Na pierwsze Targi Książki zabrała mnie mama (bibliotekarz!) jak byłam chyba uczennicą gimnazjum. Odbywały się one wtedy jeszcze w Pałacu Kultury i Nauki, a ja byłam zafascynowana ich ogromem, plątaniną korytarzy i ilością zakładek i gadżetów, które ze sobą przywiozłyśmy. Książki, oczywiście też przywiozłyśmy, ale najważniejsza była TA atmosfera, po której doświadczeniu stwierdziłam, że będę jeździć na targi co roku.

Później niestety nie udało się tego postanowienia spełnić, aż do czasu, kiedy wyprowadziłam się od rodziców i wyszłam za mąż. Wtedy też za punkt honoru postanowiłam, że Targi Książki będę odwiedzać co roku i w przeciągu ostatnich czterech lat udało mi się to trzy razy. Raz niestety miałam przerwę, ale usprawiedliwieniem niech będzie fakt, że Maluch miał wtedy 1,5 miesiąca.

Nie obyło się bez przygód

Naszą wizytę na Targach zaplanowałyśmy z mamą na niedzielę. Zazwyczaj odwiedzamy je w sobotę, ale tym razem sobota zarezerwowana była na imprezę urodzinową Pana Wyrodnego, a niedziela – dla książek. Trochę obawiałyśmy się, że w niedzielę na targach zostaną same niedobitki, ale spokojnie możecie odwiedzać je w ostatni dzień – niczego nie brakuje.

Tak więc podjechałam do mamy około 9:00, kupiłyśmy jej bilet przez internet, żeby nie trzeba było stać w kolejkach i ruszyłyśmy w drogę na Stadion narodowy.

Bilety na Targi w przedsprzedaży kosztowały 10 zł, w dniach Targów i w kasach stacjonarnych 12 zł. Jeśli jest się blogerem można przed targami zgłosić się przez stronę targów i po przejściu weryfikacji dostać wielorazową wejściówkę na Targi. Ja tak zrobiłam 🙂

W niedzielę po Warszawie to ja mogę jeździć samochodem. Niewielki ruch, nikt nie strąbił, przejazd przez ścisłe centrum udał się bezproblemowo. Problem za to odkryłyśmy później, kiedy to okazało się, że żadna z nas nie wzięła uprzednio wydrukowanego biletu ze sobą. Na szczęście o godzinie 10 nie było żadnych tłumów przy kasach i kupiłyśmy drugi bilet. Powiem Wam, że nie była to nasza pierwsza i nie największa wpadka jeśli chodzi o targi. W zeszłym roku, na przykład, mama zapomniała wziąć ze sobą pieniędzy i karty płatniczej! 🙂

Wchodziłam na taką fajną wejściówkę. Szkoda, że nie miałam ze sobą identyfikatora 🙂

Tysiące kroków i dźwiganie ciężarów

W tych całych targach zawsze mamy problem, żeby zwiedzać je systematycznie, a nie chaotycznie. Dlatego postanowiłyśmy, że zrobimy dwa okrążenia i raz będziemy iść stroną „wewnętrzną” kółka, a raz „zewnętrzną”. Pozwoliło nam to nie ominąć żadnego ze stoisk wydawniczych i dość szczegółowo obejrzeć prezentowane książki.

Zrobić zdjęcie tak, żeby żaden człowiek się na nie nie załapał… Na targach nie możliwe 🙂

W Targach podoba mi się to, że w jednym miejscu mamy zebrane chyba wszystkie wydawnictwa i każde z nich prezentuje swoje książki, często są to nowości, często bestsellery, a są i takie pozycje, których nie da się nigdzie indziej kupić. Zdradzę Wam, że na Targach zupełnie zatracam swoje życiowe „skąpstwo” i prawie bez żadnych ograniczeń rzucam się na książki. Tym bardziej, że te można na miejscu obejrzeć, podotykać, pomacać, poczytać i ocenić czy to jest to, czego szukaliśmy, czy może darować sobie daną pozycję.

Obie z mamą oglądałyśmy tylko książki dla dzieci. Po pierwsze: z racji tego, że w rodzinie mamy dwoje urwisów (w tym naszego Malucha), a po drugie dlatego, że mama pracuje w bibliotece szkoły podstawowej. Z tego też powodu przy każdym stoisku stawałyśmy na chwilę prosząc o katalog i jakieś gadżety typu zakładki do książek czy plakaty. Wydawnictwa naprawę hojnie nas obdarowywały. Na tyle hojnie, że po pierwszym okrążeniu tragów było nam bardzo ciężko, bo każda z nas chodziła z naręczem toreb, a ja dodatkowo z plecakiem na plecach pełnym skarbów. W tym momencie byłam bardzo wdzięczna mamie, że namówiła mnie na jazdę samochodem – mogłam do niego pójść i zostawić pierwsze nasze zdobycze. Po drugim okrążeniu zebrałyśmy nawet więcej „darów losu” niż po pierwszym.

Kilka znanych twarzy

W Targach fajne jest również to, że odwiedza je wielu sławnych ludzi. Ludzie ustawiają się w długich kolejkach, żeby zdobyć autograf na swoim egzemplarzu książki. Nam udało się zobaczyć Roberta Biedronia, Agatę Młynarską, Edytę Jungowską, Andrzeja Pilipiuka i Remigiusza Mroza. Nie stałyśmy jednak w żadnej z kolejek (chociaż Mroza jedną książkę i to papierową posiadam w domu!). 

Bonusy

Targi Książki to nie tylko grube woluminy i autorzy bestsellerów. Każdy znajdzie dla siebie jakieś atrakcje dodatkowe. My trafiłyśmy na degustację przedziwnej sałatki, zorganizowaną przez jakiś hipermarket.

Miłośnicy gier, mogli pograć w swoje ulubione gry, fani komiksów mieli osobne piętro z komiksami, były stoiska z gadżetami, z mapami, na dworze przed stadionem były stoiska z mega, mega tanimi książkami, które miały np. nieznacznie uszkodzone okładki.

Ale i tak jednym z fajniejszych bonusów dla mnie była możliwość zobaczenia po raz kolejny ogromu naszego Stadionu Narodowego. Mogłabym godzinami siedzieć na trybunie i patrzeć, ale nie miałyśmy na to czasu – książki się same nie obejrzą.

Podziwianie zdobyczy

Po powrocie do domu z pięciogodzinnego zwiedzania Targów, byłyśmy wycieńczone, ale na przeglądanie i segregację zdobyczy siły zawsze się znajdą. Mama zebrała wieelkie pudło zakładek, planów lekcji, plakatów i naklejek dla dzieciaków, a i nasze stosiki z kupionymi książkami były pokaźne. Ja pokazuję Wam tylko swoją część, którą kupiłam dla Malucha, bo reszta ma być na prezent.

To jest stos katalogów książek z wydawnictw.
A to książki, które kupiłam dla Malucha i torebka dla mnie.

Maluch otrzymał następujące książki:

  • „Tydzień Krecika” – bo Krecik taaki słodki,
  • „Hej, ho!” – bo Pani nam ładnie tę książkę przedstawiła,
  • „Kochane ZOO” – bo polowałam na nie długo i dopiero na targach znalazłam,
  • „Pojazdy ratunkowe” – bo mają okienka do zaglądania,
  • „Pucio uczy się mówić” – bo długo się wahałam i w końcu Targi mnie przekonały,
  • „Za kierownicą!” – bo widziałam już rok temu, a teraz Maluch dorósł,
  • „Kiedy słońce wstaje” – bo jest świetne,
  • „Na nocnym niebie” – i to też świetne jest!

Już teraz wiem, że kilka z tych książeczek pokażę Wam bliżej we wpisie z serii Perełki w biblioteczce Malucha – są fantastyczne.

A czy wśród moich czytelników są osoby, które odwiedziły tegoroczne Targi? A może są tacy, których przekonałam do udziału w nich w przyszłym roku? Bardzo jestem ciekawa – piszcie 🙂