne uwagi. W izbie przyjęć spędziliśmy chyba godzinę. W tym czasie została zbadana miła dziewczyna obok mnie. Została odesłana do domu, ponieważ lekarz w czasie badania uznał, że skurcze są za rzadko i nie ma co jej trzymać w szpitalu. Potem była moja kolei na badania. Lekarz stwierdził, że rozwarcie się w ogóle nie powiększyło, a skurcze są za rzadko – muszą być w odstępie kilkuminutowym. Zostałam odesłana do domu i w ogóle tego nie rozumiałam. Było mi przykro. Nawet gnom w poczekalni przestał mnie interesować pomimo dziwnego zachowania. To dziwne uczucie, kiedy wracasz torbą i dzidziusiem w brzuchu do domu, a spodziewałaś się porodu w ciągu 24 h.

Skurcze, skurcze, a kiedy odejdą wody płodowe?

Wróciłam do domu, ale skurcze dalej mi towarzyszyły. Po kilku dniach zintensyfikowały się, więc kierowana rozsądkiem postanowiłam, że jedziemy do szpitala. Tym razem nie czułam radości, ale dalej towarzyszyło nam uczucie podniecenia i nadziei, że to może już! Skurcze były co 10 minut na pewno. Nie było między nimi równych odległości czasowych, bo czasem między jednym a drugim czekałam 8 minut, a czasem tylko 5. W szpitalu KTG pokazało, że skurcze są za słabe i za rzadko, jak na początek akcji porodowej. Po raz drugi wróciliśmy do domu. Jaki smutny to musiał być widok. We dwójkę w ciszy, od czasu do czasu spoglądając na torbę do szpitala, w której były przygotowane pieluszki, śpioszki itd.

Dzień relaksu

Codziennie dosyć aktywnie spędzałam czas. Starałam się przyspieszyć poród, więc nie stroniłam od spacerów, robienia małych zakupów, sprzątania w domu. Ale w poniedziałek byłam totalnie wyluzowana. Dzień spędziłam w domu. Miałam dobry humor, co nie było takie oczywiste przy moich burzach hormonalnych i wkurzeniu towarzyszącemu diecie cukrzycowej. Położyłam się spać ok23. O północy okazało się, że nie mogę spać, bo strasznie bolało mnie podbrzusze.

Wreszcie się zaczęło!

Ból podbrzusza był straszny. Taki jak przy menstruacji, ale stawał się coraz mocniejszy. W związku z tym, że ból był ciągły to nie traktowałam go jak początek akcji porodowej. Nie odeszły mi wody, więc starałam się wytrzymać ból. Niestety po godzinie, a może tylko po 30 minutach poleciłam mężowi spakować nas i wezwać taxi. Ból zaczynał zmieniać się w tradycyjne skurcze, czyli był czas kiedy mogłam wstać i zacząć się przebierać z piżamy w normalne ciuchy. Początkowo ból tak mnie zdziwił, że nie byłam w stanie zmusić się do ruchu w czasie skurczy. To była sprawa czysto psychologiczna. W domu leżałam z bólu na ziemi i wykonywałam tylko minimalny zakres ruchów między sypialnią, toaletą i wyjściem z domu. W ciągu dwóch godzin zdołałam jedynie zrobić siku i przebrać się do wyjścia. Biedny mąż chyba musiał być nieźle przerażony, widząc mnie w takim stanie. W taksówce już trzeźwo myślałam i nawet byłam w stanie rozmawiać z kierowcą. Podróż zajęła ok.20 minut. Kierowca oczywiście bał się o mnie i zastanawiał, czy poprosić policję o konwojowanie nas na sygnale 🙂

Do trzech razy sztuka

W izbie przyjęć tym razem to ja wyglądałam jak gnom. Nie byłam w stanie usiedzieć na krześle spokojnie 5 minut, tak mnie rozrywało. Czułam ból i poza tym niewiele mnie obchodziło. Na szczęście udało mi się być miłą dla męża, który bardzo mnie wspierał tej nocy. Z perspektywy czasu śmieję się z tej przemiany z wyfiołkowanej damy w cierpiącego mamola w ciągu jednego tygodnia. Więc jeśli zastanawiasz się, czy rodzisz, a wyglądasz świetnie to znaczy, że jeszcze nie rodzisz 😉 Skurcze miałam co 5 minut i ich siła była powalająca. Przyjęto mnie tym razem na izbie przyjęć sprawnie i znalazłam się w sali porodowej. Sala była nowocześnie urządzona – były tam drabinki, lina, stołek pomagające przyspieszyć poród oraz wanna. Zostały mi przydzielone dwie panie: położna i stażystka. Na początku pomogły mi zająć miejsce na łóżku porodowym i sprawdziły rozwarcie oraz stan pęcherza płodowego, który był nieruszony. Rozwarcie było na 5 cm. W ciąży wyobrażałam sobie, że w czasie porodu będę korzystać z wszystkich “pomagaczy” jak piłka, lina, spacery po korytarzu. Ale w rzeczywistości ból tak mi przeszkadzał, że nie ruszałam się z łóżka. Po godzinie została mi zaproponowana kąpiel w wannie. Chętnie się zgodziłam na to. Wreszcie było mi przyjemniej znosić ból. W wanie odeszły wody płodowe. Ze względu na brudną wodę i małe postępy porodowe wróciłam do łóżka.

Krytyczny moment

Byłam zmęczona przez odczuwany ból. Chciałam znieczulenie. Rozwarcie się powiększało, ale powoli. Zanim położna znalazła wolnego anestezjologa i wróciła do mnie zbadać mój stan okazało się, że rozwarcie jest na 8 cm i lepiej nie ryzykować spowolnienia akcji porodowej – nie dostałam znieczulenia. Po 7 godzinach od pierwszego skurczu zaczęła się druga faza porodu, czyli skurcze właściwe. Przez pół godziny walczyłam jak lwica, aby moje dziecko przyszło na świat drogą naturalną. W którymś momencie nie miałam już sił. Położne krzyczały, abym parła, ale pomimo napinania całego ciała efekt był marny. Mąż ciągle był przy mnie, motywował mnie do dalszego wysiłku. W pewnym momencie miałam mroczki przed oczami. Byłam tak osłabiona, że czułam, że mogę zemdleć. Podano mi oksytocynę za pomocą kroplówki. Akcja porodowa trwała nieprzerwanie. W którymś momencie położna stwierdziła, że widać główkę dziecka i czy chcę jej dotknąć. Wtedy się ożywiłam i sięgnęłam ręką między nogami. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale chciałam się przekonać, czy to prawda. Pomiędzy wargami sromowymi poczułam owłosioną skórę główki. Mąż zobaczył, że wstąpiły we mnie nowe siły. Czuł, że to jest przełomowy moment. I tak też się stało – po kilku okrzykach moich i męża – 14 stycznia o 7:30 na świat przyszła nasza cudowna córka. Miała wtedy 58 cm i 3750 gramów, zatem była długa i dość ciężka.

Kilka wniosków dla przyszłych mam

Rozwarcie nie świadczy o rozpoczęciu akcji porodowej. Jak widać w moim przypadku chodziłam z 2 cm rozwarciem przez tydzień zanim rozpoczął się poród.

Czasami trzeba długo czekać na pęknięcie pęcherza porodowego. W moim przypadku wody odeszły dopiero w 5 godzinie mocnych skurczy.

Lepiej kilka razy odwiedzić izbę przyjęć przed porodem niż siedzieć w domu, cierpieć i ryzykować życie dziecka. Najważniejsze jest robić regularnie od 37 tygodnia ciąży KTG i sprawdzać stan dziecka. Jeżeli masz pytania odnośnie porodu to warto zadzwonić do szpitala i na pewno położna lub lekarz udzielą odpowiednich informacji. Często łatwiej jest się dodzwonić lub dostać osobiście do punkt badań KTG niż na izbę przyjęć.

W pierwszej ciąży miałam cukrzycę ciążową leczoną jedynie dietą, więc mogłam rodzić w każdym szpitalu. Lecz ze względu na cukrzycę ciążową nie mogłam skorzystać z domu narodzin, który znajdował się w wybranym przeze mnie szpitalu. Warto skonsultować z lekarzem, w jakim szpitalu i warunkach możecie rodzić, żeby się nie rozczarować w ten ważny dzień.

O znieczulenie należy prosić wcześniej niż się dojdzie do granicy bólu, bo później trzeba czekać na przyjście lekarza, który najczęściej jest gdzieś zajęty w innej sali porodowej albo części szpitala.

Nie należy się bać oksytocyny. Podobno każdy reaguje inaczej, ale w moim przypadku było wszystko w porządku w czasie pierwszego i drugiego porodu.

Sabina, czyli Warszamamka

———————————————————————–

Zapraszam również do lektury innych wpisów z serii Odczaruj poród.

UWAGA!!
Jeśli chcielibyście podzielić się ze światem swoim dobrym porodem w ramach akcji Odczaruj poród, to koniecznie napiszcie do mnie. Z chęcią opublikuję na blogu Wasze historie porodowe.

Mój mail: kontakt@wyrodna.com

Podziel się dobrym porodem!

  • Pamiętam moje obydwa porody.
    Cóż, fajnie że mam je za sobą 🙂

  • Fantsatycznie, że wszystko zakończyło się szczęśliwie. Ja miałam cukrzyce ciążową leczoną dietą, ale rodziłam poprzez cesarkę. Synek był spory i nie zmieścił by się w kanale rodnym. A córcia jak na dziewczynkę faktycznie spora.

  • Dziękuję za możliwość podzielenia się moją historią. Mam nadzieję, że pomogę kilku kobietom w ciąży pozbyć się strachu przed porodem.