W dzisiejszym wpisie zobaczycie książeczki z serii, która w ogóle mi się na początku nie podobała, ale zobaczyłam ją polecaną na różnych blogach i zaryzykowałam. Dzisiaj pokażę Wam, że mimo zbyt kiczowato kolorowych ilustracji zabawa tymi książeczkami może być naprawdę przyjemna.

W serii książek autorstwa Jo Lodge mamy do wyboru pięć czy sześc pozycji, w naszej biblioteczce znajdują się tylko dwie, ale według mnie to wystarczająca ilość. Postanowiłam również obie książeczki opisać w jednym akapicie, ponieważ zasady ich używania są dokładnie takie same, różnią się tylko głównym bohaterem. Zdjęć za to będzie sporo i jednej i drugiej.

„Hop! Mały kotek”

„Plask! Mała krówka”

Jo Lodge, wyd. Olesiejuk

Pierwszy w naszym domu znalazł się kotek, chyba za sprawą babci – bibliotekarza.  Żeby być z Wami szczerą – moje pierwsze wrażenie o książce nie było zbyt pozytywne. Uważałam, że ilustracje są baaardzo kiczowate, takie zbyt kolorowe. Ja wolałam jakieś ciekawe ilustracje, takie bardziej nowoczesne (obecnie jest tylu cudownych, w dodatku polskich grafików).

Podejście do książki jednak zmienia się gdy zaczniemy ją przeglądać i się bawić. Jest to bowiem książka, w której obrazki na każdej stronie są ruchome. Coś trzeba pociągnąć, coś przesunąć i obrazek ożywa.

Moja początkowa opinia i tak się z resztą nie liczy, bo książki są jednymi z najbardziej lubianych przez Malucha. Na pierwszych stronach głowa kotka była dość duża (patrz obrazek powyżej) i jej trochę się obawiał, ale oswoił się i co chwila przychodził do nas, żebyśmy wspólnie się książeczką pobawili.

Zachęcona stosunkiem syna do „Kotka…” postanowiłam zamówić coś jeszcze – tym razem wybór padł na krówkę. Jest ona tak samo fajna jak kotek, ale spodziewałam się, że będzie w niej coś… hmm… innego po prostu? A tu okazuje się, że bohaterka inna, ale zasady działania dokładnie takie same.

Nie zrozumcie mnie źle – krówka też jest super i też bardzo często do niej wracamy. Wydaje mi się nawet nieco fajniejsza, czy śmieszniejsza od kotka. Jednak nie ma sensu kupować całej serii. Wystarczy jedna czy dwie pozycje i wszyscy będą „happy”.

Na dzień publikacji tego wpisu książki, które posiadamy, nie są dostępne w moim kochanym Arosie, ale polujcie na nie, bo na pewno się pojawią. Na pewno dostępne są inne części serii.

Z tego co widzę, to „Hop! Mały kotek” kosztował około 16 zł, a „Plask! Mała krówka” około 15 zł.

Na koniec nagrałam Wam tez filmiki, żeby pokazać jak te książki działają w praktyce.

I jak wrażenia? Jeśli macie wrażenie (w szczególności przy krówce), że ruchome elementy czasami chodzą „ciężko”, to macie rację, tak właśnie jest. Małe dzieci, np. dwulatki takie jak Maluch, nie są w stanie sobie z tym poradzić, więc zawsze oglądamy te książki wspólnie. Boję się trochę, że jak zacznie ciągnąć za jakiś element, to go zwyczajnie urwie.


Ta seria książek jest dość popularna, bo często dostępna jest w jakichś marketach, dlatego myślę, że książeczki te znajdują się w wielu domach. A Wy trafiliście na Jo Lodge? Macie? Lubicie? Piszcie!

  • Fajne książeczki 🙂 Moje córy już z takich wyrosły, ale siostrze z rocznym synkiem na pewno o nich wspomnę 🙂

  • Hania Zawisza

    Rewelacja

  • To prawda, ze graficznie te książeczki mają obecnie dużą konkurencję. Ale forma dość ciekawa, choć też nie specjalnie nowatorska. Najważniejsze jednak, że dziecku się podoba. My nie mamy, specjalnie rozglądać się nie będę, ale jak wpadnie w ręce, to czemu nie 😉
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

  • Kiedyś tez lubiłam takie książeczki. Teraz prezentuje je kuzynom na urodziny (maja po 2-3 lata). 🙂

    • 2 – 3 lata to odpowiedni wiek na tego typu książki 🙂

Close