Niezniszczalne, ponadczasowe, odpowiednie dla dziewcząt jak i chłopców. Nie ma dziecka, które by ich nie lubiło. Od lat tak samo bawią dzieci i dorosłych rozwijając wyobraźnię i kreatywność. Mowa oczywiście o klockach LEGO. W tym roku, korzystając z trzech dni urlopu pomiędzy świętami zabraliśmy Malucha na wycieczkę do Warszawy i obejrzeliśmy Wystawę Budowli z klocków LEGO na Stadionie Narodowym.

Nie było nam dane odwiedzić wystawy klocków LEGO, która była w Warszawie dwa lata temu, nie jestem więc w stanie ich porównać. Organizatorzy jednak zapewniają, że jest to zupełnie nowa wystawa – i ja im wierzę 🙂 Bilety na wystawę możemy kupić oczywiście na samym Stadionie przed wejściem, ale zdecydowanie łatwiej jest zakupić je poprzez stronę internetową wystawy. Cena biletu uzależniona jest od dnia tygodnia i od pory dnia. W tygodniu rano zapłacimy 23 złote (w godzinach od 10:00 do 15:00), po południu 28 złotych (od 15:00 do 19:30) a wieczorem 19 złotych (od 19:00 do 21:00). W weekend przez cały dzień bilet kosztuje 28 złotych. Są oczywiście zniżki na bilety rodzinne, a także wstęp za free dla dzieci, które zmieszczą się pod specjalnie zamocowanym na wysokości 95 cm klockiem. My kupiliśmy trzy bilety, ale na miejscu okazało się, że Młody zmieściłby się spokojnie pod klockiem. Trudno, nie będziemy żałować paru groszy, bo cała wycieczka znakomicie nam się udała.

Do Warszawy wybraliśmy się pociągiem. Staraliśmy się, żeby cała wycieczka była prawdziwą wyprawą, a taka podróż koleją to nie lada atrakcja dla prawie trzylatka. Maluch spędził ją w całkowitej powadze i śledził każdy pojawiający się za oknami pociąg. Na Stadionie Narodowym zjawiliśmy się równo o godzinie 10:00, czyli wtedy, kiedy otwierają wystawę. Pozytywnie zaskoczyło mnie to, że nie było żadnych kolejek do wejścia. Niewielka kolejka ustawiła się po zakup biletów, ale na szczęście nas ona nie dotyczyła.

Armia królowej Kier z Alicji w Krainie Czarów.
Alicja, która się powiększyła.

Bardzo bałam się czy taka wystawa spodoba się naszemu żywiołowemu dziecku. Wszak eksponaty za szybą nie kojarzą się dzieciom ze świetną zabawą. Ale pod tym względem znów pozytywnie się zaskoczyłam, bo Maluch od razu podbiegł do pierwszej gabloty pytając „A co to?”. I tak z kolejną, i kolejną, i kolejną. To oczywiste, że niektóre budowle nie zainteresowały Młodego, ale niektóre cieszyły się jego ogromną uwagą. Tak samo z resztą jak moją i Pana Wyrodnego. Czytałam na stronie wystawy, że składa się ona z kilku stref tematycznych. W praktyce jednak nie zauważyłam widocznego podziału, poza Star Wars i Human body. Ale idąc za stroną internetową podział na strefy wygląda następująco:

Strefa 1: Inwazja gigantów. Gigantyczne modele znanych światowych budowli. Największe wrażenie zrobił na mnie Kapitol, diabelski młyn, który się poruszał, Batmobil naturalnej wielkości (hit!) oraz makieta Gotham City, w które można było przyciskiem wprawić w ruch pociąg lub zapalić latarnie w mieście.

Kapitol.
Diabelski młyn.
Batmobil.

Strefa 2: Aleja Gwiazd Sportu. Powiem szczerze, nie bardzo byłam nimi zainteresowana, chociaż Grosicki naturalnej wielkości zrobił wrażenie.

Gwiazdy sportu.

Strefa 3: Human Body. Ta ekspozycja była w osobnej, małej salce. Maluch jednak nie był w ogóle nią zainteresowany, więc udało mi się strzelić tylko jedną fotkę ludzkiego szkieletu…a reszty nie widziałam 🙁

Szkielet.

Strefa 4: Postaci ze świata nauki, historii i kultury. Też nie zainteresowały naszego syna, ale taki na przykład Kopernik dla mnie był bardzo fajny.

Mikołaj Kopernik.

Strefa 5: Figury superbohaterów. Superbohaterowie nie leżą jeszcze w kręgu zainteresowań trzylatka, mnie się jednak bardzo podobali. Chociaż określenie, że są w skali 1:1 w przypadku Hulka było mocno przesadzone 🙂

Hulk.
Kapitan Ameryka.

Strefa 6: Edukacja. W opisie na stronie pod tę kategorię wrzucili prawie wszystko, czyli i Human Body i znane światowe budowle i strefę matematyki. Niech im będzie, wystawa rzeczywiście miała charakter edukacyjny. Osobiście nie pisałabym jednak o osobnej strefie.

Strefa 7: Architektura świata. Tutaj wspomniany przeze mnie wcześniej Kapitol, Opera w Budapeszcie, Tower Bridge, czy nasz znany i lubiany Stadion Narodowy.

Strefa 8: Star Wars. Maluch niezainteresowany. Pan Wyrodny za to przepadł przepadł. A ja? Ja z chęcią obejrzałam i postaci i sceny z filmów, w szczególności, że dwa dni wcześniej pozwoliliśmy sobie z Panem Wyrodnym na seans w kinie właśnie Gwiezdnych Wojen.

Strefa 9: Bajki. Tak jak przewidywałam, Maluch najwięcej czasu spędził właśnie tutaj. Od razu poznał Smerfy i Kucyki Pony, nie znał tylko Muminków. Powiem Wam, że i mnie się te makiety podobały najbardziej.

Strefa 10: Robotyka. Na stronie pisali, że będą roboty wprawianie w ruch. Może coś przeoczyła, ale zobaczyłam tylko dwie gabloty z maszynami budowlanymi, którymi można było poruszać przyciskami. Były też sanie Mikołaja, które się poruszały, i śmieszny facet z kosiarką 🙂

Strefa 11: Fantastyka. Czyli wszystkie kolorowe makiety, których nie dało się przyporządkować do żadnych z powyższych kategorii. Nie powiem, fantazja barw i form zrobiła na mnie duże wrażenie. 

Strefa 12: Mozaiki. Widziałam tylko kilka, z daleka na ścianach. Może znów coś przeoczyłam?

Strefa zabawy. Czyli strefa, do której ciągnęło Malucha od kiedy tylko ją zobaczył. Bardzo fajne, wydzielone od reszty miejsce, w którym dzieciaki mogły wreszcie same pobudować coś z klocków. Były zarówno stoliki z klockami Duplo, jak i z częściami, z których można było wybudować fantastyczne pojazdy, a także z klockami w określonych kolorach, czy ze wzorami do wykonania mozaiki. Co mnie zaskoczyło i dało do myślenia, to fakt, że Maluch w ogóle nie bawił się Duplo, ale cudnie budował ze zwykłych „dorosłych” klocków. Chyba czas na jakiś „nie-duplowy” zestaw w domu. Gorzej było przy opuszczaniu tej strefy, bo Młody za nic nie mógł zrozumieć, że zbudowany przez niego traktor nie zostanie zabrany do domu.

Ściana, na której można było zostawić podpis.

A tutaj jeszcze kilka kadrów z naszej wycieczki:

Samolot, który został wylicytowany na WOŚP.
Poznajecie? Quidditch z Harrego Pottera.
Bajka o Trzech świnkach.
Indianie.
Plac budowy.

Podsumowując całą wystawę poważnie zastanawiam się nad tym czy warto, czy jednak za drogo czy może za mało. Bo niby te 23 złote za bilet, to nie majątek, niby dużo było tych budowli, ale czuję jakiś wewnętrzny niedosyt. Może z wiekiem i moje oczekiwania rosną. Na pewno nie było tak, że zrobiłam Wielkie WOW po obejrzeniu wystawy. Myślę jednak, że dla dzieci i tak jest to dużą frajdą, w szczególności, jeżeli wybierze się tam cała rodzina i mile spędzi wspólnie czas.