27. Bieg Powstania Warszawskiego

Nie jestem pewna czy potrafię opisać bieg po raz drugi w taki sposób, żeby nie powtórzyć wpisu zeszłorocznego. Cały czas waham się czy w ogóle kontynuować tę notkę czy zostawić ją w blogowym notatniku i nie wystawiać na „światło dzienne”. Cały szkopuł w tym, że ja uwielbiam opisywać biegi, w których wzięłam udział. Dlatego właśnie w ogóle zabrałam się za pisanie. To dla mnie przyjemność. Drugim argumentem „za” są zdjęcia, które strasznie chcę Wam pokazać.

Bieg po dynię 2016 – rodzinny, świetnie zorganizowany bieg

Bieg po dynię – zorganizowany w małej miejscowości, krótki, z tanim pakietem startowym – miał być zabawną ciekawostką, a okazał się jednym z najfajniejszych biegów, w których uczestniczyłam w tym roku. Na Facebooku znalazłam komentarz, że Biegnij Warszawo mogłoby się od dyni uczyć organizacji – całkowicie się z tym zgadzam. Ilość miejsc w biegu głównym…

Wstałam z kanapy, pobiegłam… i wykręciłam niezły czas!

Biegałam. Pół roku uczciwie biegałam. Raz, dwa razy, zdarzało się i trzy razy w tygodniu. Następnie przyszedł czas na udział w biegach ulicznych. Był Bieg SGH i Bieg Powstania Warszawskiego. Pomyślałam, że super udaje mi się trenować i pozapisywałam się na jeszcze kilka biegów. A potem przyszedł urlop, a urlop wszystko rozpierduje (kocham to słowo). I „rozpierdał” mi treningi.

26. Bieg Powstania Warszawskiego

Spodobało mi się branie udziału w biegach zorganizowanych. Po Biegu SGH, jeśli pamiętacie, miałam różne mieszane uczucia, ale po Biegu Powstania Warszawskiego mam w większości pozytywne. To było dokładnie to, czego po biegu się spodziewałam. Atmosfera, tłumy ludzi zgromadzone w tym samym celu co ja, to jest nie do opisania. Dlatego właśnie spróbuję to opisać.

Strona 1 z 11
Close