Uwaga! Teraz będzie żenujące wyznanie autorki bloga na swój własny temat. Proszę usiąść, bo jak stoicie to i tak usiądziecie z wrażenia. To trochę dla mnie krępujące. Wiem, że wywołam tym falę zdziwienia, oburzenia, może falę hejtu (a nie, tego akurat nie, za mało popularna jestem). Siedzicie? Stabilnie? Wygodnie? No dobra. Muszę Wam wyznać, że… lubię się uczyć. Tak, dobrze widzicie, lubię się uczyć.

Tuż po urlopie macierzyńskim rzuciłam się w wir rozszerzania swojej wiedzy i zdobywania kwalifikacji. A to szkolenie z pracy, a to jakiś egzamin, żeby zdobyć certyfikat, aż w końcu dowaliłam sobie studia podyplomowe. I chociaż narzekałam na brak wolnych weekendów, brak czasu na sprzątanie i gotowanie, czy brak czasu żeby pobyć z dzieckiem, to i tak czerpałam dużą przyjemność z tego, że mój mózg wreszcie pracuje. Lubię to uczucie, że poszerzam swoje horyzonty, spotykam ciekawych ludzi, mogę wysłuchać ich historię, chłonę ich doświadczenia i opowieści. Muszę mieć poczucie, że nie stoję w miejscu, że wciąż jestem aktywna. Gdy byłam ostatnio na fajnym szkoleniu, przyszedł mi do głowy pomysł na kolejny wpis. Na każdym szkoleniu powtarzają się (z mniejszą lub większą intensywnością) te same typy ludzi. Oto lista charakterystycznych osobowości, które z dużym prawdopodobieństwem spotkacie na szkoleniu (kursie, studiach podyplomowych itd.)

Pan Trzylatek

Podany przeze mnie wiek, to wiek przybliżony. Chodzi o analogię do takiego etapu w życiu dziecka, w którym zadaje miliony pytań na minutę. Pan Trzylatek podobnie. Zadaje pytanie dotyczące każdego slajdu, niemal każdego zdania wypowiadanego przez prowadzącego. Pal licho, kiedy pytanie dotyczy czegoś, co nie zostało do końca wyjaśnione. Często jednak zdarza się, że odpowiedź przed chwilą padła, a Pan Trzylatek nie słuchał i z przyzwyczajenia zadał pytanie. Z jedne strony jest to typ dobry, bo dzięki niemu ma nie ma już głupich pytań (wszystkie głupie zada właśnie On), ale z drugiej nieustanne pytania i tłumaczenie czegoś od nowa rozbija całe szkolenie i wytrąca z rytmu prowadzącego.

Pan Wszystkowiedzący

Pan, który jest tutaj wyłącznie po papierek, bo on już to wszystko wie, był tam, umie, codziennie z tym pracuje. Dzięki swojej wiedzy i zdobytemu doświadczeniu śmiało może nosić wysoko podniesioną głowę, czym demonstruje swoją wyższość nad innymi uczestnikami szkolenia. Często również nad prowadzącym. Typ ten ma w zwyczaju prowadzić długie, merytoryczne (czasem filozoficzne) dyskusje z prowadzącym. Potrafi też podważyć autorytet trenera kompletnie się z nim nie zgadzając. To człowiek, który denerwuje innych uczestników po pierwsze: tym, że wie więcej od nich (nikt nie lubi czuć się głupszy), a po drugie: tym, że zajmuje cenny czas przeznaczony na szkolenie. Mnie trafił się taki Pan Wszystkowiedzący na podyplomówce. Jego rozmowy przedłużały czas zajęć przez co albo mieliśmy krótszą przerwę, albo wracaliśmy później do domu. Roboczo nazwałyśmy go z koleżankami „mądrala”.

Pani Cicha Myszka

Pani Cicha Myszka przeprasza, że żyje. Na szkolenie (studia/kurs) przyszła w roli obserwatora i nie daj Bóg, żeby ktoś kazał jej się odezwać. Jak już musi to mówi krótko, cichutko i ucieka wzrokiem po podłodze. Pani Cicha Myszka nie denerwuje innych, bo nie ma czym. Nie zostanie również zapamiętana, bo zawsze gdzieś sobie cichutko siedziała. Właściwie nie wiadomo czy to co zostało przekazane na kursie zostało też w głowie Pani Myszki.

Przyznaję, był czas, kiedy ja byłam tym typem, ale wyrosłam.

Pan Wieczny Śmieszek

Pana Wiecznego Śmieszka chyba nie muszę szczegółowo przedstawiać. To on ma za zadanie zaktywizować przepony uczestników szkolenia wywołując śmiech. Dobrze, jeśli naprawdę to potrafi, bo obciachowe żarty spowodują jedynie uśmiech z politowaniem. Pan Wieczny Śmieszek jest mistrzem w zwracaniu uwagi na śmieszne słowa, śmieszne obrazki czy śmieszne sytuacje w grupie. Jest również mistrzem dwuznaczności i „podseksów”. Ten typ przydaje się w grupie, kiedy zbyt duży jest w niej współczynnik Sztywniaków (typ opisany kolejnym punkcie). Zaczyna przeszkadzać, gdy ilość jego żartów w stosunku do wartości merytorycznej szkolenia niebezpiecznie zmierza ku dominacji.

Pan Sztywniak Do Kwadratu

Są Śmieszkowie, są i Sztywniacy. Równowaga w naturze musi zostać zachowana. Pan Sztywniak Do Kwadratu, to zwyczajny gbur, co to się nie uśmiechnie i nie odpowie „Dzień dobry” ani „Cześć”. Właściwie, najlepiej zostawić go w spokoju. Najgorzej, jeśli okaże się, że musicie coś zrobić w grupach i trafisz akurat na niego. Nie dogadasz się. Myślisz, że coś już jest ustalone, po czym Pan Sztywniak ma to wszystko w nosie i robi po swojemu. Grupie niby nie szkodzi, ale przez niego jakaś atmosfera robi się gęstsza…

Panienki „Kółko Wzajemnej Adoracji”

Zapisały się na szkolenie, wszystkie razem i wszystkie razem w nim uczestniczą, nie zauważając innych uczestników. Zajmują miejsca obok siebie, a jak takich nie ma to zrobią wszystko, żeby poprzesadzać ludzi i osiągnąć swój cel. Kiedy się to jednak nie uda, ta jedna rozdzielona nieszczęśnica przeżywać to już będzie do końca kursu. Kółko wzajemnej adoracji nie integruje się z innymi uczestnikami szkolenia. Na przerwie tworzy dosłowne kółeczko i nie wpuszcza w swoje szeregi nikogo obcego. Rozmawiają na sobie tylko znane tematy, śmieją się i plotkują. Na samym szkoleniu często nie są zainteresowane głównym tematem, tylko szepczą między sobą. To typ, który czasem w szkoleniach przeszkadza, a czasem ludzie czują się z takim towarzystwem źle, bo nie ma gwarancji, że nie obgadują właśnie Ciebie.

To typy, które przyszły mi do głowy, po wielu obserwacjach ludzi w grupach szkoleniowych. Dobór płci do typów jakoś tak przypadkowo wyszedł, trochę stereotypowo, chociaż nie wyobrażam sobie „śmieszka” rodzaju żeńskiego lub męskiego „kółeczka wzajemnej adoracji”. Czy dla Was równie fascynujące jest obserwowanie różnych typów osobowości w grupie? To musi być ciekawe zjawisko społeczne i na pewno zostało opisane na tysiąc sposobów przez socjologów. Dorzucilibyście coś do mojej listy? Który typ najbardziej Was irytuje?

  • taki podział to jest też w klasach w szkole, na studiach, czy w pracy szczególnie w korpo. Czasami to aż śmieszne, że taki schemat tak czesto się powtarza 🙂 PS. ja też lubię się uczyć. polubiłam dopiero kiedy to nie był przymus.

    • Ja jakoś nigdy nie odczuwałam szkoły i nauki jako przymus. Nie bałam się iść w poniedziałek do szkoły. Fakt, że nie zawsze chciało mi się odrobić lekcje, czy coś, ale nie było to dla mnie nie do przeskoczenia.
      Masz rację, takie „typy” znajdują się również w szkołach wszelakich 🙂 Obecnie pracuję w korpo i tak bardzo tego nie odczuwam, mam wrażenie, że mam w pracy „całą klasę śmieszków”.

  • Ja bym dorzucił trochę inny podział…. na tych co zawsze siadają w pierwszych rzędach i na tych, co okupują ostatnie 🙂

    • To już typowo w szkołach, bo na kursach często stoły poustawiane są w podkowę, tak, żeby każdy dobrze widział 🙂

  • Heidi

    O, ja tez lubię się uczyć! I dumna jestem z tego… Ja coś czuje, że wpisałabym się w coś pomiędzy pana Śmieszka, a pana Trzylatka – tak sobie myślę pod kątem studiów… Ale to trochę dlatego, że zorientowałam się, że zadawane przez prowadzących pytania są prostsze niż zakładałam i wystarczyło podać pierwszą lepszą odpowiedź – skoro i tak się nikt nie odzywał (najczęściej trafiałam na grupę cichych myszek). Odpowiedź wydawała mi się zwykle zbyt banalna, więc podawałam w postaci żartu w stylu „blondynka zgaduje”, no i okazywało się, że jest poprawna…

    Ale szkoleń nie lubię – byłam tylko na kilku i nie zdarzyło mi się wyjść z nich z przeświadczeniem, że czegoś się dowiedziałam, nauczyłam i będę mogła to wykorzystać. Może dlatego, że moja branża jest niesamowicie ciekawa w działaniu, ale w teorii to można umrzeć z nudów. Więc siedzę i umieram. I nie lubię szkoleń.

    • Ja myślę, że „ciekawość” szkolenia zależy li i jedynie od prowadzącego. W zeszłym roku trafiłam na fantastyczną babkę, a szkolenie nie było na komputerach, tylko siedzieliśmy i słuchaliśmy. Ale potrafiła tak zaktywizować grupę, tak ciekawie opowiadać, że byłam pod wielkim wrażeniem 🙂 Mimo, że temat (metodyki testowania aplikacji) też nie brzmi porywająco.
      Ja tez jestem dumna z tego, że lubię się uczyć 🙂 Wstęp był specjalną prowokacją 😀

  • coś w tym jest! 🙂 Ja byłam również kiedyś typem zbliżonym do Szarej Myszki, ale już się tego oduczyłam 😉

    • Bo do tego trzeba trochę dojrzeć 🙂 Ja się już nauczyłam zadawać pytania. Co prawda nie tyle żeby zostać od razy Trzylatkiem, ale wystarczająco żeby przestać być Myszką 🙂

  • Jestem skrzyżowaniem trzylatka ze śmieszkiem. Ale za to słucham uważnie i nie zadaję pytań do tego, co zostało przed chwilą wytłumaczone, no chyba, że nie rozumiem.

    • Czyli nie jesteś Trzylatkiem 🙂 Bo trzylatek nie słucha 😀

  • Tak to już jest na kursach i szkoleniach. Zawsze spotyka się jakiegoś typowego kogoś 🙂 Największe jest zdziwienie, kiedy się okazuje, że ten ktoś po bliższym poznaniu jest całkiem inną osobą! 🙂

    • To jasne, że tak się później okazuje 🙂 Ale kursy i szkolenia maja to do siebie, że jest to zbieranina najczęściej nie znających się, przypadkowych ludzi. Dlatego ich zachowania są takie ciekawe 🙂 Od razu wychodzi kto od początku czuje się swobodnie (śmieszek), a kto jest skrępowany (Myszka, Sztywniak) 😉

      • Racja, racja! Ja na szkoleniach poznałam kilka na prawdę świetnych ludzi, przyjaźń na całe życie, bo właśnie nadawaliśmy na tych samych falach. A twarzy niektórych chyba już nie pamiętam… 🙂

        • Takich to ja akurat poznajdywałam na przykład na kursach języka angielskiego – od samego początku nadawałyśmy na tych samych falach z jedną z koleżanek 🙂 W ogóle, zazwyczaj trafiam na fajnych ludzi 🙂

          • Ja na kursie projektowania stron internetowych – to była miłość od pierwszego kliknięcia 🙂

          • Czyli, że dosłownie miłość? 🙂 Bo mnie tylko przyjaźnie zostały a miłość sobie na studiach „załatwiłam” 😀

          • Miłość w sensie przyjacielska 😀 Miłość życia znalazłam w liceum. 🙂

  • Irmina Garaj

    Byłam na kilku szkoleniach i muszę powiedzieć że twój podział by sie zgadzał z tym co się wyprawiało na szkoleniach

  • Dokładnie takie typy spotkałam na studiach z przewagą „kółka wzajemnej adoracji” 😉 Mnie najbliżej było do cichej myszki, starałam się tego oduczyć, ale nie zawsze się udawało.

    • A to były może jakieś studia humanistyczne? Bo na Polibudzie Kółek wzajemnej adoracji nie było – zbyt duży współczynnik męski 🙂 Chociaż na geodezji i tak było nas pół na pół 🙂

  • Ależ czemu zdziwienia? Ja bardzo lubię w sobie to, że pochłanianie wiedzy sprawa mi przyjemność.

  • Patrycja Dorsz Vel Drożdż

    Ciekawie to ujęłaś. Ten artykuł jest dla mnie osobistym doświadczeniem. Szkolę od ponad 10 lat i „bałam ” się nazywać, kategoryzować uczestników moich szkoleń. Lekko się czyta Twoje tresci i nie odebrałam tego nachalnie. Interesujące są także komentarze czytelników…Dziękuje za to cenne doswiadczenie

    • Myślę, że z Twojej strony to wygląda jeszcze inaczej i mogłabyś dużo w tej kwestii dodać od siebie 🙂 Ale fajnie, z klasą, tego nie robisz 🙂 Cieszę się, że czytanie mojego tekstu Cię nie zmęczyło 🙂 i dziękuję za komentarz.

  • Bardzo fajnie zinterpretowałaś, w sumie takie role grupowe. Tak czy inaczej, bo mądrować się lubię ale nie tym razem – bardzo fany pomysł na tekst <3

    • Bardzo dziękuję i bardzo mi miło czytać takie słowa <3

  • hmm. Pan wieczny śmieszek? Czyżbyśmy byli na jednym szkoleniu? 😛 Podoba mi się ta nazwa. Za to nienawidzę tych wszechwiedzących durni. Jak na studiach mi się tacy trafiali, to zawsze ktoś grzecznie zwracał takiej osobie uwagę w stylu: Proszę przestań, luw ewentualnie: weź już zamknij mordę.. tak normalnie..:P

    • No! Szybko i konkretnie 🙂 Dlaczego ja zawsze trafiałam na ludzi kulturalnych, którzy nie umieli tak powiedzieć? 🙂
      Jak rozumiem Pan Wieczny Śmieszek, to Ty? 🙂 Najsympatyczniejszy typ ze wszystkich 😀

  • Bardzo trafnie to opisałaś! Potwierdzam, że wszystkie typki pojawiają się na szkoleniach 😀 Mnie to szału doprowadza typ Pan Trzylatek. Najwięcej Panów Trzylatków spotykam na webinarach. Teraz zrozumiałam dlaczego – pewnie w tym samym czasie są w innym miejscu i nie słuchają w ogóle!

    • Hahaha! Doookładnie tak 🙂 Mnie irytują Trzylatkowie i Wszechwiedzący, bo są najbardziej… głośni 🙂

  • Jako, ze w szkoleniach biorę udział zazwyczaj jako uczestnik to przyznam szczerze, że do nie dawana byłam typem „Pani Szarej Myszki” – może nie do końca i nie zawsze, ale zazwyczaj tak było.
    A najbardziej irytujący – „Pan Wszechwiedzący” i to nie tylko na szkoleniach. 🙂

  • Ciekawe spostrzeżenia, ja generalnie staram się nie zwracać uwagi na innych tylko skupiam się na szkoleniu i na tym aby jak najwięcej wynieść ze spotkania i na networkingu i z reguły są to osoby o podobnym podejściu. Póki ktoś mi zakłóca poszerzania mojej wiedzy to raczej mnie nie irytuje, jestem świadoma że są różni ludzie i przyjeżdżają na szkolenia np. z przymusu bo pracodawca wysłał albo po prostu zachowują się jak zachowują 🙂

    • Czasami nie da się skupić na szkoleniu, bo taki Pan Trzylatek lub Pan Wszechwiedzący je zdominują :/
      Nie czaję, natomiast jak można nie lubić chodzić na szkolenia i rzeczywiście męczyć się kiedy pracodawca nas gdzieś wyślę. Ja chyba poszłabym na każde szkolenie 🙂 bo lubię się uczyć.

      • Dorota Kaszubowska

        A to już kwestia prowadzącego.. ja mam podobnie, uwielbiam się rozwijać i też nie rozumiem, jak można nie doceniać możliwości doszkalania się.. W większości szkoleń sama zainwestowałam, ale chyba coś w tym jest, że jak samemu płacisz to bardziej doceniasz.

        • Pewnie coś w tym jest, ale ja na przykład doceniam te szkolenia, na które wysłał mnie pracodawca, bo normalnie buliłabym za nie „gruby hajs”, a tak to bez kosztów mogę w nich uczestniczyć 🙂 Ale to chyba kwestia indywidualna 🙂

  • Kurde chyba się nie zaliczam do żadnej z tych grup 😛

  • entomka

    Też troszkę jeżdżę po szkoleniach i rzeczywiście zauważam podział uczestników na różne kategorie b.podobne do twoich (zwłaszcza madrala), niektóre mniej lub bardziej widoczne…

    • No z różną intensywnością się objawiają te cechy. Bywa nawet że na szkoleniach brakuje ludzi z niektórych grup 🙂

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Ja też lubię się uczyć i przyznaję różnie to bywa odbierane 🙂 a co do podziału to chyba można go dopasować do każdej grupy

  • I jeszcze Pan medialny który przez całe szkolenie ma wlepiony wzrok we własny telefon.

    • To chyba, że tak powiem „w młodszym pokoleniu”. Ja nie trafiłam na zbyt wielu takich osobników. Każdy w jakiś sposób uczestniczył w szkoleniu. Ale nazwa „Pan medialny” – genialna!!!

  • raczkujacwswiat

    Przez cały czas zastanawiałam się którym typem byłabym ja, ale łudzę się, że jestem ponad tą listą, ale to tylko moja nadzieja 😉