Nie zwykłam robić wielkich podsumowań oraz postanowień noworocznych. W zeszłym roku podsumowałam za to rzecz, z której byłam najbardziej dumna – bieganie. W tym roku również to uczyniłam. I chociaż zasiadałam do tego z mieszanymi uczuciami i zniechęceniem, to po skończeniu wpisu przeredagowałam wstęp, bo to nie był stracony rok, to był rok biegowy bogaty we wszystko dosłownie!

Rok biegowy 2017 była dla mnie rokiem bogatym w przeróżne starty. W niektórych biegach brałam udział po raz drugi, a w niektórych startowałam pierwszy raz. Był to też rok, w którym pobiłam, swoje rekordy na 10 i 5 kilometrów. W końcu, był to rok, w którym momenty pełnej motywacji przeradzały się w okresy zniechęcenia, żeby w grudniu moje bieganie umarło śmiercią naturalną. Ale nie uprzedzając tego co w następnych akapitach – zapraszam Was na biegowe podsumowanie 2017 roku. Nie zraźcie się, że na początku nie ma zdjęć, bo jeden z końcowych akapitów to regularna galeria – doczytajcie do niej proszę.

Rozliczenie postanowień na 2017

W zeszłym roku spisałam sobie swoje cele biegowe na 2017 rok. Oto one:

  1. Trenować 2 razy w tygodniu.
  2. Połamać godzinę na dystansie 10 km.
  3. Wziąć udział w trzech biegach triady Warszawskiej (Bieg Konstytucji 3-go Maja, Bieg Powstania Warszawskiego, Bieg Niepodległości).
  4. Wziąć udział w Biegu Czterech Generałów.

ad. 1 Z regularnymi treningami bywało różnie, ale średnia zazwyczaj wychodziła 2x w tygodniu. Jeżeli miałam jakiś bieg w weekend, to w tygodniu poprzedzającym biegałam 2 razy plus sam bieg – co dawało 3 razy na tydzień. W kolejnym tygodniu jednak zazwyczaj dawałam sobie na luz i biegałam raz lub wcale. Średnia: 2 x w tygodniu. Check. 

ad. 2 Rzecz tę zrobiłam tydzień lub dwa po opublikowaniu swoich biegowych celów, więc przyszło to jakoś zbyt szybko, niemniej jednak – było to wielce satysfakcjonujące. A kolejne rekordy na 10 km też dodawały skrzydeł. Check.

ad. 3 Udało się w 100 %. W dodatku każdy medal z grawerem. Check.

ad. 4 Już chyba byłam zapisana, ale organizator odwołał ten bieg niestety. Wielka szkoda, bo był to bardzo dobrze zorganizowany bieg. Za to brałam udział w innych, niezwykle ciekawych biegach.

Wow, nie sądziłam, że postawiłam sobie aż tak proste cele. A może wcale nie był proste i powinnam być dumna z ich osiągnięcia?

615 przebiegniętych kilometrów

To gorzej niż w zeszłym roku, chociaż celowałam w taki sam lub lepszy wynik. Brak aktywności w grudniu zdecydowanie tutaj zawinił. Najlepszy pod względem kilometrów był lipiec, sierpień  i październik. Absolutną tragedią był grudzień i czerwiec. Wnioski z tego nieszczęsnego grudnia muszę wyciągnąć sama.

Jeśli chodzi o rzeczy, które porównywałam w zeszłym roku, czyli średnie miesięczne czasy na 1, 5, 10 km oraz dystanse pokonane w 12 minut i w godzinę to nie ma tak widocznego progresu jak rok temu. A to dlatego, że na treningach wieczornych biegałam sobie lajtowo, za to na biegach dawałam z siebie wszystko. Stąd na przykład, jeśli w jakimś miesiącu nie było startu to średnie wychodziły słabe.

Bardzo dużo startów w biegach

Rok 2017 obfitował w wiele ciekawych startów. Większość z nich opisywałam na blogu, część pominęłam, bo nie różniły się niczym od zeszłorocznych.

Biegi, w których brałam udział to:

  1. Bieg OSHEE
  2. 27. Bieg Konstytucji 3-go Maja
  3. 27. Bieg Powstania Warszawskiego, triada Warszawska
  4. Praska Piątka
  5. Julinek Run, przełaje
  6. Biegnij Warszawo 2017
  7. Bieg po Dynię 2017
  8. Skywayrun Military #3
  9. 29. Bieg Niepodległości, triada Warszawska
  10. Bieg Mikołajów

Jeśli wydaje się Wam, że to dużo, to… macie rację. Ja również uważam, że startów było dużo, może nawet zbyt dużo jak na jeden rok. Czasami było tak, że chciałam mieć wolny weekend, a tu np. cała sobota stracona na sam bieg, dojazd, ochłonięcie i ogarnięcie się po biegu. Z drugiej strony, nie żałuję udziału w żadnym z nich, to są zawsze duże emocje, od których można się uzależnić. Ten lekki stresik przed, pokonywanie siebie w trakcie i euforia po. Nie do opisania.

Biegi, które zapadną mi najbardziej w pamięć, to Julinek Run, który był tak naprawdę przełajami i dał mi mocno w kość; Skywayrun, czyli bieg po płycie lotniska, który również w kość mi dał (chociaż tu już na własne życzenie), oraz Bieg Mikołajów, który wspominam super, ale takiej ilości błota moje buty biegowe jeszcze nie widziały. To ciekawe, że te najtrudniejsze dla mnie biegi wspominam najmocniej. Dużą niespodzianką było Biegnij Warszawo, o którym to biegu zmieniłam zdanie o 180 stopni. No i mam wielką satysfakcję, że udało się pobiec całą Triadę Warszawską, czyli: Bieg Konstytucji 3-go maja (5 km), Bieg Powstania Warszawskiego (10 km) oraz Bieg Niepodległości (10 km), którego opisu nie zamieszczałam, bo nie napisałabym o nim niczego czego nie napisałam o zeszłorocznym. 

+ 10 pięknych medali na wieszaku

Rok 2017 obrodził w pięknie zaprojektowane medale. Mnie najbardziej podobają się te, które mają tradycyjnie okrągły kształt. Tak więc medale z Julinek Run, z Biegnij Warszawo, ze Skywayrun oraz z Biegu Mikołajów to moje ulubione. Triada Warszawska jak zwykle dała ciała z mocowaniem taśmy do medalu, ale to już standard. Jeden z fajniejszych medali, bo mocno błyszczący i w kształcie dziesiątki jest z Biegu OSHEE. Na swoje medale mam specjalny wieszak, który kocham miłością wielką. Super jest sobie oglądać, że tyle udało mi się ich zdobyć.

Kilka pobitych rekordów

Jak wspomniałam w jednym z pierwszych akapitów – godzinę na 10 kilometrów połamałam już na przełomie stycznia i lutego. Ale to było na treningu, a tam czas i odległość mierzy mi Endomondo, które zazwyczaj okazuje się łaskawsze niż oficjalny pomiar czasu na zawodach. W pierwszym w 2017r. starcie na 10 kilometrów nie udało się zejść poniżej godziny, ale już w Biegu Powstania było 58:46, a później Biegnij Warszawo z czasem 57:49 oraz Bieg Niepodległości na 57:28, co jest moim dotychczasowym, jeszcze nie pobitym rekordem. Biegi na 5 kilometrów ogólnie zawsze biega się szybciej, więc już w Biegu Konstytucji osiągnęłam czas 28:53, a później 27:51 na Piątce Praskiej. Kolejny start na 5 km w Biegu po dynię wyszedł mi niestety słabiej.

Dla większości z Was pewnie te rekordy nie robią żadnego wrażenia, dlatego chcę uświadomić Was, że ja warunków fizycznych do biegania nie mam wcale takich dobrych. Krótkie nogi oznaczają krótsze kroki, a to tylko wierzchołek mojego niedopasowania do biegania 🙂 Ale jest jedna rzecz, która jak dla mnie najbardziej uwidacznia postęp jaki zrobiłam przez rok. Czas w Biegnij Warszawo z 2016 roku to 01:06:11, a z 2017 roku: 00:57:49. To prawie 10 minut różnicy! W rok! Ja jestem z siebie dumna.

Mnóstwo wspaniałych zdjęć

Jak co roku, to zdjęcia z biegów są tymi, które uwielbiam przeglądać. Zapraszam do galerii:

Głupawka przed- i pobiegowa

Grunt to zrobić dobre ćwiczenia przed…

…a czasami po biegu…

Pamiętać należy również o właściwym odżywianiu. Spożywać należy: ciastka…

… wodę…

… numer startowy…

… talon na jedzenie…

Drużyna biegowa, to podstawa

Razem warto:

Zdobyć złoto…

… dobrze się bawić…

… znaleźć swoją strefę…

…poszukać mety…

… spojrzeć z innej perspektywy…

… zrobić selfie w łazience w czapkach Mikołaja…

…pokazać co się ma najładniejszego 😛 …

… rozdziawić japę…

…siąść na poboczu…

… powygłupiać się…

… przesłać buziaka…

… postraszyć współzawodników…

 

… ładne nogi pokazać…

Zdjęcia w biegu (czyli dowód, że nie tylko piszę o bieganiu, ale naprawdę biegam)

Victory!

Co tam medal, gdzie woda?

Wszyscy jakoś ładnie i profesjonalnie na tych zdjęciach wyglądają, tylko ja pokracznie…

Tu już znacznie lepiej. Tu również błoto 🙂

Jeśli ktoś tego nie widzi, to na poniższym zdjęciu przesyłam seksi buziaka 🙂 Ale to przecież widać, prawda?

Tu miałam super fryzurę, więc się fotografowi pochwaliłam 🙂

I tu trochę też 🙂

Postanowienia na 2018

Jest ich niewiele:

  1. Po prostu wrócić do biegania…
  2. … i robić to w miarę regularnie.
  3. Pobiec w jakimś biegu, w którym dotychczas jeszcze nie brałam udziału.

I już.