Ciąża – stan błogosławiony. Wszyscy uśmiechają się promiennie na Twój widok, pomagają, ustępują miejsca. Stąpasz po płatkach róż, ludzie chcą Ci nieba uchylić, starają się nie denerwować Cię i nie narażać na stres… Znacie to? Ja też nie. Dziwnym trafem kobiety w ciąży niemal co dzień wystawiane są na ciężką próbę nerwów i charakteru słysząc poniższe teksty. I, co ciekawsze, najczęściej z ust innych kobiet, i jeszcze częściej z ust kobiet, które ciążę (niejedną) mają już za sobą. Czego nie chcemy słyszeć w ciąży (a słyszymy ciągle)? O tym poniżej.

a title here

1. Komentarze dotyczące wyglądu

„Ale spuchłaś”, „Pokaż się grubasku” (że niby tek pieszczotliwie), „Ale masz wielki brzuch”. Super zajebiście miłe, nie? Bo kobieta w ciąży to powinna mieć mały brzuszek (albo wcale), a jak już ma ten brzuch, to przecież w ogóle nie widzi w lustrze, że jej urósł. Dobrze, że są strażnicy wiecznie na posterunku, żeby o tym jej oznajmić, przypomnieć, podkreślić.

Ale! jeszcze gorzej jest, gdy ten brzuszek faktycznie jest mały, bo wtedy Ci sami strażnicy pilnują czy aby na pewno jesteś w ciąży? Czy przypadkiem nie oszukujesz? A jak nie oszukujesz to czy dziecko jest aby zdrowe?

Tak, kobieto w ciąży – nie dość masz zmartwień, dodam Ci jeszcze trochę, nie może być za łatwo. Nie rozumiem tego fenomenu, bo na takie okropne komentarze pozwalają sobie najczęściej inne kobiety. Mam swoją teorię, że chcą się same podbudować, że one to mają extra figurę, a ciężarna (z racji stanu) już bez wcięcia w talii.

2. Jak się czujesz?

Pięćdziesiąty raz z rzędu jedno i to samo pytanie. Biję się w piersi, bo sama je też często zadaję… To przynajmniej naprawdę wynika z troski. Tylko, że kobieta w ciąży słyszy je średnio 7 razy dziennie. I zastanawia się czy odpowiedzieć „Dobrze” i tym samym skończyć rozmowę, czy powiedzieć jak naprawdę się czuje. Że jest jej ciężko, ma zgagę, nogi puchną i najchętniej zdjęłaby ten brzuch na chwilę, żeby odpocząć.

3. Urodziłaś już?

Pytanie to pojawia się tym częściej im bliżej terminu porodu jesteś, a już nie daj Boże, jak termin minął a ty nadal w dwupaku. Gwarantuję Ci, że sama siebie też będziesz o to pytać. Też będziesz niecierpliwie czekać na ten moment, będziesz niemal ciągle o tym myśleć, czy potrzeba Ci jeszcze takich pytań?

4. Na pewno chcesz mu dać takie imię?

To była moja zmora. Na początku jeszcze mówiłam znajomym jakie imiona bierzemy pod uwagę (a ich wybór nie był dla nas w cale taki łatwy), ale pod koniec twierdziłam, że nie wiemy jeszcze, a syn sam mi powie jak się nazywa jak już się urodzi. Czemu nie chciałam mówić o imieniu? Bo ile osób tyle opinii. Koleżanka kiedyś spytała mnie czy na pewno Malucha chcę nazwać Maluch (oczywiście pod kryptonimem Maluch kryje się normalne, polskie imię), bo zna jednego chłopaka o tym imieniu i go nie lubi. A potem padała cała litania imion, które się jej podobają. Mnie niekoniecznie. Podsumowując ten punkt: pytanie o imię jest całkiem spoko, dopóki nie próbujesz przemycić swojej propozycji. Na serio liczysz, że imię, nad wymyśleniem którego przyszli rodzice spędzili niejedną godzinę, zostanie zmienione na Twoją sugestię? Jedyne co osiągniesz to zdenerwowanie ciężarnej – a tego przecież nie chcemy.

5. No zjedz jeszcze!

A to była moja druga zmora. Wszyscy wmawiali mi, że mam jeść za dwóch, że mam zjeść jeszcze, że za mało zjadłam itd, itp. Tłumaczenia, że jest subtelna różnica między jedzeniem DLA dwojga, a jedzeniem ZA dwoje nie pomagały. Tłumaczenie, że jak za dużo zjem to skończy się to nieprzyjemną zgagą i problemami ze snem też nie pomagały. A już w tłumaczenia, że zwyczajnie nie jestem głodna, to nikt mi nie wierzył. Dlatego błagam! Nauczmy się wreszcie – w ciąży nie powinno się jeść za dwoje. Jemy tyle ile potrzebujemy i jemy zdrowo. Kropka! Nie zmuszać mi kobiet w ciąży do obżerania się!

6. Na pewno będzie dziewczynka…(mówione ze znaczącą miną)

Chyba wszyscy wiemy o co chodzi… Jest taki cudowny zabobon, że „dziewczynka odbiera matce urodę”. Brak mi słów na tą totalną głupotę. Jak to dobrze, że mam syna, to nikt mi nie śmiał wyskoczyć z tym mądrym komentarzem. Tak jak w punkcie 1 autorami takich rewelacji są zazwyczaj kobiety. Jaki tupet trzeba mieć, żeby w tak niby zawoalowany, ale jednak jasny sposób dać do zrozumienia, że kobieta nie wygląda dobrze? To po pierwsze, a po drugie – większość takich komentarzy w ogóle nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości, bo kobiety w ciąży są piękne. Po co niepotrzebnie dołować ciążówkę?

7. Od osób, które nie rodziły: Nie boisz się porodu?!

i

8. Od osób, które rodziły: Poród Cię czeka. Zobaczysz… Ja rodziłam X godzin…

Na pierwsze pytanie najlepiej odpowiedzieć krótko i uciąć konwersację mówiąc „Nie!” Na drugie nie wiem co odpowiedzieć, ale na pewno też skończyć tę rozmowę prowadzącą donikąd. Jestem pewna, że każda kobieta w ciąży, na którymś etapie obawia się porodu, nie wie co ją czeka, nie wie czego może się spodziewać. Po co rozdmuchiwać w niej tą niepewność? Zamiast takich durnowatych pytań i opowieści o trudnych porodach polecam wspierać kobiety w ciąży i mówić im o porodzie pozytywnie. Przeczytajcie drugą część mojego starego wpisu, o tym jak się do porodu przygotować, tam podsuwam Wam kilka pomysłów na to jak można pozytywnie nastawić się do porodu.

9. Wyśpij się na zaś, bo potem to już nie będzie tak łatwo!

Co za bzdura i banał w jednym! Czy ktoś kiedykolwiek wyspał się na zaś? Czy kobieta będąca w końcówce ciąży jest w stanie naprawdę się wyspać (ja nie byłam w stanie -> zgaga, ciężko, niewygodnie)? O dziękuję wujku/ciociu „dobra rada” za to cudowne zdanie. Tego mi było trzeba, że też sama nie wpadłam na to wcześniej… A jak będzie później (po porodzie)? Może i nie będzie tak łatwo, ale potem (i to całkiem szybko) sytuacja się stabilizuje. Można spać wtedy kiedy śpi dziecko, można radzić sobie i spać razem z dzieckiem w łóżku, można wreszcie trafić na egzemplarz, który będzie długo spać w nocy… Wszyscy dają z tym radę, po co straszyć?

10.  „Nie zakładaj korali, bo dziecko owinie się pępowiną!” i inne kwiatki

Ach, wierzenia ludowe wiecznie żywe nawet w tak oświeconym społeczeństwie jak nasze. Nie daj Boże przestraszyć się myszy, bo dziecko będzie miało myszkę lub znamię (lub jakkolwiek ten przesąd brzmi). Korale i inne naszyjniki wyrzucamy w kąt, bo dziecko owinie się pępowiną. Albo lepiej je spalmy, tak w razie co. Nigdy, pod żadnym pozorem nie obcinamy włosów, bo dziecko urodzi się głupie (whaaaat?). Rozwala mnie wróżenie płci dziecka z kształtu brzucha (lub urody mamy wyżej wspomnianej). Aha, i niech Cię ręka Boska broni kupowania dziecku wyprawki! W ten sposób można zapeszyć! Ja, generalnie szłam pod prąd wszystkim tym mądrościom. Komentarze puszczałam mimo uszu.

Nie jest lekko kobietom w ciąży. Rosnący brzuch, rozstępy, puchnięcie nóg, dłoni, zgaga, mdłości, większa wrażliwość spowodowana szalejącymi hormonami. Serio chcesz ciężarówkę ze swojego otoczenia dobić swoimi komentarzami, żeby nie było jej tak dobrze? Następnym razem zastanów się, proszę, zanim chlapniesz coś głupiego. Lepiej, żebyś nie powiedział nic, niż żeby któreś z powyższych zdań padło z Twoich ust. Więcej życzliwości dla kobiet w ciąży!

Dziewczyny! Macie jakieś inne „kwiatki” tego typu? Piszcie w komentarzach. Pośmiejemy się, powkurzamy 🙂

BTW: nie jestem w ciąży, ale w moim otoczeniu jest kilka ciąż, i z obserwacji postanowiłam popełnić ten wpis.

  • ~Emilia

    Jakby się dłuższą chwilę zastanowić to wychodzi na to, że kobiety w ciąży o nic nie można spytać, bo o wszystko się wścieknie 😉
    Mnie osobiście denerwowały straszne opowieści porodowe i rady w stylu „koniecznie weź znieczulenie” albo „koniecznie opłać położną”. A najbardziej zdenerwował mnie lekko prześmiewczy tekst „zobaczysz, będziesz błagała o znieczulenie!” rzucony po tym, jak wspomniałam, że wolałabym znieczulenia nie brać. A później wcale nie błagałam – trzeźwo oceniłam sytuację, stanowczo powiedziałam, że chcę znieczulenie z takiego a takiego powodu i w niedługim czasie je dostałam.
    Za pytanie „urodziłaś już?” byłam gotowa mordować, bo tydzień przed terminem leżałam już na patologii ciąży próbując na wszelkie sposoby pozbyć się lokatora z brzucha i byłam nieludzko sfrustrowana tym, że ta złośliwa bestia nic sobie nie robi z cewników i oksytocyny. W końcu na kilka takich pytań odpisałam bardzo nieuprzejmie sugerując, że skoro się nie odzywam to chyba jasne, że albo nie urodziłam, albo urodziłam i mam totalne urwanie d… i ważniejsze sprawy na głowie niż pisanie smsów. Wyjątkiem było pytanie zadawane przez instruktorki i inne panie w klubie fitness, kiedy po raz kolejny wtaczałam się na zumbę, chociaż w tym przypadku brzmiało „jeszcze nie urodziłaś???” 😉
    Jeszcze strasznie mnie denerwowało, kiedy padało sakramentalne „co słychać, jak się czujesz, urodziłaś już?” i odpowiadałam, że jestem już w szpitalu i wykurzam lokatora – nagle wszyscy, którzy wcześniej miesiącami nie byli w stanie znaleźć czasu na spotkanie proponowali, że przyjdą mnie odwiedzić, pytali czy coś mi przynieść i byli bardzo zawiedzeni, że nic mi nie trzeba bo wszystko na bieżąco przywozi mąż lub rodzice a odwiedziny preferuję między 11 a 16, bo później przyjedzie mąż i wtedy nikogo innego mi nie trzeba. Miałam nieodparte wrażenie, że niektórzy mają ochotę na sensację w postaci obejrzenia koleżanki w szpitalu.

  • Sama z własnego doświadczenia nic nie dołożę, ale w przypadku innych ciężarnych kobiet podobnie jak Ciebie zawsze śmieszyły mnie te wszystkie zabobony typu „jeśli jesteś w ciąży to absolutnie nie wpatruj się w płonące ognisko, bo coś tam, coś tam…” No żenada jakaś ! Czy my żyjemy w średniowieczu, żeby w tego typu bujdy wierzyć i traktować je poważnie? Skoro tak, to ja najchętniej właśnie te wszystkie „dobre rady” spaliłabym rytualnie na stosie 😉

    • wyrodna-matka

      W ogóle można by zrobić spis wszystkich „dobrych rad” otrzymywanych jak już się jest rodzicem… Niezła komedia, thriller i dramat w jednym by wyszły…

  • ~Emilia

    O, w temacie ognia! W ramach mini-majówki razem z równie ciężarną koleżanką (miałyśmy taki sam termin!) i mężami postanowiliśmy zrobić grilla, a że zimno było to pomyśleliśmy o ognisku. I temu pomysłowi bardzo stanowczo sprzeciwiła się moja mama, bo w ciąży to na ogień nie wolno patrzeć, ale nijak nie umiała powiedzieć czemu 😛

    • wyrodna-matka

      Hahaha!
      Mam obecnie siostrę w ciąży i ona mi opowiadała, że w tym samym tygodniu usłyszała dwie rady:
      1. Musisz jeść teraz dużo truskawek
      2. Absolutnie nie wolno CI jeść truskawek
      I bądź tu człowieku mądry 🙂

  • Z kupowaniem wyprawki przed czasem to nie jest żaden zabobon, tylko pokorne podejście do sprawy – memento mori. No i praktyczne też, bo co zrobisz z tym wszystkim, jak śmierć zwycięży? Ciężko nawet patrzeć wtedy na te rzeczy. Dobrze, że czasy się zmieniają i prawa konsumenta też, można już chyba w większości sklepów zwrócić i po sprawie, ale do niedawna tego nie było. Ale myśmy chyba już wałkowali ten temat na Twoim blogu?

    • wyrodna-matka

      Wychodzę z założenia jeśli coś ma się stać to i tak się stanie czy tą wyprawkę kupisz czy nie…
      A ludzie, którzy odradzają kupować wyprawki przed urodzeniem dziecka wcale nie mówią, że to z pokory, tylko twierdzą dosłownie to: „Żeby nie zapeszyć”. Ergo: to jest zabobon. Zrozumiałabym, gdyby ktoś postawił sprawę tak jak Ty i tutaj wcale się nie kłócę. To faktycznie bardzo traumatyczne może się okazać później..

  • ~Emilia

    t.vik, przepraszam, temat był tu już poruszony, ale dla mnie znowu niepotrzebnie straszysz… owszem, zdarzają się tragedie, ale nie można żyć w ciągłym strachu! Wczoraj pojechałam z moim malcem odwiedzić znajomych z pracy i od słowa do słowa zgadało się, że wnuk jednej z pań mając pół roku zmarł śmiercią łóżeczkową. Czy w tej sytuacji mamy nie cieszyć się z każdego dnia, nie robić planów, nie kupić nic „naprzód”, bo może stanie się coś złego? Śmierć zawsze przychodzi za wcześnie, zwłaszcza kiedy zabiera dziecko, ale nie można żyć cały czas nasłuchując oddechu kostuchy na karku!

    • ~t.vik

      Emilia, skupiłaś się nie na tym, co trzeba. Chodziło o zbiór zabobonów wyjętych z kapelusza, jak „nie wpatruj się w ogień”, czy „nie przechodź pod drabiną będąc w ciąży. „Nie kupuj wyprawki” należy do innej kategorii ostrzeżeń i próbowałem wyjaśnić skąd się wzięło. Najpewniej od rodziców, którzy przeżyli taką sytuację. Ty i ja, stoimy po dwóch różnych stronach, jeśli chodzi o takie przeżycie, a że rodzic, który nigdy nie przeżył śmierci własnego dziecka nigdy nie zrozumie rodzica, który to przeżył (tak jak syty nigdy nie zrozumie głodnego), to mam nadzieję, że Ty też nigdy tego nie zrozumiesz.
      I jeszcze jedno. Ja sam nie mówię, żeby nie kupować wyprawki, wręcz przeciwnie i żeby do kompletu tej wyprawki dokupić też monitor oddechu, właśnie żeby śmierci łóżeczkowej uniknąć – pisałem o tym wystarczająco dużo na moim blogu.
      Pozdro!

      • ~Emilia

        Masz rację, nie zrozumiem czym jest ból po stracie dziecka, ale wiem czym jest realny strach, że być może trzeba będzie pożegnać swoje dziecko zanim się je tak naprawdę poznało. Nie będę pisać o szczegółach, ale przez ten najgorszy w życiu tydzień nauczyłam się cieszyć do szaleństwa każdym dniem, który jest nam wspólnie dany i nie myśleć o tym, że może wydarzyć się coś złego.
        A monitor oddechu mam – był jednym z pierwszych zakupów 😉

        • wyrodna-matka

          Mam nadzieję, że wszystko jest już ok? Trochę mnie zmroził ten komentarz…

  • Pragmatyczna mądrala

    Ubawił mnie ten wpis 😀 jestem w 7 miesiącu i właśnie przymierzam się do napisania podobnego tekstu. Będzie to zbiór moich perełek.
    Z grubsza to:
    – ale masz wielki brzuch! Ja taki miałam tuż przed porodem! (dziewczyna miała większy, wciąż pamiętam).
    – ej, właściwie chyba nawet nie przytyłaś, tylko cycki i brzuch (i to od kilku osób. Bo przecież wiadomo, że ciężarna od razu tyje 30 kg). Wiem, powinnam się cieszyć. Walczę o to, żeby nie utyć, bo mam do tego tendencję, naprawdę pilnuję posiłków i się nie opycham zachciankami. Jednak co mnie przy tym denerwuje to fakt, że przez całe życie moją figurę i tycie/chudnięcie komentowały tylko najbliższe osoby, a teraz bezwstydnie robią to całkiem obce kobiety.
    – zjedz jeszcze/musisz dużo jeść (słyszane i od bliskich, i od obcych). Od razu twardo mówię, że już się najadłam, nie mam co pchać na zapas bo zrobię się gruba na zawsze albo dostanę cukrzycy i będą powikłania przy porodzie – miny rzedną, komentarze ustają.
    – od razu dyskusje o moich życiowych wyborach, wypytywanie… znów przez obce osoby, które nagle ze względu na mój stan pozwalają sobie na takie pouczające rozmowy. O karmieniu cycem, o mm, o szczepieniu, o nieszczepieniu, o ubieraniu za grubo/za cienko, o niekupowaniu wyprawki, o czerwonej wstążce na wózku, o znieczuleniu/jego braku, o cesarce/porodzie sn, itd… never ending story z osobami, których o zdanie bym nawet nie spytała, bo zwyczajnie mnie nie interesuje.
    Pozdrawiam 😉

    • No zwariować można. Jak kobieta jest w ciąży, to nagle wszyscy uważają, ze mają prawo do głośnego komentowania jej wyglądu, wielkości brzucha czy piersi i jeszcze milion dobrych rad od wszystkich na temat wszystkiego. Patrz, w koło sami eksperci, tylko ta ciężarna jakaś taka…niedouczona 🙂

  • moi-mili.pl

    Większość tych tekstów przyjmowałam ze spokojem i uśmiechem, zakładając, że wynikają z troski o mnie i o dziecko. Do furii doprowadzały mnie natomiast pytania: „to jeeeeszcze nie urodziłaś?!” albo „to ile ty w tej ciąży masz zamiar chodzić?!” 😛

    • No mnie tez to denerwowało, chociaż chyba bardziej jednak te dotyczące wyglądu.

      Może nie tylko kierowane do mnie (bo miałam szczęście i nikt nie komentował), o tyle kierowane w stronę innych ciężarnych mocno mnie irytują.

  • Los był dla mnie na szczęście łaskawy, bo komentarzy nie słyszałam tak wiele, a te, które były, aż tak mnie nie wkurzały. Nie miałam pretensji o pytania na temat mojego samopoczucia czy terminu porodu. Za to wkurzały mnie komentarze dotyczące płci dziecka. Co prawda była to pierwsza ciąża, ale zdążyłam usłyszeć, że najpierw lepiej mieć synka albo podważanie męskości męża, że nie umiał chłopca zrobić. Tymczasem teraz jako mama córeczki stwierdzam, że mogłabym mieć jeszcze kilka córek. 🙂

    • „Podważanie męskości” ? Serio! Ktoś śmiał tak w ogóle powiedzieć?! No chyba ktoś mocno na głowę upadł…na betonik…

    • No tak, popularne, że słabo „trafiał” itd. Takie żarty.

  • Haha, uśmiałam się 🙂 Jakby ktoś do mnie powiedział grubasku to chyba bym się odwinęła… 😉 Ale z punktem 9, to chętnie wyspałabym się na zapas, bo już wiem, co mnie czeka po raz drugi 😉

    • Ja też chciałabym, żeby to było możliwe. Z chwilą porodu niestety nie jest, a i przed samym porodem jest już ciężko 🙂

  • Macierzynstwo-raz!

    Ostatnio widziałam gdzieś podobny wpis na innym blogu. Zabobonów w ciąży nie słuchałam i nie radzę słuchać, a do tej listy dodałabym jeszcze parę denerwujących pytań 🙂

    • Dawaj te pytania! Z przyjemnością poczytam 🙂

  • Haha, długa ta lista, ja na szczęście ciężarną już nie będę, a byłam daaawno temu ?

Close