Pamiętacie jeszcze, że biorę udział w kilkumiesięcznym wyzwaniu czytelniczym? Ja pamiętam, bo bardzo mnie to wyzwanie kręci. W tym miesiącu musiałam puścić wodze wyobraźni i wcielić się w… o tym za chwilkę 🙂

Najpierw dwa słowa o tym co to w ogóle jest za wyzwanie. „Wyzwanie Czytanie”, to akcja, która ma pokazać Wam, że czytanie jest naprawdę fajne. Osobiście uwielbiam czytać książki, czytnik towarzyszy mi codziennie od samego rana (czytam przy śniadaniu i w pociągu jadąc do pracy) do wieczora (kładąc się spać – niezależnie która jest godzina – muszę przeczytać chociaż kilka zdań książki). Dlatego właśnie postanowiłam wziąć udział w tej ciekawej akcji.

W naszym wyzwaniu bierze udział kilka dziewczyn. Raz w miesiącu jedna z nas wymyśla jakieś fajne czytelnicze wyzwanie, na które każda uczestniczka musi odpowiedzieć. Organizatorką naszej zabawy jest Paulina, która prowadzi blog Yakie Fayne. Zapraszam Was do odwiedzenia jej miejsca w sieci, bo tam właśnie znajdziecie dokładny opis wyzwania.

Oto uczestniczki akcji:

Wyzwanie wrześniowe

W tym miesiącu nie wystąpię w filmiku (może to i dobrze), bo zdecydowanie wolę wypowiedzieć się na piśmie na temat:

Gdybyś mógł być książką, jaką książkę byś wybrał? Uzasadnij swój wybór.

Jeśli miałabym być książką, to rozpatrywałabym siebie w dwóch kategoriach. Kategoria pierwsza to wygląd! Ach, która z nas nie chciałaby wybrać sobie jak ma wyglądać? Ja byłabym książką nie za grubą i nie za cienką. Taką, zgrabniutką – jednak odpowiednia masa to ważna rzecz dla kobiety, znaczy się – książki. Miałabym sztywną oprawę, żadnej obwoluty, bo ich nie lubię. Moja okładka byłaby matowa, satynowa, z drobnymi, błyszczącymi elementami. Utrzymana w niebieskiej kolorystyce. Takie podobają mi się najbardziej. Miałabym ładny grzbiet, taki, że postawiona na półce, zwracałabym na siebie uwagę, a na tym grzbiecie złotymi literami wypisane byłoby moje imię i nazwisko. Strony byłyby oczywiście szyte, nie klejone. A papier w środku byłby nie śnieżnobiały, tylko delikatnie kremowy. I tekst wydrukowany byłby piękną szeryfową czcionką w kolorze granatowym. Każdy rozdział zaczynałby się od dużego, ozdobnego inicjału a kończył drobnym ornamentem. 

Ale przecież bardziej niż wygląd liczy się wnętrze! Tak więc, mimo, że nie byłabym grubą książką, byłabym bardzo treściwa. Łączyłabym w sobie wiele cech.  Byłabym: fascynująca jak Gra Endera, logiczna jak  Sherlock Holmes, mądra jak Biblia, magiczna jak Harry Potter, romantyczna jak Ania z Zielonego Wzgórza, absurdalna jak Świat dysku, wesoła jak Lesio, lekka jak styl pisania Katarzyny Grocholi, tajemnicza jak zagadki Dana Browna, wizjonerska jak książki Lema. Przy tym wszystkim chciałabym być pełna prostoty i otwartego dziecięcego umysłu jak w książeczkach dla dzieci na półce Malucha.

Chciałabym być książką, która zapada ludziom w pamięć, książką, po której przeczytaniu czytelnik będzie miał „kaca”. Chciałabym, jako książka, zapaść ludziom w pamięć na długie lata. Będę pracować nad tym, żeby być takim człowiekiem, jaką książkę opisałam Wam w tym wyzwaniu.

Pewnie, gdybym miała trochę więcej czasu wolnego, to puściłabym bardziej wodze wyobraźni i wygrzebała większe pokłady kreatywności. Mam jednak nadzieję, że chociaż trochę udało mi się „ugryźć” temat w oryginalny sposób.

Pozostałe etapy wyzwania

Są tutaj:

  1. Czerwiec – Mix Book Tag
  2. Lipiec – Francja (moja część znajduje się w wpisie gościnnym)
  3. Sierpień – Alfabet

Chcecie też wziąć udział?

Nic prostszego: w każdej chwili możecie dołączyć do wyzwania (do czego serdecznie Was namawiam). Skontaktujcie się a Pauliną (Yakie Fayne) i ona powie Wam wszystkie szczegóły techniczne akcji.