Jak jest się rodzicem, to człowiek oswaja się z pewnymi sprawami. Kiedy ma się w domu noworodka rozmowa o kupie w pieluszce jest na porządku dziennym. Czy była, ile było, jaki kolor, jaka konsystencja. Jak jest się na etapie odpieluchowania to człowiek do swojego codziennego słownictwa z większą częstotliwością wprowadza słowa: siku, kupa, nocnik, siusiak (to, jeśli masz w domu młodego mężczyznę). Na początku jest Ci z tym nieswojo, ale jak już zaczniesz, to musisz uważać, żeby nie użyć któregoś z tych słów w rozmowie np. z szefem 🙂 Słowo dnia na dziś to: nocnik. Wiecie, że napisano o nim książki? My mamy nawet trzy!

I chcę Wam wszystkie trzy pokazać. Jednak uprzedzam, że pokazuję je z perspektywy przydatności w odpieluchowaniu dziecka. Kupiłam je w takim właśnie celu – żeby oswoić Malucha ze zmianą pieluszki na nocnik (czy kibelek). Byłam przekonana, że dzięki rysunkom i prostym słowom trafią one do mojego dziecka bardziej niż moje tłumaczenia, których nie zawsze chce słuchać. Takim sposobem spośród tych trzech tytułów mamy: totalny hit odpieluchowania, totalny kit odpieluchowania i książkę, której moje dziecko nie bardzo lubi, ale może innemu dziecku się spodobać.

„Nocnik Maksa” Barbro Lindgren, Eva Erikson, wyd. Zakamarki

Zaczynamy od kitu w kategorii pomoc przy odpieluchowaniu. Książka, która wydawała mi się faworytką, bo ma przepiękne ilustracje, prosty tekst i kartonowe strony. Cóż więcej można chcieć od książki dla dwulatka? Ano tego, że będzie oswajać z ogromną zmianą w życiu, czyli z pozbyciem się pieluszki. Niestety, w tej książeczce nie znajdziemy żadnej pomocy w tej kwestii. To tylko śmieszna historia, momentami pełniąca wręcz odwrotną rolę do oczekiwanej, bo dwa razy spotykamy się ze stwierdzeniem „głupi nocnik”… Książeczka, niestety nie niesie ze sobą też żadnej innej wartości, żadnego morału czy nauki na przyszłość. Mnie zawiodła bardzo, żałuję, że się u nas znalazła.

Jeżeli jednak okaże się, że chcecie posiadać tę książeczkę, to w Arosie kupicie ją za niecałe 10 zł tutaj.

„Nocnik nad nocnikami” Alona Frankel, Nisza wydawnicza

Druga z książeczek, to „Nocnik nad nocnikami”. Ogromnym jej plusem jest fakt, że wydana jest wersja dla chłopców i wersja dla dziewczynek. Książka jest przepięknie ilustrowana. Może stać się ogromną pomocą w odpieluchowaniu, bo w prosty i przystępny sposób oswaja dziecko z tym etapem w życiu, a także prostym językiem pisze o naszej fizjonomii. Główny bohater, Bolek, pewnego dnia otrzymuje od swojej babci jakieś dziwne naczynie. Długo zastanawia się do czego może ono służyć, aż w końcu okazuje się, że jest to nocnik. Po kilku próbach w końcu uda się Bolkowi prawidłowo skorzystać z nocnika, a jego mama jest z niego bardzo dumna. 

Zwróćcie uwagę, że na jednej z początkowych stron możemy napisać dla kogo jest ta książeczka i obdarowany maluch może dzięki temu poczuć się zupełnie wyjątkowo.

Pomimo iż uważam, że książka jest świetna, to Maluch się w niej nie zakochał. Przeczytaliśmy ją raz, parę razy oglądaliśmy, ale Maluch i tak wolał kolejną z książeczek (o niej poniżej).

Książka dostępna jest w Aros pl za około 12 zł. Wersję dla chłopców znajdziecie tutaj, a wersję dla dziewczynek tu.

„Kuba i jego nocnik” Liesbet Slegers, Adamada

No to poznajcie hit naszego odpieluchowania: „Kuba i jego nocnik” wydawnictwa Adamada (swoją drogą, bardzo podobają mi się książki tego wydawnictwa). Książka ta ma największy format z trzech przedstawionych w tym wpisie, ma też miękkie, ale wykonane z grubego papieru strony. Znów spotykamy się z prostą historią. Kuba zamienia pieluchę na majtki i dostaje nocnik. Musi zaliczyć kilka nieudanych prób, żeby w końcu udało się wszystko tak jak trzeba.

W tej książce chyba najbardziej cenię sobie prostą i konkretną historię oraz przepiękne, kolorowe ilustracje. Maluch przepadł za „Kubą..” i każe go sobie czytać po kilka razy z rzędu, a to już jest gwarancja tego, że książka u nas się sprawdza.

W Arosie znajdziecie książkę „Kuba i jego nocnik” za niecałe 20 zł. Osobiście gorrąco polecam tę książkę – to jest hit.


Odpieluchowanie dziecka niejednemu rodzicowi spędza sen z oczu. Jeżeli tylko można sobie jakoś w tym procesie pomóc, to należy z tego korzystać. Dla mnie książeczki zawsze są niezastąpioną pomocą. W szczególności ta trzecia 🙂 A jak Wam podobają się książki, o których Wam dzisiaj napisałam? A może macie jakieś inne hity w temacie „odpieluchowanie”?  Chęcią poznam Wasze typy 🙂