Odkąd pojawił się Maluch nie mam czasu na zbyt wiele. Nieraz ciężko mi jest znaleźć czas, żeby się rano ubrać, serio :/ I tak patrzę co dzień na nasze mieszkanie (duże nie jest) i coraz bardziej się załamuję. Bałagan robi się sam. I paradoksalnie największy jest w weekendy, kiedy jestem i ja i mąż do obsługi Malucha. Bardzo się się z tym czuję. Od jakiegoś czasu czytam blog Niebałaganka i podziwiam, że każdą sferę życia można tak łądnie usystematyzować. Nigdy nie byłam systematyczna, ale do brudasów też nie należę. Dlatego tak bardzo cierpię, kiedy chcę a nie mogę posprzątać, bo Dzieć mi zawodzi  głos.
Dodatkowo mam tendencję do marnowania czasu w internecie. Postanowiłam więc wziąć przykład z wyżej wymienionej blogerki i poukładać sobie chociaż plan sprzątania domu. To się pochwalę. Na razie podrukowałam sobie plannery i porobiłam drobne papiernicze zakupy.

Zakupy. Wybaczcie jakość zdjęcia, zupełnie nie przemyślałam, że się tak flesz odbije :/

Planner tygodniowy. Kolorowymi karteczkami zaznaczam cotygodniowe obowiązki. Dolna tabelka, to docelowo będzie plan posiłków w związku z BLW.

Legenda 🙂 co oznacza który kolor.

Tutaj cały miesiąc i poniżej znów coś tygodniowego… to ściągnęłam z jakiejś strony. W sumie nie wiem czy potrzebne, trochę się dubluje. Na pewno do dostosowania, a może nawet do wyrzucenia.

Ten bloczek na magnes mam już od dawna. Tutaj zapisuję listę zakupów.

I kawałek mojej lodówki – jak to wszystko razem wygląda.

Tak patrzę i patrzę i chyba gorszych zdjęć wstawić nie mogłam. Przepraszam.

A teraz pytanie do Was – jak wy radzicie sobie z organizacją czasu? Piszcie koniecznie jakie macie dobre nawyki. Z chęcią któryś z nich wykorzystam.

A teraz druga część wpisu: Moja mała przyjemność.

No po prostu muszę się pochwalić. Jest jedna rzecz, którą zaczęłam robić już po urodzeniu Malucha, która jest tylko dla mnie, jest moją zachcianką. Chodzę do kosmetyczki na paznokcie hybrydowe. Wiem, wiem, dla Was to żadne wow, a dla mnie i owszem. Całe życie nie mogłam uporać się z „łopatowatymi” paznokciami, szkoda mi było czasu na wieczne piłowanie i malowanie paznokci. Aż w końcu siostra namówiła mnie na hybrydkę. Najpierw na krótkich, potem wraz z hybrydą rosły i nie łamały się, a kolor nie odpryskiwał. I tak chodzę już raz w miesiącu od 4 miesięcy i mam wreszcie ładny kształt paznokcia. A na zdjęciach moje wczorajsze paznokiety.

  • Gratuluję domowego organizera, te karteczki to do też drukowałaś czy kupiłaś? Paznokciami hybrydowymi jestem zachłyśnięta od niedawna, kupiłam sobie zestaw i robię w domu. Twoje prezentują się super i fajne połączenie kolorów!

    • g_c

      Karteczki ‚To do’ wyszukałam i kupiłam w TK Max. To jest dość gruby bloczek z wyrywanymi kartkami i solidnym magnesem z tyłu. Fajny, ale był trochę drogi. Z tego co pamiętam około 30 zl kosztował. Tez myślałam nad kupnem zestawu do hybrydki, ale z lampą to już trochę kosztuje. Za duzo jak na jednorazowy wydatek. A Maluch = inne wydatki 🙂

      • ja swój zestaw minimum kupiłam za 200 zł, ale siedziałam czytałam, analizowałam i padło na zestaw semilak. mi hybrydy bardzo się podobały, ale niestety nie miałam możliwości aby wyrwać się do kosmetyczki na 3 godziny.

Close