Początek roku to taki czas, w którym ludzie dzielą się na dwie grupy: jedni jeszcze dochodzą do siebie po Sylwestrze, inni z nostalgią wspominają i podsumowują miniony rok. Są pewnie i tacy, co robią obie te rzeczy na raz. Ale to nie ja 🙂

Ja chcę podsumować (trochę, a może nawet głównie dla siebie) 2016 rok pod kątem biegania, bo pod tym względem był on dla mnie wyjątkowy. Jeszcze nigdy nie udało mi się wytrwać tak długo w bieganiu. Miałam kilka epizodów po 2 – 3 miesiące. I nie będę się chwalić, ze biegam regularnie, bo miałam kilka lepszych i kilka kiepskich miesięcy, ale nie rzuciłam biegania w kąt. Ciągle mam je na myśli, a to chyba dobrze, co nie?

668 Przebiegniętych kilometrów

Dokładnie 1 lutego 2016 roku, po długiej przerwie na ciążę i odchowanie dziecka wyszłam razem z moimi kumpeli pobiegać. Co wtedy poczułam? Poczułam, że, nareszcie(!), mogę wyrwać się wieczorem z domu na godzinkę i bez większych wyrzutów sumienia zrobić coś dla siebie, swojego ciała i swojego ducha. Bieganie wpływa na mnie pozytywnie pod wszystkimi tymi względami, a ten psychologiczny jest chyba nawet ważniejszy niż fizyczny. Zawsze lepiej pójść i problem/złość/żal wybiegać niż trzymać je w sobie.

Od tego czasu w miarę regularnie wychodziłyśmy biegać. Dzięki Bogu, że istnieje Endomondo, bo dzięki niemu wiem ile „mam w nogach”. Od lutego do końca grudnia udało mi się przebiec 668 km 🙂 Dla mnie to jest jedno wielkie „wow”. Jestem z siebie dumna. Jest to dystans, który mogłabym pokonać jadąc do czeskiej Pragi lub (jadąc długą trasą) do Berlina. W tym czasie były i wzloty i upadki, ale jakoś przez te 11 miesięcy dałam radę przebiec (jak na mnie) spory dystans.

7 biegów, 7 medali, 7 koszulek

Coś, co najbardziej motywuje do biegania, to udział w biegach. Przyznaję, że moje wyniki nie są imponujące, nie było nawet bardzo zadowalające dla mnie, ale sam udział w biegach sporo mnie nauczył I rozbudził apetyt na kolejne starty.

W zeszłym roku wzięłam udział w siedmiu zawodach biegowych, z których sześć opisałam tutaj. Były to:

  1. Bieg SGH (5 km)
  2. Bieg Run 4 Fun z okazji Dni Błonia ( ~1,8 km)
  3. Bieg Powstania Warszawskiego (10 km)
  4. Biegnij Warszawo (10 km)
  5. Bieg Czterech Generałów (10 km)
  6. Bieg po dynię (5 km)
  7. Bieg Niepodległości (10 km)

Jeśli miałabym określić, które z nich najbardziej mi się podobały to byłyby to: Bieg Powstania Warszawskiego, Bieg Czterech Generałów i Bieg po dynię – każdy był fajny pod innym względem. Bieg Powstania Warszawskiego to niesamowity, niepowtarzalny klimat, tysiące ludzi, bieg w nocy, tłumy kibiców – coś wspaniałego. Bieg Czterech Generałów był dla mnie trudny, bo biegłam sama, a na trasie był ciężki podbieg, ale był to bieg, w którym uzyskałam całkiem fajny czas. Bieg po dynię bił za to wszystkie inne na głowę pod względem organizacyjnym. Tani pakiet, fajna koszulka, super klimat i syty posiłek regeneracyjny.

Najmniej podobało mi się, i chyba za rok nie wezmę w nim udziału, to osławione Biegnij Warszawo. Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego, to link odsyła Was do mojej relacji z tego biegu.

W każdym z tych startów, w pakiecie startowym znajdowała się koszulka techniczna i tym samym moja kolekcja powiększyła się o nowe, profesjonalne stroje do biegania. Niektóre z tych koszulek polubiłam od razu, niektórych już pewnie nie założę, ale moją ulubioną jest ta z Biegnij Warszawo. Ma fantastyczne kolory i wykonana jest z fajnego materiału. Najmniej lubię tą z Biegu Powstania Warszawskiego. To tak zupełnie odwrotnie niż stopień zadowolenia z tych biegów.

Nie czarujmy się już dłużej – najważniejsze w biegach są medale. Podczas ubiegłego roku udało mi się zdobyć aż siedem medali. Niby nic, ale jak wiszą razem, to robią wrażenie 🙂

Ten najbardziej oryginalny, to zapewne z Biegnij Warszawo. Ma nietypowy kształt, nietypowe mocowanie taśmy, taśmę dwukolorową. Nie jest on jednak moim ulubionym.

Moje dwa ulubione to ten z Biegu Czterech Generałów oraz z Biegu SGH. Oba ciężkie, porządne, na fajnych taśmach. Niby tradycyjnie okrągłe, ale coś w sobie mają. W szczególności ten z SGH, który stylizowany był na stoper.

Na dwóch medalach z biegów z Triady Warszawskiej mam wygrawerowany swój czas.

Ale i tak najlepiej wyglądają wszystkie razem.

Kilka naprawdę fajnych zdjęć

Dzięki startom w powyższych biegach mam kilka śmiesznych fotek. Są takie, na których widać mój wysiłek. Są takie, gdzie humor mi dopisuje, a są też takie, na których dosłownie unoszę się nad ziemią. Oto galeria najlepszych (wg. mnie) ujęć z różnych biegów.

Przed biegiem zawsze jest wesoło.

W trakcie też może być fajnie.

Ale może być też ciężko…

Można też czasem polatać.

A po wszystkim radość nie zna granic.

 

1 para nowych butów biegowych

We wrześniu uzbierałam sobie z urodzin, trochę dorzuciłam od siebie i wybrałam się do Sklepu Biegowego Ergo na profesjonalny dobór obuwia biegowego. Butami chwaliłam się na Instagramie, ale nie opisywałam Wam jak taki dobór obuwia wygląda.

Otóż na taki dobór należy umówić się z wyprzedzeniem (podobno czasami terminy są napięte) i zabrać ze sobą dotychczas używane buty. Pan obejrzał podeszwy, żeby sprawdzić w którym miejscach są najbardziej wytarte. Następnie stanęłam bosymi stopami na dywanie i Pan ocenił czy mam wysokie podbicie czy płaskostopie (mam wysokie – w takim przypadku przy bieganiu stopa się wypłaszcza i trzeba kupować obuwie o rozmiar większe). Potem doradca kazał przebiec się po sklepie chwilę i ocenił jak stawiam stopy. Wyszło, że nie przechylam ich ani do środka ani na zewnątrz, ale należało się jeszcze dokładnie upewnić.


Dostałam parę butów startowych (od tych do treningów różnią się wagą – są bardzo lekkie, ale też mnie wytrzymałe – dlatego biega się w nich tylko w zawodach) i musiałam pobiegać chwilę na bieżni. To była dla mnie nowość, bo nigdy na bieżni nie biegałam. Miałam wrażenie, że zaraz się przewrócę, ale jakoś dałam radę. W tym czasie doradca na kamerze zarejestrował moje kroki biegowe. Obejrzeliśmy potem ten krótki filmik, który potwierdził, że stawiam stopy prosto. Dla kontrastu Pan pokazał mi przykładowe filmiki ze stopami stawianymi do środka i na zewnątrz. Dobór obuwia pod tym kątem jest bardzo ważny, ponieważ odpowiednie usztywnienia i wzmocnienia w butach pozwalają niwelować zbytnie przechylanie stóp na boki.

Skoro wiedzieliśmy już jak stawiam stopy, to zaczęła się najlepsza chwila w danym dniu – mierzenie butów biegowych. Przymierzyłam około 5 par. W każdej z nich mogłam się chwilę przebiec po sklepie i sprawdzić czy mi się podoba, czy jest wygodnie i jak działa amortyzacja w danej parze. Mój wybór padł w końcu na buty biegowe Brooks Ghost 9 z amortyzacją w technologii DNA (cokolwiek to znaczy 🙂 ale fajnie brzmi).

Oprócz tego, że bardzo fajnie czuć w nich amortyzację to są one jeszcze bardzo ładne (a przynajmniej mi się podobają). Uwielbiam je.

A teraz pytanie – czy czuję różnicę jak w nich biegam? Tak, czuję i to dużą, jeśli chodzi o amortyzację. Różnica ta może wynikać z tego, że wcześniej biegałam w butach do biegania z Lidla, które też już swoje lata (i kilometry) miały, więc i amortyzacja nie tej jakości i po takim czasie już się zestarzały.

Kilka pobitych rekordów i kilka zniżek formy

W ciągu tych 11 miesięcy z bieganiem było różnie. Miałam świetne miesiące, takiej jak np. lipiec, w czasie których pokonałam 122 km, ale też takie, w których na bieganie wychodziłam tylko 3 razy (sierpień, wrzesień, grudzień).

Pobiłam też w tym roku dwa razy swój własny rekord na 10 km, który za pierwszym razem wyniósł: 01:01: 54, a za drugim 01:01:52. Niestety w tym roku nie udało się połamać godziny na tym dystansie.

Ogólny trend moich treningów tez zmierza w dobrą stronę. Biegam coraz szybciej a moje średnie miesięczne czasy na km, 3 km, 5 km i 10 km stają się coraz lepsze.

Średnia miesięczna liczba pokonanych kilometrów w godzinę i w 12 minut (tzw. test Coopera pną się do góry (przy czym zaznaczam, że są to średnie, a nie rekordy).

Tak, tak, jestem trochę świrem, ale prowadzę sobie takie statystyki. Na dłuższą metę są one bardzo motywujące. Zobaczcie tylko, zaczynałam w lutym z testem Coopera z wynikiem 1,64 km w ciągu 12 minut, a rok skończyłam w wynikiem 1,96 km. To jest jasny i widoczny progres.

Kilka luźnych planów na 2017

W podsumowaniach nie może zabraknąć miejsca na kilka planów na przyszły rok. Dobrze wiem, że nie należy robić zbyt ambitnych założeń, bo bardzo łatwo jest ich nie dotrzymać. Moje plany są więc takie:

  • trenować 2 razy w tygodniu
  • połamać godzinę na dystansie 10 km
  • Wziąć udział w trzech biegach triady Warszawskiej (Bieg Konstytucji 3-go maja, Bieg Powstania Warszawskiego, Bieg Niepodległości)
  • Wziąć udział w Biegu Czterech Generałów (po starcie zarzekałam się, że nigdy więcej, ale dzisiaj mam ochotę na jeszcze)

Resztę planów będę weryfikować na bieżąco, zobaczymy jakie fajne biegi przyniesie mi rok 2017.

Na samo zakończenie chciałabym wszystkim Wam, który twierdzicie, że nie lubicie biegać, że to nie dla Was, zalecić chociaż jedną – dwie próby. Ja też byłam takim ludkiem nienawidzącym biegania. Ba, nadal często nie mam ochoty wychodzić na dwór, ale wiem jedno: jeszcze nigdy nie żałowałam tego, że wyszłam pobiegać, często natomiast żałowałam, że tego nie zrobiłam. Spróbujcie się do biegania przekonać – to jedna z najtańszych i najprostszych form ruchu, a tego większości z nas brakuje najbardziej.

  • Macierzynstwo-raz!

    Super, że udało się Tobie uczestniczyć w tak wielu imprezach 🙂 Życzę Ci abyś w 2017 roku przebiegła jeszcze więcej km i zdobyła jeszcze więcej medali 🙂

    • Dziękuję :* A ja sobie życzę, żeby mądrzej zaplanować udział w biegach, bo pod koniec to już było zmęczenie materiału 🙂

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Aż 7 medali, a Ty piszesz o tym „niby nic” ?! 😉 Ja jestem pod wielkim wrażeniem Twoich wyników, osiągnięć i pasji – bo wiem jak mi samej swego czasu trudno było się zmotywować do biegania (ostatecznie wole jazdę na rowerze). To trzeba po prostu kochać – i być biegowym maniakiem, takim jak Ty 🙂 Gratulacje i dalszych sukcesów !

    • Oj, dzięki za takie słowa, ale nie jestem maniakiem biegowym, mimo, że pewnie chciałabym nim być 🙂
      Moim sukcesem jest fakt, że nie porzuciłam biegania po pierwszym miesiącu, że jakoś pomimo często jęczącego wieczorami Malucha udaje mi się kopnąć na trening. Chociaż ostatnio rzeczywiście za rzadko to robię…

  • W.

    Świetnie się czyta Twoje podsumowanie. Czytam z zazdrością, bo ja nawet nie chce podsumowywać ubiegłego roku biegowego, niestety przez głupią kontuzję (stłuczenie dużego palca przy schodzeniu z Babiej Góry) wyłączyłam się na okres wakacyjny i nie miałam ochoty do powrotu do regularnego biegania. Za to mam ambitny plan zmienić to w tym roku. Też lubię statystyki i zauważanie własnych postępów, a nic tak jak liczby, bardziej nie przemawia. Podobnie miałam z butami, a kolana do dziś mi dziękują za odpowiedni dobór. Owocnych startów w 2017 i być może do zobaczenia na trasie! 🙂

    • Ja też miałam plan, żeby w tym roku więcej biegać, ale początek roku jakoś temu nie sprzyja. Nie umiem się zebrać w sobie i kopnąć pobiegać niestety. To kwestia psychiki, nad która muszę mocno popracować.
      Trzymam za Ciebie kciuki z tym bieganiem 🙂 Może uda się pobiec razem w jakimś biegu 🙂

Close