Przychodzę dzisiaj do Was z kolejną opowieścią o dobrym porodzie. Historia napisana jest przez Aurelię, blogerkę, autorkę bloga Mama w Barcelonie. Aurelia, rodziła w Hiszpanii, ale historia jasno pokazuje, że nieważne czy to Polska czy Hiszpania, obawy przed porodem każda mama ma takie same. W większości jednak okazują się one niepotrzebne, poród może być naprawdę pięknym przeżyciem. Przeczytajcie o tym.

Poród. To słowo budzi postrach wśród wielu przyszłych mam. Ból, skurcze, ewentualne komplikacje, zdrowie dziecka. Myślę, że problemem jest powszechna wizja przedstawiania procesu, jakim jest sam poród. Mnóstwo obrazków w Internecie, z których wyczytać można hasła typu:

„Mężczyzna nie wytrzymałby bólu porodowego!”

„Ból podczas porodu porównywalny jest do łamania 20 kości na raz!”

„Poród to największy ból, jaki przeżyjesz!”

Nic dziwnego, że kobiety się boją. Ja widząc takie slogany i czytając artykuły, które głównie przestrzegały przed komplikacjami, byłam wręcz przerażona.

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami historią mojego porodu, który nie należał do łatwych, ale mimo wszystko na ten moment mogę szczerze powiedzieć – nie taki wilk straszny, jak go malują.

Zacznę od początku. Ze snu wybudziło mnie uczucie ciepła i… mokrości. Około 2 w nocy odeszły mi wody. Co zabawne, jeszcze tego samego dnia byłam na badaniu i lekarka oznajmiła, że jeszcze mamy sporo czasu. Jak widać, Alex podsłyszał i chciał zrobić nam psikusa. Zadzwoniłam po karetkę (przed tym zdążyłam nawet wziąć prysznic) i już po kilkunastu minutach w naszym domu zjawili się sanitariusze. Ze względu na to, że nie pojawiły się nawet najmniejsze skurcze, lekarz zdecydował się poczekać do 12 godzin. Niestety po upływie wspomnianego czasu skurczy nadal nie odczuwałam, toteż postanowiono je wywołać. Najpierw tabletkami, ostatecznie oksytocyną. Skurcze były nieregularne przez długi czas, ale ból wciąż jeszcze był do zniesienia. Po kilkunastu godzinach pojawił się doktor, który zaproponował mi znieczulenie. Próbując być odważną odparłam, że jestem w stanie wytrzymać jeszcze chwilę bez niego, jak się jednak okazało, był to ostatni dzwonek i musiałam podjąć decyzję już. Zgodziłam się. Po podaniu znieczulenia ból minął całkowicie. Leżałam w sali na szpitalnym łóżku z przypiętą do brzucha aparaturą mierzącą ciśnienie dziecka i delektowałam się chwilą spokoju, bo wielu godzinach walki. Gdy rozwarcie było na tyle duże, abyśmy mogli przejść do kolejnej fazy porodu, zabrano mnie na salę porodową. Tutaj wszystko minęło bardzo szybko. Nim się zorientowałam lekarze kładli mi na pierś mojego synka. Ciężko właściwie opisać uczucia, które towarzyszą Ci w tym momencie, ja nie potrafię ubrać je w słowa. Wiem jedynie, że nie można porównać ich do niczego innego na świecie.

Jest to spory skrót całego przebiegu mojego porodu, który od odejścia wód trwał 42 godziny. Bardziej chciałabym skupić się tu na innych aspektach. Byłam naprawdę przerażona, ogromnie bałam się bólu i tego, że zrobię coś „nie tak”. Położne oraz lekarze widząc mój stres okazali się bardzo pomocni. Przemili ludzie. Odpowiadali na każde z moich pytań ze stoickim spokojem mimo, że chyba kilkanaście razy pytałam np. o to, czy dziecku na pewno nic nie jest. Kobiety starały się mnie uspokajać, tłumaczyły każdy wykonywany ruch. W pokoju szpitalnym zaraz przy łóżku znajdował się guzik, którym mogłam wezwać pielęgniarkę w razie jakiejkolwiek potrzeby. Myślę, że naprawdę duży wpływ na moje samopoczucie miała myśl, iż w razie konieczności, mogę zwrócić się do lekarzy bez najmniejszych krępacji. Pytano mnie, jak się czuję, dostarczano pełne posiłki.

Wiele kobiet odczuwa pewnego rodzaju barierę, wstydzi się pytać, prosić, wyjaśniać. Zapominają, że ci ludzie są tam właśnie dla nich. Masz wątpliwość? Pytaj. Coś Cię martwi? Powiedz o tym. Masz ochotę krzyczeć? Zrób to, jeśli Ci ulży. Ból porodowy jest silnym, rwącym bólem, nie będę kłamać, ale jest do wytrzymania – i mówi to osoba o bardzo niskim progu bólu, uwierzcie. Mój partner był ze mnie dumny i po wszystkim przyznał, że bał się, że zniosę to o wiele gorzej, także jak widać można zaskoczyć innych, jak i samą siebie. Podczas skurczy jedyne o czym powinnaś myśleć to Twoje dziecko. Walczysz o jego zdrowie, o jego życie. Ja obawiałam się, że nie będę wiedziała, jak przeć, że zrobię dziecku krzywdę. Oprócz tego, że była przy mnie położna, która dokładnie wytłumaczyła sposób oddychania oraz parcia i mówiła, kiedy powinnam to robić, to przy okazji natura także robi swoje. Myślę, że my matki, wyposażone jesteśmy w instynkt, który w momencie tej ciężkiej walki dodaje nam sił i ciało samo doskonale wie, co powinno robić. Nagle odnajdujesz w sobie resztki sił, których myślałaś, że już nie masz tylko po to, aby móc w końcu ujrzeć swoje piękne maleństwo. Mówią, że poród jest straszny. Cóż, nie jest to nic przyjemnego, ale jest to zarazem piękne przeżycie. A z chwilą, w której dotykasz swoje dziecko po raz pierwszy, zapominasz o cierpieniu i bólu, przez które właśnie przeszłaś. Liczy się tylko ono.

Poród to niełatwa sprawa, ale pamiętaj, że dla dziecka również jest on wyczerpujący i przeżywa ono ogromny szok pojawiając się nagle w innym świecie. Zapewniam Cię, że znajdziesz w sobie siły, aby walczyć do końca. Mój poród był długi i wyczerpujący, ale determinacji i otuchy dodawały mi (oprócz oczywiście tatusia dziecka, który był przy mnie przez cały ten czas, dzielnie wspierając) rozmowy z położnymi, które przede wszystkim uspokajały mnie w razie potrzeby. Dlatego nie krępuj się rozmawiać, a może i Tobie to w jakiś sposób pomoże.

Aurelia – Mama w Barcelonie


Uważam za bardzo cenne to, że Aurelia podzieliła się z nami na koniec dobrymi radami. Podzielam jej zdanie, że powinno się jak najwięcej pytać i rozwiewać swoje wątpliwości. Przecież, jeżeli rodzimy pierwszy raz, to mamy prawo nie wiedzieć jak to jest. Zawsze świadomość, jest lepsza od niewiedzy.

A teraz, kiedy już zapoznaliście się z historią porodową Mamy w Barcelonie i zobaczyliście jakim przyjemnym językiem pisze teksty, zapraszam Was do odwiedzenia jej bloga Mama w Barcelonie, a także odsyłam Was na Fanpage Aurelii na Facebooku. W tych dwóch miejscach w sieci można dowiedzieć się jak wygląda rzeczywistość, kiedy mieszka się w Hiszpanii i ma się partnera Hiszpana, a także za czym się tęskni przebywając na „obczyźnie”:) Blog Aurelii spodobał mi się od samego początku, a wiecie dlaczego…? Bo wycieczka do Barcelony jest moim marzeniem od czasów szkoły średniej, kiedy to zobaczyłam na zdjęciach dzieła Gaudiego… Zakochałam się i wiem, że kiedyś Barcelonę na pewno odwiedzę.


UWAGA!!
Jeśli chcielibyście podzielić się ze światem swoim dobrym porodem w ramach akcji Odczaruj poród, to koniecznie napiszcie do mnie. Z chęcią opublikuję na blogu Wasze historie porodowe.

Mój mail: kontakt@wyrodna.com

Podziel się dobrym porodem!