Państwo wyrodni stali się Państwem Wyrodnym w kwietniu 2013 roku i od razu ze sobą zamieszkali. Pan Wyrodny w swoim domu rodzinnym miał co roku choinkę sztuczną. Pani wyrodna również. Postanowili więc, że odkąd stali się rodziną, to będą co roku mieli choinkę żywą. Rodzice Pana Wyrodnego zaproponowali, żeby ściąć jeden ze świerków, które stały w ich ogródku. Porosły wysokie, dotykały kabli, stwarzały niebezpieczeństwo. Państwo Wyrodni wybrali taki, co to ładną górę miał i postanowili przyciąć go od góry. Wszak to była obopólna korzyść: w ogródku świerk będzie niższy, a Państwo Wyrodni będą mieli wymarzoną żywą choinkę.

Jak się okazało ścięcie takiej choinki nie było łatwe, bo miejsce w którym trzeba było zacząć ciąć znajdowało się około 2 m nad ziemią… Pan Wyrodny i brat jego próbowali na wszystkie sposoby, ale trochę im nie szło. Postanowili więc, że wejdą na ogrodzenie i z niego zetną górę drzewka. Tak też uczynili, weszli i zaczynają ciąć. Chwilę później góra świerku przechyliła się na bok, ładnie sama się zgięła. Docięli ją do końca, choinka zaczyna spadać. Idealnie pionowo w dół. Czubkiem do dołu. Państwo Wyrodni szeroko otwierają oczy, bo pod wpływem uderzenia w ziemię sam czubek choinki, około półmetrowy odłamuje się… Konsternacja, rozpacz, strach, niedowierzanie, panika… No jak to tak, choinka bez czubka? Zaczynająca się w połowie? Co tu zrobić, tyle się natrudzili. Pan Wyrodny z bratem sugerują, żeby ściąć kolejną. Pani Wyrodna, bohatersko stwierdza, że biorą taką jaka jest. Trudno. Tak też zrobili.

Państwo Wyrodni nie mieszkają daleko od rodziców Pana Wyrodnego, ale i tak choinkę trzeba było przewieźć do domu. I mają kolejny problem – jak zmieścić choinkę do auta. Wyszukali więc u teściów jakieś stare prześcieradła i związali ją całą. Udało się! Choinka spakowana zmieściła się w samochodzie… ledwo. Przewieźć się udało, pięknie pachniało świętami w aucie. Ale na Państwa Wyrodnych czekało kolejne zadanie: wnieść wielką, długą choinkę na drugie piętro poprzez ciasną klatkę schodową. Jakoś w obliczu klatki schodowej choinka zaczęła wydawać się większa niż wcześniej. W końcu udało się ją wnieść, mimo trudności na zakrętach (A Pani Wyrodna modliła się, żeby tylko nie spotkać żadnego z sąsiadów).

Zdjęcie pochodzi ze storny http://www.clarkgriswoldcollection.com/

„Teraz to już pikuś” pomyślała Wyrodna „stojak, światełka, bombki, łańcuchy i koniec”. Ale tak naprawdę teraz zaczynało się najlepsze. Znacie film „W krzywym zwierciadle: Witaj święty Mikołaju”? Podpowiem, że są to Święta u rodziny Griswoldów – taka głupawa komedia, którą każdy kiedyś oglądał. Kojarzycie scenę kiedy przynoszą do domu choinkę? Ona ma na początku związane gałązki, ale rozwiązują ją i wystrzeliwuje je w każdą stronę i nawet wybija okno. No to u Państwa Wyrodnych było podobnie. Choinka wniesiona do pokoju zaczęła wydawać się jeszcze większa niż na klatce schodowej. Była tak duża, że rysowała gałązkami po suficie. A co by było gdyby te pół metra od góry się nie złamało?! Gęsta była, że ciężko rękę włożyć i szeroka na całą wnękę, która w pokoju przeznaczona była na choinkę. Pani Wyrodna spojrzała na to i ogarnął ją niepohamowany śmiech. Ale Pan Wyrodny nie stracił głowy, od czego jest sekator? Poucinali te gałązki od góry, co to sufitu dotykały, na inne Pan Wyrodny nie chciał się zgodzić. Tak podobał mu się ten gęsty dół.

Po ustawieniu choinki w stojaku, okazało się, że jest ona lekko niesymetryczna i trochę ją przeważało to na jedną to na drugą stronę. Państwo Wyrodni, z wykształcenia geodeci jakoś poradzili sobie z tym zadaniem i przystąpili do ubierania choinki. Jak już wspominałam, gęsta była, więc bombki wyglądały na niej dość ubogo. Nawet dopełnienie całości pierniczkami nie pomogło. Trudno, Wyrodni pogodzili się z tym widokiem.

Od następnego dnia Pani Wyrodna zaobserwowała w domu większą ilość pająków, pajęczyn i jakichś małych muszek przy suficie. Cała ta zgraja powychodziła z choinki pod wpływem domowego ciepła. Pani Wyrodna pożałowała, że taką choinkę mieć chciała. Na szczęście pająki i inne żyjątka po pewnym czasie poumierały i tak sobie choinka stała. A że świeżo ścięta, to stała długo i nie osypywała się.

W końcu nadszedł dzień, w którym trzeba już było choinki się pozbyć. Pan Wyrodny przystąpił do ścinania gałęzi, Pani Wyrodna trzymała worek na śmieci i je łapała. Zaczęli od góry ochoczo, całkiem dobrze im to szło. Schodzili coraz niżej, aż w końcu dotarli do dolnych najgęstszych gałęzi i… znaleźli w nich … gniazdo. Ptasie gniazdo. Dobrze, że nie było w nim mieszkańca albo jajek… (U Griswoldów w choince mieszkała wiewiórka). Cały ten czas w domu Wyrodni mieli ptasie gniazdo! A wiadomo, że to źródło zarazków, nie za czyste ani nie za higieniczne. Wyobrażacie sobie jak bardzo wtedy śmiała się Pani Wyrodna?

Po tych przygodach z jedną choinką Wyrodni postanowili, że za rok kupią choinkę jak normalni ludzie. I na tym chciałabym zakończyć moją Wigilijną opowieść o pierwszej wspólnej choince w rodzinie Wyrodnych. Było śmiesznie, było nieprzemyślanie, czasem było nawet obrzydliwie. Choinka bez czubka, za to ze stadem pająków i ptasim gniazdem. Ale wiecie co? Wyrodni już do końca życia będą ją wspominać z uśmiechem i opowiadać następnym pokoleniom.

P.S. Wszystko to zdarzyło się naprawdę.

P.S. 2 Szukałam wszędzie zdjęcia tej choinki, bo na pewno robiliśmy, ale na dysku takiego nie mam… może na przenośnym się znajdzie.

  • ~Asia

    Ja pamiętam tę choinkę, była rewelacyjna!

  • ~nienajgorszamama

    Wyobrażam sobie te wszystkie emocje 🙂 Ale najważniejsze, że macie co wspominać i co opowiadać maluchowi jak dorośnie 🙂

    • wyrodna-matka

      Tak właśnie powstają rodzinne opowieści – legendy.

Close