Biegi nocne – to coś, co tygryski lubią najbardziej. Klimatycznie, słońce nie jest straszne no i oprócz kilku godzin snu nie traci się dnia weekendowego. Czego chcieć więcej? Takim właśnie biegiem była 4F Piątka Praska, która odbyła się 2 września 2017 roku jako bieg towarzyszący BMW Półmaratonowi Praskiemu. Dziś relacja z tego biegu.

Na Piątkę Praską zapisałam się spontanicznie, ale ze sporym wyprzedzeniem. Udało mi się również zebrać część naszej biegowej drużyny, a jako szofer wystąpił tego dnia Pan Wyrodny, także było wesoło.

Pakiet startowy

Kiedy zobaczyłam projekt koszulki biegowej, to byłam przeszczęśliwa. Niby biała, ale te geometryczne wzory wyglądały super. Potem doczytałam, a nieco później zobaczyłam na własne oczy, że była to koszulka 4F z tego samego mega opinającego materiału co na biegach z Triady Warszawskiej (np. z Biegu Powstania Warszawskiego). Szybko zmieniłam rozmiar preferowanej koszulki z M na L, bo ja nienawidzę, kiedy mnie zbyt mocno opinają i ujawniają skrzętnie na co dzień ukrywany tłuszczyk 😀

W pakiecie oprócz wyżej opisanej koszulki znajdowała się owsianka (skądś ją znam, już w którymś pakiecie była), próbka jakiegoś preparatu na stawy i jakiegoś kosmetyku, którymi nigdy nie jestem zainteresowana, kilka ulotek i plastikowy worek do depozytu. Skromnie, ale sensownie jak na koszt 55 zł / pakiet.

Aha! Jak odbierałam pakiet to widziałam też, że półmaratończycy dostawali w swoich światełka na przedramię i bardzo mi było smutno, że nie dodawali ich do naszych pakietów.O światełkach jeszcze będzie.

Aha 2! Odbiór pakietów odbywał się na warszawskiej Pradze (to logiczne, skoro i półmaraton i piątka były „praskie”) w Soho Factory. Bardzo ciężko było znaleźć najpierw samo miejsce (Soho factory jest „ukryte” za istniejącymi budynkami), ale jak już tam dotarłam, to sam punkt odbioru też nie był rewelacyjnie oznaczony. Chwilę z jakimś Panem półmaratończykiem naszukaliśmy się miejsca. Wskazówka dla organizatorów: łopatologicznie oznaczcie miejsce 😉

Przed biegiem

Ponieważ Praska Piątka odbywała się nocą, to miałam dla siebie cały dzień. Dosłownie dla siebie, bo Pan Wyrodny zabrał Malucha do dziadków, a ja trochę ugotowałam, ale przez większość dnia, jak nigdy, udało mi się odpocząć 🙂 Drobny sukces na starcie. Co więcej, w ogóle nie mogłam się wczuć w to, że tego dnia będę biegła, jakoś nie czułam tego.

Do Warszawy naszą biegową drużynę zabrał Pan Wyrodny. Zaparkowaliśmy przy metrze i tym środkiem transportu udaliśmy się na drugą stronę Wisły. Woleliśmy nie ryzykować jazdy samochodem bliżej trasy biegu, bo baliśmy się pozamykanych ulic. Po wyjściu z metra zobaczyłam tłumy ludzi: półmaratończyków i piątkowiczów i wreszcie, powoli zaczęła mi się udzielać atmosfera tego dnia. Obejrzałyśmy start półmaratończyków, którzy startowali pół godziny przed nami, ale dokładnie z tego samego miejsca. A później udałyśmy się już do swojej strefy.

Tuż przed startem

Tego dnia było bardzo zimno. Miałyśmy trochę oporów przed zdjęciem okryć, a wcześniej trochę dylematów z decyzją ile i jakie warstwy ubrać. Ostatecznie u mnie skończyło się na krótkim rękawku, a rozgrzewałyśmy się do rytmu puszczanej przed startem muzyki. Pan Wyrodny zabrał nasze wszystkie bambetle, dzięki czemu nie musiałyśmy korzystać z depozytów. Na sam start nie czekałyśmy zbyt długo, ale było nam już wtedy bardzo wesoło. Aż w końcu zaczęło się odliczanie i wystartowaliśmy.

Na trasie Praskiej Piątki

Jeszcze przed startem ustaliłyśmy z naszą biegową drużyną, że każda biegnie swoim tempem. To dało nam swobodę nie czekania na nikogo i nie opóźniania tych, które wyrywają do przodu. Tak więc jeszcze na początku widziałyśmy siebie, ale pewnie już na pierwszym – drugim kilometrze rozdzieliłyśmy się. Trasa na początku była dość wąska, więc z wyprzedzaniem też było trochę problemów. Później szło już zdecydowanie lepiej. Trasa wiodła ulicami Pragi, przebiegałam obok mojej starej pracy, więc odrobinka sentymentu się pojawiła w mojej głowie.

Zdjęcie: www.fotomaraton.pl

Organizatorzy reklamowali, że trasa jest płaska, szybka i idealna do bicia rekordów – no nie do końca. Trasa była pełna zakrętów, był krótki moment, w którym biegliśmy po kocich łbach i równie krótki fragment biegu po błocie (błoto to akurat wina pogody, ale nie było to komfortowe). Drogi wokół stadionu też nie należą do takich zupełnie płaskich, raz odrobinę w górę, raz trochę z górki – ogólna różnorodność – jak to na Pradze. Niemniej jednak biegło się bardzo przyjemnie. Jedyne zastrzeżenia, które mogłabym mieć, to to, że na zakrętach trasy nie były odgrodzone od chodnika (zawsze biegnie się ulicą). Niektórzy uczestnicy wbiegali na chodnik czym „ścinali” sobie zakręty i skracali (nieznacznie, bo nie znacznie, ale jednak) trasę. Na wszystkich dotychczasowych biegach takie rzeczy się nie zdarzały.

Meta

No ale w końcu pojawiła się upragniona meta. Jak teraz wspominam ten bieg, to nie wydawało mi się, że było ciężko, więc chyba tak nie było. Z resztą – kiedy mam pobiec piątkę, to nie oszczędzam sił na dłuższy bieg, tylko daję z siebie trochę więcej.

Zdjęcie: www.fotomaraton.pl

W efekcie ustanowiłam swój rekord na 5 km w postaci czasu: 00:27:51 🙂 Kiedy już z biegową drużyną znalazłyśmy się po biegu to okazało się, że każda z nas pobiła swój rekord – każda biegła na 100% swoich możliwości i zeszła poniżej 30 minut. Wielki drużynowy sukces 🙂

Zdjęcie z fanpage Półmaratonu Praskiego

Medale z Piątki Praskiej są bardzo ładne i mają porządną tasiemkę (serio, Triada Warszawska powinna te tasiemki podpatrzeć, bo ich to jakaś żenada). Na mecie każdy biegacz otrzymał też wodę i banana. My w celu rozgrzania udaliśmy się też do foodtrucka na pyszne belgijskie fryteczki – należało nam się po wysiłku fizycznym. To jest fajne w biegach organizowanych w pobliżu Stadionu Narodowego, że są tam przeróżne foodtrucki.

I już po biegu, kiedy ochłonęłyśmy i obfotografowałyśmy się z każdej strony odnalazłyśmy namiot któregoś ze sponsorów, w którym po podaniu swojego adresu e-mail otrzymywało się… świecącą opaskę. Żałowałyśmy, że nie zorientowałyśmy się przed biegiem, bo to świetny gadżet biegowy. W szczególności, że nadchodzi jesień i zima i wieczorne bieganie odbywać się będzie w ciemnościach.


Jeżeli spytacie się mnie czy polecam Praską Piątkę, to bez wahania powiem, że tak. Absolutnym plusem był dla mnie start wieczorny (21:00) – biegi nocne mają swój niepowtarzalny klimat. Dodatkowo Praska Piątka jest fajna dla kogoś, kto chciałby zacząć brać udział w biegach, a nie do końca wie czy 10 km jest dla niego – warto na początek pobiec sobie piąteczkę, żeby wyczuć co i jak. Chociaż z drugiej strony warto mieć na uwadze, że „piątkę” biegnie się inaczej niż „dziesiątkę”. W tym dłuższym dystansie biegnie się wolniej i to dla niektórych jest lepsze niż szybka piątka. A jakie są Wasze wrażenia po przeczytaniu mojej relacji? Zapragnęliście wziąć udział za rok? A może biegliście w tłumie ze mną, lub podziwiałam Was w starcie półmaratonu? Piszcie!

  • Angelika Ziętek

    Wow podziwiam. Musisz mieć swietną kondycję żeby przebiec 5 km. Taki bieg nocy faktycznie ma swój klimat i na pewno jest ciekawym przeżyciem. Gratuluję.

    http://www.naturalnieandzia.blog.pl

    • Właśnie nie trzeba mieć aż tak super kondycji, żeby tę piąteczkę przebiec 🙂 W gruncie rzeczy to sprowadza się do pół godziny biegu 🙂

  • Nakręcona Przez Świat

    Do biegania próbuję się przekonać od dłuższego czasu. Liczę, że i mi się to w końcu „spodoba”. Jakiś czas temu również brałam udział w nocnym biegu i wspominam milej niż te za dnia. Coś w sobie mają 🙂 Gratulacje z ukończenia 😀

  • Kasia Goch

    Pierwszy raz czytam o tym biegu, jego nazwa może raz obiła mi się o uszy. Ale pomysł jest super 🙂

  • Super dzieciaczki

    Gratulacje dziewczyny. Zyczę bicia kolejnych swoich rekordów 🙂

  • Podziwiam biegaczy, bo bieganie zupełnie nie jest dla mnie 🙂 Wole rolki!

  • Aneta Sawicka

    Podziwiam! Ja nie mogę się zebrać nawet do biegania po osiedlu:D

  • Joanna Jadczuk

    Wow! Ja naprawdę podziwiam biegaczy. Zwłaszcza takich, którzy chodzą na te wszystkie biegi i maratony. Ja to na samą myśl mam napad astmy ;D

  • Kulinarna Strona Mocy

    Nie biegliśmy za Tobą 🙂 , ale też lubimy nocne biegi, czy też raczej nocne starty, bo takie są przeważnie w serii Ultra Trail World Tour. Ostatnio Eiger Ultra Trail – niesamowity klimat, gdy zawodnicy biegną w tak wysokie góry, rozświetlając ciemność tylko blaskiem czołówek… Gratulacje dla Ciebie 🙂

    • Biegi ultra….. dziękuję, postoję 🙂 To nie dla mnie 🙂 Ale podziwiam i czczę wszystkich ultrasów 🙂

  • Katarzyna Berska

    Świetna sprawa 🙂 Gratulacje pobicia rekordów – dla całej trójki 😀

Close