O nie, nie! Nie będzie dzisiaj o tym czy dzieci trzeba szczepić. Trzeba, to oczywiste dla mnie. Nie będę Wam też radzić o tym JAK szczepić, bo o tym zadecydujecie sobie sami, chociaż przedstawię Wam pokrótce jakie macie możliwości. Za to na koniec opowiem Wam o naszych przygodach ze szczepieniami i szczepionkami. A w szczególności  o ich dostępności.

Suche fakty na początek

Po otrząśnięciu się z pierwszego szoku po porodzie i dojściu do ładu w nowej rzeczywistości świeżo upieczeni rodzice stają przed zadaniem zaszczepienia dziecka. Niby nic trudnego, ale są różne opcje szczepień dostępnych na rynku. Są te obowiązkowe, są też nieobowiązkowe, ale zalecane przez Ministerstwo Zdrowia. Dzisiaj skupimy się na tych obowiązkowych, bo jest kilka opcji, które możemy wybrać.

Przygotowałam schemat który przedstawia trzy drogi (żółta, zielona, niebieska), którymi można pójść szczepiąc dziecko (kliknij, żeby powiększyć).

Kalendarz szczepień
Kalendarz szczepień

Mamy do wyboru:

  • Szczepionki obowiązkowe refundowane –  Więcej wkłuć, ale za to w pełni refundowana przez NFZ. Do tego osobna, refundowana szczepionka przeciw WZW B tuż po urodzeniu, w 2 i 7 miesiącu życia. Idąc tym trybem dziecko otrzyma około 16 wkłuć. Z wszystkimi zalecanymi to już 26.
  • Szczepionka skojarzona 5 w 1 (Błonica + Tężec + Krztusiec + Polio + HiB). Mniej wkłuć, ale za nią trzeba płacić, bo jest nierefundowana. Do tego osobna, refundowana szczepionka przeciw WZW B tuż po urodzeniu, w 2 i 7 miesiącu życia. Idąc tym trybem dziecko otrzyma około 9 wkłuć, a z wszystkimi zalecanymi 19.
  • Szczepionka skojarzona 6 w 1 (Błonica + Tężec + Krztusiec + Polio + HiB + WZB B). Jeszcze mniej wkłuć, ale też jest nierefundowana. Idąc tym trybem dziecko otrzyma około 7 wkłuć, a z wszystkimi zalecanymi 17.

Musisz pamiętać, że jeżeli zaczniesz szczepić dziecko jedną z powyższych opcji, to już do końca musisz się tej opcji trzymać. Nie możesz dwa razy zaszczepić skorelowaną, a przy trzecim stwierdzić, że nie masz pieniędzy i podać szczepionkę „państwową”.

Ważne! Żeby zaszczepić szczepionką inną niż „państwowa” refundowana musimy dostać na tą „inną” receptę.

02_szczepienie

Wyborów nigdy dość

My też stanęliśmy przed trudnym wyborem trybu szczepienia. Przyznaję się bez bicia, że nie robiłam innego rozeznania w temacie jak tylko zebranie opinii znajomych oraz stwierdzenie, że nas na nierefundowane szczepienia stać (chociaż nie spodziewałam się, że będzie to aż tak duża kwota). Dosłownie przez chwilę przeszło mi przez myśl, żeby szczepić „państwowo”, ale fakt, że wszyscy wokół wybierali opcję skorelowaną, oraz niepewność jak Maluch będzie reagował na wkłuwanie wpłynęły na to, że zdecydowaliśmy się na opcję 5w1.

No i super, wydawałoby się, że teraz to już wszystko pójdzie gładko. Nic bardziej mylnego, bo dla nas w tym momencie zaczęły się schody, ale o tym za chwileczkę, bo muszę Wam napisać, że na rynku „dostępne” są dwie szczepionki skorelowane typu 5w1. Każda z nich ma nieco inny skład i zasada „jak zacząłeś szczepić to tak samo skończ” w tym przypadku też działa – wszystkie cztery dawki muszą być tą samą szczepionką.

W pogoni za szczepionką

A teraz przechodzimy już do sedna całego wpisu. Przeczytajcie jak wybór szczepionki 5w1 zmusił mnie do wykonania kilku „Tuor de Apteki” oraz wykonania milionów telefonów.

Jak wspomniałam wyżej, na rynku dostępne są dwie szczepionki skorelowane typu 5w1. Na potrzeby tego postu nazwijmy je Szczepionka X i Szczepionka Y.

Po wizycie u lekarza dostaliśmy receptę na Szczepionkę Y. Wizyta w najbliższej aptece skończyła się fiaskiem – nie ma szczepionki „na stanie”. Na szczęście na brak aptek w moim miasteczku nie narzekamy, więc odwiedziłam trzy kolejne – szczepionki Y brak. I jeszcze dwie – nie ma. Panie aptekarki sprawdzały kiedy można spodziewać się nowej dostawy, ale w hurtowniach też szczepionki nie było. Dostępna za to była Szczepionka X, tylko nie miałam na nią recepty. Szybko więc pobiegłam do naszego pediatry, wykładam Panu że sytuacja ciężka, podbramkowa, że trzeba nową receptę na tego X. Oczywiście receptę dostaję, ale pediatra jest lekko zdziwiony, bo jeszcze miesiąc temu to właśnie z dostępnością szczepionki X było krucho, a Y leżała na półkach aptecznych.

W tym momencie zaświeciła mi się czerwona lampeczka, że skoro mają być trzy dawki (wtedy myślałam, że są tylko 3 a nie 4), to za 2 i za 4 miesiące też może być problem z dostępnością. Przezornie więc przy kupowaniu pierwszej dawki zarezerwowałam w aptece kolejną, ale już trzeciej zarezerwować nie chcieli. Po dwóch miesiącach, przy wykupywaniu drugiej dawki udało się zarezerwować też trzecią, więc byłam o szczepienia spokojna i szczęśliwa.

Miałam już o całej sprawie zapomnieć, kiedy okazało się, że podaje się jeszcze czwartą dawkę, przypominającą po około roku po ostatnim szczepieniu. Przypadło to akurat na czas około miesiąca temu. Wróciłam już do pracy, więc po receptę i szczepionkę wysłałam moich rodziców. Jeszcze tego samego dnia mama do mnie dzwoni, że jest problem ze szczepionką X – w żadnej aptece w moim miasteczku nie ma. Myślę sobie: w moim miasteczku może nie, ale Warszawa przecież duża – tutaj pewnie znajdę.

Jako pierwszą odwiedziłam aptekę, która znajduje się w biurowcu, w którym pracuję. Szczepionki oczywiście nie było. Jest to jedna z sieciówek, więc Pan sprawdził mi czy w którymś oddziale w ogóle mają. Mieli dwie sztuki. Na moje nieszczęście gdzieś na drugim końcu Warszawy. Zapisałam adres, ale nie mogłam tam od razu pojechać, więc zaczęłam szukać w okolicy. Pospisywałam sobie numery telefonów do aptek, do których z pracy mam najbliżej i zaczęłam dzwonić. W pół dnia obdzwoniłam chyba 30 aptek – w żadnej nie było ani jednej sztuki Szczepionki X. Niektórzy radzili mi nawet, żeby darować sobie to i zaszczepić OD NOWA inną szczepionką… Od nowa!? Kiedy to nasza ostatnia dawka i kiedy wydałam już tyle pieniędzy na poprzednie szczepionki? Przestałam już szukać aptek w okolicy, teraz szukałam już dosłownie w całej Warszawie. Szczepionka X była w jednej aptece w jeszcze innym końcu Warszawy, ale była zarezerwowana przez kogoś do końca dnia, w którym dzwoniłam. Kazali zadzwonić wieczorem czy może się zwolni. Nie wierzyłam, że mogę mieć tyle szczęścia, więc szukałam dalej.

03_szczepienie

Po pracy wyruszyłam w drogę do apteki tej z pierwszego końca Warszawy, w której rzekomo były dwie stuki szczepionki. Szczepionki oczywiście były, ale też zarezerwowane, a Pani nie była mi w stanie powiedzieć do kiedy ta rezerwacja trwa… Załamałam ręce, bo to była moja jedyna nadzieja. W drodze powrotnej do pociągu postanowiłam, że przejdę się po wszystkich aptekach, które spotkam po drodze. Nie zdajecie sobie sprawy, ile jest w Warszawie aptek i z jaką częstotliwością występują. Jestem pewna, że można by zrobić bardzo długą trasę, w której z progu każdej apteki będzie widać jakąś kolejną.

Tego popołudnia odwiedziłam chyba 20 aptek. W żadnej szczepionek nie było, w kilku dzwoniono do hurtowni, w których też wiatr hulał. W jednej był akurat Pan  – dostawca leków i powiedział, że może mi dać namiary na jeszcze kilka większych aptek, które mogą mieć te szczepionki. Wyszłam z nim przed aptekę i spisywałam numery telefonów z papierów potrzebnych mu do dostarczania leków. Usiadłam na ławeczce i przedzwoniłam do każdej z nich. Odpowiedź chyba znacie? Brak szczepionki X.

Naprawdę nie wiedziałam już co robić, ale przypomniałam sobie o aptece, w której szczepionka była zarezerwowana do końca tego dnia. Nie sprawdziłam do której pracują, ale była już 17 i nie chciałam przegapić ich końca pracy. Pan poinformował mnie, że pracują do 20 i żeby po 19:30 zadzwonić jeszcze raz, bo na razie nikt się nie zgłosił, ale w każdej chwili może się to stać. Zrezygnowana porzuciłam wycieczkę po aptekach i wsiadłam w pociąg powrotny do domu z myślą, że jutro poszukiwania zacznę już nie w Warszawie, ale w miasteczkach blisko mojego, żeby w razie co wieczorem podjechać.

Dotarłam do domu późno, odpoczywając opowiedziałam Panu Wyrodnemu wszystkie moje przygody, a potem nadeszła magiczna 19:30. Zadzwoniłam modląc się w duchu, żeby szczepionki nikt nie odebrał i … okazało się, że jest! Że nikt się nie zgłosił! Od razu poprosiłam o rezerwację do końca następnego dnia i po pracy szybciutko pojechałam i odebrałam swoją szczepionkę X.

Jeszcze jedna uwaga dla Was: szczepionki (a przynajmniej ta) przechowywane są w lodówce i poza nią nie mogą za długo przebywać. Dzień był słoneczny i upalny, więc kolejnym problemem było przetransportowanie szczepionki do domu do lodówki. Pamiętajcie o tym i uprzedźcie aptekarza, to da Wam specjalną torebkę termiczną, która trzyma temperaturę do 2 godzin. Potem szczepionkę trzeba niezwłocznie włożyć do lodówki, ale UWAGA: trzeba ją z tej torebki wyjąć.

Przestroga na przyszłość

Na szczęście dla nas tryb szczepień 5w1 szczepionką X zakończył się pomyślnie, ale ciekawa jestem co by było, gdybym szczepionki nie zdobyła. Postanowiłam opisać Wam moje problemy ze zdobyciem odpowiednich szczepionek, tak trochę ku przestrodze. Bo skoro problem z dostępnością był i rok temu i teraz, to może się on powtórzyć również w przyszłości. Weźcie to pod uwagę wybierając tryb szczepień swojego dziecka.

A Wy jakim trybem szczepicie swoje dzieci? Czy miałyście kiedykolwiek analogiczne problemy do naszych? Zostawcie komentarz.

  • Emilia

    ha, temat na tapecie, jutro właśnie mamy szczepienie 😉
    Przed pierwszym szczepieniem spotkaliśmy się z pediatrą (poszukiwania sensownego lekarza to temat na osobną historię, okraszoną bardzo nieparlamentarnym słownictwem…), żeby omówić kwestię szczepień – refundowane czy nie, czy powinniśmy szczepić też tymi zalecanymi itp. W końcu zdecydowaliśmy się na szczepienie 6 w 1, właśnie ze względu na takie problemy, jak opisujesz. Szczepionki typu 5 w 1 są trudno dostępne, nie ma gwarancji, że zdobędzie się następną dawkę. Z kolei w szczepionkach refundowanych problemem jest komórkowa postać krztuśca – to właśnie ona wywołuje najwięcej działań niepożądanych. W szczepionkach typu 6 lub 5 w 1 znajduje się postać bezkomórkowa, co bardzo zmniejsza ryzyko powikłań (nawet głupiej gorączki). Teoretycznie jest szczepionka częściowo refundowana, do której można niewiele dopłacić i mieć bezkomórkową postać krztuśca, ale to szczepionka widmo – niby w wykazach jest, ale nikt jej nigdy w hurtowniach nie widział.
    A co do zakupu i przechowywania – zapisaliśmy się do przychodni NZOZ, która ma umowę z NFZ, więc nie musimy biegać po recepty, płacimy po prostu w rejestracji 🙂

    • Cieszę się, że wyjaśniłaś mi z tym krztuścem, bo się nie dowiadywałam na czym różnica polega. A o tej częściowo refundowanej to w życiu nie słyszałam, więc musi być bardzo dobrze ukryta 🙂
      Co do płacenia w rejestracji – to jest luksus mieszkania w Warszawie. W moim miasteczku jest tylko jedna przychodnia i tam tylko można się zapisać. Niewiele osób jeździ z dziećmi po Warszawach. Jeśli jest to zwykła wizyta na szczepienie to 10 minut i po sprawie, a z wyprawą do stolicy wychodzi co najmniej 2 godziny. No i sytuacja ze szczepionkami wygląda właśnie tak jak opisałam powyżej…

      • Emilia

        Nie no, u nas w przychodniach rejonowych też trzeba mieć receptę i szukać w aptekach, nam się z tym NZOZem udało, że jest niedaleko (dziś z wózkiem szłam ok 40min), zapisy są na ten sam dzień, lekarka miała dobre opinie i zrobiła nas wrażenie sensownej. W innych przychodniach lekarze co jeden to gorszy.

  • Ale masakra! Aż nie do uwierzenia! Pamiętam jak na 1 wizycie lekarz zaczął opowiadać o szczepieniach Po chwili już nie moglam słuchać tyle tego jest. No ale cóż takie czasy.

    • Oni powinni dawać rodzicom rozpiski, czy schematy + kwoty, żeby w domu na spokojnie zdecydowali. Jak mi tłumaczyła położna, a potem pediatra to nic nie zrozumiałam z tego bełkotu… Na przykład nie wiedziałam, że jest ta czwarta, przypominająca dawka.

  • Super dzieciaczki

    Ja całe szczęście mam już te szczepienia z głowy

  • Ja też nie robiłam szerszego rozeznania w temacie szczepionek. Z każdej strony zalew informacji, a źródeł przeważnie brak. Z jednej strony szczepionki na NFZ – więcej substancji pomocniczych, rtęć itd, z drugiej – te nowoczesne – krótko stosowane = niesprawdzone. Moje starsze dziecko urodziło się w 2010 i wtedy był szczyt szału nieszczepienia. Wzięliśmy płatną szczepionkę z takich powodów jak Wy. Chodzimy do takiej przychodni jak Emilia i zapytano nas tylko, czy jedno wkłucie czy bezpłatna. Nie potrzebowaliśmy recepty i nie znaliśmy producenta szczepionki. Od kilku osób słyszałam, że trzeba kontynuować szczepienie tą samą szczepionką, ale w przychodni powiedzieli, że nie ma takiej konieczności. Drugie dziecko zaszczepiliśmy tak samo. Pamiętając swoją traumę z przedszkola, bardzo się martwiłam, jak dzieci zniosą zastrzyki. Tymczasem u mnie w przychodni jest taka pani pielęgniarka, że młodsze dzieci nie zauważają kiedy szczepi, a ze szczepienia pięciolatka syn wyszedł z uśmiechem i przeżywał, ile dostał fajnych nagród. 😀

    • No właśnie teraz, wiedząc już, że Maluch zniósł szczepienia prawie bez żadnych narzekań, to zdecydowałabym się na „państwowe” 🙂 W moim miasteczku jest tylko jedna przychodnia, więc nie miałam wyboru takiej, która sama zadba o dostępność szczepionek.
      Co do kontynuowania szczepień tą samą szczepionką – to ja uważam, że to słuszne, bo jakieś składniki w jednej i drugiej są w innej postaci, więc może całe szczepienie być bez sensu kiedy pomieszamy rodzaje szczepionek.

      • My mamy do wyboru kilka przychodni, ale tam gdzie wcześniej mieszkaliśmy, była tylko jedna i to mała. Czasami dostanie się do kompetentnego lekarza było wyzwaniem. 😉
        Nie mam pewności, jeśli chodzi o kontynuację, powtarzam to co mi powiedziano. Myślę, że może chodzić o powikłania i statystyki, które są prowadzone przez cały czas. Jeśli są różne szczepionki, w razie czego nie wiadomo, która zaszkodziła. Nie jestem pewna (bardzo dawno się o tym uczyłam ;)), ale odporności nabiera się na bardzo specyficzne cząsteczki (albo fragmenty cząsteczek) i one na pewno będą w każdej szczepionce i w komórkach bakterii, z którymi organizm zetknie się później. Na pewno jednak jest lepiej, kiedy używa się szczepionki jednego producenta.

Close