Nie, nie będzie o chrzcinach. Będzie za to o imprezie, na której było 18 dziewczyn i on jeden – mój syn.

impra_03

Ostatnio, zupełnie niespodziewanie zostałam poproszona, żeby na blogu napisać o tym, jak zorganizowałam wieczór panieński mojej siostrze. „Gdzie tu matka?”, zapytacie. Otóż właśnie będąc matką z miesięcznym (czytaj: żadnym) doświadczeniem stanęłam przed tym trudnym zadaniem. I okazało się, że można, że to wychodzi i to całkiem fajnie. Z dzieckiem przy piersi i możliwością dzieci przez uczestników wieczoru. Taki wieczór panieński baby-friendly.

Długo myślałam nad tym pod jakim kątem napisać ten wpis. Z jednej strony fajnie byłoby opisać to jak ten wieczór wyglądał, bo myślę, że zrobiłyśmy mojej siostrze meega niespodziankę. Z drugiej strony – to przecież blog związany z dzieckiem – może ograniczyć się tylko do opisania tego pod kątem dziecka…? Ale, chrzanić to, to mój blog, a ograniczenia i limity nie interesują mnie – opiszę więc wieczór panieński mojej siostry z obu tych stron.

Zorganizowanie wieczoru panieńskiego wymaga wcześniejszego przygotowania, a przede wszystkim dobrego przemyślenia tematu. Najważniejsze jest to czego chciałaby przyszła Panna młoda, ale nie należy zapominać też o gościach. Składki na wieczór panieński są sporym wydatkiem, im więcej dziewczyn, tym składka mniejsza i można poszaleć z atrakcjami dla Panny młodej. Dlatego trzeba się zastanowić nad tym, na jaki typ wieczoru większość dziewczyn przyjdzie. Zmierzam tutaj nieuchronnie do tematu dziecka. Jeśli w grupie jest dużo mam, czy kilka dziewczyn w ciąży, to całonocny rajd po klubach i występ stripteasera nie bardzo je będzie kręcić. Planując więc wieczór panieński dla mojej siostry, nie ukrywam, kierowałam się również moimi preferencjami.

 Wybór miejsca ograniczyłam więc do naszego miasteczka, a w nim do lokalu który miał fajną salę w podziemiach. Nie wymagała żadnego ustrojenia, była wystarczająco klimatyczna – wiecie, ściany z cegły, trochę mroczny klimat. Tematem przewodnim wieczoru były lata 20 w kasynie. Pomyślałam, że skoro z miejscem nie poszalejemy, to trzeba zrobić jakieś fajne atrakcje.

I tak, swój wieczór panieński moja siostra zaczęła od wycieczki po kilku punktach rozmieszczonych w naszym miasteczku. To były trzy mieszkania (w tym moje i dwóch koleżanek), jeden lokal i fontanna. W czasie tej podróży siostra dostała sukienkę w stylu lat 20, zrobiono jej fryzurę, makijaż, dostała biżuterię i na końcu buty. Żeby nie było za łatwo na każdym przystanku dostawała kopertę z wierszykiem ze wskazówkami gdzie ma się udać w następnej kolejności. Zagadki nie były oczywiste, ale też nie bardzo skomplikowane, w końcu chciałyśmy z tego zrobić tylko wstęp, a nie zadanie na cały panieński.

impra_02

Kiedy wreszcie dotarła na miejsce rozpoczęłyśmy całą imprezę, na której tradycyjnie sprawdzałyśmy, czy się na żonę nadaje. Musiała ubić pianę z jajek, przyszyć kilka guzików, zebrać wszystkie porozrzucane i pochowane po sali skarpetki, narysować dziecku konika. Było też kilka niespodzianek. Wymyśliłyśmy pytania dotyczące związku przyszłych małżonków i zadałyśmy je Mojej siostrze. Następnie puściłyśmy film, w którym jej narzeczony odpowiedział dokładnie na te same pytania – śmiechu było przy tym bardzo dużo. I wyszło, że rzeczywiście do siebie pasują jak nikt inny. Kolejną niespodzianką były zdjęcia z dzieciństwa wszystkich dziewczyn obecnych na wieczorze. Panna młoda musiała rozpoznać kto jest kim. Następnie każda z dziewczyn wypisała na kartce kiedy pierwszy raz spotkała moją siostrę, albo jakąś śmieszną sytuację z nią związaną. Bohaterka wieczoru musiała zgadnąć która z dziewczyn napisała którą historyjkę.

Po każdym z zadań przyznawałyśmy przyszłej młodej deseczkę z literką. Ostatnim zadaniem było ułożenie z literek hasła, które brzmiało „Będę dobrą żoną”.

W nagrodę wręczyłyśmy prezenty. Pierwszym prezentem, takim „dla jaj” była długa, babcina koszula nocna – kompletnie aseksualna. Następnie było kilka mniejszych prezentów, takie zestawy startowe dla przyszłej żony, np:

  • patyczki i zapałki – zestaw do rozpalenia domowego ogniska
  • małpeczka z wódeczką i kielonek – zestaw na samotny wieczór
  • zupka chińska i świeczki – na romantyczną kolację
  • mini płyn do prania – jako zestaw startowy Project runway…

Na koniec dostała wałek do ciasta z podpisami wszystkich obecnych dziewczyn, oraz prezent główny: sexi koszulkę nocną. Był jeszcze tort, a cała impreza skończyła się nad ranem.

A gdzie w tym byłam ja i moje dziecko? Ano byliśmy w samym centrum – uczestniczyliśmy w imprezie do końca. To były same początki, więc karmienie piersią było bardzo częste, prawie nie mogłam ruszyć się z miejsca. W efekcie większość wieczoru przesiedziałam z synem na rękach. Ale ani razu nie zapłakał, większość przespał.

Od wieczoru panieńskiego minęło już około pół roku i patrzę na niego teraz z dystansem, ale wtedy to było nielada wyzwanie. Baliśmy się tego oboje: i ja i mąż.

Po pierwsze: organizacja. Zaczęłam organizować wieczór kiedy byłam już w bardzo zaawansowanej ciąży. Wiedziałam, że jeśli nie ustalę większości przed porodem, to mogę się nie wyrobić ze wszystkim. Potem miałam przerwę na poród właśnie, a potem, po ogarnięciu się musiałam znowu działać i dogrywać szczegóły wieczoru. Bez fałszywej skromności stwierdzam, że da się! Co jest ważne? Zacząć myśleć i działać odpowiednio wcześnie i mieć kilka zaufanych osób do pomocy – ja takie miałam i one dużo mi pomogły w momencie kiedy byłam świeżo po porodzie.

Gdyby to nie był ślub mojej siostry i gdybym nie była świadkową, to nie wiem czy poszłabym z miesięcznym dzieckiem na taką imprezę… Pewnie nie, ale tamto to była sytuacja wyjątkowa – MUSIAŁAM być obecna i koniec.

Rozważaliśmy z mężem różne opcje np. że on będzie gdzieś na korytarzu z synem, a ja będę przychodzić karmić, albo że zostaną obaj w domu, a jak mały zapłacze po jedzenie, to będę szła do domu. Każda z opcji jednak wydawała mi się niedobra, i wybrałam najłatwiejszą z nich – syn przy mnie. A tydzień później, mój synek miał swój debiut na weselu.

Dzisiaj, kiedy Maluch jest już starszy, nie mam oporów, żeby zabierać go na imprezy – oczywiście w granicach rozsądku i w odpowiednich godzinach. Uważam, że dziecko nie należy traktować jako utrudnienie – ale jako część życia. Na razie jakoś mi to wychodzi.

Na koniec zdjęcie tego jak wyglądał mój syn na wieczorze panieńskim.

impra_01

  • ~Emilia

    Kolejny wpis, który czytałam z wypiekami na twarzy 🙂 chociaż mam jeszcze duuuużo czasu już się zastanawiam czy uda się iść z ok 3 miesięcznym niemowlakiem na wesele kuzynki i po lekturze wiem, że na pewno będziemy próbować!

    • wyrodna-matka

      Iść, koniecznie iść 🙂 Chustę polecam zabrać. A i Maluch będzie dodatkową atrakcją na weselu.

      • wyrodna-matka

        Aaa i teraz kupiła bym takie słuchawki wygłuszające dla dzieci. Albo stopery do uszu dla dzieci.

  • Wspaniale się spisałaś.

    U mnie było troche łatwiej, wieczór panieńsko-kawalerski, zorganizowany w domu. Jednak obecność mojego 6-cio letniego bratanka była pewnego rodzaju wyzwaniem dla mojej wspaniałej organizatorki, gdyż tort był bardzo w klimacie pożegnania czasów panieńskich 🙂

    Pozdrawiam

  • Bardzo pomysłowa jesteś! 🙂 W następnym roku będę miała 5 wesel w przeciągu 5 miesięcy – na najwcześniejszym synek będzie miał 3 miesiące i już wiem, że zabierzemy go na 2-3 godziny, a później pojedzie do dziadków, bo na szczęście mamy taką możliwość. 🙂

  • ~Nat

    Ja mam podobne przeżycia :p z miesięcznym synkiem i mężem jechaliśmy na panieński mojej przyjaciółki do miasta oddalonego o 150km. Ja się bawiłam, i co jakiś czas chodziłam karmić Małego, który siedział z tatą dwa piętra wyżej. Na ślub przyjaciółki pojechała z nami moja mama i opiekowała się Małym w pokoju hotelowym gdy się bawiliśmy. Dziecko to nie żadna przeszkoda 😀

  • Fajna impreza. Super zorganizowana:)

Close