Pierwszy wpis od razu dotyczyć będzie początków ciąży. Wiele się na ten temat nasłuchałam od znajomych z pracy, wiele się słyszy tak po postu, z telewizji, z książek, jednak nie jest się w stanie tego zrozumieć dopóki nie doświadczy się tego osobiście.

Moja opowieść ciążowa zaczyna się trochę smutno. Zanim na serio zaszłam w ciążę staraliśmy się z mężem około pół roku. I po pierwszych próbach – niespodzianka – okres spóźnia się już konkretnie – coś może być na rzeczy – idę do lekarza. Naprawdę nie wiem czemu nigdy nie robiłam testu ciążowego (podobno pytania są trudne :P), tylko od razu leciałam do gina. Chyba myślałam sobie, że testy bywają zawodne.

Poleciałam więc – i faktycznie, miałam pęcherzyk ciążowy. Lekarz dopytywał się, jednak czy na pewno od tak dawna nie mam okresu, bo wygląda on na dużo młodszy niż twierdzę – nie ma w nim echogeniczności. Tak, wiem – termin medyczny, mówiąc prościej – nie było jeszcze bijącego serduszka, a już powinno być to widoczne na USG. Innymi słowy miałam pusty pęcherzyk ciążowy. Dostałam tablety na podtrzymanie ciąży i latałam do gina jeszcze kilka razy. A serduszka nadal nie było. Gin w końcu stwierdził, że nie da się już dłużej czekać, bo będzie to szkodliwe dla mojego zdrowia. Miałam odstawić tabletki, a organizm miał sam się oczyścić. Tak też się i stało. Było dużo krwi i bólu. Na szczęście nie musiałam mieć żadnych dodatkowych zabiegów. Mój organizm poradził sobie sam.

Pamiętam, że jak wróciłam od lekarza w dniu, kiedy stwierdził, że nic z tego nie będzie, to się mężowi poryczałam. I to był jedyny raz, kiedy pozwoliłam sobie na rozpacz. Pomimo trudów tej sytuacji bardzo szybko doszłam do siebie psychicznie. Faktem jest jedno – pęcherzyk był, ale nie było w nim żadnego materiału na człowieka. To nie była strata dziecka, ja to traktuję teraz po prostu jako falstart ciąży. O wszystkim wiedzieliśmy tylko my, więc nie było też głupio przed rodziną się tłumaczyć i jeszcze im zmartwień nastręczać.

Postanowiliśmy próbować dalej. To był czas kiedy biegałam dość regularnie, zdrowiej żyłam, zaczęliśmy też razem z mężem brać kwas foliowy. Tak, mężczyźni też mogą, a nawet powinni go brać, jeśli starają się o dziecko. Pierwszy okres przyszedł zaskakująco punktualnie, a ja stwierdziłam, że pewnie jeszcze sobie poczekamy i przestałam być czujna. Natomiast drugi nie pojawiał się i nie pojawiał… Dość późno pomyślałam, że może to jest TO… I było! Miało 7 milimetrów i bijące serduszko! Słysząc to o mało się nie popłakałam – serduszko było, było cudownie!

16

Nadal byliśmy ostrożni z ogłaszaniem nowiny światu. Zrobiliśmy „comming out” dopiero po 3 miesiącach, kiedy było już mniejsze prawdopodobieństwo, że coś pójdzie nie tak. Zorganizowaliśmy moje urodziny i powiedzieliśmy rodzinie – to było super.

Ze wszystkich dolegliwości ciążowych ja doświadczyłam tylko mdłości na początku i zgagi na końcu ciąży. A tak to wszystko przebiegało prawidłowo i bezproblemowo – byłam dumna.

Close