Biegałam. Pół roku uczciwie biegałam. Raz, dwa razy, zdarzało się i trzy razy w tygodniu. Następnie przyszedł czas na udział w biegach ulicznych. Był Bieg SGH i Bieg Powstania Warszawskiego. Pomyślałam, że super udaje mi się trenować i pozapisywałam się na jeszcze kilka biegów. A potem przyszedł urlop, a urlop wszystko rozpierduje (kocham to słowo). I „rozpierdał” mi treningi.

bieg_12
Imienny numer to jest to! 🙂

Jak zaczęłam „nie biegać”

Na początku były dwa tygodnie urlopu. Zarzekałam się, że na pewno raz lub dwa razy pobiegam. Nie udało się. Wieczory w Krakowie wolałam spędzać na spacerach po rynku niż na bieganiu. W górach byłam zmęczona ciągłym jojczeniem Malucha, więc wieczory w piaskownicy były wybawianiem – też nie biegałam. Po powrocie z wakacji było tylko gorzej. Najpierw wieczory przeznaczone na naukę do egzaminu, a potem… niespodziewany wyjazd na delegację Pana Wyrodnego. Na miesiąc. Nie miałam z kim zostawiać Malucha i przestałam trenować, a tu wielkimi krokami nadeszła data 18 września 2016 – III Bieg Czterech Generałów wokół Twierdzy Modlin, na który się przecież zapisałam.

Okoliczności przed biegiem

Byłam pewna, że na bieg pojadą ze mną moi rodzice, którzy na tą godzinkę zaopiekują się Maluchem i potem ze mną wrócą. Na miejscu miał być festyn, więc zapowiadało się ciekawie. Rodzice jednak stwierdzili, że nie chce im się w wolną niedzielę jechać kawał drogi od domu, więc mogą zająć się Maluchem, ale ze mną nie pojadą. Dodatkowo wszyscy, którzy początkowo byli zainteresowani wzięciem udziału w biegu nie zapisali się na niego, a Ci którzy naprawdę chcieli nie wiedzieli, że ja się zapisałam. Byłam załamana! Nie dość, że nie miałam kondycji, to jeszcze będę w tym moim cierpieniu sama. Na szczęście w wieczór przed biegiem moja kumpela zlitowała się nade mną i powiedziała, że ze mną pojedzie! Kamień spadł mi z serca.

Pakiet startowy

bieg_01
Bardzo fajny pakiet startowy!

Pakiet na Bieg Czterech Generałów kosztował 60 zł, ale był najfajniejszy spośród wszystkich, które do tej pory otrzymałam. W jego skład wchodziły:

  • Koszulka funkcyjna (dla kobiet w kolorze neonowo pomarańczowym, a dla mężczyzn czarnym)
  • Butelka wody Veroni Energy (wyglądająca jak taki bidon sportowy).
  • Baton energetyczny (zjadłam sobie kiedyś tak rekreacyjnie i pewnie na bieg jest rzeczywiście fajny i daje kopa, ale walorów smakowych za dużych nie ma).
  • Numer startowy, uwaga, imienny 🙂 !
  • Kilka ulotek
  • A to wszystko spakowane w worek na rzeczy na trening – fajne!

Bieg

bieg_02
Ten budynek po lewej to Twierdza Modlin

Tuż przed biegiem miałam takie poczucie, jakbym całe życie siedziała przed telewizorem na kanapie wżerając chipsy, a potem nagle wstała i stawiła się na linii startu. Pogoda tego dnia była dziwna. Z jednej strony pełne słońce, a z drugiej bardzo zimne powiewy wiatru – jesień w powietrzu. W oczekiwaniu na bieg organizatorzy mocno zachęcali do tego, żeby się rozgrzać, więc trochę poudawałam, że się rozgrzewam (na serio, muszę na youtube znaleźć dobrą rozgrzewkę biegową). Następnie udałam się na poszukiwanie swojej strefy czasowej.

bieg_03
Udaję, że się rozgrzewam. Kumpela na kocyczku!

Biegłam oczywiście w ostatniej, tej w której 10 km pokonuje się w czasie powyżej godziny. Znalazłam ją, a tam pustki, ludzi mało, za to Ci co byli, uśmiechnięci i weseli :), więc od razu poczułam się lepiej. Chwilę później głośny wystrzał z armaty oznajmił nam start i ruszyliśmy.

Trasa

Trasa początkowo biegła po płaskich ulicach w okolicy Twierdzy Modlin. Ta część drogi była do zniesienia, chociaż z kilometra na kilometr coraz bardziej dokuczało ostre słońce. Wszyscy, gdy tylko mogli szukali cienia, bo w słońcu podwójnie ciężko się biegło. Następnie trasa zaczęła dość mocno schodzić w dół. Na tyle było stromo, że nie mogłam pozwolić, żeby nogi same mnie niosły, bo mogłoby się to skończyć niebezpiecznie, biorąc pod uwagę fakt, że nawierzchnia była bardzo nierówna.

bieg_04
Tutaj jeszcze nie wiedziałam, że podbieg jest długi i męczący… (Zdjęcie: Zabiegani.tv)

Spadek kończył się tuż nad Narwią i naszym oczom ukazały się z lewej strony piękne widoki na rzekę, a z prawej na samą Twierdzę. Wzdłuż rzeki biegliśmy około kilometra, a potem zaczął się dość stromy podbieg. Postanowiłam, że będę sobie bez spiny wolniutko wbiegać, bo na horyzoncie zaraz po podbiegu widoczna była brama. Wbiegłam w tą bramę, wdzięczna, że jest cień i że już koniec podbiegu, kiedy moim oczom ukazała się druga część podbiegu – tuż za bramą. Pierwszych kilka metrów próbowałam jeszcze wbiegać, ale męczyłam się tak bardzo, że postanowiłam przejść ten krótki kawałeczek.

bieg_05
Mina tuż po pokonaniu podbiegu…

Tuz za tym ciężkim odcinkiem trasy wyminął mnie zwycięzca całego biegu. Podczas gdy ja jeszcze nie skończyłam pierwszego okrążenia on wykonał swoje dwa… wielki szacun. Ale w końcu i ja minęłam pierwszy raz linię mety, gdzie na szczęście organizatorzy zadbali o kubeczki z wodą. Jeden, dwa łyki były mi niezbędne, bo bardzo zasychało mi w gardle. Resztę wylałam, bo podobno jak za dużo się wypije podczas wysiłku fizycznego, to łapie kolka.

bieg_06
Jest woda, jest lepiej!

I w końcu zaczęło się drugie okrążenie. Z jednej strony dużo osób nie lubi kiedy biegnie się dwa razy to samo, ale z drugiej wiedziałam już dokładnie co w którym momencie mnie czeka. Wiedziałam, że mogę sobie chwile odpocząć na zbiegu, żeby zregenerować siły na podbieg. Jednak zmęczenie i słońce dawały się we znaki i drugi raz podbieg niemal od razu zaczęłam iść szybkim marszem. Chciałam mieć siłę na to, żeby dobiec już samą końcóweczkę do mety lekko szybciej.

Meta

bieg_07
Uwielbiam to zdjęcie!

Tuz przed metą dostałam takiego „powera” w nogach, że one działały jakby poza mną. Robiłam wielkie kroki, niemal leciałam w powietrzu, chociaż wcześniej byłam prawie pewna, że po takich podbiegach nie będę miała na to siły.

bieg_08
Tuż przed metą! Pełne skupienie.

Na metę dobiegłam bardzo zmęczona, otrzymałam medal, ale bardziej niż z medalu ucieszyłam się z wody, kolejnej w fajnej butelce podobnej do bidonu sportowego. A w następnej kolejności czekała już na mnie moja osobista kibicka pokazując jakie fajne zdjęcia udało jej się zrobić.

bieg_09
Meta! Wreszcie!

Po biegu

bieg_10
Znów za późno wyłączyłam Endomondo

Ogólnie bardzo cieszyłam się, że ten bieg miałam już za sobą, bo było dość ciężko. Mocne słońce, wycieńczające podbiegi w fatalnych miejscach (tuż przed 5 kilometrem i tuż przed metą), a do tego znów atmosfera ciszy i skupienia, taka jaką opisywałam na Biegu SGH. Biorąc pod uwagę te niesprzyjające czynniki oraz mój brak treningów wykręciłam całkiem niezły czas 1:03:39 – zakładałam, że będę biegnąć o dziesięć minut dłużej, więc mogę powiedzieć, że jestem z siebie dumna.

bieg_11
Już się nawodniłam i złapałam oddech – pora na fotki 🙂
bieg_13
Jedna strona medalu…
bieg_14
… i druga strona medalu.

Do mojego miasteczka wróciłyśmy z kumpelą lekko po południu i zjadłyśmy razem obiad (byłam bardzo głodna po biegu) i w nagrodę najlepsze lody, jakie kiedykolwiek jadłam (waniliowe z mascarpone, musem malinowym i winem – my w wersji bez wina). To była fajnie spędzona niedziela.

  • W.

    Gratulacje! Podoba mi się opis, mnie po biegach zwykle nawet nie chce się opowiadać o nich, zwłaszcza jak pojawiają się kryzysowe momenty. I czas fajny jak na ‚brak kondycji’, u mnie w dobrej formie jest podobny. 😉

    • Dzięki! Mi dużą przyjemność sprawia opisywanie biegów. Niby wszystkie takie same, żadna filozofia – biegniesz, ale o każdym można napisać coś zupełnie innego. A momenty kryzysowe też lubię opisywać, bo po ich pokonaniu mam poczucie dumy, że udało się przez to przebrnąć 🙂

Close