Odnoszę wrażenie, że przez lata, była to rzecz, którą robiło wiele rodzin, ale się do tego nie przyznawało. To przecież wstyd, to nieakceptowalne, trzymajmy ten fakt w tajemnicy, bo jeszcze się wyda jaka z nas patologia… Nawet moi rodzice twierdzili, że za wszelką cenę nie można do tego przyzwyczajać. Stres, wyrzuty sumienia, kłamstwa wśród znajomych… a drugiej strony poczucie, że może to nie takie złe, że dziecko spokojniejsze jakieś, a i my przez to spokojniejsi i wyspani.

Cieszę się, że obecnie, w dobie odkrywania rodzicielstwa bliskości (a właściwie nazwania tak postawy bliskiej dziecku) coraz więcej osób przyznaje, że TO robi. Że śpi razem w dzieckiem w jednym łóżku. I że przynosi to tylko pozytywne efekty. Kochani, dzisiaj głosem nie eksperta, ale zwykłego szaraczka praktykującego tę czynność opowiem Wam o tym jak to się stało, że współśpimy i co nam to daje.

Jak do tego mogło dojść!?

Ano stało się. Nie planowałam tego, nie czytałam o tym, nie robiłam researchu. To stało się samo, jako naturalna konsekwencja moich innych wyborów.

Mogę Wam tylko napisać, że zanim urodził się nasz syn, ba nawet jak już się urodził (tak gdzieś przez pierwszy miesiąc) byłam przeciwna spaniu razem z dzieckiem. Siedziały we mnie te opinie społeczeństwa: że jeszcze, nie daj Boże, się przyzwyczai, że nie będziemy już nigdy przenigdy spać tylko we dwoje (wyobrażacie sobie gimnazjalistę śpiącego z rodzicami?), że zaburzy to nasze relacje w małżeństwie (te intymne w szczególności), że to zło wcielone.

Przez pierwszy miesiąc życia naszego syna, nie dość, że męczyłam się z problemami z karmieniem piersią, to jeszcze dodatkowo narzuciłam sobie kolejną karę – odkładanie Malucha za każdym razem po nocnym karmieniu piersią. Przeróżne miałam na ten czas pomysły. Zapalałam lampeczkę, przystawiałam wózek głęboki obok naszego łóżka, żeby nie musieć biegać te dwa metry dalej do łóżeczka i czytałam książki w czasie długich nocnych sesji karmienia piersią – żeby nie zasnąć z tą kruszynką przy piersi. Efektem takiego postępowania było osiągnięcie stanu „zombiepodobnego”. Zdarzyło się też nie raz i nie dwa, że zasnęłam… na siedząco z dzieckiem na rękach. Przebudzałam się przerażona, że coś mogło się stać. I jakoś tak naturalnie wyszło, że przestałam zapalać w nocy światło, przestałam odkładać Malucha po karmieniu, za to nauczyłam się karmić na leżąco.

Obecnie nasze współspanie wygląda tak, że Maluch zasypia przy piersi i da się go odłożyć do łóżeczka. To ile w nim pośpi jest dla mnie zawsze loterią. Czasem śpi do 4 nad ranem – wtedy jestem mega wyspana, a czasem po 2 – 3 godzinach się budzi. Czasem nie da się go odłożyć, ale to tylko wtedy, kiedy np. gorączkuje. Generalnie: do pierwszej pobudki Maluch chrapie w swoim łóżeczku i wydaje mi się to dość rozsądnym rozwiązaniem.

 Co na to społeczeństwo?!

Na początku nie przyznawałam się do tego nikomu, twierdziłam, że zawsze odkładamy i że nigdy przenigdy z nami. Później, jak to mam w zwyczaju, zgłębiłam temat. Znalazłam inne wpisy blogowe, znalazłam opinię Agnieszki Stein, którą przytaczam w kolejnym akapicie, znalazłam też co-sleeping pośród elementów rodzicielstwa bliskości. Usłyszałam też od paru koleżanek w tajemnicy, że one to śpią z dzieckiem… I zdałam sobie sprawę, że to po prostu jest naturalne. To wygoda dla rodziców i poczucie bezpieczeństwa dla dzieci. Co może być w tym złego, skoro obie strony są zadowolone? Czy na siłę z tego mam rezygnować? Zaczęłam więc przyznawać się do tego, że Maluch śpi z nami. Spodziewałam się głosów oburzenia, ale nie spotkałam się z niczym takim. Nie ma się czym przejmować!

Co na to blogosfera?! Co na to eksperci?!

Nawet nie wiecie jak bardzo cieszy mnie trend, że ludzie zaczynają głośno mówić o tym, że śpią razem z dziećmi. Blogerzy piszą o tym notki, a i psychologowie twierdzą, że co-sleeping ma na dziecko dobry wpływ. Pozwolę sobie przytoczyć cytat z Agnieszki Stein:

…w początkowych kilku miesiącach dobrze jest, kiedy dziecko znajduje się „w zasięgu zmysłów rodziców”, a rodzice „w zasięgu zmysłów dziecka” – ze względu na możliwość udzielenia dziecku pomocy i ze względu na potrzebę bezpieczeństwa dziecka…

Współspanie jest też jednym z elementów tak zwanego „rodzicielstwa bliskości”. Piszą o tym Searsowie w swoich książkach, piszą tez inni blogerzy, np Mama na przedmieściach wymienia w swoim wpisie co-sleeping jako jeden z tych elementów właśnie, który praktykuje.

Do co-sleepiengu przyznają się również Hafija, Zapytaj matkę, Antoonovka i Piwnooka, a to tylko te wpisy, które udało mi się znaleźć po niezbyt długim guglowaniu. Jestem pewna, że o spaniu razem z dzieckiem napisano już w internetach wiele (Jeśli macie jakieś fajne artykuły na ten temat do polecenia, to dajcie linki w komentarzu).

No dobrze, ale co z kluczową kwestią bezpieczeństwa – przecież gdy dziecko śpi razem z nami może coś mu się stać, może się udusić, zsunąć, a co z SIDS? Ze współspaniem jest jak z każdą inną rzeczą – trzeba robić to mądrze. Jeśli dziecko jest malutkie, to rezygnujemy z dużych poduszek i kołder w jego pobliżu. Ja na samym początku spania razem z dzieckiem obejmowałam je ramieniem, tak, żeby odgrodzić je od męża. Zauważyłam jednak, że i mąż śpi ostrożniej, trzyma się swojej strony i już. Później, jak Maluch już trochę urósł rozsuwałam nasze poduszki na maksa na boki i Malucha kładłam pomiędzy nimi. Jestem pewna, że bardzo dobrze sprawdziłyby się w tym przypadku „kokony” dla niemowlaków. Przy ewentualnym kolejnym potomku już wiem, że takie coś sobie sprawię 🙂 Obecnie młode śpi razem z nami, czasem zagrabi sobie całą poduszkę, czasem śpi w poprzek mojego brzucha, często „wędruje” po całym łóżku. Zdarzyło się chyba ze dwa razy, że się z tego łóżka zsunął, ale nigdy nie płakał, bo jakoś delikatnie mu to poszło. Raz nawet się nie obudził i spał sobie chwilę na podłodze 🙂

Aha, została jeszcze kwestia SIDS, czyli śmierci łóżeczkowej. Otóż, okazuje się, ze współspanie ryzyko wystąpienia SIDS zmniejsza, a nie zwiększa! Wspaniale opisała to u siebie Hafija, więc zostawiam Wam link do jej artykułu Spanie z dzieckiem a SIDS. Jak zawsze jest rzeczowo i językiem dla ludzi, a w dodatku poparte badaniami (pod artykułem Hafija zamieściła linki do tych badań).

Co na to ja?!

A ja, wszystkim, którzy zapytają mówię, że szanuję swój sen. Kilka czynników wpływa na to, że u nas sprawa ze spaniem wygląda tak a nie inaczej. Oto fakty:

  • zdecydowałam, że będę karmić piersią, a potem, że będę długo karmić piersią
  • dzieci karmione piersią w większości częściej (i dłużej) budzą się w nocy niż dzieci karmione inaczej
  • Maluch od początku budził się w nocy często, jadł długo i czasami nie dało się go odłożyć do łóżeczka, bo się budził
  • wróciłam do pracy i muszę wstawać rano
  • jestem typem, który musi się chociaż trochę wyspać, bo inaczej jest nie do życia

Jak widzicie, sytuacja jest dość złożona, ale to głównie moja decyzja o karmieniu piersią wpłynęła na fakt, że śpimy razem z dzieckiem.

Czy widzę pozytywne strony tej sytuacji? Oczywiście! Jest ich więcej niż negatywnych. Po pierwsze i najważniejsze: wysypiam się. Dzięki temu mogę normalnie funkcjonować na co dzień. Ale chyba najważniejsze widzę u Malucha – śpi spokojnie i nawet kiedy się wybudza na karmienie to nie płacze, tylko szuka piersi sam przez sen. Ciężko odpowiada mi się na pytania o to ile razy budzi się w nocy, bo tego nie wiem – ja też wtedy śpię lub tylko delikatnie się wybudzam. Jeśli chodzi o relacje z mężem, to nie uległy one zmianie. A przynajmniej nie uległy zmianie przez sam co-sleeping – wiadomo, że jak pojawia się dziecko to zmienia się dużo. Mamy dla siebie czas przez tę pierwszą część nocy, kiedy Maluch śpi u siebie, nie zburzyło to tez naszych intymnych relacji – naprawdę dajemy radę.

No ale są minusy, co nie? No są, są… wiadomo, że trochę ciasno, trochę niewygodnie, trochę łóżeczko się kurzy i piękna pościel Maluchowa też. Są dni, kiedy zgrzytam zębami ze złości, że młode tak często się budzi (wtedy ratuje mnie Pan Wyrodny, czasami uda mu się ponosić młode i je uśpić). Wierzę jednak, że wyrośniemy z tego etapu spania razem. Już teraz zauważam nieznaczny trend w stronę coraz dłuższego przesypiania tej pierwszej części nocy u siebie. Dzisiaj pierwsza pobudka była dopiero o 3 – dla mnie bomba.


Podsumowując, nasz co-sleeping wynikł naturalnie, nie był przez nas planowany, ale bardzo cieszę się, że właśnie tak to u nas wygląda. Gdyby nie współspanie to pewnie byłabym tą Matką Polką cierpiętnicą, której tak skrupulatnie na co dzień unikam. A Wy jakie macie na ten temat zdanie? Jakie mieliście przed pojawianiem się dziecka, a jakie już po? Piszcie koniecznie.

  • Emilia

    Znamy to, znamy 😉 U nas działa prawie od początku – dla młodego była dostawka do łóżka, bo mając jeszcze nadzieję na kp stwierdziłam, że ostatnie co będzie mi się chciało to wstawać w nocy i łazić po dziecko do łóżeczka 😉 Ale przy kpi też się sprawdza – rząd butelek z moim mlekiem stoi na szafce, jak młode zaczyna się kręcić o jedzenie to tylko sięgam po kolejne 😉 Dziecko z dostawki wyrosło, kupiliśmy normalne łóżeczko, ale na razie pełni funkcję kojca, kiedy na 5 minut muszę być pewna, że nie wejdzie w żadne dziwne miejsce i nie zrobi sobie (lub psu) krzywdy 😛 Może kiedyś chociaż część nocy młode będzie w nim przesypiać, ale do niedawna miał tak mocne „czujniki parkowania”, że już po godzinie od uśpienia któreś z nas lądowało w łóżku uziemione przez małego przytulasa, który sam ani myślał spać 😉

    • Wiesz co, odnoszę takie wrażenie, że chłopcy ogólnie są większymi przytulasami niż dziewczynki, że bardziej są wymagający jeśli chodzi o noszenie, tulenie itd. Znam paru chłopców i parę dziewczynek, które są potwierdzeniem mojej (może zbyt) śmiałej tezy 😀

      • Emilia

        Prawdę mówiąc nigdy się na tym nie zastanawiałam – jak chce spać przytulony albo na rękach to niech tak śpi 😉 Co prawda słyszę czasem, że „szkoda, że musisz tak przez godzinę z nim siedzieć, COŚ byś w tym czasie mogła zrobić”, tzn prać, sprzątać, gotować…a mi jest bardzo dobrze, kiedy mogę przez tą godzinę czy nawet 30 minut siedzieć/leżeć i bez wyrzutów sumienia poczytać książkę 😉

        • No, mnie czasami denerwuje to, że nic nie mogę zrobić, tylko muszę siedzieć z Młodym przy piersi i wtedy też czytam (ale to w dzień właśnie, lub przed spaniem, nie w nocy). W każdym razie – dzieci rosną i sytuacja się zmienia błyskawicznie, jeszcze zdążysz uprać, posprzątać i ugotować, więc ciesz się czytaniem 🙂

  • A moja mała absolutnie nie chce ze mną spać. Kiedy była malutka spałyśmy razem, od roku (teraz ma trzy lata) – nie ma mowy. Ona ma swoje łóżeczko. Czasami jest mi smutno, bo chętnie bym ją przytuliła. Na szczęście poza tym jest tulasem maksymalnym.

    • Ej! No to masz idealnie! 🙂 Ja tam wolałabym noce przesypiać w spokoju a tulić się w dzień 🙂

  • Ja nie miałam z tym żadnego problemu. Zarówno w przypadku mojej Zacieszki, jak i mojego Zacieszka łóżeczko było użytkowane wyłącznie w czasie drzemek dziennych. W nocy dzieci spały z nami. Był i krótki czas, że spaliśmy wszyscy razem w czwórkę, z tym że u nas z racji rozmiarów łóżka nie wiązało się to z brakiem komfortu. Nigdy nie tuszowałam, nie udawałam, że dziecko śpi oddzielnie. Łóżeczka to dla mnie wymysł współczesności i tyle. Tulenie dziecka do snu i wspólny sen uważam za naturalny i bardzo pozytywny przejaw. Obydwa krasnale były karmione piersią (jedno wciąż ciumcia). To nocne wstawanie (czasem co pół godziny) uważam za niesamowite przeciążenie dla matki, która i tak jest już zmęczona mnóstwem nowych doznań. Po jednej takiej nocy chodziłam po ścianach, otumaniona, niewyspana, nieświadoma… Puknęłam się wtedy w głowę… czy odkładanie dziecka, odbieranie mu bliskości, siedzenie całą noc na fotelu karmiąc czyni ze mnie lepszą matkę? Nie. Wręcz przeciwnie. Dobra mama tuli, kocha, przytula, nie odbiera bliskości, tylko ją po prostu obdarza, jest wyspana i dzięki temu weselsza, mająca więcej siły i chęci do radości z macierzyństwa. Druga noc była już wspólna i o dziwo córka budziła się rzadziej. Dlaczego? Bo czuła moją obecność. Obecnie obydwoje śpią w swoich łóżkach. Młodsze jeszcze drepcze w nocy do nas, ale starsza czteroletnia Zacieszka śpi sama. Z nowym łóżeczkiem nie było żadnego problemu. Bez płaczu, stresu, stopniowo i w sposób świadomy dzieci zaczęły spać same.

    • No waśnie! Tak podejrzewałam, że one kiedyś wynoszą się „na swoje” 😉 Czyli nie będę miała gimnazjalisty pomiędzy mną i mężem 🙂 Czad!
      Uważam, że trzeba wsłuchiwać się w potrzeby dziecka. Skoro śpiąc samo wybudza się co chwila, a śpiąc z rodzicami budzi się rzadko, to to jest znak, że jest mu tam dobrze 🙂 Dzięki za komentarz! 🙂

      • Wiesz… w czasach kamienia łupanego wątpię, żeby istniały jakieś dziwaczne konstrukcje przypominające osobne łóżeczko 😉 Zwierzęta też (z reguły) na początku wykazują mniejszą bądź większą bliskość wobec dziecka. Ja patrzę na ten temat właśnie od tej strony. Po prostu poddaję się naturze, a nie wymysłom nowoczesnych speców od „wszystkiego” 😉

        • Ktoś w poniższych komentarzach napisał, że strasznie odeszliśmy od natury, że teraz musimy ją przemycać pod nowymi, modnymi nazwami, np „rodzicielstwo bliskości” 🙂 Coś w tym jest, odkrywamy na nowo naturę człowieka 🙂

  • Jo

    No ja powiem szczerze, że to jest bardzo indywidualne, bo ja absolutnie nie mogę spać z dzieckiem, wtedy to dopiero jestem niewyspana, kręgosłup połamany, ledwo daję radę, dlatego śpimy z Małą tylko wtedy kiedy jej coś dolega i też nie zawsze śpimy razem bo mąż idzie na kanapę- tak wolo. Mamy spore łóżko ale poprostu nie dajemy rady, i tak to u nas jest 🙂

    A jeszcze naszła mnie taka myśl, że spanie z dzieckiem to jest naturalna rzecz (jeżeli ktoś chce). Ale żeby nie budziła jakichś kontrowersji to musi miec nazwę „co-sleeping” i zawiera się w „rodzicielstwie bliskości” i to dopiero się „sprzedaje” jako coś fajnego. Świat zwariował, jesteśmy tak dalecy od natury, że aż musimy ją sztucznie reklamować. Takie jest moje odczucie.

    • No niestety jesteśmy od tej natury dalecy, nie tylko jeśli chodzi o spanie, ale też np. o karmienie piersią, o noszenie i przytulanie (to wszechobecne „nie noś, bo przyzwyczaisz”). Ja się cieszę, że – nawet pod piękną nazwą rodzicielstwa bliskości – ludzie zaczynają do tej natury powracać 🙂

      A pierwsza część Twojego komentarza potwierdza tylko to, że każdy za ns jest inny i każde dziecko jest inne i nie można wszystkich mierzyć jedną i ta samą miarą 🙂 Nie ma uniwersalnego przepisu na życie.

  • Ponad dwa lata temu zostałam mamą bliźniąt. Nasi chłopcy od samego początku spali w swoich łóżeczkach, ponieważ z punktu praktycznego nie widziałam innej możliwości. Z dwojgiem malutkich dzieci + rodzice na łóżku. To było zbyt niebezpieczne. W okresy cięższe tzn. choroby, kolki, marudzenie z powodów ząbkowania rozdzielaliśmy się z mężem na dwa pokoje. Mąż brał jednego syna,ja drugiego. Teraz mają skończone dwa lata i śpią we własnych już „dorosłych” łóżkach we własnym pokoju. To tak w kilku zdaniach nasz przykład, ale MUSZĘ PODKREŚLIĆ fakt, że nie widzę nic złego, nieodpowiedniego w Twoim nastawieniu do spania z dzieckiem. Myślę, że na 100 % gdybyśmy mieli jednego maluszka, a nie bliźniaki to też bym spała ciągle z dzieckiem. To Twoje życie, Twoje decyzje i nic nikomu do tego. Najważniejsze, że dajesz dziecku wszystko to co najważniejsze – największa z możliwych miłość matczyną. Pozdrawiam.

    • Absolutnie wielbię, podziwiam i biję pokłony przed rodzicami bliźniaków! Jestem pewna, że jakbyśmy mieli bliźniaki, to byśmy nie spali razem, chociażby dlatego, że pewnie nasze łóżko nie byłoby tak rozciągliwe 🙂
      Co do decyzji innych – zgadzam się, nikt nie powinien wtrącać się w życie innych 🙂 Jest taki słynny cytat, że jakby każdy zajął się swoimi (nie cudzymi) dziećmi, to wszyscy byliby szczęśliwsi 🙂
      Dziękuję za komentarz! Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Ja też jakiś czas temu o tym pisałam 🙂 I też na początku byłam bardzo przeciwna wspólnemu spaniu – ale teraz to Junior je zarządził, a z Juniorem się nie dyskutuhe 😉 Tak zupełnie poważnie to z maleńkim dzieckiem faktycznie bałam się spać w jednym łóżku – a Młody też nie miał wtedy takiej potrzeby i przesypial noce w swoim pokoju. Jakiś czas temu zaczęły się złe sny, strach przed ciemnością i potworami, więc nawet jeśli zasypia u siebie to potem i tak w ciągu nocy przeprowadza się do nas – i wszyscy jesteśmy zadowoleni 🙂

    • No właśnie i to jest sedno sprawy „wszyscy jesteśmy zadowoleni”. Jeśli wszystkim stronom to odpowiada to nie ma co z tym walczyć. My jeszcze tych strachów nie mamy, ale mogą w każdej chwili się ujawnić – będę w pogotowiu 🙂

  • Świetnie opisane, naprawdę choć do tego tematu jeszcze mi daleko (choć przeżywam go z naszym małym czworonogiem 😉 ) to dzięki akapitom ciekawił mnie od początku do końca!

    • O, bardzo Ci dziękuję za ten komentarz. Fajnie usłyszeć, co wpłynęło na chęć doczytania do końca i zostawienia komentarza. To bardzo dla mnie cenne.
      Mam nadzieję, że kiedyś, kiedyś w przyszłości przyda się również tematyka posta 🙂
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Osobiście mam świra na punkcie tolerancji i wypowiadania się (krytyki) dopiero, kiedy już to przeżyłam, a nie z punktu widzenia obserwatora. Karmiłam syna piersią do 2,5 roku. Pamiętam to oburzenie koleżanek ;). Naprawdę wygodniej jest wstawać w nocy i grzać butelki, organizować rodzinne zmiany ? O ile w ogóle mamy z kim się wymieniać.
    Pierwszy rok karmienia co 1.5-3h przeżyłam właśnie karmiąc na śpiocha ;).Spanie z maluchem najzwyczajniej ułatwiło mi funkcjonowanie, a wartością dodaną była bliskość i odporność dziś już 13latka. Więc podpisuję się pod Twoim „wyznaniem” ;).

    • Najpierw odniosę się do karmienia 2,5 roku. To ciekawe, że jak się tak długo karmi piersią, to jest oburzenie, a jak 2,5 latek ssie smoka i pije z butli to wszystko jest ok. A przecież smok i butla maja naśladować pierś, a nie odwrotnie! 🙂

      Co do drugiej części: współspanie jest po prostu wygodą z bonusem bliskości i odporności o których piszesz 🙂
      Fajnie, że spotkałam się z Twoim zrozumieniem 🙂

  • Katarzyna Nowak

    My w sumie też śpimy z małym i nie mam z tym problemu, tj. bierzemy go do siebie nad ranem, gdy się przebudza 5-7, żebyśmy sami mogli pospać dłużej 😀 mały w tym czasie się bawi, marudzi, albo zasypia z nami. Tak właściwie było od początku, bo my od początku karmienie mieszane, a po 2ms karmienie mm. Sypianie z dzieckiem jest kuszące – nieraz się łapię na tym, że chcę, żeby spal z nami całą noc, ale konsekwentnie odkładam do łóżeczka. Taki układ pasuje każdemu. Jak jeździmy gdzieś – na weekendy, do teściów – to mały oczywiście śpi z nami w kokonie (w domu tez) i po powrocie nie ma problemu, żeby spał w łóżeczku. Znam takie przypadki, że dziecko nawet do 7 roku życia spało z rodzicami i to już mi się w głowie nie mieści, dlatego wolę od początku uczyć, że każdy ma swoje łóżko (przynajmniej w nocy). Antoś kończy w tym tygodniu 5 miesięcy 🙂

    • Co do tego 7 roku życia, to osobiście uważam, że jeśli dziecko tego potrzebuje (ma jakąś traumę, lęki czy coś), to absolutnie spałabym razem z dzieckiem 😉

  • A u nas podstawa to – śpijmy tak, aby każdy czuł się dobrze, w miejscu gdzie śpi i rano czuł się wyspany. Ja od zawsze mam problemy ze snem. I gdy mam gorszy czas, a młoda (2 latka) przydrepta do nas i ma niespokojny sen… to ja się ewakuuję i zostawiam dwa moje skarby (mąż i córka), żebym rano nie chodziła jak zombie (do tego 7mc ciąży, więc nie wiem jak spać ;))
    A wczoraj np. już o 23 młoda do mnie przyszła (mąż z grypą w innym pokoju), to całe wielkie łoże dla nas… Więc mimo jej wiercenia spokojnie się wyspałyśmy.
    Od samego początku u nas to wyglądało właśnie tak, jak napisałam na wstępie. Gdy Dziób chciała spać z nami, a nie osobno – spała. Jeśli komuś przeszkadzało – szukaliśmy rozwiązania, by każdy czuł, że ma DOBRY SEN. Swego czasu nawet udało nam się we troje spać na jednoosobowym łóżku. Kilka dobrych miesięcy… Nadal nie wiem, jak tego dokonaliśmy i każdy był wyspany (zważywszy na fakt, że mnie budzi mucha przelatująca w sąsiednim pokoju ) 😉

    • Właśnie! Trzeba szanować swój sen, więc jeśli wszyscy są wyspani, szczęśliwi i każdemu to pasuje, to absolutnie nic nikomu do tego jak kto śpi 😀 Pozdrawiam serdecznie.

  • Mój pierwszy syn spał z nami, bo po prostu było to wygodne! A nie ukrywam, że wszyscy to uwielbialiśmy. Gdy pierwszy sie wyprowadził do siebie(SAM Z WŁASNEJ WOLI w wieku 2lat)to pojawił się braciszek i też śpi z nami. Ja jestem spokojniejsza, Maluch też, a kiedy te dzieci mają się z nami przytulać, jak nie teraz?

    • No właśnie… potem już nie będą chciały się przytulać 🙂 Dzieci trzeba otoczyć jak największą miłością póki są malutkie (nosić, przytulać, spać razem), żeby potem wyrosły na pewnych siebie, wspaniałych dorosłych 🙂

  • Miss Susz

    Na początku spała u siebie. Potem zaczął się okres „jak odkładasz, to się budzę”, który trwa do dziś i tym sposobem zaczęła spać z nami… W łóżeczku śpi w dzień, a nocą tylko do pierwszej przekąski 🙂 Ta wygoda jest niezrównana 🙂